Na parapecie delta nilu, do której wpływam szlakiem spływających po szybie kropli

Obrazek użytkownika Wiktor Smol
Kultura

 

Z poezją jest tak jak z pogodą i jak z przyrodą,

czasem obficie skąpi by potem suto obrodzić.

Tu suchar a tam ciastko z kremem i paralele, a tam

oksymoron z przerzutnią pod mankiet wychodzą

na parkiet. Na tym parkiecie wszystko się znajdzie:

rym biały, prosty i częstochowski, ozdobnik słowny,

perły przed wieprze i wszystko, co mieści gatunek w sobie,

a też to czego nikt nie wymyślił dotąd  

– na wiersz ktoś przerobił Stalina,

z przemówień Gomółki poezję uczynił.

Obok warsztatu przysiadła jakaś nędza okrutna.

Ale nic to, aby do przodu, do celu, po trupach.

Nadszedł czas wielkich poetów i jeszcze większych pisarzy

– nikt już nie czyta nic i nikogo prawie,

za to piszą wszyscy niemalże. Czas złamać pióro...

 

 

niekiedy można się zaciąć

ni stąd ni zowąd

na przykład rano się goląc

gdy myśli znikły gdzieś nagle

zupełnie jakby je przechwycił

tamten jegomość

z odbicia

albo w pół słowa

i tak już zostać czas jakiś

lub na dobre

niczym zamek w kufrze na strychu

zatrzasnąć się na amen

 

***

 

Nie wiem ile książek trzeba, aby posiąść wiedzę potrzebną

do zbudowania tekstu takiego, że aż ciarki przebiegną

po grzbiecie niczym kozice na graniach tam, gdzie

nic nie ma sił rosnąć – ostatnia kosodrzewina zatrzymuje się

piętro niżej, przy przejściu między niebem a ziemią.

 

(gdyby chmury miały inną właściwość można by po nich przejść

na drugą stronę)

 

Nie wiem ile kobiet porzucić trzeba, by zostać kochankiem,

po którym wspominać będą tęsknotę rozstania. Ile trzeba

modlitw zmówić, ile wyklęczeć dołków w kamieniach świątyń

tego świata, by zostać błogosławionym po przeniesieniu na drugi.

Wiem, że czasem warto umrzeć, aby odrodzić się na nowo.

 

(gdyby słowa miały właściwość ołowiu świat przybrałby

formę sita)

Ocena wpisu: 
Brak głosów