Munk pięć
Munk nie przepadał za świętami. Delikatnie mówiąc. Ale zauważył, że jak się ludziom powie: "Wesołych świąt!" to są znacznie milsi. Więc im mówił. I przy okazji przekonał się, że wcale nie jest taki mądry za jakiego się uważał. Kilka lat minęło zanim powiązał z sobą pewne proste fakty. Na przykład, że nie należy mówić "Wesołych świąt!" gdy się zblża święto Wszystkich Świętych.
Jacyś dwaj bracia mówili, że będą śpiewać kolędy. I to nie byle gdzie, bo na Jasnej.Górze. Po raz pierwszy w histori. Munka zaciekawiło gdzie będą śpiewali w takim razie za rok. By przyciągnąć ludzi przed ekrany. Chyba w klasztorze Shaolin.
Wydawało się Munkowi, że nawet skądś ich zna. Ale przez długi czas nie wiedział skąd. No, ale wreszcie sobie przypomniał. Z ogrodu! Stały przecież tam takie dwa identyczne krasnale.
Na miejsce zbrodni jechał samochodem przysłanym mu przez kapitana Majera. Szybko. Kierowca zauważył, że Munk przymknął oczy i uczepił się uchwytów w samochodowej kabinie tak mocno, że aż mu kostki u rąk zbielały. Może ze strachu? Więc się go zapytał:
- Zwolnić?
- Nie. Jeśli Pan może to proszę przyspieszyć.
Kierowca się zdziwił. A Munk miał nadzieję, że w razie wypadku zginie na miejscu.
Kierowca kontynuował:
- Wiem, że jeżdżę nieco niebezpiecznie.
Munk spojrzał na niego spod przymkniętych powiek. I pomyślał: "Gdybym to ja prowadził, to byś dopiero się przekonał co znaczy słowo /niebezpiecznie/."
Na miejscu kapitan Majer kazał mu porozmawiać z jedynym świadkiem zdarzenia. Kobietą. Munk się wzbraniał. Bo kobiet, mimo wieloletnich starań, nie potrafił zrozumieć. Nigdy. Na przykład w przedszkolu się malowały i robiły makijaż, aby sobie dodać kilka lat. Gdy trochę podrosły - by tych lat sobie odjąć. Spytał, więc, jaki wiek by je zadawalał? Były szczeże tym pytaniem zaskoczone. No, ale przecież miliardy kobiet nie może być alogicznych.
W czasach gdy królowały magnetowidy Munk oglądał film.:
"Bar. Po niezbyt czystych szybach spacerowały pająki. Na salę jadalni wchodzi kelner. W ręku niesie tależ zupy. Z kciukiem zanurzonym w tejże zupie. Dialog między nim, a zamawiającym danie gościem:
- Dlaczego Pan trzyma palec w mojej zupie?
- Bo mam infekcję i lekarz kazał mi go trzymać w ciepłym miejscu.
Oburzony do granic możliwości klient:
- To niech go Pan sobie wsadzi w d..
- Trzymałem wcześniej."
Munk długo przyglądał się swoim palcom. Ale żadnej infekcji nie znalazł. Na szczęście.
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 584 odsłony