Ostatni lot

Obrazek użytkownika Marian Stefaniak
Blog

 

43

Pana Henryka poznałem wkrótce po przyjściu do kombatanta. Trochę rozmawialiśmy. Powiedział mi, że codziennie jeździ do pielęgniarek. Zmieniają mu opatrunek codziennie. Bo pobolewa go noga. Dużo rzeczy go pobolewa. A miał spokój od lekarzy przez blisko osiemdziesiąt lat. Teraz chyba ten czas nadrabia. 

   Spytałem się go czym się wcześniej zajmował, że miał tak silne zdrowie. Powiedział mi, że był pilotem. W czasie wojny światowej - bojowym. Gdy dowiedział się, że znam się trochę na komputerach i internecie złożył mi propozycję: kupię mu broń w necie, a on mi da wysoką prowizję. Spytałem się go po co mu ta broń? Powiedział mi, że chce sobie strzelić w głowę. Byłby spokój dla niego, jego bliskich, a także dla pracowników DPS - u. Nie zgodziłem się mimo, iż pieniądze przydały by mi się bardo. Ale wyrzuty sumienia nie pozwoliły by mi się z nich cieszyć.
   Teraz napiszę parę słów o Panu Henryku. Już pisałem ale przypomnę. Oficer lotnictwa na wschodzie, w czasie wojny światowej, wielokrotnie odznaczany. Parę jego historii opisałem w swoich notkach. Reszty już mi nie zdążył opowiedzieć.
   Niezbyt lubił Ukraińców. Uważał ich za butnych. Mieli rozkaz nie brać ich do niewoli. Tak jak SS- owców. Kiedyś miasta bronili Ukraińcy. Oficerowie. Mieli rozkaz wzięcia ich żywcem. A oni bronili w takiej wieżyczce. Co oni na nią wskoczyli to obrońcy ją obracali. A atakujący spadali. W końcu "ruscy" dali im butelki z jakimś płynem. I powiedzieli żeby go wlali do wieżyczki. Tak też zrobili. Z butelek zaczął się ulatniać jakiś gaz żrący i Ukraińcy wyskoczyli na zewnątrz. Tam zostali szybko obezwładnieni związani drutem. Oficer im powiedział, żeby patrzyli i nie odwracali wzroku. Oni na pewno by im nie darowali. Potem po jeńcach przejechał czołg. Powoli, coraz wyżej od nóg. Pan Henryk powiedział, że choć Ukraińców nie lubi do dzisiaj, to w ciąż słyszy jak zostają miażdżone kości.
   Rok temu Pan Henryk poszedł do szpitala. Ze swoją bolącą nogą. Tam usłyszał, że ma podpisać zgodę na jej obcięcie. Powiedział do lekarza:
   - mam podpisać tą ręką?
   Lekarz się popatrzył i wzruszył ramionami:
   - to obojętne którą ręką Pan podpisze. Byle Pan podpisał.
   Pan Henryk pokiwał głową:
   - bo widzi Pan, Panie doktorze, z tą ręką i z tą nogą byłem w Berlinie. W ogóle przeszedłem z nimi długi szlak bojowy zawsze razem. Uważał bym więc teraz takie podpisywanie za zdradę.
   Lekarz pomyślał, że stary zwariował. Ale co go to obchodzi? 
   Pan Henryk wrócił w całości do Kombatanta. Powiedział, że jak go pochowają to w całości. Powiedzeli w szpitalu, że bez operacji przeżyje najwyżej dwa tygodnie. Przeżył w Kombatancie ponad rok. Nerki mu wysiadły.
Gdy umierał usłyszał od Zenka:
   - no to, Heniu, spełniło się wreszcie twoje życzenie. Umierasz.
   Pan Heniu obruszył się na te słowa. Gdy go Zenek odwiedził następnym razem już nie żył.
Na święta rodzina Pana Henryka zawsze gdzieś wyjeżdżała. Spędzał je więc w Kombatancie. Teraz zapewne spędzi je ze swoim oddziałem. Tak jak pragnął.
Spisał: Zenon Mantura
49
Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)