Odpowiedź na "dyskusje o karze śmierci" cz. 3-4,10-12,15 i 19

Obrazek użytkownika LunarBird
Idee

Bloger GPS.65 ma skłonność do rozmieniania się na drobne i z niewiadomego mi powodu stale dubluje te same argumenty. Może by stworzyć iluzję ich liczebności. Tym razem więc aby uniknąć rozmywania tematu odpowiem na kilka blisko powiązanych części cyklu GPS.65.

 

Poprzednia moja notka: część 2

 

Dokładniej chodzi o te części:

Część 3 – Armia zabija -sąd też może

Część 4 – Kara śmierci jako sprawiedliwa zemsta

Część 10 – Mafia zabija – państwo też powinno

Część 11 – Terroryści

Część 12 – Kara czy eliminacja?

Część 15 – Wojna

Część 19 – Mafia i terroryści

 

Kto godzi się na istnienie armii, której żołnierze będą zabijać na wojnie żołnierzy wrogiej armii (czyli będą wykonywać na nich natychmiastową karę śmierci, bez sądu, za atak na państwo), ten musi zaakceptować karę śmierci wydawaną przez sąd za zabójstwo po sprawiedliwym procesie.

(część 3)

Mój oponent notorycznie zapomina o realiach. Zabijanie przez armię jest moralnie dopuszczalne tylko w wojnie obronnej. A więc mamy do czynienia niejako z rozszerzonym zakresem obrony koniecznej, gdy armia musi fizycznie wyeliminować wroga by zażegnać zagrożenie. Czy jednakże moralnie słuszne jest likwidowanie żołnierzy wroga w sytuacji gdy przestają oni stanowić zagrożenie, na przykład gdy zostaną pojmani? Otóż nie, prawo międzynarodowe zabrania mordowania jeńców wojennych. Co prawda w warunkach wojennych sądy wojskowe wykonują wyroki śmierci, ale trzeba pamiętać, że wymierzenie kary dożywocia jest w takich okolicznościach niewykonalne lub zbyt ryzykowne. Konieczność dodatkowej obrony więzień stanowiłaby dodatkowy balast militarny, który mógłby przesądzić o wyniku wojny.

Stąd stwierdzenie, jakoby żołnierze wykonywali natychmiastową karę śmierci, bez sądu, za atak na państwo jest w najlepszym razie nieporozumieniem, w najgorszym dowodem moralnego upadku interlokutora. Zabijanie na wojnie z karą śmierci nie ma absolutnie nic wspólnego. Nikt żołnierzy wrogiego państwa nie karze, po prostu muszą zostać powstrzymani, bo stanowią bezpośrednie zagrożenie dla obywateli. Gdybym miał to do czegoś porównywać, to raczej do Policjantów strzelających do uciekającego przestępcy. Gdy przestępca przestaje uciekać, Policjanci go nie zabijają, tylko unieszkodliwiają. Podobnie żołnierz nie zabija wroga, który się poddał, tylko rozbraja go i bierze do niewoli.

I tu okazuje się, że tego właśnie GPS.65 nie pojmuje i nie akceptuje. Nie uznaje granic przemocy, ale pochwala jej przesadzoną formę. Oto bowiem gdy zapytałem, czy związanego przestępcę moralnie słusznie byłoby zlikwidować, odpowiedź mnie zdumiała i zaszokowała.

 

Tak.

Jeśli broniąc się przed mordercą chcącym zabić mojego sąsiada, z którym zawarłem sojusz obronny, mówię do tego napastnika: "nie zabijaj mojego sąsiada, bo jak go zabijesz, to niezależnie od tego w jakiej będziesz sytuacji ja zabiję ciebie", to taka groźba pełni funkcje obronne, jest rodzajem obrony w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Ale by ta groźba była skuteczna, by działała, musi być wypełniona, gdy nie zostanie wysłuchana i gdy przestępca się do niej nie zastosuje.

Jeśli morderca mnie nie posłucha i zabije mojego sąsiada, to powinienem zrobić wszystko, by tego mordercę zabić, nawet jeśli po swoim czynie nagle zemdleje i przestanie być chwilowo zagrożeniem. Mam w takiej sytuacji pełne moralne prawo zabić tego omdlałego mordercę. Ale oczywiście bardziej cywilizowanym sposobem jest to, by go uwięzić, związać, uniemożliwić mu fizycznie dalsze zabijanie, a potem go sprawiedliwie osądzić i powiesić - nawet jeśli cały czas będzie związany.

(komentarz pod częścią 1)

GPS.65 nie dąży więc do wyeliminowania bezpośredniego zagrożenia. Chce eliminacji nawet wtedy, gdy zagrożenie ustało, a przestępca jest bezbronny. W imię czego? W imię „wypełnienia groźby”.

Wyrażoną przez GPS.65 zasadę:

nie zabijaj mojego sąsiada, bo jak go zabijesz, to niezależnie od tego w jakiej będziesz sytuacji ja zabiję ciebie

ja określam jako moralność mafijną. To właśnie mafia tak postępuje. Członkowie mafii chronią się nawzajem, dokonując brutalnej zemsty na każdym, kto zagrozi członkowi mafii. Zwykło się to określać mianem bandyckiej solidarności. I taką właśnie bandycką solidarność GPS.65 postuluje na miejscu sprawiedliwości i zasady rozsądnego dobierania środków. W sytuacji możliwego zneutralizowania przestępcy wyrokiem dożywotniego więzienia o zaostrzonym rygorze GPS.65 postuluje, że wolałby zabić i się upewnić.

 

A co z przypadkiem gdy nasza armia 'N' napadnie na armię wroga 'W' w ramach wypełnienia sojuszu wojskowego, który zawarliśmy z państwem sojuszniczym 'S', które toczy wojnę z 'W' w wyniku napaści 'W' na 'S', w sytuacji gdy armia 'W' nie zagraża bezpośrednio naszej armii 'N' i nie wypowiada nam wojny?

(część 15)

W takim przypadku nasza armia działa ramię w ramię z armią S, broniąc życia i mienia obywateli państwa S przed agresją ze strony W. Obrona nawet obcej sobie osoby przed bezpośrednim zagrożeniem to nadal jest forma obrony koniecznej.

 

Gdy już rozwiążemy taki dylemat, to możemy się zastanowić czy sytuacja się zmieni moralnie gdy państwa 'N', 'S', i 'W' są monarchiami absolutnymi, a sojusz 'N' z 'S' zawierał klauzulę, że jeśli obcy monarcha zgładzi któregoś z królów zawierających sojusz, to drugi, gdy pozostanie przy życiu, ma obowiązek zgładzić tego obcego monarchę. Czy zawarcie takiego sojuszu byłoby niemoralne? A jeśli monarchowie mogliby taki sojusz zawrzeć, to dlaczego nie zwykli ludzie?

(część 15)

Zobowiązanie się do bezwarunkowego zabicia kogokolwiek z zimną krwią jest dowodem zgnilizny moralnej, o wykonaniu tego „zobowiązania” nawet nie wspominając. Nie, nie masz prawa nigdy się zobowiązać, że kogokolwiek zabijesz. Wtedy stajesz się niczym więcej niż bandytą, a twój krąg znajomych staje równoznaczny z mafią. Nie jesteś właścicielem niczyjego życia i nie masz prawa niczyim życiem dysponować.

 

Niniejszym zobowiązuję się do tego, że zabije każdego, kto będzie próbował mnie zabić.

(komentarz pod częścią 15)

Właśnie zobowiązał się pan do popełnienia przestępstwa. Zabicie nawet w samoobronie jest nadal w tym kraju przestępstwem jeśli udowodnione zostanie, że osoba napadnięta od początku zamierzała zabić napastnika, a mogła go unieszkodliwić w inny sposób. Obrona konieczna nie obejmuje morderstwa z zimną krwią.

Udowadnia pan raz za razem, że nie jest pan w stanie zrozumieć pojęcia obrony koniecznej i automatycznie koreluje je pan z czynną zemstą na napastniku za dokonanie ataku.

 

Kara śmierci jest cywilizowaną formą sprawiedliwej zemsty.

(część 4)

Nazywanie zemsty postępowaniem sprawiedliwym udowadnia brak zrozumienia istoty sprawiedliwości.

 

Jeśli wolno człowiekowi w stanie natury ścigać i zabić morderców, którzy zabili członków jego rodziny, których miał pod ochroną, to tym bardziej wolno mu ustanowić sądy, które sprawiedliwie ocenią zajście i wydadzą wyrok śmierci zgodnie z powszechnie znanym prawem.

(część 4)

Można ścigać morderców i ścigać morderców. Ściganie bandy, która co i rusz grabi okoliczne farmy jest jak najbardziej słuszne, bo służy eliminacji bezpośredniego zagrożenia. Natomiast uparty pościg za przestępcami człowieka opętanego żądzą zemsty nigdy nie prowadzi do niczego dobrego i na pewno nie może być nazwane postępowaniem godnym chrześcijanina.

 

W stanie anarchii, czyli w czasie, gdy nie obowiązują żadne prawa i nie ma żadnego państwa zemsta jest moralną formą walki z przestępczością.

(część 4)

Żadne postępowanie u podstaw którego leży gniew nie może być nazwane postępowaniem moralnie słusznym.

 

W czasie okupacji AK wykonywała wyroki śmierci na hitlerowcach - to była zemsta,

(część 4)

Nie. To była fizyczna eliminacja bezpośredniego zagrożenia życia wielu członków AK, wymuszona warunkami konspiracji i brakiem możliwości zażegnania zagrożenia w inny sposób. Nie była to natomiast zemsta.

 

Cywilizowana kara od zemsty różni się tym, że kara wydawana jest przez sprawiedliwy i bezstronny sąd na podstawie powszechnie znanego przed popełnieniem przestępstwa prawa i dajemy oskarżonemu możliwość obrony - forma kary nie ma tu znaczenia.

(część 4)

Cywilizowana kara różni się od zemsty tym, że celem kary jest zażegnanie zagrożenia, a także nauczenie przestępcy szacunku dla prawa. Celem zemsty zaś jest wyładowanie gniewu.

 

Kara to sprawiedliwa odpłata dla przestępcy - tylko i wyłącznie.

(część 12)

Nie wiem tylko na jakiej zasadzie mord jako kara za mord jest sprawiedliwym postępowaniem. Dla mnie to jest raczej powrót do czasów Hammurabiego, a więc krok wstecz. „Jesteś mordercą i zrobiłeś źle, bo złamałeś monopol sędziów i katów na mordowanie” tak to wygląda gdy stosuje się karę śmierci. A chyba sprawiedliwie byłoby „w tym kraju nikt nie może zabijać, a ty zabiłeś i zostaniesz ukarany”. Jaki sens moralny ma kara za odbieranie życia wymierzana przez kogoś, kto sam bez skrupułów odbiera życie?

 

Groźny terrorysta mordujący w zorganizowanej grupie może zawsze zostać wyciągnięty z więzienia przez swoich kompanów w drodze terrorystycznego szantażu.

(część 11)

Jak to jest, że autor boi się, że terrorysta zostanie wyciągnięty z więzienia i chce go zabić, a dla przykładu nie boi się, że gwałciciel będzie dalej gwałcił, złodziej będzie dalej kradł? Chyba w takim razie absolutnie każdego przestępcę należałoby zabić, żeby nie miał okazji nadal przekraczać prawa.

W dodatku jest realna szansa, że przewożony do więzienia przestępca ucieknie, w wyniku wypadku samochodowego! Rozstrzelajmy go na miejscu! Bez sądu!

Będziemy tak sobie mnożyć absurdalne POTENCJALNE zagrożenia i gdybać, czy może autor zda sobie sprawę z tego, jakie bzdury wypisuje?

 

Mafia to organizacja, która stosuje karę śmierci. Państwo walcząc z mafią też powinno stosować tą karę.

(część 10)

Super, przestępcy są zgnili moralnie, więc żeby skutecznie walczyć z przestępczością, sami musimy popaść w moralną zgniliznę... Obawiam się, że autor się jednak myli. Są rzeczy gorsze niż śmierć. Skazani na dożywocie wielokrotnie deklarują, że woleliby karę śmierci.

 

W komentarzach zaś znajdujemy stwierdzenie wprost kuriozalne.

 

Tak, państwo to taka duża mafia - tylko bardziej rozbudowana, zorganizowana i cywilizowana.

(komentarz do części 10)

Serio, po prostu ręce opadają, a poziom stężenia głupoty na centymetr kwadratowy tekstu przekracza wszelkie dopuszczalne normy i grozi trwałym skażeniem...

 

Nie mam nic przeciwko temu by w celu likwidacji mafii pertraktować z częścią jej członków oferując złagodzenie kary. Istnienie kary śmierci temu nie przeszkadza, a nawet pomaga, bo można pertraktować z wyższego pułapu - można obiecać zamianę kary śmierci na dożywocie w zamian za zeznania. Im więcej kar i większa ich różnorodność, tym większe możliwości dla pertraktacji ze strony policji, czy prokuratury. Ale nie zawsze pertraktacje się udają i skutkują całkowitą likwidacją mafii, czasami można tylko skazać część jej członków - wtedy trzeba ich wyeliminować. A to czy sprawiedliwe jest ich wyeliminowanie powinno zależeć od oceny sądu po śledztwie i pertraktacjach.

(część 19)

Problem niewłaściwej izolacji niebezpiecznych więźniów należy rozwiązywać tam, a nie mordować z zimną krwią, bo więziennictwo nie działa właściwie. Co więcej powoływanie się na POTENCJALNE zagrożenia ośmieszyłem już wcześniej.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Mój stosunek do tej kwesti wyraziłem w tekście, który cytuję poniżej. Wpisuje cały, bo konto na S24 mam zablokowane

pozdrawiam

(...)Zabicie Osamy bin Ladena było w ostatnich dniach głównym tematem komentarzy mediów na całym świecie. Eliminacja potwora została ogłoszona jako sukces Stanów Zjednoczonych w walce z terroryzmem. Lecz czy jest takim sukcesem i czy w ogóle można mówić o tym wydarzeniu w takich kategoriach śmiem w to wątpić...

Pierwsze spostrzeżenie dotyczy tego, że Osama bin Laden stał się celem numer jeden po zamachach 11 września 2011 roku. To założenie stanowi podstawę do dalszych wywodów, bowiem zawiera się w nim nie tylko cały sens dalszych działań Stanów Zjednoczonych wraz ze swoimi sojusznikami, ale także geneza ich powstania.

Nie chcę jednak pisać o współczesnej polityce , czy wojnie z terroryzmem, bowiem o tym pisało już wielu, prześcigając się w przeciwstawnych tezach i ferując krańcowo różne wnioski o sensie tej wojny.

Chcę skupić się nad tym ,o czym w jednym ze swoich esejów, pisał Albert Camus. Będą to mianowicie rozważania o gilotynie, lecz we współczesnej jej wersji. Będą to rozważania o zbrodni i karze oraz o tym, że pomimo chełpienia się nowoczesną , zinformatyzowaną, wykształconą cywilizacją XXI wieku, ludzkość wraca do poziomu średniowiecza. Nic bowiem, poza oprawą , nie zmieniło się się od tych czasów, a śmierć w akcie zemsty, jest tak samo okrutna i niesprawiedliwa jak śmierć , która do zemsty tej doprowadziła.

Relatywizm historii pozwala nam dostrzec obłudę społeczeństw na przestrzeni wieków ; ten ma rację historyczną, który napędza koło historii i określa mianem przewodnika. W historii cywilizacji przewodników było wielu, lecz w czasach ostatnich stu lat mianem tym można określić głównie państwa mocarstwowe i ich sprzymierzeńców. W imię rozwoju, abstrakcyjnie pojmowanej, cywilizacji zachodniej, doszło do wyraźnego podziału pomiędzy tymi, którzy tę cywilizację tworzą, a tymi, którzy przeciwstawiają się jej, na przeciwległym biegunie stawiając zgoła inne wartości.

Nie można oddzielić tej swoistej represji cywilizacyjnej, od skutków jakie ze sobą przynosi. Jedną z przyczyn zjawiska, które niektórzy nazywają globalizacją jest chęć posiadania . Konsumpcja i ciągle zwiększające się potrzeby, zręcznie wmawiane społeczeństwom przez kapitalistyczny świat, prowadzą do postępującej ekspansji ekonomicznej, a co za tym idzie , również terytorialnej i kulturowej (o ile kulturą można nazwać to , co skojarzone jest z materialnym dobrem i sposobem życia, opartym na konsumpcji i degrengoladzie wartości humanistycznych)

To właśnie ta „cywilizacja” tworzy potwory, wykorzystując przy tym te same, znane od wieków sposoby. Niczym innym nie jest polityka Stanów Zjednoczonych na początku powstawania tej „cywilizacji”, gdy w imię wymienionych wyżej „wartości” poszerzała swoje terytorium o ziemie, krwawo odbierane innym nacjom. Wiadome przy tym było, że nacje te bronić się będą we właściwy swojej kulturze sposób. Sposobem plemiennych Indian Ameryki Północnej była zbrojna odpowiedź na każdą próbę „zaboru” ich terytorium i wrogiem był każdy, kto miał inny kolor skóry. Obłuda agresorów polegała na tym, że stosowali prawo, które same tworzyli, nie zważając, że przeciwnik kieruje się zgoła innymi zasadami.

Polityka kolonializmu, charakteryzującego się wcześniej topornym narzucaniem własnych praw i eksterminacją narodów nie podporządkowujących się interesom kolonizatorów, zmieniła swoje oblicze, gdy okazało się, że sama eksterminacja to za mało, by mógł powstać „świat kapitalizmu” jakim znamy go obecnie. Aby skutecznie rozwijać „Cywilizację Zachodu” należało mieć również środki produkcji, a więc zarówno zasoby naturalne, znajdujące się na terenach rdzennej ludności, jak i tanią siłę roboczą. W związku z tym, że ludność rdzenna została, może zbyt pochopnie, wytępiona, sięgnięto po tanią siłę roboczą z Afryki.

Nie inaczej sprawa wyglądała w Zachodniej Europie, a także w Rosji. W europie państwami przodującymi w polityce kolonialnej były Anglia , oraz Francja. Te państwa również sięgnęły po „zasoby” Afryki, ale również Indii. Rosja postawiła na budowanie swojej gospodarki poprzez przyłączanie terenów „przyległych” do siebie i tym samym, z biegiem lat powstało gigantyczne wielonarodowe Państwo Rosyjskie.

Należałoby sądzić, że z biegiem lat nastąpi asymilacja ujarzmionych kolonializmem nacji społecznych i kulturowych z państwami – mocarstwami , które politykę kolonializmu prowadziły. Jednak, w istocie, nigdy się to nie stało, pomimo postępu nauki, zmian gospodarczych, oraz rozwoju świadomości kulturowej. Narody ujarzmione, na przestrzeni wieków, zawsze dopominały się wolności. Owszem, w jakimś stopniu nastąpiła akceptacja postępu gospodarczego i naukowego, jednak w sferze kultury i tożsamości narodowej wyglądało to zgoła inaczej.

Gdyby państwa Zachodu potrafiły zaakceptować odmienność kulturową skolonizowanych narodów, być może historia świata toczyłaby się inaczej. Jednak państwa te nie tylko dążyły do podporządkowania „siły roboczej” swoim celom, lecz również robiły wszystko, by narody te utraciły swoją tożsamość.

Gdy chodziło o mniejszościowe grupy etniczne, które nie należały do największych religijnych grup kulturowych świata, a więc Chrześcijaństwa, Islamu, Hinduizmu, czy Buddyzmu, stosunkowo łatwo było doprowadzić do utraty tożsamości. Czarni potomkowie pierwotnych ludów afrykańskich w Stanach Zjednoczonych zapewne nie pamiętają już kim byli ich przodkowie i z jakiej afrykańskiej grupy kulturowej i religijnej się wywodzili. Jednak Ci, wywodzący się z kultury Islamu, nie zatracili swojej tożsamości. Nie tylko nie zatracili jej, ale również, na przestrzeni wieków doszli do wniosku, że tzw „kultura zachodu” definiuje najgorsze, w ich mniemaniu zjawiska społeczne – kolonializm, wojny, agresywna politykę gospodarczą, totalitaryzm i ciągłe „parcie” do podporządkowania sobie reszty świata. Na skutek wcześniejszej symboliki krzyża – która utożsamiała świat zachodni z religią chrześcijańską, związek tej symboliki z „kulturą zachodnią” został przyjęty przez „świat islamu” jako istotna cecha równoważności pomiędzy chrześcijaństwem a kapitalizmem zachodnim.

To w jaki sposób potraktowano ludy pierwotne i „pogan” we wcześniejszych wiekach, próbowano również zastosować wobec kultury znacznie większej. Jednak próba narzucenia „wartości zachodnich” , wraz ze prawem, konstruowanym dla zabezpieczenia tych „wartości” narodom kultury Islamu, skończyła się fiaskiem. Potrzebny był dialog, lecz umocnienie potęg mocarstw zachodnich, zamiast dialogu, doprowadziło do próby podboju ekonomicznego państw, na terenie których znajdowały się złoża surowców, potrzebnych do dalszego rozwoju zachodniej gospodarki.

Oczywiście, stan permanentnej i długotrwałej wojny o surowce energetyczne, nie mógł trwać wiecznie w formie zbrojnych agresji, bowiem doprowadziłoby to do destabilizacji rynku surowców energetycznych. Poza tym chętnych do „kawałka tortu” jakim są pola naftowe jest więcej. Po latach doszło jednak do stabilizacji stosunków politycznych pomiędzy światowymi mocarstwami, które od tej pory stały się sojusznikiem w dążeniu do zagrabienia bogactw naturalnych, znajdujących się głównie na terenach państw kultury islamu.

Na tym tle historycznym należy opierać wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu lat, podczas których kolonializm w swojej historycznej formie został zastąpiony przez ekspansywny neokolonializm ekonomiczny, opierający się na współpracy państw zachodnich i Rosji. Globalizacja i powiązania finansowe sprawiły, że „kołem zamachowym” tej polityki stały się wielkie koncerny zachodnie i rosyjskie.

Sama polityka ekspansji gospodarczej prowadzona jest już trochę inaczej. Stosowanie rozwiązań siłowych zostało w znacznym stopniu ograniczone na rzecz stosowania polityki „konia trojańskiego” a więc wprowadzania rozwiązań prawnych, umożliwiających korzystanie z zasobów w sposób „cywilizowany”. Nie należy jednak się łudzić. Przedmiotem takiej polityki zawsze będą państwa słabsze, wykorzystywane do celów państw silniejszych, a przede wszystkim państw – mocarstw.

Tutaj wtrącę przykład Polski, w której największe i przynoszące największe zyski przedsiębiorstwa znajdują się w rękach kapitału zachodniego, a prawo unijne skonstruowane jest tak by umożliwić ten ekonomiczny rozbiór naszego kraju.

Ale teraz powrócę do Osamy bin Ladena. Dokonał on, w pojęciu kultury zachodniej, niewyobrażalnej zbrodni przeciwko niewinnym ludziom. Lecz czy zbrodnia ta nie została usankcjonowana dotychczasową polityką państw zachodnich, w tym głównie Stanów Zjednoczonych, dążących za wszelką cenę do podporządkowania sobie cywilizacji posiadających dostęp do największych bogactw naturalnych na świecie ? Inną rzeczą jest to, że w cywilizacji arabskiej ten akt terroru na znienawidzonych innowiercach, którzy od wieków próbowali podbijać islamskie narody, jest aktem sprawiedliwej zemsty.

Jeśli sięgnąć teraz głębiej, w sferę etyki, lub wartości chrześcijańskich – czym jest zabicie tego potwora ? Karą ?

Osobiście bardzo w to wątpię. Wracając do Camusa , nie może być traktowany jako kara czyn, który nie niesie za sobą ani moralnego przesłania, ani nie ma cech przykładności .Czyż zabicie bin Ladena doprowadzi do tego, że współczesny terroryzm zmieni swoje oblicze na lepsze? Czyż zabicie terrorysty nie będzie w tym przypadku aktem zemsty „za zemstę”, a tym samym czynnikiem eskalującym dalsze tego typu działania ?

Zabicie Osamy bin Ladena i reakcje polityków są jedynie przejawami hipokryzji przedstawicieli „naszej cywilizacji” Sprawiedliwości nie stało się zadość, bowiem ci, którzy doprowadzili do stworzenia potwora, mordującego niewinnych obywateli nie zostali osądzeni. Nie został osądzony i skazany również on sam. Fizyczna eliminacja nie stanowi kary, ani aktu sprawiedliwości, lecz stawia „naszą cywilizację” na równi z tymi, którzy posługują się prawem Szariatu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Zapraszam do odwiedzania autorskiego bloga http://wojnaznarodem.blogspot.com/

#251815