Za ścianą

Obrazek użytkownika Marian Stefaniak
Blog

    Moim sąsiadem z za ściany był ponad sto cztery letni pan Józef. On nie dosłyszał, a ja mówiłem cicho i nie wyraźnie. Pan Józef mówił więc swoje, a ja też swoje. I tak razem trwała ta nasza symbioza przez kilka miesięcy. 

   Kiedyś mówił mi o pochodzeniu swojego imienia. Większość ludzi, myślała, że to imię dano mu na cześć Wielkiego Naczelnika. A przecież w dniu narodzin pana Józka mało kto o Piłsudskim cokolwiek słyszał. Pan Józek żeby ludziom namieszać w głowach mówił więc, że imię ma po Wissarionowiczu. Jakim Wissarionowiczu? Odpowiedź - Stalinie. I wszyscy byli jego odpowiedzią zbulwersowani. Ale to był tylko sarkazm. 
   Pan Józef przychodził do mojego pokoju przeważnie dwa razy dziennie. Przed południem, żeby się przywitać, i wieczorem, żeby się pożegnać. Kiedyś budzę się w nocy i czuję, że ktoś obok jest. Kilka minut się wsłuchiwałem w ciszę nocy. Usłyszałem głos pana Józka: ... i zabierz go dobry Panie Boże do siebie.
   Nie byłem pewny czy się cieszyć,  czy zasmucić.
   Kiedyś, na świetlicy zorganizowano spotkanie stulatków. Po powrocie z tej świetlicy pan Józek zdał mi relację z przebiegu tego spotkania. Pytano się ich między innymi co jedzą, że tak długo żyją. Potem nastąpiła długa lista produktów unikalnych. Gdy przyszła kolej na pana Józka to powiedział:
   - jem co mi dadzą. 
   - to dla czego pan tak długo żyje?
   - po prostu Bóg o mnie zapomniał. Ale sobie o mnie przypomni. Spokojna głowa. 
   Leżałem w nocy niewygodnie. Krzyknąłem na pana Józka. Co prawda mnie nie rozumiał, ale rozróżniał intensywność dźwięku. Wkrótce mnie usłyszał. I udał się w stronę mojego pokoju. Rzucił:
   - chwileczkę!
   Wyszedł na korytarz i narobił hałasu. Potem już szedł bezpośrednio do mojego pokoju. Przed drzwiami się zatoczył , s tracił równowagę. Usłyszałem: "o mój Boże". Potem było uderzenie o podłogę i cisza. Po jakimś czasie bez odzewu, dałem sobie spokój. Ręka zaczęła drętwieć, nos zatkał się całkowicie, usta częściowo: poduszka zasłaniała mi znaczną część ust, łzy mi spływały z oczu do ust. Krztusiłem się, w rękach miałem przycisk alarmu, lecz nie miałem sił go przycisnąć. Im bardziej stawiałem opór, tym bardziej cierpiałem. W końcu dałem spokój i poddałem się biegowi zdarzeń. Nawet nie wiem kiedy straciłem przytomność. Obudziło mnie dopiero działanie opiekuna. Zostałem położony na wznak. Żyłem! Wkrótce dowiedziałem się, że pan Józef nie żyje. W końcu jak długo można żyć? Bo czyż ważne jest, że ratowało się istnienie drugiego człowieka? I tyle jest warte nasze życie. Nawet najdłuższe.
 
Spisał: Zenon Mantura
Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:7)

Komentarze

widać, że talent pisarski Pana nie opuszcza, zresztą poczucie humoru również.
Pozdrawiam serdecznie obu panów.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Verita

#1507962

Pamiętajmy o P. Marianie i pomagajmy sobie wzajemnie.
Marian Stefaniak mBank Zielona Góra
PL 48 11 40 2004 0000 3802 6854 6129.
BREXPLPWMBK

Niezależnie od indywidualnych wpłat, istnieje możliwość 1% odpisu z podatku na Fundację AVALON ,której podopiecznym jest p.Marian.Posiada tam numer subkonta „STEFANIAK, 1297. "
Numer KRS fundacji 0000270809

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Verita

#1508037