Układ brukselski

Obrazek użytkownika Humpty Dumpty
Gospodarka

14 maja 1955 roku w Warszawie został zawarty Układ o Przyjaźni, Współpracy i Pomocy Wzajemnej zwany też Układem Warszawskim.

Generalnie niewiele się zmieniło. Wojska sowieckie dalej stacjonowały tam, gdzie były. I nadal można było stłamsić każdy oddolny ruch niepodległościowy tak samo, jak w NRD w 1953 roku.

Ale… po 14 maja 1955 roku oficjalnie już nie ruskie tanki, ale swobodna wola państw podbitych przez Stalina miała decydujące znaczenie.

Minęło przeszło 70 lat. Układ Warszawski rozleciał się formalnie 1 lipca 1991 roku – prawie 35 lat temu.

Jak jednak mawiali Starożytni - natura horret vacuum*. A skoro UW zanikł…

Po latach mamy więc następcę. Ale ten nowy, zwany przeze mnie Układem Brukselskim, w odróżnieniu od moskiewskiego poprzednika nie posiada realnie liczących się sił zbrojnych. Nawet w odniesieniu do pojedynczego kraju, jakim jest Polska.

W szczególności na naszym terytorium nie koczuje Wschodnia Grupa Wojsk UE czy jakoś zwana podobnie.

Ba, patrząc na realną siłę armii pierwszy raz w historii możemy nie obawiać się Niemiec.

UE, nazwana przeze mnie Układem brukselskim, zamiast tanków postanowiła więc użyć siły… wirtualnie wykreowanych pieniędzy.

Nagle okazało się, że Polska jest beneficjentem unijnego programu Safe.

Wg zapewnień (p)osłów KO program ów oznaczać będzie wzmocnienie sił obronnych całego NATO.

Sceptycy jednak wyraźnie hamują ten entuzjazm.

Bo jeśli nawet środki na zakup uzbrojenia są, to jednak wymóg, by w przeważającej części były wydawane w UE sprowadza cały program do roli groteski.

Przypomnieć należy, że Unia postawiła sobie ambitny cel, jakim jest redukcja emitowania „trucizny” CO2 w ciągu najbliższym lat do poziomu porównywalnego z tym, jaki Europa wytwarzała ok. 1650 roku.

Tymczasem do produkcji uzbrojenia potrzebne są przede wszystkim huty. Zaś do wytopu stali węgiel uzdatniony do postaci koksu.

Co więcej czołgi zżerają astronomiczne ilości paliwa i nie ma miejsca na montowanie w nich napędów hybrydowych; również oklejanie pancerza bateriami słonecznymi skazane jest na niepowodzenie.

Jeśli więc UE na poważnie chciałaby odtworzyć przemysł obronny musiałaby w pierwszej kolejności zlikwidować ograniczenia co do emisji wspomnianej już „trucizny”.

Ale, ale…

Cofnijmy się do lata 2024 roku. Wg informacji medialnych rząd Tuska chciał zakupić pociski kal. 155 mm w niemieckiej firmie Rheinmetall. Wszystko było OK, bowiem niemiecki koncern miał w ofercie ten rodzaj amunicji, ale… produkowana była w RPA przez spółkę zależną od koncernu - Rheinmetall Denel Munition.

I zanim kontrakt ujrzał światło dzienne rząd RPA oświadczył, że żadnych dostaw do Polski nie będzie, bowiem nie ma gwarancji, że przeznaczona formalnie dla nas amunicja nie pojawi się na ukraińskim froncie.

A RPA z Rosją są zblatowane w ramach BRICS’a.

Pytanie, w jakich krajach i na jakich kontynentach swoje zakłady produkcyjne mają inne europejskie koncerny zbrojeniowe?

Wydatkowane teoretycznie w Europie pieniądze mogą zatem przyczynić się do powstania nowych linii produkcyjnych (i miejsc pracy) w Afryce, Ameryce Południowej czy nawet Azji.

Europejczycy będą natomiast sponsorować.

Oczywiście nie wszyscy Europejczycy. Ci, co powinni, będą spijać frukty z takiego układu.

Jak się to mieć będzie do wzrostu polskiej obronności?

Przecież przemysł zbrojeniowy w zakresie nas interesującym praktycznie nie ma nic do zaoferowania.

Na największym poligonie po 1945 roku, jakim jest Ukraina, nasze haubice 155 mm KRAB wyglądają na jedne z najlepszych. Tak samo wyrzutnie p/lot, karabinki etc.

Czołgi niemieckie, okrzyczane przez polskojęzyczne me(r)dia jednymi z najlepszych na świecie zawodzą.

Są po prostu zbyt skomplikowane co powoduje, że byle awaria powoduje konieczność odesłania wozu na tzw. głębokie tyły, często do wyspecjalizowanych warsztatów poza granicami Ukrainy.

Dosłownie powtarza się historia II wojny światowej. Niemieckie czołgi PzKpfw V Panther również wymagały napraw w warunkach niemożliwych do spełnienia na linii frontu, co powodowało bezustanne transporty tam i z powrotem…

Poza tym moce produkcyjne…

Na razie w Niemczech powstaje ok. 2 czołgów miesięcznie. Jak łatwo policzyć chcąc zaspokoić tylko polskie potrzeby musielibyśmy czekać ok. 42 lata na realizację całego zamówienia.

Drugie państwo mające liczący się przemysł zbrojeniowy, Francja aktualnie nie produkuje czołgów w ogóle.

Wielka Brytana poza UE – również tylko modernizuje posiadany sprzęt (148 sztuk!).

Chcemy, czy nie czołgi musimy zatem kupować u tych, którzy je mają.

Nie dość powyższych zastrzeżeń.

Pożyczka 40 mld euro dla Polski wiązać się ma z mechanizmem warunkowości. Tak więc UE przez najbliższe dekady będzie mogła określać kolejne „kamienie milowe” dowolnie wstrzymując kolejne transze rzekomo służące obronie naszych wspólnych granic.

Najwyraźniej w Brukseli zapominają, że Polska jest krajem bezpośrednio graniczącym z Rosją i to od stanu naszej armii zależy bezpieczeństwo Niemców, Francuzów, Belgów czy Niderlandczyków… 😉

Ważniejszy wszak jest wybór polskich sędziów niż obrona wschodniej granicy UE.

Wyobraźmy sobie sytuację sprzed 85 lat. Niemieckie oddziały prą na Moskwę. Churchill, od 1940 roku marzący o wciągnięciu Związku Sowieckiego do wojny przeciw Niemcom stwierdza zupełnie na poważnie, że udzieli Stalinowi pomocy pod warunkiem, że tenże przywróci demokrację, a najlepiej carat. 😉

Stalina poparto mimo tego, że w opinii tego samego Churchilla był takim samym bandytą jak Hitler.

Ale Anglia nie była zagrożona przez Stalina…

Tymczasem dzisiaj Bruksela (czyt. Berlin) postępuje dokładnie odwrotnie.

Nieważna obrona granic.

Ważne jest, by Polska przestrzegała „praworządności” takiej, jak ją rozumie Ursula von der Leyen.

A to oznacza tylko jedno.

UE szykuje deal, który ma nas związać na dekady z Brukselą (czyt. Berlinem).

Przy okazji przybędzie kilka miejsc pracy w Pretorii i jej najbliższych okolicach. 😉

Ale jeśli przyjąć racjonalność brukselskiej jaczejki oznacza to tylko jedno – Ursula i reszta tego towarzystwa co najmniej nie uważa Putina za wroga.

Bo jeśli spojrzeć na zajadłość, z jaką Niemcy ścigają Ukraińców rzekomo winnych wysadzenia podmorskiej rury Nord Stream widać wyraźnie, że Putin dla ww. jest… poważnym partnerem w interesach, chwilowo tylko odsuniętym na bok przez tego pomarańczowego dziadygę z USA.

I dlatego trzeba wyrzucić z Europy Amerykanów oraz maksymalnie zwasalizować Polskę, słusznie postrzeganą jako proamerykańską.

Wszystko wskazuje, że to jest prawdziwy cel unijnego programu SAFE.

15.02 2026

________________________________

* powiedzenie przypisywane Arystotelesowi. Po polsku: natura nie znosi próżni.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (4 głosy)

Komentarze

 Wkurzony Wacek popatrzył na stojące po lewej pół wiadra obierków z przemarzniętych kartofli.

 Smród gnijącego odpadu był nie do wytrzymania.

 Mutti!! 

 Co Wacek? I przestań wreszcie z tym... fluchted, szwabskim. Już...

  Aaaa. Złapałem cię, mamo! Widzisz, tak nam wciskają to gówno jak tylko się da i nie da ale kartofli nie. Nie Da- Ru- Ję!!!!

 Co ci przeszkadza? 

 Ukraińskie dobre, słowackie, czeskie dobre. Nawet dobre te od naszego sojusznika Ołeksandra i drugiego, Vladoklonowicza Putina!

 A co, ci, ci synek?

 Słów brak. Wciskają nam na siłę swoje przemarznięte i przegniłe kahhhtofle. 4 ojro za kilo szajsu!! To jest ta warunkowość? Szwabski złom za warunek zakupu szajsu!

 Synek, uważaj co szprechosz bo jeszcze nas podsłucha jaki dron.

 Co ty matka. Szwabskie drony? Patrz ile tego leży na ulicach a ile wala się po śmietnikach.I ten smród od ziemniaków.

 Jak od umowy synek, jak od umowy.

 

 

Vote up!
4
Vote down!
0

Dr.brian

#1672497