Pułkownika Rzepeckiego... coming out (of the closet)

Obrazek użytkownika Krispin
Kraj

Tak to właśnie wygląda. I jest z tym niemały problem. Jak zwykle w sytuacjach, gdy ktoś głośno powie, że „król jest nagi”. W tym wypadku nie król, a pułkownik. I nie nagi, tylko... z jego szafy wypada sporo szkieletów. Ale to przecież taki zasłużony człowiek... Wprost nie chce się wierzyć. I w tym właśnie cały szkopuł – nie chce się wierzyć. Mimo że fakty... A co tam fakty. Nie nasze fakty, nie pasują do naszej koncepcji – do wiadomości nie przyjmujemy i już. To przecież pułkownik dyplomowany Wojska Polskiego, szef Biura Informacji i Propagandy AK, a także założyciel i pierwszy prezes WiN oraz historyk wojskowości...

 

Jan Rzepecki brał udział w walkach na froncie wojny polsko-bolszewickiej, dowodząc 3 Pułkiem Piechoty Legionów. Potem studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego (1921–22), ukończył kolejne kursy i szkolenia: kurs dowódców kompanii w Centrum Wyszkolenia Piechoty (1921), kurs dowódców kompanii i batalionów we Francji (czerwiec-sierpień 1921), Kurs Normalny w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie (1922-24), studia w Szkole Nauk Politycznych w Warszawie (1923–24). W 1924 r. uzyskał tytułu naukowego oficera Sztabu Generalnego, otrzymał przydział do Oficerskiej Szkoły Piechoty w Warszawie, gdzie wykładał historię wojskowości (a potem w latach 1935-39 był wykładowcą taktyki). Wymieniony w gronie edytorów i redaktorów 8-tomowej Encyklopedii Wojskowej, wydanej w latach 1931-39 (redagował hasła związane z taktyką piechoty)[1].

 

Od 1932 w stopniu majora piechoty. W kampanii wrześniowej 1939 w sztabie Armii „Kraków” (już jako podpułkownik). Podczas okupacji niemieckiej działa w konspiracji: w Służbie Zwycięstwu Polski, Związku Walki Zbrojnej (jako szef sztabu okręgu Warszawa-Miasto), Biurze Informacji i Propagandy Komendy Głównej ZWZ-AK, w Radzie Propagandowej (złożonej z przedstawicieli AK i Delegatury Rządu na Kraj), w Kierownictwie Walki Podziemnej. Bierze udział w Powstaniu Warszawskim (w sztabie Okręgu AK Warszawa gen. Antoniego Chruściela). Potem w niewoli – do chwili wyzwolenia oflagu przez Armię Czerwoną (styczeń 1945).

 

Cóż za życiorys! Było w nim parę rys (zdaniem niektórych) – np. to, że w 1926 roku w trakcie zamachu majowego walczył przeciwko Piłsudskiemu lub to, że był zdecydowanym przeciwnikiem powołania gen. Bora-Komorowskiego na dowódcę AK (ale czy to aż tak istotne?) – któż by nie chciał w wieku 46 lat (chwila wyzwolenia z oflagu) mieć tak pięknej karty w historii? I co dalej? 

 

W marcu 1945 zostaje zastępcą komendanta AK (gen. Leopolda Okulickiego), a po jego aresztowaniu p.o. komendanta organizacji NIE. Po likwidacji NIE, na przełomie kwietnia i maja 1945, zajmuje się organizowaniem Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj, której zostaje dowódcą. Był zwolennikiem zakończenia pozbawionej perspektyw walki zbrojnej i podjęcia działalności politycznej. 27 maja 1945 wspólnie ze Stefanem Korbońskim i Kazimierzem Moczarskim wydał odezwy do pozostających w konspiracji żołnierzy, do zakończenia walki i przyłączeniu się do pracy nad odbudową kraju. Rozkazem z 6 sierpnia 1945 rozwiązał Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj. We wrześniu 1945 założył konspiracyjną organizację Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość. W części deklaracji WiN dotyczącej polityki zagranicznej była mowa m.in. o konieczności utrzymania dobrych stosunków politycznych i gospodarczych z ZSRR. Aresztowany przez bezpiekę 5 listopada 1945 w Łodzi[1].

 

I tu się na chwilę zatrzymajmy. To dobry moment, żeby pomyśleć, jakie są w tej sytuacji opcje i szanse. Pułkownik, były najwyższy dowódca AK, nadal ważna figura w podziemiu antykomunistycznym, mający wiele kontaktów, posiadający finanse i niesamowitą wiedzę... Czy miał takie same szanse jak Inka? Chyba nie. Od niej oczekiwali, że po prostu wyda wszystkich, których zna. Może darowaliby jej życie, choć pewnie byłaby prześladowana i szykanowana – jak wielu byłych AK-owców, którzy mieli zbyt bogate kartoteki lub nie czapkowali nowej władzy. Takie same szanse jak Jan Rodowicz? Raczej nie. To nie ta szarża, nie ten poziom. Być może „Anoda” nie odpowiadał na zadawane pytania albo jakimś zdaniem zdradził swój stosunek do ówczesnej władzy i to przesądziło o jego losie?

 

A może August Emil Fieldorf „Nil”? Był nawet wyższy szarżą. Jego sytuacja była dośc specyficzna. Nie zdążył „zapracować” po tzw. wyzwoleniu Polski, bo już 7 marca 1945 aresztowało go NKWD. Dzięki fałszywemu nazwisku nie został rozpoznany i dwa tygodnie później wywieziony z Rembertowa na Ural. Zaliczył trzy obozy pracy i zdołał wrócić do Polskiw dopiero w październiku 1947 r. Nie zamierzał kontynuować dalszej walki. Chciał pracować i żyć „normalnie” (co zdaniem "szlachetnego idealisty" Adama Michnika było możliwe). Ale komuniści wymyślili chytry plan pod nazwą „amnestia”.

 

Celem dwóch pierwszych (po ogłoszeniu zakończenia wojny) komunistycznych amnestii - 2 sierpnia 1945 i 22 lutego 1947 - była ostateczna likwidacja podziemia antykomunistycznego. Pierwsza nie przyniosła spodziewanych rezultatów (w niektórych rejonach kraju nadal rządzili „leśni”, a nowa władza bała się wyściubić nos z dużych miast, koszar i posterunków), ale druga dobiła podziemie i dosłownie wykończyła Żołnierzy Wyklętych. Fieldorf ujawnił się w lutym 1948 r. Aresztowano go 10 listopada 1950 w Łodzi, gdy dostarczył do Rejonowej Komendy Uzupełnień dokumenty poświadczające przebieg służby przed wojną i w kampanii wrześniowej. Bezpieka chciała postawić go na czele kolejnego już, V Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (ostatni prezes, Łukasz Ciepliński[2] i sześciu członków IV Zarządu Głównego WiN zostało skazanych na śmierć i zamordowanych cztery miesiące później), aby wyłapać resztki nadal chętnych do walki z władzą. UB chciało wodzić za nos zachodnie służby. 

 

Torturowany generał Fieldorf odmówił współpracy z MBP. Wiemy, jak skończył. 24 lutego 1953 w warszawskiej katowni przy ul. Rakowieckiej został powieszony. Niezwykle zasłużonego i oddanego Polsce generała zabito jak pospolitego przestępcę, jak bandytę recydywistę. Zamiast niego V Zarząd WiN utworzył niejaki Józef Kowalski ps. „Kos”, funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa (działał od wiosny 1948 do 28 grudnia 1952). Autentyczni prezesi WIN zostali skazani na kary śmieci lub wyroki dożywotniego więzienia – ale nie wszyscy. Jana Rzepeckiego sąd skazał na karę 8 lat pozbawienia wolności, a Jana Szczurka-Cergowskiego (jednodniowego następcę Rzepeckiego) na 15 lat pozbawienia wolności. Obaj zostali ułaskawieni przez prezydenta Bolesława Bieruta... po dwóch dniach. Tego samego Bieruta, który palcem nie ruszył w sprawie rotmistrza Pileckiego.

 

Starałem się tak żyć, abym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć, niż lękać (rtm. Witold Pilecki)

 

A zatem, jakie (tak ogólnie) były opcje? Pierwsza: nie idziesz na współpracę (i giniesz). Druga: nie idziesz na współpracę i udaje ci się przeżyć (ale jesteś szykanowany, nękany, nie możesz znaleźć pracy, a jak znajdziesz, to jesteś z niej wyrzucany...). Trzecia: idziesz na współpracę, a więc nie umierasz, a może nawet dobrze ci się wiedzie i robisz karierę. Do której z tych opcji najlepiej pasuje życiorys pułkownika Rzepeckiego?

 

Rzepecki... ujawnił wszystkich swoich współpracowników i nawoływał do ujawnienia się pozostałych członków WiN. Było to powodem kolejnej fali aresztowań przez UB żołnierzy i działaczy podziemia niepodległościowego. Wydał UB cały majątek, który pozostał w spadku po AK – milion dolarów w złocie i banknotach, drukarnie, archiwa, radiostacje. Po uniewinnieniu i wyjściu z więzienia przyjęty do ludowego Wojska Polskiego. Został wicedyrektorem Wojskowego Instytutu Naukowo-Wydawniczego, a następnie szefem Wydziału Studiów w Akademii Sztabu Generalnego. 22 kwietnia 1947 wygłosił odczyt pt. „Wyjdź z podziemia – buduj Polskę”. 16 stycznia 1949 ponownie aresztowany [w wyniku kolejnej fali czystek poakowskich – przyp. K]. W czasie pobytu w więzieniu został zwolniony ze służby wojskowej i przeniesiony w stan spoczynku. 24 grudnia 1954 zwolniony z więzienia z powodu braku podstaw do wszczęcia przeciw niemu postępowania. Przyznano mu także zasiłek. Po rehabilitacji, w listopadzie 1955 znalazł zatrudnienie w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk. Przyznano mu tam tytuł zastępcy profesora. Od października 1961 był tam adiunktem, a od czerwca 1962 starszym pracownikiem techniczno-badawczym. W październiku 1964 nadano mu w IH PAN tytuł doktora nauk historycznych na podstawie rozprawy „Legion Wschodni 1914”, wydanej drukiem jako „Sprawa Legionu Wschodniego 1914 roku” (Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1966). W IH PAN pracował do przejścia na emeryturę w grudniu 1969 r.[1]

 

Józefa Rybickiego do końca życia dręczyło pytanie: jak to jest, Rzepecki ujawnił czy sypnął? Jak to jest, że kiedy nazwiska swoich kolegów podaje żołnierz, to mówi się: sypie, a kiedy dowódca, to: ujawnia? Jak to jest: wyroki śmierci dostają żołnierze, a wyroki niższe, nawet ułaskawienia, dowódcy? (Andrzej Kunert)

 

Czy pułkownik Jan Rzepecki (od 1940 r. tajny członek PPS-WRN, który w raportach nazywał NSZ „faszystami”) poszedł na współpracę z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego i jako zdrajca nie zasługuje na nasze uznanie – mimo wcześniejszych niewątpliwych zasług – czy też jest żołnierzem niezłomnym, bez skazy, który obronił nas przed wojną domową? Dla mnie odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Dla Leszka Żebrowskiego również (tutaj>>>).

 

Przyłączenie „opozycji faszystowskiej” (do AK) prawie na pewno wywoła odpadnięcie poważnej części lewicy rządowej, nadałoby temu obozowi piętno reakcyjne. Jestem głęboko przekonany, że w błyskawicznym tempie pociągnęłoby to za sobą dla Polski śmiertelną katastrofę wojny domowej, w której lewica walczyłaby pod komendą PPR, a prawica – ONR. AK przypadłaby rola obrońcy klas posiadających. Następstwem – wasalizacja lub wcielenie Polski do ZSRR. W świetle powyższego ostatni nasz „sukces” w postaci podporządkowania NSZ może mieć wysoce ujemne następstwa, jeśli nie sparaliżujemy ich umiejętną akcją wychowawczą. (...) „Naród i wojsko to jedno i nie może być żadnych między nimi rozgraniczeń”. Tak pisał Rowecki. Co z tego zrobiono, gdy jego zabrakło? Sojusz z faszystami z NSZ, którzy jawnie obiecywali ziemianom obronę przed reformą rolną, i wspólne z NSZ wkroczenie na drogę mordów bratobójczych! (z Raportu Rzepeckiego dla gen. Bora-Komorowskiego, marzec 1944)[3]

 

Ciekawe, że to ten sam język, którego używa „Gazeta Wyborcza”. Co jeszcze ciekawsze ta gazeta... broni postawy Rzepeckiego, cytując 1 marca tego roku niepublikowany rozkaz „dowódcy podziemia”, Rzepeckiego: „Nie dawajcie posłuchu namawiającym Was do (...) tworzenia zbrojnych oddziałów (...). Są to działania nieodpowiedzialne, warcholskie, społecznie i politycznie szkodliwe i całkowicie sprzeczne z konstruktywną zawsze postawą Polski Podziemnej”. To wyjątkowa hipokryzja. Ale już nas do tego przyzwyczaili.

 

Gdyby nie sowiecka okupacja Polski, pewnie wszystko zakończyłoby się tak jak we Francji, gdzie marszałek Petain został osądzony i skazany[4], a wszelkie odłamy społeczeństwa – te walczące i nie walczące – ponownie scalone. Winy zostały zapomniane lub wybaczone, rany zabliźnione. Ale w Polsce wyglądało to inaczej. Tu – mimo że niektórzy uważają, że „wojna się przecież skończyła” – ta wojna trwała nadal, przybierając formę narodowego powstania przeciw nowej okupacji. Tym razem sowieckiej. Ponieważ w wojnie tej zginęło wiele osób, a podział utrwalił się (można śmiało powiedzieć, że do dziś), do pojednania nie doszło. 

 

[1] Jan Rzepecki: życiorys

[2] Łukasz Ciepliński: Biografie elementarne

[3] Piotr Lipiński „Raport Rzepeckiego”, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2005

[4] W kwietniu 1945 marszałek Philippe Pétain powrócił do wyzwolonej już Francji i oddał się w ręce władz. Został zdegradowany do stopnia szeregowca i stanął przed specjalnym Trybunałem Stanu, powołanym dekretem przywódcy Wolnych Francuzów gen. Charlesa de Gaulle’a. 15 sierpnia 1945 Trybunał Stanu skazał go na karę śmierci przez rozstrzelanie, lecz zaapelował do de Gaulle’a o odstąpienie od wykonania kary śmierci ze względu na wiek (89 lat) i wcześniejsze zasługi dla Francji w I wojnie światowej. Generał de Gaulle ostatecznie zamienił karę śmierci na dożywotnie więzienie na wyspie Île d’Yeu (Bretania).

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.8 (głosów:11)

Komentarze

Takich jak żyda  Zygmunta Baumana, który jako oficer ludowego wojska sowieckiego wraz z innym czerwonym bandytą Jaruzelskim, robili polowania i wyłapywania naszych Bohaterów Żołnierzy Niezłomnych.

Pamiętamy jak PO pozwoliło by bandyta Bauman robił wykłady na Polskich uczelniach, a szczególnie we Wrocławiu, gzie studenci zaprotestowali przeciw żydowskiemu czerwonemu bandycie. Efektem tego protestu było, że PO i towarzysze w togach ukarali studentów. PO - spadkobiercy żydowskich partii UW, UD i KLD, pozwolili by z honorami pochować bandytę czerwonego Jaruzelskiego, który miał krew Polaków na swoich bandyckich rękach, na Powązkach, 

Więc zadaje sobie pytanie, dlaczego pan prezydent Andrzej Duda zawetował ustawę degradacyjną? By nie można było zdegradować tych wszystkich żydo-czerwonych bandytów do stopnia szeregowca i odebrać tym bandytą najwyższych odznaczeń i orderów Polskich. Jest to bardzo przykre, ale taki jest fakt.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

------------------------------------------
Dotknij Panie mego serca i oczyść je.
Niech Twój Święty Duch ogarnie mnie.

#1663636

https://dzieje.pl/aktualnosci/dr-hab-t-rutkowski-zeznania-plk-rzepeckiego-w-procesie-win-posluzyly-do

Cytuję:

W procesie przywódców I Zarządu Zrzeszenia WiN władze komunistyczne wykorzystały zeznania płk. J. Rzepeckiego do skompromitowania organizacji – mówi dr hab. Tadeusz P. Rutkowski z Instytutu Historycznego UW.

(...)

Samo powstanie WIN wynikało z przekonania płk. Jana Rzepeckiego, który był szefem Delegatury, że dalsza walka zbrojna w warunkach okupacji sowieckiej jest pozbawiona sensu. W jego opinii jedyną nadzieją dla Polski była realizacja umów jałtańskich, przez zwycięstwo PSL-u w wyborach sejmowych oraz przekształcenia Polski w kraj uzależniony od ZSRS, ale w polityce wewnętrznej niezależny.

Dlatego Zrzeszenie WiN miało być organizacją cywilną, której jednym z celów było odejście od oporu zbrojnego i stopniowa likwidacja działających oddziałów partyzanckich. Miała być także wsparciem dla PSL-u w przygotowaniach do wyborów nieograniczonym cenzurą i regułami narzucanymi przez komunistów. Tymczasem Narodowe Siły Zbrojne i inne organizacje konspiracyjne, były nastawione przede wszystkim na walkę z okupantem sowieckim i polskimi komunistami.

Dr hab. Tadeusz P. Rutkowski: Płk Jan Rzepecki podczas procesu zachował się w sposób, który nie budzi szacunku. Motywem jego postępowania było przekonanie o klęsce sprawy polskiej na ówczesnym etapie sytuacji międzynarodowej. Podjął decyzję o grze z komunistami, której celem miało być nie tylko ocalenie życia, ale również możliwość życia na wolności.

Pułkownik Rzepecki tworząc WiN zerwał z rządem RP na uchodźstwie, któremu podlegała Armia Krajowa, a następnie Delegatura Sił Zbrojnych. Jego celem było bowiem stworzenie organizacji konspiracyjnej, działającej metodami politycznymi. Ten cel jednak nie został osiągnięty. Żołnierze AK i NSZ nie mogli wychodzić z lasów nie narażając się na represje komunistyczne.

(...)

Rzepecki mimo legendy jego działalności wojennej, jako szefa Biura Informacji i Propagandy KG AK, która przetrwała częściowo do dziś, jest postacią bardzo kontrowersyjną. Już w latach wojny dążył do „skrętu” Armii Krajowej w lewą stronę. Chciał, by była ona nie tyle armią państwową, co raczej zaangażowanym ideologicznie narzędziem lewicowej polityki. Stąd jego działania wymierzone przeciwko gen. Tadeuszowi Komorowskiemu i dążenie do wywołania powstania w Warszawie, czemu zresztą później zaprzeczał, choć był współodpowiedzialny za podjęcie decyzji o jego rozpoczęciu.

Po procesie został ułaskawiony i pracował w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Była to ewidentna umowa z komunistami, złamana przez nich w 1949 r., gdy uległ zaostrzeniu proces stalinizacji kraju. Wówczas Rzepecki trafił do więzienia na kolejne pięć lat. Tym co budzi największe zastrzeżenia jest więc to, że został namówiony do opluwania własnej organizacji i zeznawania w sposób nieprawdziwy. Przyczynił się więc do wykorzystania procesu przez komunistów do kompromitowania podziemia, poprzez mówienie o jego związkach z UPA i mordowaniu przeciwników. Dał się wykorzystać do celów propagandowych bez przymusu fizycznego, w zamian za obietnice łagodnego traktowania.

Rzepecki z więzienia ujawnił organizację WiN. Mówił wprost, kto w Zrzeszeniu odpowiada za konkretne obszary działalności i gdzie może zostać znaleziony przez bezpiekę. Ujawnił więc ludzi, którzy chcieli pozostać w konspiracji. Było to działanie skrajnie nieetyczne. Nawet zaprzyjaźniony z Rzepeckim Aleksander Gieysztor, szef Biura Informacji i Propagandy WiN, po latach wyrażał swoje zdziwienie postępowaniem Rzepeckiego.

-------------------

Warto przeczytać całość, bo zawiera m.in. info, w jak różnorodny sposób podwładni Rzepeckiego ocenili jego postawę.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1663637

Do dziś to wykorzystują, niestety. Dlagego GieW robi z niego bohatera. Myslał, że ich przechytrzy, jak Bolek. I tak samo jak Bolek boleśnie się przekonał, że był za głupi. Ale było już po ptakach.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1663648

o tych faktach z życiorysu Rzepeckiego.

https://www.1944.pl/powstancze-biogramy/jan-rzepecki,838.html

Biogramy są na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1663715

... tak się burzą, gdy mówi się, że on po prostu zdradził. Nadal uważają go za "niezłomnego" bohatera. W pewnym sensie mają rację - nie złamali go, bo od razu poszedł na współpracę (a może nawet jeszcze wcześniej). To smutne, że w Muzeum Postania nie są w stanie zweryfikować faktów i gloryfikują bezkrytycznie ludzi, którzy - mimo pięknego życiorysu wcześniej - bardzo przysłużyli się złej sprawie.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1663815

Tego nie przeczytasz na polskojęzycznych bydlęcych portalikach

 

76 lat temu komunistyczne władze wykonały wyrok śmierci na Lucjanie Szymańskim „Janczarze”, ostatnim dowódcy Podokręgu Wschodniego Obszaru Warszawskiego AK. „Janczar” został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa 23 grudnia 1944 r.; wyrok śmierci wydał Wojskowy Sąd Garnizonowy.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1663773