Przemyt. Zima.

Obrazek użytkownika Marian Stefaniak
Blog

Była zima. Mroźno. Nawet bardzo. Noc.
Nie ma jednak, że boli. Praca jaka by nie była to jednak zawsze praca. I trzeba być solidnym.
Musiałem zawieść do Niemiec papierosy. Żeby przygotować partię na dzień następny. Droga była oblodzona. Aż w świetle lamp błyszczała. Poprosiłem kierwcę by sprawdził jak bardzo jest ślisko. W tym celu miał lekko przychamować.
Zrobił to zbyt gwałtownie. Wpadliśmy w poślizg. Ponieważ samochód jechał bardzo szybko nie dawałem nam wielkich szans. Auto jechało bokiem bez żadnej kontroli.
Drzewa przy drodze stały gęsto. Na szczęście trafiliśmy pomiędzy. Prędkość była tak wielka, że przelecieliśmy przez rów i wylądowaliśmy w polu. Spadły nam też dwie opony. Taka była siła.
Wyjechaliśmy co prawda na drogę, ale jechać dalej nie mogliśmy. No bo jak? Na samych felgach?
Znajdowaliśmy się na przedmieściach jednego z niemieckich miast. Ciemno, zimno i późno. Czasami się jednak zdarzało, że przemknął obok nas jakiś samochód. Postanowiliśmy spróbować.
Stanęłliśmy na stopa. Ale nasze widoki były raczej marne. Kierowca o twarzy Gołoty, tylko ze dwa razy większy. Obok niego chudy fircyk w cieniutkim sweterku i letnich pantofelkach przy 30-sto stopniowym mrozie. Trzeba uczciwie przyznać, że widok był raczej dziwny i bynajmniej nie wzbudzający zaufania.
Niemcy gdy widzieli nas z daleka to chamowali, gdy podjeżdżali bliżej to dodawali gazu. I omijali nas szerokim łukiem. Do tego te Polskie tablie rejestracyjne!
Wreszcie ktoś się zatrzymał. Niemka. Ale patrzyła na nas podejrzliwie i trzymała nas na odlgłość. Było widać, że chciała pomóc, lecz się nas bała.
W tym mieście mieszkał mój znajomy. Od 14-stu lat. Ożenił się z Niemką, która pracowała w celniczym kasynie. Znajomy nigdy nie pracował. Zajmował się wychowywaniem ich dzieci. Siedział w domu. To co teraz powiem może wydać się niemożliwym. Po niemiecku umiał się tylko przywitać. I pożegnać. Nic więcej. Ale niemiecki paszport miał.
Postanowiłem poprosić go o pomoc. Wcześniej poprosiłem Niemkę o podwiezienie. Zgodziła się, ale pod warunkiem, że pojadę sam. Więc pojechałem.
Było już po północy. Kolega z niechęcią, ale zgodził się pomóc. Z powrotem pojechaliśmy już jego samochodem. Wziął też z sobą odpowiedni klucz i koło zapasowe. Drugie miałem z sobą.
Zajmowaliśmy się właśnie wymianą kół, gdy stanął niedaleko niemiecki radiowóz. Potem drugi i trzeci. Gdy już się poczuli wystarczająco silni, podeszli do nas. Pierwsze co zrobili to sprawdzili nasze paszporty. Ucieszyli się, że wśród nas znajduje się jeden Niemiec. Będzie łatwiej się porozumieć. Niestety, ale nie było.
Teraz mieli dwie niewiadome zamiast jednej. Co tu tak późno robimy i dlaczego Niemiec nie zna języka niemieckiego? Bo kolega przyjął nazwisko żony.
Typowo niemieckie. C.d.n…

Ocena wpisu: 
Brak głosów