Dlaczego popieram sprzedaż Grenlandii

Obrazek użytkownika gps65
Świat

Dys­ku­sja o ewen­tu­al­nym kup­nie Gren­lan­dii przez Sta­ny Zjed­no­czo­ne pro­wa­dzo­na je­st tak, jak­by cho­dzi­ło wy­łącz­nie o geo­po­li­tycz­ną fa­na­be­rię al­bo im­pe­rial­ne za­pę­dy Do­nald Trump. Tym­cza­sem w rze­czy­wi­sto­ści do­ty­ka­my tu znacz­nie głęb­sze­go pro­ble­mu: czy su­we­ren­no­ść te­ry­to­rial­na mu­si po­zo­stać nie­na­ru­szal­nym do­gma­tem, czy też — jak wszyst­ko in­ne w roz­wi­nię­tej cy­wi­li­za­cji — po­win­na pod­le­gać wy­mia­nie, kon­trak­tom i ra­chun­ko­wi eko­no­micz­ne­mu.

  Gren­lan­dia ma klu­czo­we zna­cze­nie stra­te­gicz­ne dla Ame­ry­ki Pół­noc­nej. Le­ży na naj­krót­szej tra­jek­to­rii ra­kie­to­wej mię­dzy Ro­sją a USA, je­st punk­tem kon­tro­li Ark­ty­ki i przy­szły­ch szla­ków że­glu­go­wy­ch. Da­nia nie je­st w sta­nie ani sa­mo­dziel­nie jej bro­nić, ani re­al­nie wy­ko­rzy­stać jej po­ten­cja­łu. Już dziś fak­tycz­nym gwa­ran­tem bez­pie­czeń­stwa wy­spy są Ame­ry­ka­nie — choć­by po­przez obec­no­ść woj­sko­wą w po­sta­ci ba­zy. Róż­ni­ca mię­dzy sta­nem obec­nym a for­mal­nym prze­ję­ciem nie po­le­ga więc na zmia­nie re­al­nej kon­tro­li, le­cz na ujaw­nie­niu wła­sno­ści i od­po­wie­dzial­no­ści, któ­re i tak są dziś roz­dzie­lo­ne w spo­sób fik­cyj­ny.

  Jed­nak sens tej trans­ak­cji się­ga da­lej niż Ark­ty­ka.

  Hi­sto­ria po­ka­zu­je ja­sno: im bar­dziej prze­moc i su­we­ren­no­ść by­ły roz­pro­szo­ne i pod­le­ga­ły kon­trak­tom, tym kon­flik­ty by­ły mniej de­struk­cyj­ne. Śre­dnio­wiecz­na Eu­ro­pa — z na­jem­ni­ka­mi, zmien­ny­mi lo­jal­no­ścia­mi, wol­ny­mi mia­sta­mi, księ­stwa­mi, en­kla­wa­mi i eks­kla­wa­mi — by­ła bru­tal­na, ale nie by­ła zdol­na do woj­ny to­tal­nej. Zam­ki czę­ściej prze­cho­dzi­ły z rąk do rąk na sku­tek ne­go­cja­cji, zmia­ny so­ju­szy czy prze­pła­ce­nia na­jem­ni­ków, niż by­ły sys­te­ma­tycz­nie nisz­czo­ne. Kon­so­li­da­cja prze­mo­cy w rę­ka­ch wiel­ki­ch, spój­ny­ch mo­car­stw do­pro­wa­dzi­ła na­to­mia­st do wo­jen prze­my­sło­wy­ch i naj­więk­szy­ch rze­zi w dzie­ja­ch ludz­ko­ści — dwó­ch wo­jen świa­to­wy­ch.

  Sprze­daż te­ry­to­rium to han­del su­we­ren­no­ścią. A han­del su­we­ren­no­ścią to pierw­szy krok do te­go, by prze­sta­ła ona być świę­to­ścią, a sta­ła się na­rzę­dziem — jak pie­nią­dz, ener­gia czy pra­ca. Gdy coś moż­na ku­pić i sprze­dać, prze­sta­je się o to wal­czyć na śmierć i ży­cie. Woj­na je­st za­wsze sy­gna­łem, że ry­nek zo­stał za­blo­ko­wa­ny al­bo za­ka­za­ny.

  To sa­mo do­ty­czy prze­mo­cy. Pań­stw, któ­re nie po­sia­da­ją wła­sny­ch ar­mii i ku­pu­ją ochro­nę (jak Liech­ten­ste­in w re­la­cji ze Szwaj­ca­rią), by­wa­ją w prak­ty­ce bar­dziej au­to­no­micz­ne niż te, któ­re utrzy­mu­ją kosz­tow­ne, scen­tra­li­zo­wa­ne apa­ra­ty prze­mo­cy. A już z ca­łą pew­no­ścią ich oby­wa­te­le ży­ją le­piej. Le­piej być pod­da­nym księ­cia Ja­na Ada­ma II niż oby­wa­te­lem Ko­re­ań­skiej Re­pu­bli­ki Lu­do­wo-De­mo­kra­tycz­nej. Han­del ochro­ną roz­pra­sza prze­moc, ob­ni­ża jej ska­lę i czy­ni ją nie­opła­cal­ną ja­ko na­rzę­dzie ma­so­wej de­struk­cji. Kon­flik­ty nie zni­ka­ją, ale tra­cą zdol­no­ść eska­la­cji do po­zio­mu ar­ty­le­rii, bom­bar­do­wań i wo­jen to­tal­ny­ch.

  Dla­te­go sprze­daż Gren­lan­dii USA (przy za­cho­wa­niu pra­wa miesz­kań­ców do sa­mo­sta­no­wie­nia na te­re­na­ch za­miesz­ka­ły­ch) by­ła­by nie tyl­ko ra­cjo­nal­na stra­te­gicz­nie, le­cz tak­że ko­rzyst­na sys­te­mo­wo. Był­by to pre­ce­dens po­ka­zu­ją­cy, że:

  • zie­mia nie je­st świę­to­ścią,
  • su­we­ren­no­ść moż­na kon­trak­to­wać,
  • bez­pie­czeń­stwo moż­na ku­po­wać,
  • a kon­flik­ty moż­na roz­bra­jać eko­no­micz­nie za­mia­st mi­li­tar­nie.


  W świe­cie o wy­so­kiej wy­daj­no­ści pra­cy i ka­pi­ta­łu prze­moc prze­sta­je się opła­cać. Du­że, zwar­te pań­stwa na­ro­do­we sta­ją się re­lik­tem epo­ki, w któ­rej gra­bież by­ła tań­sza niż pro­duk­cja. Przy­szło­ść na­le­ży do struk­tur roz­pro­szo­ny­ch, sie­cio­wy­ch, mie­sza­ny­ch te­ry­to­rial­nie — z licz­ny­mi en­kla­wa­mi i eks­kla­wa­mi — gdzie nisz­cze­nie cu­dzej wła­sno­ści ozna­cza jed­no­cze­śnie nisz­cze­nie wła­snej. W pew­nym sen­sie wzor­cem by­ły tu daw­ne pol­skie or­dy­na­cje ro­do­we: wiel­kie ma­jąt­ki, ale nie w jed­nym zwar­tym ka­wał­ku, le­cz na wie­lu roz­pro­szo­ny­ch dział­ka­ch, co na­tu­ral­nie ogra­ni­cza­ło opła­cal­no­ść to­tal­nej prze­mo­cy.

  Sprze­daż Gren­lan­dii nie by­ła­by więc kro­kiem w stro­nę im­pe­ria­li­zmu, le­cz kro­kiem w stro­nę świa­ta, w któ­rym co­raz wię­cej spraw za­ła­twia się umo­wą, a co­raz mniej — ar­ma­tą. Świat przez stu­le­cia sze­dł w kie­run­ku kon­so­li­da­cji su­we­ren­no­ści i do­sze­dł do ścia­ny mak­sy­mal­nej de­struk­cji. Z tej śle­pej ulicz­ki trze­ba się wy­co­fać — wra­ca­jąc do roz­pro­sze­nia. Eko­no­mia i tech­no­lo­gia już te­mu sprzy­ja­ją. Po­zo­sta­je jesz­cze, by lu­dzie to zro­zu­mie­li.

  O tym, że Gren­lan­dia je­st w isto­cie do sprze­da­nia (nie w sen­sie han­dlo­wym, le­cz cy­wi­li­za­cyj­nym) pi­sa­łem zresz­tą już wcze­śniej: ]]>https://www.mpolska24.pl/post/20767/grenlandia-jest-do-sprzedania]]>. Dzi­siej­sza dys­ku­sja tyl­ko po­twier­dza tam­tą in­tu­icję i po­ka­zu­je, że py­ta­nie nie brz­mi czy do roz­pro­sze­nia doj­dzie­my, le­cz ja­ką dro­gą: przez po­wol­ny za­nik mo­car­stw, czy przez trze­cią woj­nę to­tal­ną.

Grzegorz GPS Świderski
]]>https://t.me/KanalBlogeraGPS]]>
]]>https://Twitter.com/gps65]]>
]]>https://www.youtube.com/@GPSiPrzyjaciele]]>

Tagi: gps65, polityka, cywilizacja, Trump, Arktyka, Grenlandia

Twoja ocena: Brak Średnia: 2.4 (3 głosy)

Komentarze

 

 Dobre rozważanie. Na czasie, ten gra na naszą niekorzyść.

 A jednak Kaliningradskaja Obłas't' blisko.

 Dziwne że nikt nie widzi analogii. Lub jest  planowo ślepy. Nawet Duńczycy.

 Chyba że to tacy jak krajowy, grający z Machulskim.

 U nas: nie możemy tego, tamtego, bo Przesmyk Suwalski. bo wicie rozumicie...

 Nawet nie tkniemy złóż pod ziemią tuż tuż. Bo niby na czyim terenie, jelenie?

 Jak to na czyim???!!!

 A ropa dopiero co znaleziona w polskim szelfie? Unijna? Komisyjna? A może nie popłynie takim rurociągiem jak trzeba do tych rafinerii co trzeba?

 następny przyczynek dla przywrócenia Kary Głównej za Zdradę Stanu. Kto wie, może i z transmisją na ... żywo. Plus nieznane miejsce pochówku. By nie było jakichś pielgrzymek wyznawców ruchu Für... wiadomo dla kogo i czego.

 Jakoś z tą Grenlandią podobnie.

 Złoża są, nic tylko brać, mać.

 A tu pytanie do naszych Duńczyków wielopokoleniowych:

 Dlaczegoż to nie pozwolimy utworzyć tuż przy tzw,przesmyku wielkiej bazy US Army trzymającej za jaja ruskiego oraz chroniącej wspólne wydobycie?

 Takie naziemne Wojskowo Przemysłowe Guantanamo?

 Przy okazji niby przypadkowo( Niby.za sprawą infrastruktury przemysłowej. ) produkujące krytyczne zakłócenia w kierunku wschodnim.

 Nu yuot takavaja szutka.

 Znów pytanie, kto trzyma naprawdę za jaja tutejszych"Duńczyków"?

 Czy też trzeba ruchu tam, na Grenlandii?

 A jednocześnie tutaj.

 I Diadia a coraz bardziej dijed bo już nie dijeduszka Vladimir w kleszczach.

 Chińczycy bez monopolu przeróbki, Stany i my ze stałymi źródłami surowców.

 Tylko trzeba tamtym Duńczykom przemówić do... czegoś. Może i pod stołem.

 A na tutejszych wycigąnąć wszystkie kwity i dać małą kopertową zachętę typu: co się tych rodzinnych tradycji trzymasz? Titanic zatonął. Czapki z Avrory już niezbyt w modzie. Nic nie pomogą.

 Masz ostatnią szansę. Zrezygnujesz? Będziesz na liście.. GRU cię zniknie. Wraz z bliższą, dalszą rodziną. Tu? Masz ochronę, kwaterę w strefie chronionej, ściągasz fachmanów których wyrzucenie sam nadzorowałeś. Rodzinę na miejscu i możliwość wysłania do Stanów na studia co mądrzejszych dzieciaków. Inne? Jareheads czekają. Może i jakieś awanse.

 Póki czas, opamiętaj się. Bo Oni? Nie dadzą ci jego.

Ołów i polon tańsze.

 

 

Vote up!
0
Vote down!
0

Dr.brian

#1671510