90% kłamstwa

Obrazek użytkownika Humpty Dumpty
Kraj

Raport feministycznej fundacji STER jednoznacznie wskazuje, że Polki należą do najbardziej uciśnionych na całym świecie.

 

Okazuje się, że żyjemy w kraju najgorszym dla kobiet w całej Europie. Ba, może i na świecie, bowiem jak informuje AVAAZ w Afryce jedynie niecała połowa kobiet spotyka się z przemocą seksualną. Natomiast w Polsce, jak wynika z tekstu dołączonego do kolejnego apelu AVAAZ - dziewięć na dziesięć Polek doświadczyło przemocy seksualnej.

Niejaka Magdalena Chrzczonowicz pisała o tym w OKO.press 23 sierpnia 2016 r.

 

Niemal 90 procent Polek doświadczyło jakiejś formy przemocy seksualnej. Ponad 20 procent - gwałtu.

Ale jedna liczba z raportu fundacji "Ster" mówi o Polsce coś zupełnie potwornego: aż 91,8 proc. ofiar gwałtu nie zgłosiło go policji. Z powodu wstydu i braku wiary w realną pomoc.

Opublikowany w lipcu raport o przemocy seksualnej Fundacji na Rzecz Równości i Emancypacji „Ster” wywołał kontrowersje nie tylko w środowiskach prawicowych. Największym zaskoczeniem była informacja, że 87,6 proc. badanych kobiet doświadczyło molestowania seksualnego

Badania dotyczące przemocy seksualnej w Polsce są wciąż potrzebne. Przede wszystkim dlatego, że dane o skali zjawiska gwałtu opierają się na statystykach policyjnych, czyli na liczbie spraw zgłoszonych i wszczętych przez policję. Z raportu wynika natomiast, że ponad 90 proc. kobiet nie zgłasza gwałtu.

Raport Fundacji „Ster” jest też odpowiedzią na dane podawane przez Agencję Spraw Podstawowych (FRA), z których wynika, że sytuacja w Polsce jest lepsza niż np. w Skandynawii.

https://oko.press/dziewiec-na-dziesiec-polek-bylo-molestowanych-raport-o-przemocy-seksualnej/

 

Raport fundacji STER został opracowany przez Magdalenę Grabowską i Agnieszkę Grzybek.

Przyjrzymy się bliżej obu osoboniewiastom.

Agnieszka Grzybek – z wykształcenia polonistka. Jak czytamy na stronach www fundacji STER:

Absolwentka Wydziału Polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim (pracę magisterką o romantycznej podmiotowości napisała pod kierunkiem prof. Marii Janion) oraz Szkoły Praw Człowieka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (1997/1998) i Institute for Women’s Global Leadership (Center for Women’s Global Leadership, Rutgers University, 2001). Z ruchem feministycznym w Polsce związana od 1997 roku; w latach 1997–2005 pracowała w Ośrodku Informacji Środowisk Kobiecych OŚKa, współzałożycielka Porozumienia Kobiet 8 Marca, członkini Rady Programowej Kongresu Kobiet. Była członkinią Rady Programowo-Konsultacyjnej przy Pełnomocniczce Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn (2002–2005, kiedy funkcję tę piastowały kolejno: Izabela Jaruga-Nowacka i prof. Magdalena Środa). W latach 2007–2014 koordynowała regionalny program „Demokracja płci” w warszawskim biurze Fundacji im. Heinricha Bölla. Prowadziła zajęcia z historii ruchu kobiecego po 1989 roku na podyplomowych studiach Gender Mainstreaming w Instytucie Badań Literackich PAN.

dr Magdalena Grabowska

– socjolożka, adiunkt w instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, współzałożycielka Fundacji na rzecz Równości i Emancypacji STER, wykładowczyni Gender Studies im. Marii Konopnickiej i Marii Dulębianki przy instytucie Badań Literackich PAN. Absolwentka instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego (2000), doktoryzowała się w 2010 roku na Uniwersytecie Rutgers w USA na podstawie rozprawy doktorskiej poświęconej ruchowi kobiecemu w Polsce po 1989 roku.

Powyższa biografia została zaczerpnięta z notki o autorkach raportu.

By dopełnić obrazu fundacji STER warto podać jeszcze jedną osoboniewiastę z jej zarządu. To Anna „Che” Czerwińska. Swoją drogą to ciekawe zjawisko – wszelkiej maści lewicowcy uważają za właściwe noszenie przydomków wywodzących się od jednego z większych komunistycznych bandziorów. Ba, człowieka, który rozprawił się ze środowiskiem LGBT+ na Kubie. Aż dziwne, że podobne Czerwińskiej nie noszą partyjnej ksywy „Adolfina” czy też „Józefa”. ;)

Wracając do „Che” -

absolwentka UMK – Instytutu Filozofii w Toruniu i Gender Studies przy ISNS UW. Współorganizatorka Manify i innych wydarzeń w ramach Porozumienia Kobiet 8 marca (2000–2006); specjalistka ds. informacji w Fundacji Ośrodek Informacji Środowisk Kobiecych – OŚKa w Warszawie, gdzie m.in. koordynowała program grantowy Fundusz dla Kobiet, bazę danych organizacji kobiecych w Polsce; ogólnopolską akcję „Bezpieczna Taksówka dla Kobiet”. W latach 2005–2012 pracowała w Fundacji Feminoteka, była wiceprezeską jej zarządu. W 2008 roku otworzyła Wirtualne Muzeum Historii Kobiet (feminoteka.pl/muzeum). Współredaktorka strony internetowej feminoteka.pl. Prowadziła zajęcia autorskie na temat ruchu kobiecego i historii kobiet na Gender Studies Uniwersytetu Warszawskiego, Gender Studies im. Marii Konopnickiej i Marii Dulębianki przy Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, Gender Studies przy Instytucie Filozofii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Powyższa notka ze strony www fundacji STER.

A teraz najważniejsze, czego niestety zabrakło w denuncjacji OKO.press-u.

Autorki „badania” piszą wyraźnie:

Punktem wyjścia metodologii zastosowanej przez nas w badaniu ilościowym i jakościowym było przekonanie o konieczności uzupełnienia badań Agencji Praw Podstawowych o dane z innego źródła, uzyskane przy pomocy innych, choć porównywalnych, narzędzi badawczych. Jednocześnie projektując nasze badania, kierowałyśmy się wyrażanym w ramach badań zaangażowanych i feministycznych postulatem odejścia od przekonania o możliwości uzyskania w badaniach społecznych obiektywnej i neutralnej wiedzy na temat zjawisk społecznych.

(str. 22 raportu)

A zatem, proszę Państwa, feministyczna metodologia badań społecznych oznacza brak możliwości uzyskania wiedzy nt. zjawiska, które się bada.

Klęknąłem.

Czyli cały raport fundacji STER można rozstrzaść o przysłowiowy kant, skoro autorki założyły z góry, ze i tak obiektywnej wiedzy nie zdobędą.

Nic dziwnego, że nawet autorka cytowanego wyżej tekstu z OKO.press zmuszona jest stwierdzić:

W badaniu uczestniczyło 451 kobiet z województw mazowieckiego (32,2 proc.), podkarpackiego (33,2 proc.), pomorskiego (33,5 proc.) i podlaskiego (1,1 proc.). Próba nie jest reprezentatywna. Badania prowadzono w okresie maj-sierpień 2015 r.

(op. cit.)

Oto mechanizm powstawania kolejnej feministycznej prawdy, godnej niestety magla, a nie upublicznienia.

Żurnalistka OKO.press, niejaka Magdalena Chrzczonowicz, pełni odpowiedzialną rolę sekretarza redakcji. Z wykształcenia socjolog doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że najważniejszą rolę w każdym tekście dziennikarskim odgrywa tytuł. I mało kto będzie wnikał w meandry jest tekstu – 80-90% czytelników (a raczej czytelniczek) swoją ciekawość zaspokoi po przeczytaniu tytułu ewentualnie kilku następnych zdań.

Do tego, że wnioski feministycznych badaczek są nieuprawnione, jako ze nie są oparte na próbie reprezentatywnej, dojść można tylko poprzez wnikliwe czytanie tekstu.

Tak właśnie wygląda manipulacja i przy okazji próba tworzenia kolejnych faktów prasowych służących wyciąganiu pieniędzy z unijnej kasy. Wszak skoro tyle Polek pada ofiarą to trzeba sypnąć kasą na kolejne feministyczne granty.

W kolejce po brukselską kasę stoi już całkiem spora kolejka. Wszak przed chwilą dosłownie świat dowiedział się, że tęczowi nie są wpuszczani do polskich sklepów i restauracji. Kasa potrzebna jest teraz na pilne poszukiwania takowych.

 

1.12 2019

 

Dla pełni obrazu dodać trzeba, że STER finansowany jest przez fundację Stefana Batorego, założoną, jak pamiętamy, przez niejakiego Sorosa ciut przed rozpoczęciem rozmów magdalenkowych.

Dzisiaj śmiało możemy powiedzieć, że fakt ten wskazuje na wcześniejsze rozmowy podjęte przez osoby decyzyjne w juncie Jaruzelskiego (i to za błogosławieństwem Moskwy) z przedstawicielami ekipy zawłaszczającej sobie dorobek I Solidarności.

PS.: Możemy wyobrazić sobie podobne badanie – nadredaktor Michnik na Czerskiej zadaje swoim żurnalistom pytanie o to, jaka jest najbardziej wiarygodna i polska gazeta w Polsce?

Co najmniej 90% ankietowanych uzna za taką „gazetę wyborczą”.

fot. pixabay

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 4 (głosów:13)

Komentarze

Tu w ogóle nie ma co zawracać sobie głowy wymysłami jakichś ogłupionych kobiet tylko trzeba sięgnąć do źródła problemu.
W tym przypadku podstawowe pytanie brzmi - kto to finansuje i dlaczego to finansowanie jest tolerowane przez państwo polskie, które oficjalnie deklaruje całkiem inną politykę...

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1610694

w świat. Przy okazji warto też zapoznać się z "feministyczną metodą badań naukowych". Pzdr

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1610695

O to właśnie w tym wszystkim chodziło, żeby poszły w świat. Po to ktoś za takie rzeczy płaci.
W tego typu przedsięwzięciach najciekawsze są kulisy - zarówno w zakresie finansowym jak i postawy wobec nich naszego państwa. To więcej mówi o stanie faktycznym niż wszystkie szumne publiczne deklaracje razem wzięte.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1610697

czytając ten stek bzdur , klamstw można dostać torsji .Zdumiewa mnie zakłamanie i fałsz jaki jest prezentowany w tej fundacji.
Dzisiaj każde zaprzaństwo , kłamstwo , fałsz godzący w honor , godność Narodu Polskiego jest objawieniem donosicieli , zdrajcow , sabotażystów porządku i prawa w Polsce.
Kłamcy , donosiciele , zdrajcy są na fali obecnie , mam nadzieje ze to wszystkie zło któregoś dnia obróci się i wróci do nich .

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1610704

Od jakiego czasu zachodzę w głowę jakim prawem grupa feministek walczy bez mojej zgody o  rzekomo "moje" prawa.

Czemu  mają miejsce sytuacje gdy "pani marszałkini", która  wcale nie chce być tak nazywana, jest prostowana przez  posła, który lepiej od niej wie czego chcieć powinna.

Mam wrażenie, że  za ruchami wyzwolenia kobiet stoją bogaci i ustawienie mężczyźni, a tzw. prawa kobiet tak naprawę służą im. Czym jest  bowiem prawo do aborcji kobiet jeśli nie prawem do nieodpowiedzialnego, wolnego seksu dla mężczyzn? Czym jest  obowiązek pracy zarobkowej kobiet jeśli nie prawem mężczyzn do zachowania swoich pieniędzy dla siebie  bez obowiązku łożenia w pierwszej kolejności na rodzinę?

Dlaczego wśród postulatów "walczących kobiet" nie ma  walki o alimenty na dzieci zostające przy matce, a od ich płacenia uchyla się 80% mężczyzn jak Europa długa i szeroka, zaś alimenty wysokości 100-150 EURO  mają wystarczyć  na utrzymanie dzieci zarówno w Polsce jak  i we Francji .

Z moich prywatnych, niereprezentatywnych badań wynika, że do aborcji zwykle namawiają mężczyźni i to oni mają potem problem z głowy, a kobiety zostają na długie lata w poczuciu winy, którą usiłują zakrzyczeć walcząc o to "prawo" dla innych, lub zapłakują po nocach w samotności. Czasem od razu, czasem  dopiero po wielu latach. Sytuacje gdy to kobieta sama z siebie chce aborcji mając przy sobie odpowiedzialnego mężczyznę, gotowego ją wspierać i w ciąży i wychowywaniu dziecka są sporadyczne.

Czy naprawdę kobiety w swojej masie  głównie potrzebują  nieskrępowanego seksu i żeńskich końcówek rzeczowników?

Moja niereprezentatywna grupa kobiet: krewnych, koleżanek, znajomych bardziej potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, troski, wsparcia w problemach ze zdrowiem, wychowaniem dzieci, finansowych itp. Ale tego marsze feministek nie postulują.

Czuję, że współczesny ruch feministyczny jest  inspirowany i kierowany przez mężczyzn, którzy wyłapują ze społeczeństwa osobniczki o dużym parciu na media i niskim IQ, na tyle niskim, że są  łatwo sterowalne i spełniają świetnie role pożytecznych idiotek, robiąc sobie tak naprawdę kuku.

I czemu mnie nie dziwią badania na grupach  niereprezentatywnych -  a jakie miałaby być, skoro panie je prowadzące same są niereprezentatywne.

p.s.

Wiele, wiele  lat temu  wysłuchałam opowieści młodej wówczas dziewczyny, która rok wcześniej dokonała aborcji we Włoszech. Poznała  uroczego Włocha, wszystko było pięknie i cudnie, wielkie uczucie i wielkie słowa do dnia gdy okazało się , że ona spodziewa się dziecka. Dał jej pieniądze na pozbycie się problemu i zniknął. Ona w obcym kraju, sama, młoda  zdezorientowana poszła do kliniki, dostała "głupiego jasia" i czekała na  "zabieg" na korytarzu. Wtedy obudziło się jej sumienie. Zmieniła zdanie i chciała się wycofać. Weszła do gabinetu i oświadczyła , że rezygnuje. Co zrobił Pan doktor  gdy nie chciała się przekonać , że jednak chce aborcji? Rozzłościł się i  wezwał drugiego na pomoc. Wykręcili jej ręce i rzucili na kozetkę. Krzyczała, płakała, że nie chce. Uznali, że to histeria i dostała  kolejny zastrzyk na uspokojenie. Ocknęła się po wszystkim. Mnie opowiadała to rok później, żyjąc do tamtego dnia na dnie rozpaczy. 

Ale panowie -zarówno niedoszły tata jak i dwaj lekarze-oprawcy zapewne  wspierają feministki w walce o ich prawa.... 

I to przecież nie była przemoc seksualna, o której piszą feministki...

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1610736

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1610804