Windykacja za wszelką cenę  

Obrazek użytkownika Humpty Dumpty
Kraj

„Złote żniwa” windykatorów z początku lat 2000 mamy już za sobą dzięki znienawidzonemu przez „totalniaków” PiS. Niestety, te same metody zaczynają przejmować…. urzędy.

 

 

Niesławne praktyki szeregu firm wyciskających najczęściej nieświadomego swoich praw obywatela spowodowały, że wreszcie powrócono do rozwiązania, które było stosowane w Polsce jeszcze w latach 1930-tych, i które to tzw. komuna przejęła po 1945 r. – otóż upływ przedawnienia roszczenia sąd znowu rozpoznaje z urzędu, a nie na zarzut pozwanego.

 

W ten oto prosty sposób rozwiązano problem nadmiernie licznych przypadków pozywania o przedawnioną wierzytelność na dodatek pod fikcyjnym adresem i późniejszego windykowania już pod właściwym.

 

Co więcej uniemożliwiono także dochodzenie „wierzytelności” powstałych w wyobraźni windykatorów. Obok faktycznie istniejących pojawiły się ich sobowtóry – czasem jedna osoba była nękana z tego samego tytułu przez kilka różnych firm.

 

Niestety, nie tylko „sobowtóry”. Zupełnie na zimno i z wyrachowaniem ludzie starsi (przede wszystkim) byli wzywani do regulowania drobnych kwot powstałych z niedopłaty rachunków telefonicznych itp. Ot, dajmy na to ktoś nie zapłacił Centertelowi 12 zł w 1997 r. Firma windykacyjna przypominała o tym „dłużnikowi” żądając zapłaty ok. 60,- zł w 2017.

 

By uwolnić się od uciążliwego windykatora należało okazać mu zapłacony 20 lat wcześniej rachunek.

 

Osobiście jednak nie znam nikogo, kto przechowywałby wszelkie kwity przez tak długi okres czasu.

 

Kuriozalne było dowodzenie zasadności roszczenia przed sądem. Otóż dowodem we wszystkich znanych mi przypadkach (a było tego spokojnie ponad 100) za każdym razem był… wyciąg z ksiąg rachunkowych odpowiedniego funduszu.

 

Wyobraź sobie, Czytelniku, że oto ja pozywam Ciebie o jakieś marne 200 PLN. Jako dowód na istnienie zobowiązania dołączam kartkę z notesu, na którym własnoręcznie napisałem: taki to a taki jest mi winien 200 złotych.

 

Tak to niestety wyglądało, a w niektórych „windykatorniach” wygląda nadal.

 

Na szczęście taki „dowód” łatwo obalić.

 

 

Dzięki zmianom w prawie windykacyjne eldorado mamy już za sobą.

 

Niestety.

 

Metody pozostały.

 

 

I to aż strach się bać w jakich instytucjach.

 

Oto powstały na bazie ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (Dz. U. 2003 Nr 124 poz. 1152 ) Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (art. 96. i n.) zajmuje się wypłatą odszkodowań i świadczeń poszkodowanym w wypadkach i kolizjach drogowych, spowodowanych przez nieubezpieczonych posiadaczy pojazdów oraz nieubezpieczonych rolników. Każda z tych grup ma obowiązek posiadać ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej, popularnie zwane OC. UFG wypłaca również odszkodowania osobom poszkodowanym w wypadkach drogowych, gdy sprawca szkody nie został ustalony.

 

UFG zajmuje się także kontrolą spełnienia obowiązku ubezpieczenia i karaniem nieubezpieczonych, którzy tego obowiązku nie wypełnili. Naszą misją jest zapewnienie szczelności systemu obowiązkowych ubezpieczeń OC oraz ograniczenie liczby nieubezpieczonych posiadaczy pojazdów, poruszających się po polskich drogach.

 

Wypadki i kolizje spowodowane przez nieubezpieczonych i niezidentyfikowanych kierowców kosztują rocznie innych właścicieli pojazdów w Polsce ponad 74 mln zł.

Chcemy by w świadomości wszystkich Polaków zapadła informacja: Każdy kierowca ma obowiązek zapewnienia ubezpieczenia OC poruszając się pojazdem, jak również każda osoba prowadząca gospodarstwo rolne ma obowiązek posiadania ubezpieczenia OC. Poruszanie się po polskich drogach bez ważnej polisy komunikacyjnej OC, jak również prowadzenie gospodarstwa rolnego bez ubezpieczenia OC są nielegalne, a niedopełnienie obowiązku ubezpieczeniowego jest karane.

https://www.ufg.pl/infoportal/faces/pages_home-page/Page_4d98135c_14e2b8ace27__7ff4/Page_a47c431_14bed81a009__7fee/Page_a47c431_14bed81a009__7fed?_afrLoop=62785777431092115&_afrWindowMode=0&_adf.ctrl-state=brkpezo93_307

 

Beata W., mieszkanka jednego z miast górnośląskiej Metropolii przed laty była właścicielką okazałego amerykana – srebrzysty Ford Taurus i dzisiaj robiłby wrażenie swoją wielkością.

Niestety. Samochód cechowało idące w parze z rozmiarami pragnienie – nawet 18 l/100 km w ruchu miejskim.

W kwietniu 2010 r. Beata sprzedała auto.

Po 9 latach Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny wykrył potencjalną ofiarę.

W. dostała wezwanie do zapłaty, jako że zdaniem prześwietnych urzędów nadal jest posiadaczką zabytkowego już pojazdu (2019) i nie płaci OC.

 

Na nic dało tłumaczenie, że sprzedała auto dawno temu i po 9 latach nie jest w stanie odszukać umowy. Jedyne, na co zgadza się Fundusz to zawieszenie postępowania windykacyjnego do czasu, kiedy W. ustali przed sądem, że zobowiązanie nie istnieje!

A zatem dalsze koszty, nerwy, powoływanie świadków, obawa, czy sąd da wiarę, albo też czy nie odrzuci pozwu, oddali z jakiejkolwiek przyczyny…

Wszystko dlatego, że W. nie archiwizuje dokumentów. I to jak leci. Nawet paragonów czy też biletów na przejazd.

Warto jednak pamiętać, że w przypadku roszczenia o zapłatę składki ubezpieczeniowej lub jej raty, termin przedawnienia określa art. 819 § 1 k.c. Zgodnie z tym przepisem „roszczenia z umowy ubezpieczenia przedawniają się z upływem lat trzech”.

Zatem UFG występując o uiszczenie opłaty 4.500,- zł za brak obowiązkowego OC uznał, że W. jeździła ww. samochodem jeszcze w 2016 r.

 

Zapewnienia, że sprzedaż była dokonana w kwietniu 2010 r. zwyczajnie olał.

 

To dość dziwne postępowanie, bowiem od 1964 roku w Polsce obowiązuje kodeks postępowania administracyjnego. Fundamentalna zasada tegoż postępowania w przypadku, gdy w sprawie nie istnieją żadne dowody, zawarta jest w art. 75 Kodeksu postępowania administracyjnego.

 

 § 1. Jako dowód należy dopuścić wszystko, co może przyczynić się do wyjaśnienia sprawy, a nie jest sprzeczne z prawem. W szczególności dowodem mogą być dokumenty, zeznania świadków, opinie biegłych oraz oględziny.

§ 2. Jeżeli przepis prawa nie wymaga urzędowego potwierdzenia określonych faktów lub stanu prawnego w drodze zaświadczenia właściwego organu administracji, organ administracji publicznej odbiera od strony, na jej wniosek, oświadczenie złożone pod rygorem odpowiedzialności za fałszywe zeznania. Przepis art. 83 prawo odmowy zeznań i odmowy odpowiedzi na pytania § 3 stosuje się odpowiednio.

 

 

Samochód nie jest nieruchomością (nawet stojący na cegłach zamiast kół i pozbawiony silnika), zatem do jego sprzedaży teoretycznie wystarczy nawet umowa ustna.

 

By z kolei podlegać obowiązkowemu ubezpieczeniu OC trzeba być jego właścicielem (wiem, spłycam temat, dla naszych rozważań jednak to w zupełności wystarczy).

 

Skoro więc własność mogła być przeniesiona w dowolnej formie żaden urząd nie może mi nakazywać dostarczenia pisemnego potwierdzenia transakcji.

 

Nie może także żądać zaświadczenia o wyrejestrowaniu pojazdu. Prowadzone przez starostwa i ich miejskie odpowiedniki rejestry nie mają charakteru konstytucyjnego lecz tylko deklaratoryjny.

 

Co to znaczy? Ano to, że właścicielem zostaje/przestaje się być w momencie zawarcia umowy i wydaniu jej przedmiotu, tj. pojazdu, nie zaś w momencie pojawienia się zapisu w stosownej ewidencji. Brak adnotacji natomiast jest jedynie dowodem, że strona olała swoje obowiązki względem urzędu (do 2020 r. mogła robić to bezkarnie).

 

Tymczasem UFG idzie na skróty. Powołuje się na przepis art. 10 u. 2 ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (Dz. U. 2003 Nr 124 poz. 1152 ):

 

Ustalenia spełnienia lub nieistnienia obowiązku ubezpieczenia można dochodzić przed sądem powszechnym.

 

Dodatkowo Fundusz informuje, że w przypadku wystąpienia na drogę sądową łaskawie zawiesi postępowanie windykacyjne do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia.

 

Zwróćcie jednak uwagę, że nim urząd wyda stosowną decyzję prowadzi postępowanie administracyjne, a zatem winien stosować przepisy KPA w tym art. 75 w szczególności!

 

Najwyraźniej cała akcja obliczona jest na strach ludzi przed sądami, skądinąd wywołany niepewnością co do losów nawet najbardziej oczywistych spraw.

 

Spora część osób, do których przyjdą takie wezwania zrobi awanturę współmałżonkowi, który nie przechował dokumentów sprzed lat kilku…nastu, i zacznie prosić UFG o raty. Na co on pewnie z radością przyzwoli.

 

I tak oto można będzie dorobić sporo kasiury korzystając z tego, że Polacy przez lata zaniedbywali obowiązki wobec urzędów.

 

Wróćmy jednak do pani W.

 

Okazało się, że odnalazła dokumenty sprzedaży samochodu. Co prawda były w piwnicy oczekując momentu, kiedy skończą jako podpałka w piecu centralnego ogrzewania, ale się uchowały.

 

Beata W. swój samochód sprzedała 12 kwietnia 2010 r. o czym powiadomiła urząd miejski w Sosnowcu dnia następnego.

 

Również w dzień św. Hermenegildy złożyła wniosek do towarzystwa ubezpieczeniowego HDI o zwrot niewykorzystanej składki. Przelew na jej dobro został dokonany.

 

A UFG żąda pieniędzy...

 

Nr sprawy: OPL/2019/122360

 

 

9.01 2020


 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:10)

Komentarze

Cóż, wszystko się zgadza.

Nie będę juz opisywał moich przypadków ale tak właśnie postępują urzędy, a US i ZUS to juz kompletne państwo w państwie i na żywca żądają kwot do zapłaty, a tak na prawde to WYŁUDZAJĄ, co w normalnym państwie byłoby z miejsca karalne ale im nie grozi nawet nagana w urzędzie, co najwyżej awans. To pokazuje jakiem mamy państwo represyjne.

Ps. jednak podam jeden przykład - US nakazał dopłate podatku od sprzedaży mieszkania w kwocie 700zł., bo uznał sobie wedle własnego widzimisie, że powinno być więcej. I teraz masz do wyboru iść do sądu, a US weźmie swojego rzeczoznawce (z wiadomym wyliczeniem) - więc przegrasz i zapłacisz jeszcze więcej. Możesz też isć do sądu i wziąć swojego rzeczoznawce (jednak na tamten czas kosztował 1200zł.) i masz szanse wygrać, tyle, że wygrana da Ci, że nie zapłacisz 700zł. więcej podatku ale za to będziesz musiał dać 1200zł. na rzeczoznawce, za które nikt Ci nie zwróci nawet w chwili wygranej - OT I WYŁUDZANIE KASY W BIAŁYCH RĘKAWICZKACH PRZEZ URZĘDASÓW DOSKONAŁE - i jeszcze taki gnój za Twoją krwawice dostanie awans i nagrode.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-1

Dziękuję za uwagę,
Twój komentarz wezmę pod rozwagę ;)

#1614390

Świetnie i bardzo czytelnie opisana sytuacja i mechanizmy patologii w kraju nad Wisłą.

Ukłony :)

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0
#1614391

w takich sprawach jest jeszcze to, że taki urzędnik/das "działa" w godzinach swojej pracy za które ma zapłacone i obojętnie jakie zakończenie sprawy nie niesie dla niego żadnego ryzyka. Ot, fatygi i myśli tyle, co napisanie i wysłanie pisma do  "obywatela". Do tego  jest obstawiony sprzyjająca mu władzą zwierzchnią która go zatrudniła i za darmo ma do dyspozycji firmowych/urzędowych, na koszt podatnika zatrudnionych, prawników. Obywatel zaś, działa-broni się, w swoim prywatnym czasie, za prawnika ma zapłacić swoimi prywatnymi pieniędzmi, których często nawet nie ma. /Np taki emeryt na cienkiej emeryturce czy ojciec-matka kilkorga dzieci/. Dysproporcja sił jest b. niekorzystna dla pozwanego przez urząd, cały stres po jego stronie. To nie jest normalne. Gdyby nękający urzędnik ponosił karę finansową czy wylatywał, była by pewna równowaga sił. Ale jak wiemy, to iluzja. To b. ważne tematy, ale ... smutne. Masakra.

Jeżeli pani W. odnalazła druk  sprzedaży, tzn. urząd chciał ją naciągnąć. I co ? I nic. Żadnych konsekwencji dla kogokolwiek w urzędzie.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

janksero

#1614485

pismo do HDI pani W. zażądała zwrotu kosztów - 2x10 zł za listy polecone oraz 350 zł za poradę prawną. Zobaczymy jaka będzie odpowiedź. W każdym bądź razie w przypadku odmowy sprawa znajdzie się w sądzie.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1614488