Przemyt. Galimatias.

Obrazek użytkownika Marian Stefaniak
Blog

„Galimatias?Chyba tak to mozna okreslic po przeczytaniu ponieważ, nie moge w żaden sposób doczytac sie zawartego przekazu do jakiego niewątpliwie dążył autor ale to wszystko jak nie kierowca to sędzia pewnie emeryt i do tego dziecko chyba w wieku srednim.Czepek,wódka plus wypadek,opowiadał kiedyś dziadek. „
Odnosząc się do tego komentarza. Przekazu ogólnego nie ma. Opowiadam tylko historie ze swojego życia. Nic więcej. Polityki staram się unikać. Kady ma zapewne swoje racje. A że galimatias? Mogą być po temu co najmniej dwa powody. Moje życie to jeden galimatias, albo niezrozumiale opowiadam. Chociaż do każdej opowieści staram się coś przemycić. Aha. Znalazłem trzeci i czwarty powód. Zacząłem pisanie lubić i pomaga mi zachować jako taką koordynację. Inaczej najzwyczajniej w świecie nie potrafię.
Niemcy gdy złapali przemytnika z towarem w samochodzie specjalnie do tego celu przystosowanym, zabierali samochód. Gdy papierosy były ukryte w naturalnych skrytkach samochodu – kończyło się zazwyczaj na karze pieniężnej.
Na początku woziłem fajki w skodzie specjalnie do tego przystosowanej. Praktycznie z podwójną podłogą – skrytki były w progach i na miejscu koła zapasowego. Niemcy nigdy do tego nie doszli. Ale Czesi tak.
Znajomy wybierał się do Włoch i postanowił sobie odbić koszty sprzedając tam papierosy. Pożyczył ode mnie tą skodę i napchał towarem. Pojechał.
Na granicy czeskiej mieli już go przepuścić dalej, ale któryś z celników zauważył dziwną rzecz: koło zapasowe było w bagażniku. Dlaczego nie pod spodem jak powinno być w tym modelu? Zagląda, a tam nie ma miejsca. Co więc tam jest?
Celnicy wyciągnęli piły elektryczne i powiedzieli: „Jak nam nie powiesz gdzie są skrytki i jak się tam dostać to będziemy ciąć cały samochód”.
Więc powiedział. Nie dość, że nic nie zarobił, to jeszcze zapłacił karę.
Czesi w sumie byli trochę rozczarowani. Liczyli na coś więcej niż na papierosy. Zrobili sobie nawet wcześniej pełno zdjęć przed rozpakowaniem. Bo kolega te sztangi ładnie zapakował. W pakiety.
Z tej skody ja także zrezygnowałem. Była już spalona więc wolałem nie ryzykować. Zacząłem jeździć Passatem. Kombi. Zacząłem też używać naturalnych schowków samochodu. Mogłem w ten sposób ukryć 31 sztang. Plus dwie, które mogłem mieć przy sobie legalnie. Po jednej na mnie i kierowcę. W sumie przewoziłem za jednym razem 33 sztangi. A przekraczałem granicę trzy razy dziennie. Za każdym razem było to inne przejście.
Rano jechałem zdać papierosy. Potem jechałem do innej polskiej przygranicznej miejscowości. Tam kupowałem w hurtowni fajki i pakowałem. Znowu zawoziłem. Wieczorem zawoziłem do skrytki w lesie. Rano je zabierałem z nowymi. I tak na okrągło. Oprócz soboty. Wtedy jeździłem tylko raz.
Wstawałem o 5-tej rano i często kończyłem dopiero po północy. Do tego dochodził ciągły stres. Kontrole nie były tylko na granicy. Także lotne na autostradzie i innych drogach.
Może to się wydawać niemożliwe, ale po paru latach wyczuwałem samochód policji albo celników z odległości paru kilometrów.
Na początku bywało różnie. Jechałem ostrożnie i jeśli coś mnie zaniepokoiło to się wycofywałem, ewentualnie szedłem w podejrzane dla mnie miejsce na piechotę.
Samochody policji były zielone. Raz już byłem prawie na miejscu, jadąc czujnie. W pewnym momencie zobaczyłem zielony. Wycofałem się. Przyjechałem po pół godzinie. Ciągle stali. Po następnej godzinie również. W końcu poszedłem w to miejsce na piechotę. Zamiast policyjnego wozu stał tam śmietnik. Zielony.
Innym razem też już byłem prawie na miejscu. Faje wypakowane leżały sobie w torbach, w bagażniku. Najniebezpieczniejsza chwila.
Nagle nie wiadomo skąd pojawia się za mną policyjny wóz. Gorąco! Dają mi znak światłami abym zjechał na pobocze. Robię to. Policja zatrzymuje się przede mną.
Zaraz gdy mój samochód stanął idę do bagażnika i otwieram go. Torby z zapakowanymi papierosami wrzucam szybko pod samochód. Podbiegają do mnie niemieccy policjanci. Co robię? Spokojnie! Wyjmuję tylko paszport.
Skontrolowali mnie dokładnie. Prawie mi rozebrali samochód. I nic. Bo papierosy były przecież pod spodem. Pokręcili tylko ze zdziwienia głowami.
Stali w miejscu i nie odjeżdżali. Ja też nie mogłem. Co robić! Myśl szybko!
Pod stacyjką były bezpieczniki. Wyciągnąłem, nie patrząc, pełną garść. Z nadzieją, że nie odpali. Przekręciłem kluczyk. Na szczęście nie odpalił. Rozrusznik wyje, a samochód stoi. Podchodzi policjant i sam sprawdza. Silnik nie zaskoczył. Mówi mi, że niestety muszą już jechać. Smutno przytakuję głową.
Ocieram pot z czoła dopiero jak odjechali.

Ocena wpisu: 
Brak głosów