Przemyt. Zbieg okoliczności.

Obrazek użytkownika Marian Stefaniak
Blog

W papierosy zaopatrywałem się z dwóch źródeł: legalnego, ze sklepu i od przemytniczych hurtowników. Różnica była w cenie zakupu. Ta ze sklepu była zdecydowanie wyższa. Ale czasami nie było innego wyjścia.
Właśnie wracałem z tytoniowej hurtowni. Legalnej. Zakupiłem parę dużych kartonów drogich papierosów. Leżały sobie spokojnie w bagażniku mojego samochodu czekając dopiero na ukrycie.
Po drodze postanowiłem się zatrzymać u kolegi, aby gdzieś zadzwonić. Samochód zostawiłem na jego podwórku i wszedłem do budynku gdzie mieszkał. Spotkałem znajomego oficera. Ucieszył się gdy mnie zobaczył:
- Fajnie, że Cię widzę. Wybieram się z kumplami do Niemiec na zakupy. Pożyczysz na godzinkę samochód?
- Oczywiście.
Dałem mu kluczyki i poszedłem dalej. Kolegę w mieszkaniu zastałem. Pozwolił mi przedzwonić.
Gdy dzwoniłem wyświetlił mi się w głowie sygnał alarmowy. Przecież dałem samochód razem z papierosami! Ten oficer wybierze się więc do Niemiec nawet nie podejrzewając jaką bombę wiezie. I do tego na wierzchu. Jego znajomi też.
Rzuciłem telefon i wybiegłem od znajomego z obłędem w oku. Byle tylko zdążyć na czas! Na ulicy prawie wpadłem pod samochód zatrzymując go. Pierwszy lepszy.
Na granicy pustka. Nikogo. Czekałem długo. Mając cichą nadzieję, że jeszcze nie pojechali. Ale granicę już przekroczyli. Nie miałem wątpliwości.
Wrócili po paru godzinach. W pięciu. Sami oficerowie. Uśmiechnięci i zadowoleni. Ja czekałem na nich cały roztrzęsiony. Przestali się śmiać dopiero gdy otworzyłem bagażnik.
Mieli szczęście, że nikt ich nie sprawdzał. W dwie strony.
Swoją drogą jakby ich Niemcy zatrzymali z papierosami, jakby to sobie wytłumaczyli? Zwłaszcza przy wyjeździe.
Oficerowie i do tego wwożący papierosy do Polski. Kłócące się wszystko z jakąkolwiek logiką i doświadczeniem. Podejrzewam, że nie rozwiązaliby tej zagadki do dzisiaj. Tym bardziej, że żadnego logicznego wytłumaczenia nie było.
Tylko zbieg okoliczności.

Ocena wpisu: 
Brak głosów