W hotelu. Służby specjalne.
Kiedyś do hotelu przyjechała Pani ze stlicy. Pracownica jednego ze zanych wszystkim urzędów. Rano przyjechało po nią dwóch kolegów. Standardowych: ciemne okulary i takie same garnitury. Pani zapłaciła i powiedziała, że pewne dane do faktury przekaże mi nieco póżniej. Telefonicznie. Już jej miałem powiedzieć, że nie ma problemu gdy nadszedł, nadbiegł czy raczej nadciągnął właściciel hotelu. Zaspany, włos miał sterczący i był w rozpiętym szlafroku. Który bezskutecznie próbował zapiąć:
- Ni chuja. Albo gotówka, albo wypirdalać natychmiast z mojego hotelu.
Moje próby ułagodzenia sytuacji na nic się zdały:
- Co mi tu mrugasz? Pojebało Cię?
Więc nic już nie robiłem. Panowie w czarnych garniturach najpierw patrzyli na mojego pracodawcę z otwartymi szeroko ustami, potem popukali się w głowy i opuścili hotel. A on stał nadal jakby oszołomiony. Całe szczęście, że nie miał w rękach rurki. Inaczej byłaby chyba ona w użyciiu. W końcu przemówił:
- To wszystko przez zły sen. Sam byś się wkurzył. Śniło mi się, że dałem jakiejś kobiecie prezent. Pończochy. A ona wiesz co mi odpowiedziała? Żebym sobien te pończochy wsadził w dupę. No, i co? Miałem powody do nerwów czy nie? C.d.n...
"Naszywka z przodu". Fragment.
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 613 odsłon