Emilia vs. Prostaczek

Obrazek użytkownika Humpty Dumpty
Idee

O tej historii głośno było jeszcze za moich studenckich czasów. SB wykryło w prawie górskiej miejscowości T. agendę wywiadu amerykańskiego. Pani Krystyna (z CIA wg komuszych śledczych) wydawała bowiem wizy do USA. Za opłatą.

 

Oczywisty w przypadku tak wielkiej zdrady socjalistycznej Ojczyzny i sojuszników areszt trwał ponad rok. W tym czasie p. Krystyna była słuchana prawie codziennie.

 

Przesłuchano także ok. 170 osób, które skorzystały z okazji i załatwiły sobie poprzez p. Krystynę wizy.

 

Aż w końcu śledztwo ukończono i Krystyna stanęła przed sądem.

 

Zaraz po odczytaniu aktu oskarżenia i wysłuchaniu obszernych wyjaśnień Krystyny sędzia T. zarządził przerwę.

 

Milicjanci (był to bowiem okres zaraz po zniesieniu stanu wojennego) wyprowadzili skutą Krystynę.

 

Sędzia T. tymczasem prawie biegiem udał się do mającej siedzibę niedaleko sądu przychodni zdrowia, gdzie jednym z lekarzy był psychiatra.

 

Po niespełna godzinie proces ruszył dalej.

 

Jednak jego przebieg zaskoczył oskarżyciela publicznego oraz obecnych na rozprawie funkcjonariuszy SB.

 

Okazało się, że Krystyna ostatnie 20 lat spędziła głównie w… szpitalach psychiatrycznych. Cierpiała bowiem na chorobę dwubiegunową, w tamtych czasach nazywaną po prostu cyklofrenią.

 

W fazie manii uznała, że jest w stanie załatwić wizy do USA i zrobiła sobie całkiem dochodowy biznesik.

 

Pobierała za „wizę” równowartość dwóch, czasem trzech butelek wódki.;)

 

Do produkcji „dokumentów” zaanektowała starą maszynę do pisania m-ki Mercedes, pamiętającą jeszcze pierwszy rząd Wincentego Witosa. A „amerykańskie pieczątki” podrabiała za pomocą „drukarenki dziecinnej” synka swojej siostry.

 

Odkryciem jej choroby najbardziej zmartwiona była ona sama. W trakcie roku spędzonego w areszcie była bowiem KIMŚ.

 

Wzywano ją na rozmowy i skwapliwie notowano każde słowo. Jako więzień SB była osadzona w pojedynczej celi, co i teraz należy do luksusów.

 

Takim zainteresowaniem, i to ze strony wysokiej rangi funkcjonariuszy państwa, nie cieszyła się nigdy wcześniej ani też nigdy potem.

 

Po rutynowym zasięgnięciu opinii u biegłego lekarza psychiatry sprawę umorzono, zaś Krystynie przykazano jedynie, by nie unikała wizyt w przychodni.

 

Czemu o tym piszę?

 

Ano temu, że i dzisiaj mamy do czynienia z podobna „aferą”.

 

Jeszcze wczoraj der Onet obwieścił z triumfem, iż wykrył sPiSek mający dyskredytować niewygodnych sędziów.

 

Dowodem na powyższe są ustalenia onetowej żurnalistki poczynione z niejaką Emilią, która to ochoczo przyznała się do rzucania oszczerstw na nieskazitelnych sędziów z dr Markiewiczem na czele.

 

Tymczasem….

 

Emilia, kobieta, z którą miał kontaktować się wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak, jest uzależniona od alkoholu, środków psychoaktywnych, ma za sobą próby samobójcze – pisze jej mąż w mailu nadesłanym na portal Onet.pl. „Jest mi bardzo przykro, że wykorzystujecie Państwo osobę w takim stanie do politycznego ataku (...)” – napisał mężczyzna.

 

Portal tvp.info dotarł do maila, jaki został wysłany do Magdaleny Gałczyńskiej – autorki artykułu opublikowanego na Onet.pl o rzekomych kontaktach Łukasza Piebiaka z Emilią, kobietą prowadzącą w internecie akcję dyskredytującą sędziów. Autorem maila jest mąż Emilii.

Mężczyzna pisze, że w związku z artykułem Gałczyńskiej chce złożyć oświadczenie dotyczące stanu jego żony. Ta – jak czytamy – „jest osobą uzależnioną od alkoholu oraz środków psychoaktywnych (benzodiazepiny), cierpi również na zaburzenia emocjonalne (typu borderline), była często hospitalizowana”.

Mąż Emilii pisze, że kobieta przeszła już próby samobójcze, a jej aktualny stan psychiczny „wskazuje na mocne rozchwianie emocjonalne”.

Autor wiadomości jest jednocześnie zaskoczony, że Onet wykorzystał osobę chorą. „Jest mi bardzo przykro, że wykorzystujecie Państwo osobę w takim stanie do politycznego ataku na wiceministra Łukasza Piebiaka” – napisał, dodając, że oczekuje od portalu publikacji niniejszego oświadczenia w ciągu godziny od wysłania.

 

https://www.tvp.info/44018947/maz-emilii-pisze-do-onetu-jest-uzalezniona-od-srodkow-psychoaktywnych-wykorzystujecie-ja?fbclid=IwAR3DpXwPIoVbRIPSsjLQNe1az4tnnQQhPGHhvOKJR3Q2DycQcjqqDk6M_nQ

 

Krótki czas, jaki pozostał do wyborów parlamentarnych nie pozwoli na weryfikację onetowych nowin.

 

Na dzień dzisiejszy trudno przesądzać, czy Emilia jest zaburzona, czy w ogóle istnieje i czy faktycznie żurnalistce polskojęzycznego Onetu udało się do niej dotrzeć.

 

Faktem natomiast jest, że obecne oPOzycyjne media mają spore doświadczenie w konstruowaniu politycznych fejków.

 

25 listopada 1990 roku miała miejsce I tura wyborów prezydenckich. Zupełnym zaskoczeniem dla Michnika i jego ekipy był wynik – popierany przez Czerską Tadeusz Mazowiecki nie przeszedł do drugiej tury. Zamiast niego o fotel prezydencki walczył Stan Tymiński z Lechem Wałęsą.

Wtedy nadredaktor GazWyb pierwszy raz dostał amoku. Pod adresem Tymińskiego zaczęły padać takie określenia, jak: „bezbożnik”, „awanturnik”, „prymitywny szarlatan” i „przestępca z dżungli.”

Ba, nawet uderzono w ton antysemityzmu – zdaniem organu Michnika matka Tymińskiego z domu nazywała się Szmul.

Wszystkie rewelacje po kilku latach okazały się fałszywe.

 

Kolejny atak Michnik przypuścił na rząd ś. p. Jana Olszewskiego.

Czerska pokazała projekt ustawy lustracyjnej, opracowany jakoby przez Antoniego Macierewicza, ministra w rządzie ś. p. Jana Olszewskiego.

Nic to, że „projekt” ów nie miał nic wspólnego z ówczesnym rządem, gdyż krążył od ponad roku pośród posłów i senatorów.

Michnikowcy przedstawiali go jednak jako rządowy powołując się, tak jak i teraz, na swoje źródła w najbliższym otoczeniu premiera.

Dzisiaj wiemy, że powyższe źródła istniały jedynie w zamroczonej alkoholem wyobraźni nadredaktora.

Ale wtedy efekt został osiągnięty.

Stan Tymiński nie został prezydentem, ś. p. Jan Olszewski przestał być premierem.

Emilia najwyraźniej jest kontynuacją cyklu rozpoczętego przez ćpuna Tomasza Piątka, potem zaś kontynuowanego przez dyżurnego mecenasa PO niejakiego Giertycha.

 

Po prostu jest to kolejna próba uszycia butów Kaczyńskiemu.

 

Przy czym ucieszna, bowiem ani słowa o tym, że „oszczercze” wiadomości są fałszywe.

 

Prostaczek ( w rozumieniu Woltera rzecz jasna!) w tym momencie oczy przeciera ze zdumienia.

 

Jakże to? Prawdziwe informacje oczerniają? W jakim więc kraju żyjemy, skoro osoby publiczne mogą czynić mniejsze lub większe niegodziwości w swoim domu, a ktoś, kto to rozgłasza, ma być ukarany???

 

Ja mam ich szanować? Nigdy w życiu!

 

A że społeczeństwo składa się głównie z wolterowskich Prostaczków kolejna antypisowska hucpa przyniesie efekty podobne do taśm tzw. afery podsłuchowej, dla społeczeństwa obnażających prawdę o POlitykach.

 

Najwyraźniej niemieckie doświadczenia speców od PR (do niedawna propagandy) tzw. oPOzycji można o przysłowiowy kant… roztrzaść.

 

20.08 2019

 

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.7 (głosów:10)

Komentarze

Po pierwsze, nikt nie pisze wyraźnie, że ma dowody współpracy pani Emilii z ministrem Piebiakiem. Nikt nie zamieszcza printscreenów z jej maili, Facebooka, Twittera itp. Po prostu pisze, że wiedzą, że kontakty były. Po drugie, o czym wspominasz, wiele pisze o hejcie, o rzucaniu oskarżeń itp. Ale pojawia się pytanie, czy oskarżenia były prawdziwe? Bo jeśli to prawda, a doświadczenia ostatnich lat z sędziami złodziejami wiertarek, pendriwów, książek czy 50 zł pozwala domyślać się, że sędziowie krystaliczni nie są, to jest to tylko podanie do publicznej wiadomości informacji ważnych ze względu na interes społeczny. Poza tym media typu ONET czy INTERIA piszą o siatce hejterów, a tu mamy jedną, jak się okazuje niezrównoważoną psychicznie, osobę. A dmuchany balon rośnie, rośnie, rośnie... Ma ktoś szpilkę?

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-2

M-)

#1600540

Ten sam komentarz (z drobnymi różnicami) wpisałem pod dwoma wpisami, z tym, że jeden to ten powyżej, a inny znalazł się w polecanych przez redakcję ("Po co przekręcono Emilię S. i jakie będą tego skutki?" - Rebeliantka). Tu mam w ocenach -2, a tam +7 (godz. 22:50). Ciekawe, dlaczego ocena tego samego tekstu (odnosi się w równym stopniu do obu wpisów) jest tak diametralnie różna? Ja nie wiem, ale to chyba przyczynek do badania dla socjologów...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

M-)

#1600585