Błędne tłumaczenie Dekalogu

Obrazek użytkownika gps65
Idee

Większość przykazań Dekalogu ma niepoprawne tłumaczenia, bo język się zmienia, ewoluuje. Dlatego powinno się na nowo tłumaczyć to, co znamy z języka archaicznego - szczególnie sprawy dotyczące moralności. Tu jest prawidłowe, nowoczesne, katolickie tłumaczenie całego Dekalogu z objaśnieniami: Dekalog po dzisiejszemy

       Profesor teologii Michał Wojciechowski tak wyjaśnia kwestie piątego przykazania z perspektywy katolicyzmu:

„Nie zabijaj. Lepiej: Nie morduj. Dlaczego to zmieniam? Oryginalny czasownik hebrajski (forma podstawowa racah) jest mocniejszy. Oznacza przestępstwo zabójstwa, a nie zabicie człowieka na wojnie czy w samoobronie, ani też ukaranie śmiercią. Tym bardziej nie oznacza zabicia zwierzęcia. (…)”

       A tu wyjaśnienie publicysty Pawła Jędrzejewskiego dotyczące tego samego przykazania z punktu widzenia żydowskiego: Przykazanie "nie zabijaj" nie istnieje!

„Tora odróżnia „zabijanie”, od „morderstwa”. W Torze hebrajskie Lo tircach nie oznacza „nie zabijaj”, lecz „nie morduj”. Lo taharog oznaczałoby „nie zabijaj”! Sprawa jest prosta i jednoznaczna: hebrajski czasownik użyty w wersetach Szemot 20, 13 i Dewarim 5, 17 oznacza, że zakaz dotyczy mordowania. W języku hebrajskim „zabójstwo” to hariga, czasownik określający zabijanie to leharog, a zdecydowanie nie ten czasownik został zastosowany w Torze. Tora używa czasownika lircoach, który w formie zakazu przyjmuje formę Lo tircach („Nie morduj”), recach oznacza „morderstwo” a roceach – „mordercę”. Tam po prostu nie ma Lo taharog, czyli „Nie zabijaj”. Tłumaczenie tego przykazania jako „nie zabijaj” pojawiło się w momencie translacji Tory na łacinę (Wulgata, przełom IV i V wieku). Przykazanie to brzmi w tej wersji: „non occides”. Czasownik „occido” odnosi się zdecydowanie do „zabijania”. Tłumaczenie łacińskie Pięcioksięgu (zwanego „Starym Testamentem”) spowodowało, że przekłady na inne języki (dokonywane z wersji łacińskiej, a nie z tekstu hebrajskiego) konsekwentnie stosowały „nie zabijaj”. Błąd został powielony. (…)”

       Można zabić kogoś, ale nie zamordować. "Zabić" ma szersze znaczenie niż "zamordować". Jeśli weźmiemy zbiór wszystkich czynów zabicia, to czyny zamordowania będą podzbiorem tego zbioru. Więc każdy mord jest zabiciem, ale nie każde zabicie jest mordem. Można kogoś zabić, nie mordując go – na przykład zabicie w wyniku wypadku, obrony własnej, wykonania wyroku śmierci, zabicie na wojnie, zabicie zwierzęcia - to nie są morderstwa. A więc można zabić, nie popełniając grzechu. Grzechem jest tylko morderstwo.

       A więc kara śmierci nie jest występkiem przeciw piątemu przykazaniu.

       Kara śmierci nie jest też realizacją zasady "oko za oko, ząb za ząb". Kara ostateczna jest przedłużeniem obrony koniecznej. Jeśli mnie atakuje bandyta i chce mnie zamordować, to póki żyję i z nim walczę, może zostać zabity. A więc atak na osobę niewinną powoduje, że w każdej chwili taki napastnik może zginąć. To zagrożenie nie powinno zniknąć gdy bandycie uda się skutecznie zamordować swoją ofiarę. Gdy podjął się ataku, to groźba, że zginie z tego powodu, powinna nad nim wisieć do końca życie bez względu na skuteczność ataku. Do tego służy kara śmierci. Jeśli może zginąć, póki jeszcze nie zamordował, to tym bardziej powinien móc zginąć, gdy mordu dokonał.

       Bandyta po zamordowaniu i pojmaniu być może nie stanowi zagrożenia, ale śmierć grozić mu cały czas powinna, tak jak groziła, gdy stanowił zagrożenie i atakował. Skuteczne zamordowanie ofiary nie powinno zlikwidować zagrożenia śmiercią, nawet jeśli atak ustał i bandyta przestał stanowić zagrożenie. Bandycie grozi śmierć nie dlatego, że stanowi zagrożenie, ale dlatego, że podjął się zamordowania - śmierć powinna mu grozić od momentu rozpoczęcia akcji mordowania do końca życia - niezależnie od stanu, w jakim się chwilowo znajdzie. Oczywiście może się okazać, że są jakieś okoliczności łagodzące - wtedy napastnik może dostać łagodniejszą karę niż śmierć.

       Słuszne i sprawiedliwe będzie, to gdy sprytny prawnik doprowadzi do uniewinnienia kogoś oskarżonego o morderstwo, gdy okaże się, że nie było to morderstwo, ale zabicie w obronie własnej albo przypadkowy wypadek. Taki prawnik będzie odwoływał się kodeksu karnego, ale może też uzasadnić to moralnie - i wtedy wyłuszczy kwestie błędnego tłumaczenia Dekalogu.

       Jeśli dwóch ludzi walczy i jeden drugiego zabije, to często bez wgłębienia się w okoliczności, które nastąpiły przed walką, nie rozstrzygniemy łatwo, czy doszło do morderstwa, czy do zabicia w wyniku obrony koniecznej. Nie wiadomo, czy to zabicie było występkiem przeciw piątemu przykazaniu, czy nie. Liczy się to, kto zaatakował jako pierwszy - on jako napastnik zabijając morduje - zasługuje więc na karę i popełnia grzech. Gdy zabije ten drugi, zaatakowany, broniący się, nie postępuje nielegalnie i nie popełnia grzechu, bo nie morduje.

       Przykazanie zakazujące wszelkich form zabijania, w tym w obronie, czyniłoby nas bezbronnymi przed bandytami i zaborczymi państwami. Cywilizacja z takim przykazaniem, w którym większość ludzi byłaby mu w pełni posłusznym, nie miałaby szans na przetrwanie. Na szczęście w naszej cywilizacji takiego przykazania nie ma, dlatego trwamy. Ale warto poprawić błędne tłumaczenie.

Grzegorz GPS Świderski

PS. Notki powiązane:

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.9 (głosów:5)