Szpital. Pan Stachu.

Obrazek użytkownika Marian Stefaniak
Blog

W  szpitalu, na sali, przebywam razem z Panem Stachem. Czasami odwiedza go rodzina. Między innymi kilkuletni wnuk. Właśnie wychodzili. Dziecko od niechcenia pociągnęło za wystający spod  mojej kołdry wężyk. Był to cewnik. Taka cienka rurka. Z jednej strony podłączona do pojemnika, a z drugiej… Każdy wie do czego.

  Od tamtej pory trochę czasu minęło, lecz dręczy mnie ciągle uczucie, że oczy mam nadal wybałuszone.

 

  Pod wieczór do Pana Staszka zadzwoniła córka:

 - Przepraszam Cię tato, ale wcześniej nie mogłam się odezwać. Kąpałam małego (syna).

  Pan Staszek jej odpowiedział:

 - Nic się, córeczko, nie stało. Też musiałem umyć "małego" (nie syna).

 

  Pana Staszka odwiedził kolega. Słyszałem jak się żegnali:

 - Cześć!

 - No, sześć. I jeszcze sto pięć

 - Jakie sto pięć?

 - Sto pięć lat życia, Bolo!

 - Aaa! W takim razie dzięki.

  Bolo poszedł. Więc się spytałem Pana Staszka dlaczego akurat sto pięć lat, a nie tradycyjnie sto. Chwilę siedział na kanapie myśląc, po czym powiedział:

  - Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Bo chyba nie dlatego, że w dzieciństwie oglądałem

program rv o ośle co miał sto pięć lat. A tak abstrahując, podobno masz dzisiaj urodziny?

 - A co? Chce mi Pan życzyć stu pięciu lat życia?

 - Nie, akurat Ci życzę abyś zdążył rozwiązać najważniejsze swoje sprawy. Chyba niezłe życzenia?

 - Bardzo dobre.

 

  Głośno trzasnęły drzwi. To Pan Staszek wrócił od okulisty:

 -  - Byłem tam czterdzieści tat temu. Nic się nie zmieniło. Jakiś kabel jak wisiał urwany tak i wisi nadal. Chwila. Zmieniła się okulistka. Uff! A już się zacząłem obawiać, że jest tak jak w polityce. Bez zmian.

 

  Coś pisałem na tablecie, a Pan Stachu leżał na swoim łóżku z rękoma pod głową i gapił się w sufit. Powiedział:

 - Podoba mi się tu. I jedzenie też mi smakuje. Jest takie jak lubię.

  I:

 - jak myślisz? Dostanę na komisji stopień inwalidzki?

  Podniosłem głowę z nad tabletu:

 - Jeśli im Pan powie to co mi, to na pewno Pan dostanie. I to stopień znaczny. Od psychiatry na pewno.

  

  Mój pokój w "Kombatancie" ma numer sto pięć. Zbieg okoliczności. Chyba.

 

  

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.4 (8 głosów)