Przemyt. Zdarzenie.

Obrazek użytkownika Marian Stefaniak
Blog

Kontynuacja
Wskazałem tylko ręką w kierunku Polski. Byłem pewien, że to zajęcie nie dla mnie.
Zawsze myślałem, że jestem całkowicie odporny na wszelkiego rodzaju używki. Papierosów nie paliłem, alkohol w niewielkich ilościach, a o prawdziwych narkotykach nawet nie wspomnę. Zero. I nagle zauważyłem, że gdy opadły emocje związane z przemytem fajek, to mi tego najzwyczajniej w świecie brakuje. Na adrenalinę nie byłem uodporniony. Cały czas tylko to miałem w głowie: przekraczanie granicy, uciekanie przed policją, niebezpieczny handel z Azjatami. Głupie, ale prawdziwe. Kierowca już miał dosyć, trzeba było szukać innego. Przez te cztery i pół roku na granicy miałem ich ponad dwudziestu. Schemat był zawsze ten sam: na początku wielki zapał, nawet nadgorliwość. Potem coraz gorzej. Aż wreszcie bali się nawet własnego cienia. I trzeba było szukać nowego kierowcy.
Komentarz pod jednym z wpisów dotyczącym przemytu:
„Często w tamtych czasch
przejeżdżałam przez granicę w Świecku.
Od czasu do czasu widziałam stojący z boku polski samochód (przeważnie już taki grat, że zastanawiałam się, jak toto jeszcze jeździ).
I niemieckich celników wyjmujących z różnych miejsc w samochodzie te sztangi. Wyjmowali i wyjmowali - bez końca, a obok stało przeważnie dwóch nieszczęśników patrzących na to wszystko z widocznym bólem na twarzy....
Podobno samochód ulegał konfiskacie (tu mała strata), a złapani przemytnicy, oprócz kary za przemyt musieli płacić jeszcze horrendalne cło za te fajki.”
Chciałbym to bardziej rozwinąć i niektóre rzeczy wyjaśnić. Właściwie wszystko w tym komentarzu jest prawdą. Tak zwani „starzy” przemytnicy mieli swoje nawyki i „patenty”, które nie zawsze się sprawdzały, a nowi „adepci” powielali te błędy. Szybko się zorientowałem, że przejmując ich „bagaż doświadczeń” , więcej tracę niż zyskuję.
Najczęściej popełniane błędy: głupi celnicy, których łatwo oszukać. Nic bardziej mylnego. Byli to przeważnie bardzo inteligentni ludzie z ogromnym doświadczeniem. Rzadko kiedy dawali się naprawdę oszukać, często im się po prostu nie chciało. Najzwyczajniej w świecie przymykali czasami oko na ten cały proceder. Ale i oni mieli swoje słabe punkty. Pierwszym z nich był stereotyp Polaka-przemytnika. Często zgodny z rzeczywistością: koniecznie czapeczka z daszkiem, stary i brudny samochód odpowiednio przerobiony by mógł spełniać powierzone mu zadania, młody wiek i ciągłe zmęczenie na twarzy. Wbrew pozorom była to ciężka, wykańczająca praca. Zwłaszcza psychicznie. Nie każdy się nadawał, a właściwie nadawał się mało kto. Szybko do tego doszedłem i postępowałem odmiennie. Zawsze w miarę przyzwoicie ubrany i ogolony, dobry i czysty samochód z naturalnymi miejscami na schowanie papierosów, „schowane” w łatwo znajdowalnym miejscu przybory uczciwego Polaka: żelazko, ubranie robocze i tym podobne. Ciągła czujność i elastyczność na zmieniające się warunki. No i mój wiek nie był tu bez znaczenia. Przekroczona trzydziestka przemawiała na moją korzyść.
Samochód przerobiony specjalnie do przemytu Niemcy automatycznie rekwirowali. Samochód w którym znajdowali nielegalnie przewożone papierosy, ale ukryte w naturalnych miejscach, przeważnie oddawali. Kończyło się zazwyczaj tylko na spisaniu protokołu i karze pieniężnej. Musiała być też osoba która całą winę brała na siebie. Opowiem na własnym przykładzie.
Kiedyś natrafiłem na bardzo skrupulatnego celnika. Przejście graniczne było w środku miasta. Najpierw przejrzał samochód pobieżnie. Nic nie znalazł. Następnie wziął go na specjalny kanał. Również nic nie znalazł. Był uparty. Rozebrał samochód dokładnie. Znalazł. Był z siebie bardzo zadowolony. Znalezione papierosy układał na stos w garażu. Ja i mój kierowca mu w tym pomagaliśmy. W tym układaniu. Tak sobie zażyczył. Widocznie uważał, że przez to kara będzie dla nas dotkliwsza. Papierosy były najdroższej marki i miały swoją wartość. Bagażnik mojego samochodu był otwarty. Celnik przekazywał znalezione papierosy mojemu kierowcy, on układał je na kupkę, a ja bezczelnie brałem z tej kupki i z powrotem zanosiłem do samochodu. Wrzucałem je do otwartego bagażnika. Gdy już skończył spytał się czyje to papierosy. Odpowiedziałem, że moje. Spytałem też go czy kierowca już jest wolny i może jechać. Łaskawie się zgodził; miał już przecież swoją ofiarę razem z papierosami.
Kierowca się uparł, że poczeka na mnie. Głosem nie znoszącym sprzeciwu kazałem mu się wynosić na Polską stronę. Nic z tego nie rozumiał, ale trochę naburmuszony zrobił jak mu mówiłem. Pojechał. Zostałem sam na sam z bardzo z siebie zadowolonym celnikiem. Był do przesady kurtuazyjny wobec mnie. Szerokim gestem zaprosił mnie na „salony”. Kpił ze mnie przy tym jawnie, nisko się kłaniając.
Pomieszczenie celników było niewielkie. Ot, zwykła kanciapa. Jak skrupulatnie szukał papierosów tak i teraz wypełniał papiery. Zajęło mu to dużo czasu. Na koniec kazał mi je podpisać:
- Dlaczego mam to zrobić?
Tłumaczył spokojnie, jak małemu dziecku:
- Tak się zawsze postępuje gdy znajdzie papierosy.
- Jakie Papierosy?
Powoli zaczął tracić do mnie cierpliwość, ale jeszcze się kontrolował:
- Te co znaleźliśmy u Ciebie w samochodzie.
- W jakim samochodzie? Przyszedłem przecież tu na pieszo – odpowiedziałem zdziwiony.
Nie ukrywał już irytacji. Trzasnął pięścią w stół, czym obudził pozostałych celników i zwrócił ich uwagę na to całe zajście. Przysłuchiwali się temu z ciekawością.
- A papierosy w garażu?
- Nic nie wiem o żadnym garażu, a tym bardziej o jakichś papierosach.
Tego było za wiele. Kazał mi iść za sobą. Poszedłem, a razem ze mną kilku zaciekawionych celników. Wszedł i wskazał na papierosy których już nie było. Głowę miał ciągle zwróconą w moją stronę:
- A to co? Nie Twoje?!
- Ale co?
Spojrzał i zamarł. Jego palec wskazywał puste miejsce. Zaczęło do niego docierać, że został nabity w trąbę. Pozostali celnicy też się chyba wszystkiego domyślili bo zaczęli coraz jawniej się śmiać. „Mój” celnik dostał szału. Zacząłem się nawet na poważnie obawiać o własne życie. Za pasem miał przecież prawdziwy pistolet. Że moje obawy nie były bezpodstawne, niech świadczy fakt, że pozostali celnicy mnie osłonili własnym ciałem przed wściekłością swojego kolegi i kazali się natychmiast stąd zabierać. Dwa razy nie musiano mnie prosić. Szybko odszedłem zadowolony, że tym razem mi się upiekło. Ale nie zamierzałem kusić losu. To przejście zostało wykreślone z mojej listy raz na zawsze.
…...............................................................................
…...........................................................................................
Rozpadają mi się neurony. Z dnia na dzień coraz trudniej skupić mi myśli.
Pieniądze w całości są przeznaczone na rehabilitację.
JAK PRZEKAZAĆ 1%
Wypełniając zeznanie PIT, należy obliczyć podatek należny wobec Urzędu
Skarbowego.
W rubryce WNIOSEK O PRZEKAZANIE 1% PODATKU NALEŻNEGO NA RZECZ ORGANIZACJI
POŻYTKU PUBLICZNEGO (OPP)
* Wpisać numer KRS: 0000270809
* Obliczyć kwotę 1%
W rubryce INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE (bardzo ważne!)
* Marian Stefaniak 1297
Darowizny:
Fundacja Avalon - Bezpośrednia Pomoc Niepełnosprawnym,
Michała Kajki 80/82 lok. 1, 04-620 Warszawa
nr rachunku odbiorcy: 62 1600 1286 0003 0031 8642 6001
Prowadzone przez: BNP Paribas Bank Polska SA
Tytuł wpłaty: 1297 Marian Stefaniak
Przelewy zagraniczne:
International Bank Account Number
IBAN: PL62 1600 1286 0003 0031 8642 6001
SWIFT/BIC: PPAB PLPK

Ocena wpisu: 
Brak głosów