„Kresowy” agent Putlera gani Marsz Niepodległości

Obrazek użytkownika Humpty Dumpty
Kraj

Musimy ciągle pamiętać o jednym – wojna tylko w realu toczy się na Ukrainie. Często o wiele bardziej zaciekła (na szczęście bez ofiar śmiertelnych) toczy się w przestrzeni wirtualnej.

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, kiedy w Polsce, zwanej wówczas PRL-em, zaczęła wypływać oficjalnie tragedia Polaków na dawnych Kresach? Podpowiem. Pierwszy raz jeszcze za młodego Gomułki, aczkolwiek ograniczony jedynie do naszych Bieszczadów. To słynne Łuny w Bieszczadach Jana Gerharda (naprawdę Wiktora Bardacha. Ten lwowski Żyd swoim życiorysem mógłby przyćmić nawet Jamesa Bonda, gdyby nie jego długotrwały romans z kompartią…). Potem zaś film z przejmującą rolą Wiesława Gołasa Ogniomistrz Kaleń Petelskich (1961). Ale powieść Gerharda i film obudził wspomnienia. Nagle zaczęto głośno mówić, że nie tylko Ukraińcy byli źli, ale też Sowieci… I to tak masowo, że nawet SB nie umiała sobie z tym poradzić. Nastąpił więc kolejny zwrot propagandowy. Zaczęto grać kartą ukraińską zgodnie ze starą zasadą wypędzenia diabła szatanem.

Próbowano (czytając niektóre „polskie” portale chyba nawet częściowo skutecznie) wyprzeć ze zbiorowej pamięci ofiary sowietów i zastąpić je pomordowanymi przez UPA. Co niestety trwa do tej pory. Ot, szukać daleko… Bloger, wg którego już w 1941 roku istniało Radio Wolna Europa, i to słuchane nagminnie przez Polaków znajdujących się pod okupacją sowiecką, przytacza ni stąd, ni zowąd ileś tam metod uśmiercania Polaków przez UPA. Szkoda, że nie dodał do tego wbijania na pal, odzierania skóry od kolan do pięt (tzw. czerwone cholewki), zakopywanie żywcem w niegaszonym wapnie itp. Bo tak właśnie jeńców traktowała „bohaterska” Armia Czerwona. Nie tylko w 1920 roku, ale również po 17 września 1939. Nie wspomina także o paleniu pojmanymi oficerami w paleniskach parowozów…

Sowieci, a więc dzisiejsi Rosjanie, mieli być poza wszelką krytyką. Nic to, że tzw. Operacja Polska NKWD wysłała na tamten świat więcej Polaków, niż UPA od 1939 do 1947 r. Nie mają znaczenia mordy popełniane praktycznie przez całą I okupację, choć i w tym przypadku liczba ofiar jest większa.

Polacy mieli się skupić na UPA a w Armii Czerwonej widzieć nie tylko wyzwolicielkę, ale i obrończynię przed banderofaszystami.

Tymczasem każdy świadomy kresowiak widzi i widział w Rosji o wiele większe zagrożenie niż w Ukrainie. Było nie było Państwie, które ongiś razem z nami wchodziło w skład I Rzeczpospolitej, a jeden z dzisiaj określanych mianem Ukraińców został nawet jej królem. Co prawda mało udanym…

Okazuje się, że jednak nie każdy. Kresowiak Jacek Boki (co prawda swoją kresowość wywodzi z faktu, że jego ojciec walczył z UPA pod rozkazami sowieckiego bandyty – alkoholika Karola Świerczewskiego) postrzega inaczej. Na swoim blogu oraz na polskojęzycznych rosyjskich portalach pisze:

Hasłem tegorocznego tzw. ,,Marszu Niepodległości'', było hasło Silny Naród, Wielka Polska, którą symbolizował plakat będący przeróbką propagandowego plakatu z czasów wojny z bolszewikami w roku 1920. Dziś jego nieudolna przeróbka, była rzucającą się w oczy prymitywną agitką idei Ukro - Polin, czyli jednego, wspólnego państwa z banderowską Ukrainą, stręczoną obecnie na przysłowiowego chama przez reżimową propagandę PiS i całej tzw. opozycji PO, Lewicy i PSL. Na plakacie reklamującym tegoroczny ,,Marsz Niepodległości'', który od razu też okazał się kompromitacją jego organizatorów, czyli jego prezesa Roberta Bąkiewicza i jego świty, na czapce polskiego ułana widniał orzeł, stylizowany na banderowskiego tryzuba, atakującego, bynajmniej nie bolszewickiego bojca, ale rosyjskiego żołnierza, na którego czapce widnieje symbol litery Z, będącej znakiem rozpoznawczym wojsk rosyjskich, prowadzących specjalną operację wojskową na Ukrainie.

Zwróćcie uwagę na słownictwo „kresowiaka” Bokiego. Terminu „specjalna operacja wojskowa” poza mediami (osobami) znajdującymi się pod bezpośrednim wpływem Kremla (Putina) nikt nie używa!

To wskazówka pierwsza. Najbardziej widoczna.

Druga to zupełnie odlotowe uwagi o rzekomo mającym naśladować „tryzuba” orle na czako polskiego ułana. Popatrzcie sami.

Tak wygląda plakat, nieznośny dla Jacka Bokiego.

A tak powiększony fragment.

Popatrzmy zatem na ORŁA, jaki nosili żołnierze II RP.

A teraz popatrzmy na „tryzuba”. Godło Ukrainy po raz pierwszy (wg współczesnych znalezisk) występowało już na monetach Włodzimierza I Wielkiego (Valdamarr gamli) z nordyckiej dynastii Rurykowiczów. Tego samego, który ochrzcił Ruś (988), a wcześniej zajął polskie Grody Czerwieńskie (981).

Wg starych sag miał przedstawiać nurkującego sokoła i stanowił stały emblemat noszony obok... wodzów wareskich.

Dla Jacka Bokiego symbol ów przedstawia jednak stylizowane nieco widły i rodowód swój wywodzi z UPA! Wot umnyj maładiec! ;)

Prymitywizm przekazu jest oczywisty. Jednak właśnie dlatego jest chwytliwy. Trafia bowiem do głów osób nawykłych do przyjmowania prostych odpowiedzi nawet na najbardziej złożone pytania.

Ufny, że nikt z jego zwolenników nie zapyta (a jeśli zada pytanie zamiast odpowiedzi usłyszy, że należy do neobanderowców, niemców, żydów itp. z którymi „prawdziwy Polak” nie dyskutuje) tokuje w najlepsze:

Dlatego nawet dla laika, plakat tegorocznego ,,Marszu Niepodległości'' był otwartym przekazem propagandowym opowiedzenia się organizatorów marszu po stronie banderowskiej Ukrainy, zupełnie niepomnych na stosunek tegoż państwa do Polski i Polaków, oraz kwestii rozliczenia się za zbrodnie ludobójstwa dokonane przez ukraińskich szowinistów na naszych rodakach na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej oraz zakaz ekshumacji i godnego pochówku setek tysięcy Polaków, oraz wysuwane nadal przez Ukraińców roszczenia terytorialne wobec naszego państwa. Dlatego też ratując przed całkowitym blamażem swojego prezesa Roberta Bąkiewicza, Ruch Narodowy i Młodzież Wszechpolska naprędce wymyślili nowe hasło tegorocznego marszu - Polska Państwem Narodowym, do którego wprawdzie w ciągu kilku miesięcy przesiedlono 10 milionów Ukraińców, i jest ono w tej chwili tak samo narodowe jak dawny ZSRR(…).

Te „setki tysięcy” oczekujących na godny pochówek najwyraźniej są tworem albo imaginacji autora, albo powstały poprzez bezczelne dołączenie ofiar sowieckiego terroru do pomordowanych przez UPA. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że na Ukrainie, podobnie jak w Polsce, istnieją grupy wyrażające pretensje do terenów znajdujących się w drugim państwie. Nasi chcą Lwowa, czasem też Równego; na Ukrainie istnieją grupy marzące o odebraniu Przemyśla i kilkunastu innych powiatów. Trzeba przypomnieć, że takie żądania nigdy nie były formułowane na szczeblu rządowym.

Kartą roszczeń terytorialnych od lat usiłuje grać natomiast Rosja.

Wróćmy jednak do rzekomego zakazu ekshumacji. Boki celowo przemilcza memorandum polsko-ukraińskie z 2 czerwca 2022 roku.

W oświadczeniu opublikowanym na stronach Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego czytamy:

...W dokumencie podpisanym przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Piotra Glińskiego oraz Ministra Kultury i Polityki Informacyjnej Ukrainy Oleksandra Tkaczenkę Polska i Ukraina zadeklarowały dążenie do rozwijania współpracy oraz podkreśliły znaczenie przyjaznych stosunków i zaufania między stronami w zakresie zachowania pamięci narodowej.

Zgodnie z memorandum, w pierwszej kolejności zostanie powołana polsko-ukraińska grupa robocza, której celem będzie wypracowanie konkretnych procedur prowadzenia i rozwiązywania wszystkich wrażliwych kwestii z zakresu pamięci narodowej, w tym dotyczących poszukiwań, ekshumacji, pochówków, upamiętnień, rekonstrukcji oraz ochrony miejsc upamiętnień i pochówków. Grupie roboczej przewodniczyć będą wiceministrowie kultury obu krajów, a jej członkami będą eksperci i przedstawiciele odpowiednich instytucji państwowych.

Memorandum weszło w życie z dniem podpisania. Jego praktyczna realizacja rozpocznie się po zakończeniu działań wojennych na Ukrainie, ale strony nie wykluczają wcześniejszych działań w tym zakresie o ile będzie to możliwe.

]]>https://www.gov.pl/web/kultura/polska-i-ukraina-wspolnie-beda-pracowac-nad-rozwiazaniem-wrazliwych-kwestii-dot-pamieci-narodowej]]>

Tego istotnego problemu nie tykały rządy PO-PSL, co jakoś dziwnie uchodziło wówczas uwadze Jacka Bokiego i innych jego towarzyszy.

Najzabawniejsze jest jednak bredzenie tow. Bokiego o 10 milionach Ukraińców mieszkających już w Polsce.

Warto byłoby zatem spytać – a gdzie?

Polska nagle z kraju niespełna 40-milionowego stała się prawie 50-milionowym i... nie zabrakło mieszkań?

Może coś przeoczyłem i są miejsca w Polsce, gdzie Ukraińcy cisną się po 10 osób w jednym pokoju, jak ongiś Polacy wyjeżdżający za pracą do Niemiec???

A może koczują pod namiotami wojskowymi, rozstawionymi na poligonach?

W końcu chodzi o 10 milionów, ponad ¼ mieszkających do tej pory w Polsce!

Tymczasem nie widać takich skupisk. O tym, że Ukraińcy są u nas, przede wszystkim świadczą samochody na parkingach. U mnie na osiedlowym parkingu najlepsza bryka jest na ukraińskich blachach (Audi Q8). Najgorsza też - Łada Samara. Za to poprawiła się, i to znacznie oferta miejscowej restauracyjki. W kuchni pracuje dziewczyna zza Buga. I wcale nie serwuje tamtejszych specjałów. Niby dalej jest ta sama oferta, ale zdecydowanie lepiej smakuje, co widać po ilości klientów.

Ocenia się, że w Polsce pozostało nie więcej niż 4 miliony obywateli Ukrainy. Jeszcze nie tak dawno oPOzycyjne media zachłystywały się wręcz wizją konieczności wpuszczenia uchodźców – coraz wyraźniej zaczynało brakować rąk do pracy.

Co ciekawe liczba uchodźców niezbędnych dla polskiej gospodarki oceniana była na… 4 miliony. Gdyby doliczyć do nich żony i dzieci oznaczało to, że zupełnie na poważnie oPOzycja chciała wpuścić do Polski jakieś 15-18 mln ludzi. I to bynajmniej nie z naszego kręgu kulturowego!

Propaganda nie odwołuje się jednak do rozumu, ale do emocji.

Pamiętajmy o tym. Nie tylko czytając teksty putinowskich trolli.

18.11 2022

fot. youtube

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.5 (13 głosów)

Komentarze

Zwłaszcza że strony Ś.P. Matki uczy by nie ufać żadnym sąsiadom. Znam Pana Boki z netu i można tam znaleźć historię jego rodziny.

Do niedawna miał znaczne przykrości łącznie z włamaniem. Jeśli miałby być tak niebezpieczny po prostu zamilczano by go. Mój dziadek najpierw był "Niemcem". Dziwnym trafem żona z liczną rodziną na Kresach namówiła go by wiali nie na zachód lecz"pod prąd". Schwytani przez bolszewicki patrol mieli być najpierw zamordowani( z głupoty zostawili przy sobie geldy ). Dziadek"Giermanijec" zagadał czystą ruszczyzną. Ocalił moją ciotkę, matkę, żonę za cenę służby w ruskiej armii. Po wojnie wrócił i miejscowi gorliwcy zostawili w spokoju jego szwabsko, polskopańską rodzinę. Pokazał tylko kartę demobilizacyjną czy inną bumagę. 

Jego jedną ciotkę zamordowało UPA. Drugą jeszcze w 1939 NKWD( Zofię, ukochaną ciocię )I po zachowaniu widać że on, racjonalny Wielkopolanin przywiózł syndrom stresu pourazowego. Pokręcone losy. 

Przed wojną Polak z "d" w metryce, pracownik majątku Szembekow. W czasie wojny nauczyciel zawodu u Cegielskiego. Żonaty z Polką jak i on "niesłuszną klasowo". Córką Powstańca Wielkopolskiego( brat jej ojca również ). Pokręcone wojenne losy. A teraz?

Tylko silna niezależna ekonomicznie Polska, gotowa na militarny odpór agresji nawet dotychczasowych sojuszników. 

Inaczej znów, jeśli tacy w ogóle będą, wnukowie czy synowie powielą nasze spory. Oraz błędy.

Jedni mówią: Historia Magistra... , Inni: Istorija? Bljad' Mat' ! A najgorsze co może być? Historia. A co to takiego?

 

 

Vote up!
3
Vote down!
0

brian

#1648521