Mercosur vs. Konstytucja
Rychłe już podpisanie umowy zezwalającej na wyparcie polskiej żywności z rynku nie tylko europejskiego ale i rodzimego to nic innego, jak tylko ostateczna próba pogrzebania polskiej Konstytucji.
W I RP znaczenie rolnictwa było bezdyskusyjne. Praktycznie poza pszenicą czy żytem nie byliśmy w stanie nic innego zaoferować Europie. Po odzyskaniu Niepodległości również zdawaliśmy sobie sprawę ze znaczenia, jakie ma dla bytu Narodu ziemia.
Art. 99 u. 2 Konstytucji marcowej (1921) mówił o tym bez ogródek:
"ziemia, jako jeden z najważniejszych czynników bytu narodu i Państwa, nie może być przedmiotem nieograniczonego obrotu. Ustawy określą przysługujące Państwu prawo przymusowego wykupu ziemi, oraz regulowania obrotu ziemią, przy uwzględnieniu zasady, że ustrój rolny Rzeczypospolitej Polskiej ma się opierać na gospodarstwach rolnych, zdolnych do prawidłowej wytwórczości i stanowiących osobistą własność".
Podobnie stanowiła Konstytucja kwietniowa utrzymująca go w mocy (art. 81 u.2).
Opieką państwową miały być otoczone gospodarstwa indywidualne nawet w PRL (ustawa z 20.7.1983 r. o zmianie Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (Dz.U. Nr 39, poz. 175), zgodnie z którą opieką państwa podlegały "indywidualne rodzinne gospodarstwa rolne pracujących chłopów"). Co prawda w początkowym okresie usiłowano wdrożyć model stalinowski, co jednak na szczęście się nie udało.
Z kolei w obecnej Konstytucji ustrój rolny III RP normowany jest przez art. 23 Konstytucji z 1997 r.
Podstawą ustroju rolnego państwa jest gospodarstwo rodzinne.
Trzeba jasno powiedzieć, że zapis ten w Unii Europejskiej (oraz tzw. Strefy Schengen) należy do wyjątkowych. Praktycznie ustrój rolny jest traktowany osobno jedynie przez dwa Państwa – Szwajcarię i Włochy.
I tak art. 104 ust. 2 Konstytucji Szwajcarii z 18.4.1999 r. nie tylko gwarantuje wsparcie państwa dla gospodarstw rolnych, ale także dopuszcza w tym celu ograniczanie wolności gospodarczej:
"Uzupełniając samopomoc gospodarki rolnej, której można od niej oczekiwać, i odstępując w razie konieczności od zasady wolności gospodarczej, Federacja wspiera gospodarstwa chłopskie zagospodarowujące ziemię".
Podobnie Konstytucja Włoch z 1947 roku. W art. 44 u.1 ustanowiono możliwość ograniczenia areału pojedynczego gospodarstwa:
"W celu zapewnienia racjonalnego wykorzystania ziemi i tworzenia sprawiedliwych stosunków społecznych ustawa nakłada obowiązki i ograniczenia na prywatną własność ziemską, ustala granice jej rozszerzania w zależności od regionów i stref rolnych, popiera i wymusza meliorację gruntów, przekształcenie latyfundiów oraz odbudowę jednostek produkcyjnych; pomaga małej i średniej własności".
Trudniej natomiast znaleźć podobne rozwiązania obowiązujące w całej Unii.
Nie można jednak pominąć art. 39 u. 2 pkt 2 TFUE:
2. Przy ustalaniu wspólnej polityki rolnej i specjalnych środków służących jej realizacji uwzględnia się:
a) szczególny charakter gospodarki rolnej, wynikający ze struktury społecznej rolnictwa oraz z różnic strukturalnych i przyrodniczych między poszczególnymi regionami rolniczymi;
b) potrzebę stopniowego wprowadzania odpowiednich środków dostosowawczych;
c) fakt, że w Państwach Członkowskich rolnictwo jest sektorem ściśle powiązanym z całą gospodarką.
Wróćmy jednak na nasze podwórko.
W uzasadnieniu wyroku TK z 7 maja 2014 roku (a zatem w czasach, gdy nikt jego pozycji i składu nie dezawuował) padło ważne stwierdzenie – [art. 23 Konstytucji] nakazuje władzom publicznym, zwłaszcza ustawodawcy, tak kształtować ustrój rolnictwa, aby zapewnić gospodarstwom rodzinnym należyte wsparcie.
Generalnie orzecznictwo TK (i to zanim stał się wedle polskojęzycznych żurnalistów neoTrybunałem) stwierdza jedno - obowiązywanie art. 23 konsekwentnie oznacza nałożenie na władzę publiczną powinności podejmowania takich działań, aby prowadzenie gospodarstwa rodzinnego było "efektywną" ("produktywną") formą gospodarowania, pozwalającą prowadzić produkcję rolną w celu nie tylko zapewnienia "godziwego" utrzymania rodzinom rolniczym, ale także najpełniejszego zaspokojenia potrzeb społeczeństwa (tak wyr. TK z 31.1.2001 r., P 4/99, OTK 2001, Nr 1, poz. 5; a za nim uzasadnienie wyr. TK z 7.5.2014 r., K 43/12, OTK-A 2014, Nr 5, poz. 50, pkt 4.2.4.
Tymczasem umowa Mercosur spowoduje, że cały nasz system rolny za chwilę padnie.
Pamiętacie zapewne słynne prawo Kopernika – Greshama (pieniądz „gorszy” wypiera „lepszy”).
Niestety, nie dotyczy on jedynie sfery monetarnej. Tak samo jest z innymi produktami.
Mięso, chleb itp. gorsze będą wypierać produkty lepsze ze względu na cenę.
I, uwaga, generalnie nie będzie tak w wyniku naszych własnych działań jako konsumentów.
Wybór będzie na poziomie dystrybutora.
Po prostu wybiorą towar tańszy.
Dla nas cena pozostanie mniej więcej na tym samym poziomie.
Nie zdajemy sobie bowiem sprawy, jak wielkie są narzuty pośredników.
Polski rolnik, konkretnie sadownik, za kg jabłek w skupie kilka lat temu dostawał 20-40… groszy!
W tym samym czasie te same jabłka były dostępne w sieci „Biedronka” za ok. 3-4 zł. Mamy zatem przebicie co najmniej 10 – krotne.
Podobnie było z mięsem, warzywami itp.
W przeszłości próbowano obejść pośrednika by utworzyć bliższą łączność pomiędzy producentem (rolnikiem) a konsumentem.
Padło.
M. in. dzięki takim instytucjom jak Sanepid.
Wymagania higieniczne mamy bowiem jedne z najwyższych (o ile nie najwyższe) na świecie.
Najbardziej kuriozalny wymóg, z jakim się spotkałem, dotyczył… umywalek w zakładzie fryzjerskim.
Otóż do mycia włosów musi być inna niż do płukania szmaty, którą po zakończeniu dnia pracy myje się podłogę.
I nie ma znaczenia, że taka umywalka byłaby rano dezynfekowana.
Nawiasem mówiąc taki wymóg śmieszy niemieckich fryzjerów…
Oczywiście te wszystkie wymogi nie są winą Tuska.
Na to pracowały wszystkie rządy począwszy od czasów słynnej „bitwy o handel”.
Tyle tylko, że państwowy monopol z czasów PRL - u zastąpiły wielkie korporacje, zgodnie dzielące pomiędzy sobą rynek.
Mercosur da im większy zarobek. Poza tym pozwoli Niemcom na zwiększenie eksportu.
Oczywiście na tyle, na ile pozwolą Chiny.
Od dekad bowiem produkcja niemieckich (a także francuskich i włoskich) samochodów nie jest możliwa bez części z Chin.
A jeśli do tego dodamy coraz większy udział Państwa Środka wśród posiadaczy wielkich latyfundiów w Ameryce Południowej…
Jako dziecko czytałem krążące po Polsce w odpisach Proroctwa Michaldy (Królowej Saby)… Wg nich żółta rasa miała zalać cały świat.
Wtedy wyobrażałem sobie, że za ileś tam lat będę widział chińskich żołnierzy na rogu każdej większej ulicy.
A przecież moją ulubioną zabawką z tego okresu był wzorowany na słynnym pistolecie maszynowym Thompsona M1928 niesłusznie zwana przez nas „pepeszą” karabinek „napędzany” dwoma bateriami R20… produkcji chińskiej.
Dzisiaj natomiast trudno znaleźć cokolwiek, co przynajmniej w części nie byłoby Made in P.R.C. albo China.
Żółta rasa zalewa świat…
Towarem.
10.01 2026
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 62 odsłony


