Spisek syjonistyczny czy władza rad. Czym miał wojować Hitler(1)?

Obrazek użytkownika Humpty Dumpty
Świat

Propaganda sowiecka, w ślad za nią światowa (pomińmy nacje redaktorów naczelnych i właścicieli mediów tzw. wolnego świata) od lat wtłoczyli nam do głowy jedno przesłanie. Otóż Adolf Hitler już na kartach Mein Kampf zapowiadał krucjatę na Wschód. Po „przestrzeń życiową” dla Niemców.

 

Cichosza o Stalinie. Tymczasem to on właśnie wygłosił przerażające w sumie „proroctwo”.

Przemawiając na XV Zjeździe WKP(b) w 1927 roku mówił o nieuniknionej kolejnej wojnie, do której Związek Sowiecki przystąpi wtedy, „kiedy kapitaliści pokłócą się między sobą”.

Tymczasem cała siła Związku Sowieckiego została skierowana na industrializację. Stalin zmieniał przyrodę i budował tamy na Wołdze. Stalin zmieniał przyrodę i tam, gdzie jeszcze wczoraj była tajga wznosił dymiące jak jasna cholera piece hutnicze. Stalin zmieniał przyrodę…

Bo elektrownie wodne dawać musiały prąd potrzebny hutom aluminium. Ten srebrzysty metal był bowiem potrzebny do produkcji samolotów. Nie tylko ich. Najdoskonalszy silnik czołgowy II wojny światowej (a także kilku lat przed i po wojnie) W-2 montowany nie tylko w czołgach T-34 ale i w ostatniej wersji szybkobieżnego czołgu BT-7M miał korpus odlany z aluminium. Dziś to norma, obniżająca masę silnika o dobre kilkadziesiąt kilogramów. W przypadku silnika czołgowego nawet o kilkaset. Do tego sowieci jako pierwsi na świecie wpadli na genialny w swej prostocie pomysł. Otóż zrezygnowali z napędzania przednich kół. Napęd przekazywały jedynie tylne, co pozwoliło zgrupować w jednym miejscu silnik i skrzynię biegów.

To z kolei wyeliminowało wał napędowy biegnący przez kabinę i pozwoliło obniżyć sylwetkę czołgu przy podobnej objętości wnętrza.

I kolejny wynalazek. Urządzenie rozruchowe. Zrezygnowano z elektrycznego. Raz, że akumulatory tamtych czasów były wielkie i stosunkowo łatwo było o uszkodzenie. Dwa – w zimowych temperaturach panujących w Rosji konieczne byłoby utrzymywanie pracy silnika przez całą noc. Inaczej rano akumulator miałby zbyt mało prądu, by ruszyć kolosa. A na pych ciężko by było…. ;)

Zastosowano więc układ powietrzny. Sprężone powietrze zgromadzone w butli wprawiało w ruch maszynerię. A podczas jazdy specjalna sprężarka doładowywała butlę.

Do tego armata. Już lekki i szybki (do końca wojny żaden czołg nie pobił rekordu) BT-7 na wyposażeniu miał długolufową armatę 45 mm. Taką bronią nie dysponował żaden czołg niemiecki, francuski, brytyjski, włoski czy amerykański w 1939 roku. Ba, 22 czerwca 1941 roku najdoskonalszy czołg Panzerwaffe, PzKpfw III uzbrojony był w armatę kal. 50 mm o nieco gorszych parametrach niż sowiecka. Poza tym był sporo wolniejszy (na drodze 40 km/h wobec 62 km/h BT 7M na gąsienicach. Po ich zrzuceniu mógł osiągać prędkość rzędu 100 km/h!) i podobnie opancerzony. Pamiętać należy, że w armatę taką wyposażono jedynie najnowsze modele PzKpfw III. Wcześniejsze wyposażono w armatkę kal. 37 mm.

T-34 otrzymał armatę… na wyrost. Wcześniej żaden czołg na świecie nie był wyposażony w coś podobnego. Trzycalowa armata (76,2 mm) była w stanie przedziurawić dowolny pancerz dowolnego niemieckiego czołgu z dowolnej odległości. Oczywiście w zasięgu widzenia. ;)

Natomiast opancerzenie czołgu powodowało, że wyposażenie przeciwpancerne Wehrmachtu było… bezskuteczne.

Jeszcze większym zaskoczeniem dla Niemców był czołg ciężki KW (od imienia marszałka Kliment Woroszyłow). Uzbrojony w taką samą armatę był jednak o wiele bardziej opancerzony.

Jedyna niemiecka broń skutecznie zwalczająca oba modele czołgów to armata przeciwlotnicza kalibru 88 mm. Tak na marginesie – wiele czołgów było wyposażanych w wersję przeciwpancerną armaty przeciwlotniczej. Niemcy na Tygrysach umieścili swoje działa 88 mm, sowieci w późniejszej wersji czołgu T-34 – przeciwlotniczą armatę 85 mm. Jako ciekawostkę przypomnę, że działa te brały udział w obronie przeciwlotniczej Hanoi i mają na koncie nawet zestrzelenie bombowca B-52. Z kolei niemiecka konstrukcja armaty przeciwlotniczej 105 mm trafiła do wielu czołgów na całym świecie. U nas do T-54 i T-55.

Dzisiaj co prawda usiłuje się osłabić przewagę stalinowskiej armii. T-34 wg współczesnych krytyków miał za ciasną wieżę. Mieściły się w niej tylko dwie osoby. Przypomnę więc, że w produkowanych w tym samym czasie czołgach francuskich w wieży mieścił się tylko jeden człowiek. Pełnić musiał rolę dowódcy, celowniczego i ładowniczego.

Wg współczesnych danych 21 czerwca 1941 roku Armia Czerwona dysponowała… 24 tysiącami czołgów.

Jeśliby do sprawy podejść poważnie, tak, jak uczyli wówczas w szkołach wojskowych, agresor Hitler powinien mieć ich trzy razy więcej. Tymczasem na całym froncie, od Morza Bałtyckiego po Morze Czarne Niemcom i ich sojusznikom udało się wystawić tylko 3439 czołgów.

I to z przymrużeniem oka. W skład „czołgów” Panzewaffe wliczono bowiem tankietki PzKpfw I (181 sztuki) opancerzone słabiej, niż sowiecki samochód pancerny (6-13 mm) i uzbrojone w dwa karabiny maszynowe 7,92 mm a także wyprodukowane jeszcze w Czechosłowacji Panzer 38(t) uzbrojony w armatkę 37 mm i dwa karabiny maszynowe. Oba typy wyposażone były w pancerz nie chroniący załogi przed pociskami karabinów maszynowych, w jakie była wyposażona sowiecka piechota. Niemniej Panzer 38(t) w czerwcu 1941 r. n frocie wschodnim walczyło aż 772 sztuki.

Prócz ww. Wehrmacht atakując ZSRS posiadał czołgi typu PzKpfw II. I to w ilości 746 sztuk. Uzbrojone w działka kal. 20 mm i opancerzone maksymalnie 14,5 mm pancerzem musiały być wycofywane z linii. Stanowiły bowiem łatwy łup dla sowieckich czołgów jednocześnie nie będąc w stanie przestrzelić pancerza wrogim pojazdom.

Ba, po niemieckiej stronie odnaleźć można nawet czechosłowackie czołgi typu Panzer 35 (t) o jeszcze słabszych parametrach. Było ich aż 106. PzKpfw III było 965 (różnych wersji, w tym wyposażonych w działka kal. 37 mm). Teoretycznie najdoskonalszy miał być PzKpfw IV wyposażony w armatę kal. 75 mm. Niestety. Była to bardziej haubica o niskiej prędkości początkowej nie nadająca się do walki z czołgami przeciwnika. Ogółem czołgów tych było 439. Do tego czołgi dowódcze na podwoziu PzKpfw III w ilości 230.

Licząc najsłabsze – ponad 52% niemieckich czołgów nie posiadało odpowiednika po sowieckiej stronie. Armia Czerwona po prostu pojazdy tego typu nie uważała za czołgi w 1941 roku.

A co po drugiej stronie?

To dobre pytanie. Sowieccy historycy a za nimi „wolni” niemieccy, brytyjscy, francuscy itp. wzięli się na sposób. Otóż ich zdaniem Armia Czerwona miała czołgi, owszem, ale… przestarzałe. Te przestarzałe to np. T-28. Fakt, w czerwcu 1941 r. nie było ich zbyt dużo jak na sowieckie normy. Tylko 481. Przy czym ich pancerz przedni (po wojnie zimowej 1939/40 pogrubiony do 80 mm) doczekał się odpowiednika po niemieckiej stronie dopiero w 1942 roku.

Uzbrojony w trzycalową armatę mógł zniszczyć dowolny niemiecki czołg z dowolnej odległości.

I najliczniejszy w Armii Czerwonej, opracowany na tej samej bazie, co nasz 7TP. Lekki czołg T-26. Uzbrojony w armatę kal. 45 mm mógł rozstrzelać każdy czołg niemiecki. Słabiej opancerzony był podatny na ogień niemieckich armatek p/panc. Słabość pancerza kompensowała ilość – 12 tys. sztuk.

Ostatnie egzemplarze brały udział w sowieckim blitzkriegu w Mandżurii w sierpniu 1945 roku.

Jego słabość w porównaniu z innymi czołgami sowieckimi oznaczała jednak, że dorównywał najlepszym czołgom niemieckim.

Jednak trzon Armii Czerwonej stanowiły dwa typy – T-34 i KW. Ten drugi w dwóch wersjach. Pierwsza uzbrojona w armatę trzycalową (76,2 mm), druga zaś w haubicę kal. 152 mm. Przez całą wojnę nikt nie zamontował większego działa na czołgu.

W sumie Stalin dysponował na froncie zachodnim 2040 czołgami obu typów.

No to może w lotnictwie znajdziemy przewagę Niemiec?

Trudno będzie. Luftwaffe mogła uderzyć na Sowietów skromnymi siłami. Pamiętajmy bowiem, że na Zachodzie już drugi rok toczyła się w powietrzu wojna. Dzisiaj przyjmuje się, że liczba samolotów Luftwaffe na wschodnim froncie 22 czerwca 1941 roku to mniej niż połowa sowieckich. Gdy jednak porównujemy liczby okazuje się, że to mniej, niż 33%.

Poza tym sowieci dysponowali samolotami, których nie miała wówczas żadna armia świata. Mowa o szturmowcu Ił-2. Opancerzony, wyposażony w wyrzutnię rakiet. Taka latająca „katiusza”.

Nie tylko Ił. W rakiety uzbrajane były myśliwce Teoretycznie uznawane za przestarzałe I-153 („tylko” 3437 maszyn, a zatem więcej, niż wszystkich samolotów Luftwaffe na froncie wschodnim) były niezastąpione w ataku na nieprzyjacielskie lotniska. Poza tym mocno uzbrojone zwrotne stanowiły spory problem dla nowocześniejszych i szybszych niemieckich myśliwców. Pamiętać przy tym należy, że osiągami dorównywały najlepszym myśliwcom francuskim.

Poza tym Armia Czerwona dysponowała niczym nie ustępującym niemieckim myśliwcom samolotami Mig - 1 i 3 oraz Jak-1. Poza tym ilość sprzętu powodowała, że Luftwaffe teoretycznie powinna być zniszczona w ciągu 2-4 dni walk.

Tak się nie stało. Próbuje się lansować tezę o winie Stalina. Rzekomo tzw. czystka lat 1937-39 spowodowała, że w 1941 roku Armia Czerwona poniosła klęskę.

Ba, śmieszno i straszno zarazem czytać o sowieckich czołgach, które ponoć były fatalne, gdyż wymagały remontu po 150 godzinach!

To dotyczyło pierwszych T-34.

Tymczasem jest to sowiecka (potem w PRL-u) norma.

Zamiast przebiegu kilometrowego dajemy godzinowy. Tak jak w samolocie. Zakładając, że T-34 w terenie rozwijał prędkość rzędu 30 km/h (na drodze 53 km/h). 150 godzin oznacza, że w tym czasie czołg mógł przejechać 4500 km nie korzystając z drogi bitej. Po drodze jednak mógłby przejechać aż 7950 km.

4500 km przy założeniu, że 30% trzeba poświęcić na manewry oznacza, że „ruski tank” mógł przejechać od Brześcia n. Bugiem (po 17 września 1939 r. sowiecki) do Madrytu. Wszak to tylko 3154 km.

Przy czym całkowicie przemilcza się, że najnowszy czołg niemiecki, czyli Pantera, miała dokładnie ten sam resurs.

Ale trzy lata później.

c.d.n.

 

24.11 2019

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.1 (głosów:11)