Apokalipsa pradziadków. Zbawienie za 10%

Obrazek użytkownika Humpty Dumpty
Idee

Quasireligijne szury obwieszczają „harmagiedon”. Oto Bóg na Niebiosach ma dosyć deprawacji rodzaju ludzkiego i spuszcza nań koronawirusa niczym „wody zewnętrzne” za czasów Noego.

 

Rzecz dziwna, głosiciele takich teorii jakoś dziwnie uważają na swoje zdrowie, bacznie uważając by przypadkiem nie załapać się na listę chorych/internowanych.

A przecież koncepcja „bożej kary” oznacza, że jakakolwiek próba przeciwstawienia się pandemii nie dość, że jest skazana na niepowodzenie, to jeszcze stanowi dodatkowy grzech – sprzeciw wobec woli Boga.

To tak, jakby Noe znając już zamiar zgładzenia ludzkości w falach światowego Potopu miast budowania Arki zajął się wznoszeniem wałów przeciwpowodziowych i zbiorników retencyjnych. A w weekendy uczył bliźnich pływać.

To jednak umyka naszym rodzimym (i nie tylko rodzimym) kaznodziejom.

 

Jeszcze gorsi, bo aż tak nie rzucający się w oczy ze swoim wariactwem, są wyznawcy teorii spiskowych.

Wg nich koronawirus powstał w tajnych laboratoriach wojskowych i:

a) wymknął się spod kontroli, wyniesiony przypadkowo przez pracownika, który nie dość dokładnie wysterylizował swoje buty (to oczywiście tylko przykład);

b) został świadomie wypuszczony po to, by zlikwidować ludzi starszych.

 

Do tej drugiej hipotezy można by dodać, iż jednym ze sponsorów tego hipotetycznego laboratorium jest… ZUS.

Od dawna wszak wiadomo, że gdyby nie konieczność wypłacania świadczeń seniorom ZUS byłby instytucją samofinansującą się.

No, może tylko trzeba by dźwignąć składki do poziomu 60% zarobków. ;)

 

Oczywiście teoria wojskowa ma odpowiednią podbudowę. Otóż nie brakuje „wybitnych” wirusologów, którzy zarzekają się, iż na pierwszy rzut oka widać, że koronawirus to twór sztuczny.

Jakakolwiek próba kwestionowania kompetencji genetycznych emerytowanego pana lekarza kończy się wyzwiskami, z których słowo „hejter” należy do łagodniejszych.

 

Kiedy jednak spojrzeć na ostatnie 100 lat (102 konkretnie, jeśli ktoś jest aż tak dociekliwy) widać wyraźnie, że wirusową Apokalipsę już przezywaliśmy.

Wiosną 1918 roku świat miał o wiele większe zmartwienie, niż grypa, która nagle pojawiła się w neutralnej Hiszpanii. Zwłaszcza, że pomimo sporej zaraźliwości przebieg miała łagodny.

Zdecydowanie ważniejszy dla opinii światowej był separatystyczny pokój, zawarty 3 marca 1918 r. pomiędzy Cesarstwem Niemieckim a bolszewicką Rosją. Dzięki niemu na front zachodni przerzucono dodatkowe 44 dywizje, co pozwoliło Niemcom na osiągnięcie przewagi.

21 marca 1918 roku rozpoczęła się Operacja Michael. W jej wyniku Niemcy wdarli się 100 km w głąb pozycji alianckich i uzyskali możliwość ostrzeliwania Paryża.

Dopiero latem udało się aliantom przywrócić stan poprzedni.

 

Tymczasem grypa pokazała kolejny raz swój pazur.

Uderzyła w sierpniu. Tym razem jednak była wyjątkowo zjadliwa. Powodowała falę zgonów, głównie za sprawą powikłań, jakim było przede wszystkim odoskrzelowe zapalenie płuc.

Pojawiła się na całym świecie – w Breście we Francji, w Freetown w Sierra Leone, w Bostonie w stanie Massachusetts a także na zachodnim wybrzeżu Irlandii.

 

Czy choroba mogła mieć wpływ na załamanie się morale walczących wojsk? Nikt nie przeprowadził takich badań, a przecież pamiętamy, że pierwsza wojna światowa kosztowała życie ok. 14 mln ludzi (żołnierzy i cywili).

Wybuchła w listopadzie 1917 r. rewolucja bolszewicka pochłonęła drugie tyle.

 

Tymczasem hiszpanka, której trzeci rzut rozpoczął się tuz po podpisaniu 11 listopada 1918 r. zawieszenia broni, pochłonęła od 50 do 100 mln istnień!

Jeśli ta druga liczba jest prawdziwa – zabiła więcej osób, niż obie wojny światowe razem!

Czy taka pandemia nie byłaby utożsamiana z Apokalipsą?

 

A przecież to nie jedyna epidemia w dziejach świata. Przyjęło się wskazywać na Czarną śmierć (ok. 30% populacji Europy), jako na symbol pandemii.

Tymczasem na kartach Biblii znajdujemy ślad po jednej z największych katastrof epidemicznych w dziejach świata.

Państwo Hetytów, będące postrachem Bliskiego Wschodu i dzielnie walczące z Egiptem (kontrolowało nawet przez jakiś czas Palestynę) upadło pod ciosami zadanymi przez Ludy Morza. Jednak zanim to się stało kraj spustoszyła zaraza, powodująca śmierć nawet 70% populacji.

Dokładna analiza praw Mojżeszowych dowodzi, iż w znacznej mierze były to… przepisy sanitarno-epidemiologiczne.

Taka egzegeza doskonale koresponduje z uznawanym przez większość historyków (zwłaszcza żydowskich) okresem życia prawodawcy Mojżesza.

 

Wróćmy jednak do I wojny światowej.

Długotrwałe pozostawanie w okopach, często w wodzie sięgającej kolan, miało wpływ na zdrowie żołnierzy.

Wybuchały też lokalne epidemie.

W 1915 roku tyfus, który dotknął siły obu walczących stron spowodował wstrzymanie walk na pół roku na froncie serbsko-austriackim.

Ba, zdarzało się, że liczba żołnierzy wyłączonych z walki chorobą przewyższała nawet 20-krotnie liczbę rannych i zabitych!

Czy wtedy jakiś religijny oszołom nie miałby o wiele większych powodów, by krzyczeć o Apokalipsie??

 

Oto na czele niewielkiego stowarzyszenia Badaczy Pisma Świętego – Towarzystwo Strażnica stanął amerykański prawnik – sędzia Joseph Franklin Rutherford. Od 1917 roku drugi (a właściwie trzeci) prezes Towarzystwa. Tuż po wygaśnięciu pandemii zaczyna głosić „dobrą nowinę” o drugim przyjściu Chrystusa. Na razie niewidzialnym. Niezauważenie przeniósł też datę tej paruzji z 1873 na 1914 rok.

I rozpoczął kampanię „Miliony żyjących teraz nigdy nie umrą”. Organizował wiece na stadionach, wydawał książeczki (często naiwne, zawierające informacje np. o tym, ze Jehowa – Bóg przeniósł dinozaury z Ziemi na Wenus!) tłumaczone na wiele języków (nawet na polski czy jidysz) i… zbierał pokaźną kasę.

Wiecznie żyć można było bowiem tylko z Rutherfordem, bo przecież za darmo umarło.

W krótkim czasie stał się najbardziej majętnym kaznodzieją w USA. Co prawda luksusowa willa w jednym z najdroższych wówczas regionów Kalifornii była nazywana oficjalnie „Domem Książąt”, gdyż miała być siedzibą… zmartwychwstałych proroków starotestamentowych. On tylko użytkował dom do czasu, gdy do furtki zapuka jakiś brodacz o semickim typie urody, wyciągnie z kieszeni paszport i powie – Abraham jestem!

Ponoć często wychodził na dach (wzorem hiszpańskim stanowił on taras) i obserwował okolicę przez lornetkę. Wypatrywał Mojżesza albo przynajmniej Jozuego? :)

 

Historia lubi się powtarzać.

Koronawirus pobudza do działania nie tylko religijne szury.

Powstanie, bądź już powstała cała masa hochsztaplerów, którzy w zamian za dziesięcinę wskażą owieczkom, jedyną-prawdziwą drogę.

Bo przecież, jak wiadomo, w Kościele doszło do przejęcia ważnych funkcji przez:

a) Żydów*;

b) Masonów*;

c) homoseksualistów*.

/* niepotrzebne skreślić/

W żadnym wypadku prawdy nie można szukać w „ekumenicznym” Kościele, na czele którego w Polsce stoi pseudoteolog, jak wielokrotnie wywodził pewien czechowicki „prorok”.

I taka jest prawda. Oprócz ludzi, którzy rzeczywiście robią, co mogą, byle tylko wyjść z kryzysu wywołanego przez epidemię, mamy takich, którzy często powodowani dobrą wiarą, sieją niepotrzebną panikę.

 

Jeszcze inni, widocznie tęskniąc za odrobiną sławy, tworzą teorie spiskowe tak jakby w tej chwili było istotne, czy koronawirus powstał w wyniku eksperymentu, który wyrwał się spod kontroli, czy też jest owocem naturalnej mutacji!

W obu przypadkach sposób postępowania jest bowiem taki sam.

 

Musimy być tylko czujni i w zarodku uwalać wszystkich tych, którzy trąbiąc o bożym gniewie będą oferowali zbawienie.

I tylko za 10% wynagrodzenia – to nie jest wygórowana cena za wieczność.

 

Pamiętajmy, że kasa liczona będzie łącznie z fuchami, bo przecież Pana Boga oszukać się nie da, prawda?

 

23.03 2020

 

 

fot. Dom Książąt - Beth Sarim (wikipedia)

Ocena wpisu: 
3
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.3 (głosów:10)