MTSC a porwanie Maduro przez Trumpa

Obrazek użytkownika gps65
Idee

Ten tek­st je­st kon­ty­nu­acją dwó­ch mo­ich wcze­śniej­szy­ch roz­k­min. Sta­no­wią one za­ple­cze teo­re­tycz­ne te­go, co da­lej.

]]>Od wy­kład­ni­cze­go po­stę­pu do upad­ku pań­stwa]]>

  W tej not­ce opi­su­ję pro­stą za­leż­no­ść: wy­kład­ni­czy po­stęp tech­no­lo­gicz­ny zmie­nia śro­do­wi­sko dzia­ła­nia szyb­ciej, niż pań­stwa są w sta­nie zmie­niać swo­je pro­ce­du­ry, pra­wo i spo­sób po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji. Efek­tem je­st na­ra­sta­ją­ca nie­wy­dol­no­ść kla­sycz­ne­go po­rząd­ku te­ry­to­rial­ne­go.

]]>Me­me­tycz­na Teo­ria Suk­ce­su Cy­wi­li­za­cyj­ne­go (MTSC)]]>

  Tu wpro­wa­dzam po­ję­cie mem­plek­sów: ze­sta­wów idei, in­sty­tu­cji i prak­tyk, któ­re kon­ku­ru­ją ze so­bą jak or­ga­ni­zmy w ewo­lu­cji. Wy­gry­wa­ją te, któ­re le­piej do­pa­so­wu­ją się do ak­tu­al­ne­go śro­do­wi­ska tech­no­lo­gicz­ne­go i spo­łecz­ne­go.

  Dzi­siej­sze wy­da­rze­nia w We­ne­zu­eli są czy­stym stu­dium przy­pad­ku. Wi­dać w ni­ch jed­no­cze­śnie si­łę pań­stwa i je­go struk­tu­ral­ną kru­cho­ść.

Su­we­ren­no­ść ja­ko mem

  Po­rwa­nie Nicolása Ma­du­ro przez si­ły USA, na roz­kaz Do­nal­da Trum­pa, oraz za­po­wie­dź tym­cza­so­we­go ad­mi­ni­stro­wa­nia We­ne­zu­elą do cza­su bez­piecz­nej trans­for­ma­cji, wy­glą­da jak de­mon­stra­cja spraw­no­ści he­ge­mo­na. Ope­ra­cja je­st szyb­ka. Lo­gi­sty­ka dzia­ła. Woj­sko dzia­ła. Wy­wiad dzia­ła. Na tym po­zio­mie pań­stwo wy­glą­da jak ma­szy­na, któ­ra wciąż ma peł­ną kon­tro­lę. Jed­nak dru­gie pań­stwo tę kon­tro­lę tra­ci. I tu po­ja­wia się py­ta­nie za­sad­ni­cze: co to mó­wi o sa­mej idei pań­stwo­wo­ści?

  Z per­spek­ty­wy MTSC pań­stwo nie je­st na­tu­ral­ną for­mą ła­du, le­cz pro­duk­tem kon­kret­ne­go mem­plek­su. Ten mem­pleks opie­ra się na te­ry­to­rial­nym mo­no­po­lu na prze­moc, cen­tral­nej kon­tro­li pra­wa i wa­lu­ty oraz prze­ko­na­niu, że su­we­ren ma pra­wo de­cy­do­wać o wszyst­kim, co dzie­je się na da­nym ob­sza­rze. To nie je­st przy­pa­dek. Ten do­gmat sta­to­la­trii po­wstał wraz z na­dej­ściem ery rol­nic­twa: zie­mia sta­ła się pod­sta­wo­wym no­śni­kiem war­to­ści, wy­mu­si­ła gra­ni­ce, a gra­ni­ce wy­mu­si­ły prze­moc ja­ko me­cha­ni­zm wy­łącz­no­ści.

  To wła­śnie ten ze­staw idei umoż­li­wił po­wsta­nie i wie­lo­let­nie trwa­nie re­żi­mu Ma­du­ro. Chro­nił go przed kon­ku­ren­cją we­wnętrz­ną i jed­no­cze­śnie spo­wal­niał je­go na­tu­ral­ny roz­pad.

  Gdy­by ten mem­pleks nie do­mi­no­wał, po­rwa­nie dyk­ta­to­ra nie by­ło­by po­trzeb­ne. Re­żi­my opar­te na przy­mu­sie gi­ną szyb­ko w śro­do­wi­sku, w któ­rym ka­pi­tał, lu­dzie i in­for­ma­cja mo­gą swo­bod­nie ucie­kać. Pań­stwo mu­si ra­to­wać pań­stwo, bo tyl­ko pań­stwo po­tra­fi stwo­rzyć wa­run­ki dłu­go­wiecz­nej ty­ra­nii. Nie­mniej ta ty­ra­nia sta­je się już po­wo­li zbęd­na.

Te­za I. He­ge­mon i ty­ran dzia­ła­ją w tym sa­mym pa­ra­dyg­ma­cie

  Usu­nię­cie Ma­du­ro nie je­st le­cze­niem cho­ro­by, le­cz za­rzą­dza­niem jej ob­ja­wa­mi. USA eli­mi­nu­ją jed­ne­go ty­ra­na, a jed­no­cze­śnie wzmac­nia­ją prze­ko­na­nie, że po­rzą­dek świa­ta mu­si opie­rać się na uzbro­jo­ny­ch po zę­by pań­stwa­ch, któ­re w ra­zie po­trze­by przej­mu­ją kon­tro­lę nad in­ny­mi i tym­cza­so­wo ni­mi rzą­dzą. Pa­ra­dyg­mat ty­ra­nii zo­sta­je więc utrwa­lo­ny, a nie pod­wa­żo­ny.

  To nie je­st ce­cha Trum­pa ja­ko oso­by. To je­st lo­gi­ka he­ge­mo­na dzia­ła­ją­ce­go w tym sa­mym mem­plek­sie, któ­ry wy­two­rzył re­żim w Ca­ra­cas. Róż­ni­ca mię­dzy USA a We­ne­zu­elą nie po­le­ga na im­ma­nent­ny­ch ce­cha­ch pań­stwa, le­cz na spraw­no­ści tech­nicz­nej i ska­li eta­ty­zmu. Fun­da­ment je­st wspól­ny. Je­den mo­no­pol prze­mo­cy je­st bo­gat­szy i le­piej zor­ga­ni­zo­wa­ny, dru­gi bied­niej­szy i bar­dziej zde­ge­ne­ro­wa­ny.

Te­za II. Każ­de na­ru­sze­nie su­we­ren­no­ści przy­spie­sza jej ero­zję

  Z punk­tu wi­dze­nia MTSC pro­ble­mem nie je­st Ma­du­ro ja­ko jed­nost­ka, le­cz sam mem su­we­ren­no­ści te­ry­to­rial­nej. I tu po­ja­wia się pa­ra­doks.

  Je­że­li moż­na na­ru­szyć su­we­ren­no­ść We­ne­zu­eli, to zna­czy, że su­we­ren­no­ść nie je­st za­sa­dą, le­cz funk­cją si­ły. A sko­ro je­st funk­cją si­ły, to je­st wa­run­ko­wa. Tym­cza­so­wa. Ne­go­cjo­wal­na. To nie je­st oce­na mo­ral­na, tyl­ko opis me­cha­ni­zmu.

  Trump, pod­wa­ża­jąc su­we­ren­no­ść te­ry­to­rial­ną We­ne­zu­eli, pod­wa­żył ideę su­we­ren­no­ści ja­ko ta­kiej. In­sty­tu­cjo­nal­nie USA na­dal z niej ko­rzy­sta­ją, ale mem zo­stał nad­kru­szo­ny. To wy­star­czy, by uru­cho­mić pro­ces ero­zji.

  Su­we­ren­no­ść te­ry­to­rial­na ero­du­je nie dla­te­go, że ktoś ją pod­wa­ża, le­cz dla­te­go, że prze­sta­je być naj­tań­szym i naj­sku­tecz­niej­szym na­rzę­dziem or­ga­ni­zo­wa­nia ła­du. I bar­dzo do­brze. To ana­chro­ni­zm po­przed­ni­ch epok.

  W no­wej epo­ce ro­śnie zna­cze­nie su­we­ren­no­ści do­bro­wol­ny­ch grup, ode­rwa­ny­ch od te­ry­to­rium. Re­gu­ły eg­ze­kwu­je się nie przez prze­moc fi­zycz­ną, le­cz przez kon­trak­ty, re­pu­ta­cję i kon­ku­ren­cję sys­te­mów. To je­st in­ny mo­del wła­dzy. Lżej­szy. Tań­szy. Bar­dziej mo­bil­ny.

Te­za III. Wy­kład­ni­czy po­stęp zmie­nia ra­chu­nek kosz­tów

  Ży­je­my w świe­cie wy­kład­ni­cze­go po­stę­pu tech­no­lo­gicz­ne­go. War­to­ść co­raz rza­dziej za­le­ży od zie­mi, a co­raz czę­ściej od wie­dzy, sie­ci, kom­pe­ten­cji i in­fra­struk­tu­ry cy­fro­wej. Ka­pi­tał, in­for­ma­cja i ta­len­ty po­ru­sza­ją się szyb­ciej, niż ja­kie­kol­wiek pań­stwo po­tra­fi re­ago­wać. Cy­wi­li­za­cja sta­je się co­raz bar­dziej mo­bil­na.

  Te­ry­to­rium wciąż ma zna­cze­nie, bo za­so­by są geo­gra­ficz­ne. Jed­nak to zna­cze­nie nie je­st sta­łe. Je­st funk­cją tech­no­lo­gii po­zy­ski­wa­nia ener­gii i pro­duk­cji. Dziś geo­po­li­ty­kę kształ­tu­ją zło­ża ro­py. Ju­tro mo­że ją kształ­to­wać tech­no­lo­gia, któ­ra w ogó­le nie po­trze­bu­je ty­ch złóż, le­cz in­ne, lżej­sze i bar­dziej wy­daj­ne no­śni­ki ener­gii. Wte­dy ca­ły układ mo­że się za­wa­lić bar­dzo szyb­ko.

  Pań­stwo je­st struk­tu­rą cięż­ką. Ma wy­so­kie kosz­ty sta­łe, po­wol­ne de­cy­zje i przy­mus ja­ko pod­sta­wo­wy pro­to­kół dzia­ła­nia. To by­wa­ło opty­mal­ne w świe­cie wol­niej­szy­ch zmian. W świe­cie więk­sze­go ką­ta asymp­to­ty krzy­wej wy­kład­ni­czej sta­je się co­raz droż­sze i co­raz go­rzej przy­sto­so­wa­ne do wy­so­kiej mo­bil­no­ści – tak­że tej po­za ziem­skim po­lem gra­wi­ta­cyj­nym.

  Tech­no­lo­gie kon­trak­to­we, kryp­to­gra­ficz­ne, sie­cio­we i ko­smicz­ne umoż­li­wia­ją or­ga­ni­za­cję współ­pra­cy i bez­pie­czeń­stwa bez cen­tral­ne­go przy­mu­su. MTSC mó­wi ja­sno: w ta­ki­ch wa­run­ka­ch wy­gry­wa­ją mem­plek­sy zdol­ne do szyb­kie­go ucze­nia się, de­cen­tra­li­za­cji de­cy­zji, ad­ap­ta­cji i mo­bil­no­ści.

Wi­do­wi­sko ja­ko symp­tom koń­ca epo­ki

  Po­rwa­nie Ma­du­ro je­st jed­no­cze­śnie de­mon­stra­cją si­ły i do­wo­dem sła­bo­ści pań­stwa. Si­ły, bo mie­cz wciąż po­tra­fi ude­rzyć da­le­ko. Sła­bo­ści, bo mu­si ude­rzać co­raz bar­dziej wi­do­wi­sko­wo, ta­nio i chi­rur­gicz­nie, by pod­trzy­mać wia­rę w mem, któ­ry tra­ci kon­ku­ren­cyj­no­ść.

  Każ­dy ta­ki akt zwięk­sza mo­ty­wa­cję do uciecz­ki od pań­stwo­we­go ar­bi­tra­żu. Do bu­do­wy al­ter­na­tyw­ny­ch sys­te­mów fi­nan­so­wy­ch. Do roz­pra­sza­nia in­fra­struk­tu­ry. Do mi­gra­cji ka­pi­ta­łu i lu­dzi po­za naj­bar­dziej opre­syj­ne ju­rys­dyk­cje. Do po­szu­ki­wa­nia tech­no­lo­gii ener­gii, któ­re unie­waż­nia­ją geo­po­li­tycz­ne szan­ta­że. Na­wet do uciecz­ki po­za Zie­mię – co dziś prze­sta­je być fan­ta­zją.

  Je­st w tym jesz­cze je­den pa­ra­doks.

  Świat zdo­mi­no­wa­ny przez kil­ka wiel­ki­ch pań­stw sta­bi­li­zu­je skraj­nie nie­efek­tyw­ne re­żi­my, czy­niąc z ni­ch ele­ment gry geo­po­li­tycz­nej. W świe­cie, w któ­rym uciecz­ka ka­pi­ta­łu i lu­dzi je­st szyb­ka i ta­nia, ta­kie re­żi­my nie ma­ją dłu­giej ży­wot­no­ści. Upa­da­ją sa­me, bez spek­ta­ku­lar­ny­ch ope­ra­cji.

  Dla­te­go suk­ces USA w Ca­ra­cas je­st jed­no­cze­śnie zna­kiem, że kla­sycz­na epo­ka pań­stw jesz­cze trwa, i zna­kiem, że do­ży­wa koń­ca. Nie znik­nie na­gle. Bę­dzie się de­ge­ne­ro­wać funk­cjo­nal­nie. Bę­dzie co­raz droż­sza. Co­raz mniej sku­tecz­na.

  W świe­tle MTSC nie je­st to jesz­cze po­czą­tek no­we­go po­rząd­ku. To je­st ob­jaw schył­ku sta­re­go. Ludz­ko­ść za­czy­na­ła od mo­bil­no­ści no­ma­dów, osia­dła w sta­cjo­nar­no­ści rol­ni­ków, ale wró­ci do ru­chu. Dro­ga tkwi nam w ge­na­ch. Za­wsze chce­my wie­dzieć, co je­st za wzgó­rzem. Ode­rwa­nie or­ga­ni­za­cji spo­łecz­nej od te­ry­to­rium uczy­ni pań­stwo zbęd­nym – nie ak­tem wo­li, le­cz ra­chun­kiem kosz­tów.

Grzegorz GPS Świderski
]]>https://t.me/KanalBlogeraGPS]]>
]]>https://Twitter.com/gps65]]>
]]>https://www.youtube.com/@GPSiPrzyjaciele]]>

Twoja ocena: Brak Średnia: 1.5 (2 głosy)

Komentarze

Państwa jak na razie zanikają tylko drogą łączenia się w większe organizmy, czyli jeszcze większe państwa. Unia Europejska, USA (Hawaje, próby dołączenia paru stanów Kanady, Grenlandii), Chiny (Tybet itd.), Rosja (znane próby przywrócenia status quo ante). Przy czym Chiny czy Rosja luźno traktują prawa na ziemiach przyłączonych, ale oczywiście rekruta biorą i ruchy narodowe niszczą. Unia nam zakazuje nawet palenia okazjonalnie w kominkach. 

Droga oznacza brak posiadania, a także trudności z wychowaniem dzieci oraz z opieką nad starcami, z zachowaniem ciepła w okresie zimnym. Dopóki nie będzie "przyginania przestrzeni" (SF, Lem), nie widzę perspektyw. Nic nie mieli, więc jechali szukać nowych pastwisk, starców porzucali, bo grupa nie mogłaby przeżyć. 

To musi być coś innego. Może jedno wielkie ludzkie społeczeństwo na całej Ziemi, ale to hoho, jak odległe. Może rzeczywiście ucieczka na inne planety, naturalne czy sztuczne, ale to powtórka z rozrywki. 

Vote up!
1
Vote down!
0

Teresa Bochwic

#1671610

Ale ta droga to nasza natura — w niej wyewoluowaliśmy, w niej żyliśmy przez 90% czasu trwania naszego gatunku. Stacjonarność to epizod ostatnich 10 tys. lat, a powstaliśmy jakieś 200-400 tys. lat temu. W wielkich rakietach krążących po Układzie Słonecznym będziemy łączyć naturę nomadów z naturą rolników. Państwa się rozpadną, bo technologia powoduje, że terroryzm się nie opłaca i taniej wychodzi dobrowolna współpraca. To, że jeszcze mamy państwa, a imperia dominują, wynika z inercji społecznej, z tego, że jeszcze nie wyzbyliśmy się memu statolatrii z zacofanej epoki rolnictwa, a tymczasem już wychodzimy z ery przemysłu do ery informatycznej. Zasoby umiemy coraz lepiej pozyskiwać i coraz optymalniej wykorzystywać, co nas odrywa od terytorium. Już niedługo zbudujemy rakietę kosmiczną, gdzie wszelka materia i energia będzie mogła krążyć w obiegu zamkniętym, a ulatujące braki uzupełnimy przylatującą energią ze Słońca, co już całkowicie zlikwiduje państwa i najmniejszą jednostką suwerenności będzie mógł być taki mały, samowystarczalny habitat. Ziemia w całości jest takim habitatem, a technologia pozwoli tworzyć takie dużo mniejsze. I nie będzie się opłacało jednym habitatom napadać i grabić innych, bo zrobienie tego, co będzie można ukraść, będzie tańsze, więc państwa się nigdy nie odrodzą.

Vote up!
0
Vote down!
0

Pozdrowienia,

Grzegorz GPS Świderski

#1671611