Odbić się od PRL-u i III RP

Obrazek użytkownika Wiktor Smol
Kraj

Czy zamkną granice, gdy Unia się rozpadnie?

Jeszcze nigdy dotąd nie zdarzyło się, aby Unia pokazała jak bardzo daleko jest od wschodnich sąsiadów. Jak dotąd Niemcy i Francja tak wyraźnego sygnału nie wysłali w świat, sygnału, że Unii bliżej do Moskwy niż innych wschodnich państw Europy, w tym Polski.

Farsa z bojkotem Euro 2012 może stać się tym, czym okazało się Sarajewo przed wybuchem I Wojny Światowej. Ten sygnał, że w dobie kryzysu państwa starej Unii troszczą się jedynie o swoje partykularne interesy i w imię ich obrony są w stanie zignorować wszelkie ustanowione prawa pokazuje jakich mamy sąsiadów i sojuszników na zachód od Odry. Sytuacja ta udowadnia po raz kolejny, że historia lubi się powtarzać, że możliwy jest kolejny sojusz Berlina z Moskwą podobny na wzór: Ribbentrop – Mołotow. Uczciwie mówiąc, kiedy się przyjrzymy uważnie wydarzeniom ostatnich dekad, to tak między Bugiem a Odrą niewiele się zmieniło – Polska nadal jest tym państwem/terytorium, gdzie niechlubny pakt dwóch agresorów obowiązuje nadal. Dziś lekką ręką oddaje się wielką Ukrainę Putinowi. Jutro mogą zadziałać dawne przymierza.

 

Ten moment, ta sytuacja – nieskrywana hipokryzja głoszona w ramach uprawiania polityki miłości i dobrosąsiedzkich stosunków i egzaltowana staranność w obronie Julii Tymoszenko, z którą zapewne było Niemcom i Rosji bardziej po drodze, pokazuje, że obrona praw człowieka jak wszystkie inne zapisy nie dotyczą tylko tych, którzy czują się mocarni. Państwa głównej osi Unii – Niemcy i Francja nie wytykają Moskwie ich zbrojnych rajdów na Czeczenię, ich militarnej agresji na Gruzję, zamachów i bestialskiego traktowania swoich więźniów. Stara Unia nie walczy o obronę praw człowieka łamanych w Chinach, gdzie przeprowadza się na szeroką skalę handel ludzkimi organami – nie wykluczone, że w tym „interesie” macza swoje palce.

 

Zdrowy rozsądek nakazuje poważnie zastanowić się nad zaistniałą sytuacją i zrewidować wiele kwestii naszego udziału w tym dziwnym towarzystwie.  Zdrowy rozsądek nakazuje przywrócić naukę historii naszego państwa na poziomie podobnym, jaki obowiązywał wcześniej zanim ktoś podjął decyzję o usunięciu niewygodnych faktów historycznych dotyczących  naszych sąsiadów.  Dobrosąsiedzkie stosunki nie mają nic wspólnego z zakłamywaniem historii na rzecz kogokolwiek – historia, to nie nauka o kuchni świata, gdzie można eksperymentować z kulinarnymi smakami i dodatkami.  

Ten, kto nie dba o dobro swojego państwa, nie dba, albo co gorsza nie wie jakie dokumenty podpisuje na niekorzyść tego państwa, ten podchodzi pod regulację prawa określającą takie zachowanie wprost – zdrada. Nasza historia jest przesączona zdrajcami różnego autoramentu, którzy nie bacząc na dobro ogółu zaprzedali siebie i państwo obcym.

 

Odwołując się do demokracji warto oprzeć się na podstawowych warunkach brzegowych tego dobrodziejstwa i powiedzieć wprost, że na pierwszym miejscu jest Ojczyzna i jej obywatele, na drugim miejscu są obywatele dobrze znający historię swojego państwa, a nie uprawy konopi, czy hodowli amura.  

Ten, kto nie pojmuje tych prostych zasad nie powinien mieć żadnego kontaktu na styku zarządzania państwem. Polityka, jak wiemy z praktyki, to poważne zajęcie dla poważnych i mądrych ludzi. Polityka to nie stragan, na którym handluje się pietruszką. Polityka, to umiejętność postrzegania rzeczy takimi jakimi są, a nie jakimi się wydają. Państwo, to zbiór ogółu zasad, praw i obowiązków. Ci, którzy kierują tym państwem, a sprzeniewierzyli się zasadom - złamali prawo lub zaniedbali swoich obowiązków popełniają przestępstwo wobec własnego państwa.

 

Myślę, że następny, kto obejmie władzę, a będzie spoza układu okrągłego stołu, zdoła tym państwem zarządzać skutecznie mając na uwadze w pierwszej kolejności dobro tego państwa, a nie partykularny interes określonej wąskiej grupy, która z tym państwem nie ma wiele wspólnego.  

Ci, którzy dziś zajmują się uprawianiem polityki i ciąży na nich odium porozumień zawartych w Magdalence takiej

gwarancji

dać nie mogą, albowiem tamte porozumienia, to był swoisty pakt zawarty z samym diabłem, i nieważne dziś, czy ów siedzi w Moskwie, czy Brukseli,

 

ważne, aby tym wszystkim dać właściwy odpór. Nie można udawać, że nic się stało, przeciwnie trzeba nazwać rzeczy po imieniu, i to nazwane właściwie sklasyfikować językiem obowiązującego prawa. 


Ocena wpisu: 
Brak głosów