Tekst o niczym, o zupełnie niczym

Obrazek użytkownika Wiktor Smol
KawiarNIA

Tyle się dzieje (zawsze się sporo dzieje), że normalnie nie mam już o czym pisać. Czasu nie mam, czasu na pisanie – tyle do czytania, że czasu nie staje na skrobanie stalówką po papierze. Walenie palcami w klawiaturę żeby z niej coś wydusić to trzeba umieć; trzeba mieć w sobie zacięcie, jak dajmy na to Bukowski… A zresztą głowa pęka, i nie wiem czy od nadmiaru czytania (równolegle słucham radia – da się, naprawdę), czy wirusów, którym mój organizm użyczył – nie pytając mnie o zdanie – gościny. Pieprzyć to.

Leżę sobie i się wgapiam w telewizor jak sęp w resztki żyrafy, koło których kręcą się hieny zawodząc aby lwy przestraszyć. Leżę i oglądam jakiś tam kanał przyrodniczy (tenisa nie ma; luty się skończył więc i snookera też nie ma). Leżę i patrzę na te podchody hien i sępów, skradają się do resztek ścierwa.

Leżę i leżę i czuję jak bitwa się toczy: zmasowany atak wirusów na zaskoczony tym faktem system obrony. Napieprzają się jak nie wiem co, aż wióry lecą. Trzeci dzień bitwa za bitwą, raz jedni raz drudzy górą.

Leżę i patrzę, już nie w telewizor: po żyrafie nie zostały nawet kopyta – wysprzątane jak Lidl po promocji – nie ma sensu czasu tracić na puste półki. W okno patrzę. Ale nie jak sęp, nie jak hiena. Te z telewizora równie szybko zniknęły jak lwy i żyrafa. (Tak to już bywa, kiedy głowę wysoko trzyma się w chmurach, ktoś może kawał dupy odgryźć).

Leżę i błądzę myślami po niebie … O! – właśnie sobie przypomniałem kawałek z Grzegorza Turnaua: „a ja leżę i leżę…”.

Jak to leciało?! „…a ja leżę i leżę i leżę/ i nikomu nie ufam/ i nikomu nie wierzę…”
Zupełnie jak u mnie „…między ciszą a ciszą/ sprawy się kołyszą/ czasem trwają bez ruchu…”

Za oknem wiatr szarpie nagimi ramionami drzew, za oknem chocholi trwa bal.
Zupełnie jak we mnie szarpią się struny na wszystkie strony. A ja tylko leżę i leżę: nie ot tak sobie dla siebie. Leżę niczym pole, na którym bitwa za bitwą trwa: „…między ciszą a ciszą/ sprawy się kołyszą/ czasem trwają bez ruchu…”.

Widać że w czasie, kiedy pracowałem nad uszczelnieniem luk w systemach Windowsa i androida zapomniałem o lukach w moim, osobistym systemie. Jakimś cudem, a bardziej podstępem wdarł się nieznany mi, obcy rensomware i okupu żąda drań jeden – krwi chce, krwi mojej: szyfruje pliki mojego DNA i szantażuje, że jak okupu nie dam, to…

A ja leżę i leżę i na szczęście (moje) mam opiekę troskliwą i dobrą, a w piwnicy szklane słoje, same dobre rzeczy: syrop z pigwy, sok z malin, kompoty z wiśni, czereśni i inne takie bomby, a na stole napar z lipy z miodem z pasieki. Więc nie daję okupu i teraz ja idę na wojnę! I choć dalej leżę i leżę, to już dla siebie: za oknem ramionom drzew się znudziło – trwają w bezruchu. Tylko ptaki figlują, dla kosów czas zalotów.

„…między ciszą a ciszą/ sprawy się kołyszą/ i idą/ i płyną/ póki nie przeminą…/ więc ja leżę i leżę i leżę/ bo tylko Tobie zaufam/ tylko tobie uwierzę/ tylko tobie uwierzę”

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)