Timur (Juras – sie ma) i jego droży(z)na

Obrazek użytkownika Wiktor Smol
KawiarNIA

W niezdrowym państwie chore ambicje ludzi zdrowych inaczej, czyli samoprzylepne serduszka Wielkiej Orkiestry z „chińskiej dzielnicy”, wytwórni w Wólce Kosowskiej pod Warszawą, albo prosto z Chin, bo taniej?!

Jurek, niczym wiercipięta, kręci się i wierci – nie usiedzi spokojnie na czterech literach, zupełnie jakby miał owsiki, albo zaopatrywał się u Ramony, tej od Kory, w produkty, które u nas (dla większości) są zabronione.
Jurek Owsik – celebryta, lisek chytrusek, czy bardziej wilk , cwaniak w czerwonych gaciach o mentalności spin-doktora?

I tym razem, po raz kolejny urzekła  mnie socjotechnika użyta  podprogowa w oddziaływaniu na emocje; wzbudzanie współczucia i otwarcia serc, a ściślej rzecz ujmując – portfeli ludzi ubogich i naiwnych.
To nic, że jesteśmy biedni: „co piąte polskie dziecko cierpi z powodu niedożywienia”.
To nic, że widmo słonecznej Grecji dzielnie kroczy do Polski – zielonej wyspy, na której nie uświadczysz nawet zielonej trawy, z której jakiś, choćby nawet najmniejszy, pożytek byłby dla ludzi tutaj ostałych. Z tych źdźbeł, które prześwitują niczym życiodajne oazy w bezmiarach pustynnych pasków, mogą się co najwyżej upaść owce przewodnika, a barany? Pójdą i zagłosują, pójdą i wrzucą do puszek i zrobią to, co im Przewodnik każe!?
Najważniejsze, aby celebryta w czerwonych portkach, mógł spokojnie realizować zadania statutowe fundacji…

To nie jest tak, że nie wierzę w uczciwość i dobre intencje Jurka Owsika. Nic podobnego – wierzę. Wierzę równie mocno, jak można było wierzyć swego czasu Jolancie Kwaśniewskiej.
Wszak najważniejsza jest transparentność i jawność, które są zapisane w każdym statucie każdej fundacji – Kwaśniewskiej i Owsiaka też – inaczej sąd nie „klepnąłby” takiej fundacji.

To, że rzeczywistość reguluje życiem inaczej niż tego żądają stosowne przepisy i ustawy – Jolanta Kwaśniewska nie pozwoliła organom kontroli (Sejmowej Komisji Śledczej) na wgląd do akt finansowych jej fundacji – jest powszechnie znane.
A nasz bohater – Owsi(a)k, jest zarobiony po łokcie, co ja mówię – po same uszy, a nawet kokardę; nie ma chłopina czasu na bzdurne kontrole.

Owszem jakiś papiry przywlókł jego adwokat do Złotoryi; jak powiadają dobrze poinformowani, to zaledwie łepek od szpilki, pod którą kryje się wielka góra lodowa. Adwokat Jurka Owsiaka mówi: Sąd w Złotoryi jest za mały aby wszystkie „papiery” Orkiestry pomieścić.
Ale jest taki jeden, który chce, aby resztę dokumentów dobroczyńca Owsiak, przywlókł do sądu, to Piotr Wielgucki, znany w necie pod nickem: „Matka Kurka” przeciwstawność Ojca Rydzyka.

Zatem zapis zapisem, deklaracje deklaracjami, idea ideą – a życie życiem. Życie samo udowadnia, że są równi i równiejsi. Od tych „równiejszych” są jeszcze równiejsi z dyskretną (nawet bardzo) etykietką „niedotykalskich”.

Jeśli Wielguckiemu  się wydaje, że zmusi Jurasa do przytaszczenia kolejnych dowodów – rozliczenia finansowo księgowe Fundacji, bez wskazania konkretnych dokumentów, to jest w błędzie: parasol ochronny został rozstawiony i choć jest przeźroczysty, to jednak nawet, kiedy coś widać, dotknąć się niestety  nie da.

Bo trzeba nam wiedzieć, że niektórzy, jak Jureczek, zostali wciągnięci pod „parasol”, pod którym wszyscy uchodzą za wzór światłego umysłu. Powszechnie wiadomo, że wzór owych cnót w zderzeniu z kołtuństwem mózgowym zawsze będzie lśnił niczym węgiel w jego najstarszej postaci.

Zatem wszelkie starania, dopóty, dopóki gospodarz parasola nie uzna za stosowne przewietrzyć nieco towarzystwo, spełzną na niczym i zderzą się z właściwym odporem, a mącicieli podciągnie się pod wspólny mianownik ludzkiej głupoty we wszystkich jej postaciach.
I jest jeszcze jedna, niezwykle ważna rzecz, którą to rzeczą jest tajemnica finansowa i ochrona danych osobowych. Pod ten mianownik uda się pomieścić wiele, a może nawet i więcej.

I w sumie na tym mógłbym zakończyć swój wpis, bo po co wypominać nietrafione zakupy (dary) aparatury bez oprzyrządowania zwanego peryferiami.
Któż-by się przejmował jakimiś peryferiami, które – jak sama nazwa wskazuje – są czymś odległym, anty-miastowym, peryferyjnym i zwyczajnie trącą wiochą. W końcu, co to konia obchodzi, że się wóz przewraca, prawda.

Szeroko pojmowane media nie robią szumu przed akcją Orkiestry, ani nie doszukują się „dziury w całym” po akcji. Szum medialny w rytmie, „jak im Jurek zagra”, czynią na czas akcji. Potem, cicho sza. Wpadł kamień do wody – plum. Ważne, że na czas akcji media mają co robić i za co brać kasiorę.

Co zatem robią media? Media, pod osłoną doktryny wolności słowa i szeroko pojętych praw wolności do swobodnej wypowiedzi poza czasem Orkiestry, sporadycznie podejmują temat ubóstwa i beznadziei w sporej części społeczeństwa. Nie interesują się na tyle, na ile powinni, tematem takiej a nie innej służby zdrowia i tego, dlaczego rząd (nie tylko ten obecny) olewa temat właściwej opieki.
Wygląda to na pewną zmowę milczenia, którą od czasu do czasu przerywa, zaledwie na chwilę, kolejna afera, albo to czy inne zdarzenie.

Media nie biją na alarm, że jest źle, że gorzej już być nie może i jeśli Polska nie chce dołączyć do państw trzeciego świata, to powinna w trybie pilnym (należało to uczynić już dawno temu) uregulować sprawę właściwej opieki medycznej na linii rząd – ministerstwo zdrowia: wszelkie działania prospołeczne mogłyby być tylko sporadycznym incydentem, a nie, co mamy obecnie, normą, która w żebraniu wyręcza ustawę o ochronie społeczeństwa przed ubóstwem.
Działania rządu, w zderzeniu z akcją Owsiaka, próbujące cokolwiek poprawić w służbie zdrowia, wyglądają na działania przypadkowe i sporadyczne.
Media są łaskawe dla kolejnych rządów „fachowców”. Ale już mniej łaskawe są dla starych wartości, które, albo jawnie opluwają albo z nich szydzą.

Dwadzieścia lat to szmat czasu. To jedno pokolenie. I śmiało rzec można, że to pokolenie pod sztandarem Jurka Owsiaka od małego socjalizowane, potem edukowane i szkolone na potrzeby Orkiestry, to niemała armia ludzi.
To pokolenie jest pojemne – mieszczą się w nim dzieciaki, młodzież i dorośli z bardzo wielu roczników. Z tego minionego dystansu dwóch dekad zauważam, że dzieciaki, młodzież oraz część dorosłych są dokładnie zmanipulowane do tego stopnia, że gotowe są wznieść okrzyk:  „Na Kowno! Wodzu, prowadź!”.

Ale rzecz jasna, Pan „wódz” w Czerwonych Gaciach – Owsik, nie poprowadzi swojej serduszkowej armii na braci Moskali. On, co najwyżej, poprowadziłby swoją „armię”, ramię w ramię z „armią” Palikota na Watykan, aby zburzyć mury chrześcijaństwa i zastąpić krzyż symbolami lewactwa.

Doprawdy dziwny jest ten świat, i nasz kraj staje się coraz dziwniejszy. Bo jak może być inaczej, kiedy „parą roku” ogłasza się dwóch pedałów(…)

O zagrożeniach, jakie płyną z lewactwa – spuścizny po Leninie, Trockim, Stalinie i Berii, szerzej wspomnę w kolejnym wpisie zatytułowanym: „Antyklerykalizm – droga do piekła”

_______________________________

Wiktor Smol, Warszawa, 14.01.2013

Brak głosów

Komentarze

Witam.

"Matrix", jak każdy system, ma fundament gdzie Owsiak jest jednym z filarów. Takich nietykalnych kolumn jest więcej, najogólniej rzecz ujmując to dawne układy i stojący za tym konkretni ludzie. Ruszając jeden z elementów natychmiast pobudzasz inne do obrony całości. Jednak jeżeli kiedyś runie jeden z filarów, to reszta poleci jak klocki lego.Pozdrawiam.

Vote up!
3
Vote down!
-4

"Ar­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez barana."

#399863