Więzienie w Polsce. Koniec.

Obrazek użytkownika Marian Stefaniak
Blog

W izolatce byłem parę miesięcy. Miałem nadzieję, że będę tam już do końca pobytu. Niestety. Przenieśli mnie do zwykłej celi. Nie było łatwo przyzwyczajać się do panujących tam warunków od nowa. Niestety musiałem. Nie miałem też żadnego wpływu na to dokąd mnie przeniosą.
Ta cela i panujące tam zwyczaje najbardziej przypominała prawdziwe, klasyczne więzienie. Poza tym mieszkał tam człowiek, którego nie za bardzo lubiłem. Z wzajemnością. Konflikt między mną, a nim narastał od samego początku mojego pobytu w tym więzieniu.
Ucieszył się gdy mnie zobaczył. Trudno było sobie wyobrazić lepszą okazję. Postanowiłem jakoś to przetrwać. Oczywiście zostałem skierowany na piętrowe łóżko. Gorsze. Nie zdążył się rozkręcić, bo przyszedł szef celi.
Niski, krępy i prawie bez szyj. Czoła też nie miał za wysokiego. Wypisz wymaluj prawdziwy kryminalista. Taki jakiego sobie prawie wszyscy wyobrażają myśląc o więzieniu.
Nie to było jednak w tym wszystkim najważniejsze, lecz to, że chyba mnie lubił. Kiedyś dałem mu pośpiewać i to zapamiętał. Ja z koli zapamiętałem go dlatego, że wyjątkowo fałszował.
Pierwsze co zrobił wchodząc do celi, to się do mnie uśmiechnął i powiedział do mojego adwersarza głosem nie znoszącym sprzeciwu:
- M. będzie spał na dole. Wyp...…aj na górę.
Zrobił to, ale widać było, że niechętnie. Spojrzał na mnie z nienawiścią. Odpowiedziałem mu triumfalnym uśmiechem.
Kiedyś Zygi mnie uczył zachowania w takim miejscu. Najważniejsza sprawa to to, że nikt nie chciał się znaleźć w więzieniu zamkniętym oraz to, że większość tam osadzonych nie miała dużych wyroków. Krótko mówiąc nie było nikogo kto chciałby prawdziwego konfliktu. Ta nauka opierała się więc właśnie na takich właśnie przesłankach. Które ogólnie były prawidłowe. Lecz zdarzały się wyjątki.
Wszystkich można było wziąć na krzyki. Próbkę takich możliwości pokazał mi Zygi zaraz po moim tam pojawieniu się. Rzucił plastikową miską z całej siły o podłogę popatrzył mi głęboko w oczy i głośno powiedział, a właściwie wykrzyczał:
- I co się k….a tak gapisz?! Zaraz Ci p…..e w ten głupi ryj! P…..ąć?!
Nie powiem. Trochę się wystraszyłem.
Na szczęście zaraz zaczął się śmiać. A ja do samego wieczora nie mogłem dojść do siebie.
Zygi nie był tylko teoretykiem. Kiedyś przyszedł po coś do naszej celi ktoś z grypsujących. Długo nie pobył. Wybiegł i schował się w swojej celi. Za nim wybiegł Zygi. Tak go przeraził, że potem go nawet na spacerze nie widziałem.
Zatrzymam się na chwilę przy osobach grypsujących.
Było to zamknięte środowisko, z własnymi zwyczajami, językiem i „kulturą”. Nawet nie podawali innym ręki tylko stukali się na przywitanie pięścią. Kiedyś, za komuny, zapewne to miało jakiś sens. Było to chociażby przejawem oporu wobec więziennej władzy. A specyficzny język uniemożliwiał zrozumienie ich mowy przez „klawiszy””. Teraz to było raczej towarzystwo wzajemnej adoracji.
Zaraz po przyjeździe do tego więzienia strażnicy urządzili nam zbiórkę. Spytali się czy wśród nas jest ktoś kto grypsuje. Zgłosił się jeden. Był wyjątkowo niemiły i się bardzo cwaniaczył. W końcu jeden z „klawiszy” nie wytrzymał. Poszedł po szczotkę od ubikacji. Dotknął ją niego i powiedział: „już nie grypsujesz”. Dodam tylko, że dotknięcie taką szczotką to dla grypsującego wielka zniewaga. I z tego co się orientuję wyklucza takiego delikwenta z „kultury” grypsujących.
Przyszedł do celi młody chłopak z niskim wyrokiem. Całymi dniami mówił jak to przetrzyma. Po kilku tygodniach wyjechał z ZK na przepustkę. Na pogrzeb ojca. Już do nas nie powrócił.
Jego koledzy pobili jakiegoś gościa. Śmiertelnie. Oskarżono w pierwszej kolejności jego. W końcu już był kryminalistą. Ciekawiło mnie jak teraz to wytrzymywał. Wyrok był zapewne wyższy.
Stanąłem wreszcie przed komisją zajmującą się zwolnieniami warunkowymi. Z miesięcznym poślizgiem, z powodów które opisałem wcześniej. Obawiałem się, że tego zwolnienia nie dostanę. Jednak nie było problemów.
Zabierali mnie do więzienia wiosną. Było wtedy ciepło. Wychodziłem późną jesienią. Było wyjątkowo zimno. Nie miałem odpowiedniego na tę porę roku ubrania. Dostałem więc jakieś z więzienia. Żebym tylko dotarł do domu. Całe szczęście, że jak wychodziłem zbliżał się wieczór.
Jako niemowlak spędziłem kilka miesięcy w więzieniu. Mama mi często mówiła, abym nie skończył tak jak zacząłem. Ale to już inna historia.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Napisz książkę.
Właściwie tojuż ją napisałeś, tylko jeszcze o tym nie wiesz.

Pozdrawiam.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Venenosi bufones pellem non mutant Andrzej.A

#270988