Trzecia władza – problem nie tylko polski  

Obrazek użytkownika Humpty Dumpty
Świat

Słuchając wystąpień oPOzycyjnych POlityków czy tylko czytając oPOzycyjną, dawniej reżimową prasę można odnieść wrażenie, iż Polska w swoim dążeniu do zrzucenia kajdan „republiki sędziowskiej” jest jakimś ideologicznym zadupiem światłej Unii, w którym na nowo do głosu doszła komuna.

 

W tym kontekście warto więc przypomnieć pochodzący sprzed czterech lat tekst, jaki ukazał się w słynącej z napaści na PiS i Polskę Frankfurter Allgemeine Zeitung.

Przypominam, że tekst został napisany do użytku wewnętrznego, a zatem wszelkie zawarte w nim wnioski nie mogą być brane pod uwagę w kraju, w którym kultura prawna nie jest tak wysublimowana jak w Niemczech. Tak przynajmniej twierdzą niektórzy POlitycy.;)

Leider gerät zunehmend in Vergessenheit, dass die Justiz nach unserer Verfassung nur die dritte Gewalt ist und nicht die erste. Das Volk soll mittels Wahlen die Politik bestimmen, nicht ein gutes Dutzend Verfassungsrichter.

Niestety, coraz częściej zapominamy, że sądownictwo wg naszej konstytucji jest dopiero trzecią władzą, a nie pierwszą w kolejności. To ludzie powinni decydować o polityce w wyborach, a nie tuzin sędziów konstytucyjnych.

Dalej:

All das zeigt: Die Politik muss endlich den Primat des Handelns zurückgewinnen. Die höchsten Gerichte müssen sich wieder auf ihre wahre Aufgabe besinnen, nämlich nur bei eindeutigen und schwerwiegenden Verstößen gegen Grund-, Menschen- oder Bürgerrechte einzuschreiten. Politiker müssen hingegen öfter den Mut finden, sinnvolle Reformen zu beschließen, statt in vorauseilendem Gehorsam vor etwaigen Gerichtsurteilen einzuknicken.

Wszystko to pokazuje, że polityka musi wreszcie odzyskać prymat działania. Najwyższe sądy muszą na nowo odkryć swój prawdziwy cel, a mianowicie interweniować tylko wtedy, gdy istnieją wyraźne i poważne naruszenia ludzkich i cywilnych praw. Politycy muszą jednak znaleźć odwagę do przyjęcia znaczących reform i nie bać się kajdan w postaci orzeczeń sądowych.

To najważniejsze stwierdzenia zawarte w artykule.

To, o czym piszę od lat, i nie tylko ja – Naród musi odzyskać utraconą rolę suwerena.

Zamiast teoretycznej równowagi trzech władz, funkcjonujących razem i powodujących rozwój Państwa, wypracowaliśmy (nie tylko Polska, artykuł w FAZ świadczy, że i reszta Europy) model, w którym trzecia władza, (w warunkach Polskich samowybieralna i samokontrolująca się) zdominowała pozostałe.

Niemcy są typowymi obywatelami tzw. starej Unii. To zaś oznacza, że jedyne, co może zachwiać ich dobrym samopoczuciem, to zagrożenie kieszeni i dolnej części ciała.

Mówiąc wprost – dupa i kasa.

Tu właśnie leży podstawowa przyczyna, dla której ukazał się wspomniany artykuł.

 

W 2012 roku sędziowie niemieckiego TK w Karlsruhe orzekli, że dotychczasowe świadczenia dla uchodźców i dla osób ubiegających się w Niemczech o azyl są za niskie i zalecił zrównanie ich ze stawką zapomogi socjalnej.

Zdaniem redaktora FAZ to był jeden z powodów, uruchamiających „wędrówkę ludów” z Bliskiego Wschodu w poszukiwaniu zasiłku w wysokości miesięcznie równej czasem ich kilkuletniemu przychodowi z pracy.

Na tej podstawie Sąd Federalny uznał, że nie można ograniczyć zasiłków i innych świadczeń emigrantom z UE.

Zdaniem FAZ sędziowie działają przeciw interesom niemieckich obywateli i państwa, obalając decyzje „demokratycznie wybranego parlamentu”.

 

Co więcej, FAZ zakwestionował prawo do wydawania wyroków dotyczących funkcjonowania państwa sędziom, gdyż są oni ze względu na swój status oderwani od realiów codziennego życia obywateli.

Allesamt Juristen, die von ihrem Status – und meist auch ihrer Biographie her – weit von der Lebenswirklichkeit vieler Bürger entfernt sind.

Wszyscy prawnicy ze względu na swój status są dalecy od rzeczywistego życia wielu obywateli, ich biografie to potwierdzają.

Wer im Alltag zwischen dem Karlsruher Schlossbezirk und seiner Wohnung oder seinem Häuschen in einem gutbürgerlichen Wohnviertel pendelt, vergisst schnell, was den Alltag vieler Menschen ausmacht. Und tut sich dann allzu leicht damit, den Sicherheitsbehörden wichtige Instrumente im Kampf gegen islamistische Massenmörder aus der Hand zu schlagen – wie jüngst nur vier Wochen nach den blutigen Terroranschlägen von Brüssel. Ein Urteil, das Bundesinnenminister Thomas de Maizière und sein Verfassungsschutzpräsident Hans-Georg Maaßen zu Recht kritisiert haben.

Kto kursuje dzień w dzień między Trybunałem i swoim domem w zamożnej dzielnicy, szybko zapomina o tym, co determinuje życie zwykłych ludzi i łatwo wytrąca choćby organom bezpieczeństwa ważne instrumenty do walki z islamistami z rąk (…).

Cytaty za: https://www.faz.net/aktuell/wirtschaft/gewaltenteilung-in-deutschland-auf-dem-weg-in-den-richterstaat-14219354.html

Autor powyższego artykułu Joachim Jahn z wykształcenia jest prawnikiem. Co prawda po studiach zajął się dziennikarstwem, ale kontaktu z wyuczonym zawodem nie stracił. Od 2003 r. jest również wykładowcą na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Mannheim i jest tam profesorem honorowym od semestru letniego 2010 r.

Pytanie, jakie się musi paść – skoro Niemcy dostrzegają problem wyalienowania trzeciej władzy u siebie, dlaczego odmawiają prawa do zrobienia porządku z trzecią władzą u swoich najbliższych sąsiadów?

 

Najwyraźniej odpowiedź dotyka tzw. geopolityki. Nie tyle reforma przeszkadza tzw. Europie, ale, generalnie, rząd PiS, który nie chce adoptować w Polsce lewackich instytucji, tak powszechnie stosowanych w Niemczech, Danii, Francji, Holandii itp.

Wmawianie łamania praworządności (dokładniej: zagrożenia łamaniem) jest tylko elementem strategii lewicy, która coraz bardziej poważnie zaczyna obawiać się utraty rządów sprawowanych w Europie. Stanowimy bowiem zły przykład dla innych, co wyraźnie martwi Sorosa i jego grupę.

Bo przecież, gdyby faktycznie zależało im na praworządności w Polsce to jeszcze przed podpisaniem traktatu akcesyjnego postawiono by nam warunek – skoro sędziowie polscy mają być sędziami europejskimi nie ma wśród nich miejsca dla funkcjonariuszy dawnego systemu.

Tymczasem nikt nawet nie zająknął się „w temacie”.

Może więc należy zacząć mówić głośno, że obrona ciągle jeszcze licznych sędziów, mających niechlubną przeszłość w PRL-u, bije także w sędziów w innych krajach.

Doskonałym przykładem jest sędzia SN Józef Iwulski, w przeszłości oficer tzw. ludowego Wojska Polskiego, rodzice którego pracowali w Milicji Obywatelskiej (MO). Jako podchorąży trafił do WSW.

Historyk Sławomir Cenckiewicz tak komentował „służbę” pana sędziego (chodzi o ostatnie lata PRL):

- Jego ostatni awans jest z 1987 roku (na stopień kapitana), ale w jego aktach podoficera i oficera WSW jest też mowa, że odbywał już jako sędzia na przełomie 1982/1983 i w 1986 roku przeszkolenia wojskowe. I to są bardzo ciekawe opinie, bo jest w nich mowa np. tej z 1982 i 1983 r., że świetnie rozumie te kwestie orzecznictwa w tym szczególnym czasie jakim jest stan wojenny. (…)Sytuacja, w której kapitan szkolony przez WSW jest pierwszym prezesem Sądu Najwyższego, to naprawdę sytuacja analogiczna do krajów, do których byśmy nie chcieli równać i które są opisywane w literaturze światowej za przykład anormalności. Kończył w Ośrodku Szkolenia WSW kurs, później WSW do końca, gdy był tym oficerem rezerwy angażowało się w jego szkolenie, opiniowało. A pan sędzia jest prezesem Sądu (Najwyższego). Taka sytuacja jest anormalna.

Co prawda Iwulski nie jest prezydentem, nadto kapitan WSW to nie podpułkownik KGB na szczęście. Trzeba jednak podkreślić, że tak obciążona przeszłością osoba na stanowisku sędziego SN, i to pełniąca nawet obowiązki pierwszego prezesa wystawia całe środowisko na ostracyzm wszystkich tych, którzy stanu wojennego nie uważają za zbawienny w dziejach Polski. Czyli jakieś 90-95% społeczeństwa.

 

Może więc Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno na citto (szybko) wydać małą książeczkę, przetłumaczoną na angielski, francuski, hiszpański, grecki, niemiecki i włoski, w której byłyby ujawnione powszechnie dostępne w katalogach IPN dane z przeszłości niektórych sędziów, których dalszego zatrudnienia (tzw. służby sędziowskiej) broni europejskie środowisko?

A potem przy okazji każdej wizyty, nawet prywatnej, rozdawać europosłom, redakcjom, a nawet osobom prywatnym, gdy o to poproszą. Niech wiedzą, kogo bronią w imię rzekomej „praworządności”.

Z jednej strony bowiem mamy ofensywę propagandową wymierzoną w niepokorny względem Brukseli rząd, w której to każdy argument, nawet najbardziej bzdurny czy amoralny uświęcony jest celem, z drugiej zaś – zwyczajną przyzwoitość oraz wiarę, że za ZŁO się karze. Choćby tylko symbolicznie przenosząc byłego funkcjonariusza w stan spoczynku.

 

Wskutek różnych przyczyn, z których najdonioślejszą była umowa zwana potem „porozumieniem okrągłego stołu”, nie mieliśmy w Polsce odpowiednika komisji Gaucka.

W wymiarze sprawiedliwości odziedziczyliśmy zatem nie tylko cały inwentarz postpeerelowski, ale jeszcze pozwoliliśmy, by wady tamtego systemu mogły się bezkarnie rozwijać.

Taki jednak układ był wygodny dla faktycznie sprawujących władzę w Unii. Gwarantował (i ciągle gwarantuje) prymat interesów obcych nad narodowymi. W Polsce.

Poza tym za pomocą sądów (w szczególności Trybunału Konstytucyjnego) próbowano kierować zmianami w Polsce tak, aby…. nic nie uległo zmianie. Przynajmniej w tym zakresie, w jakim mogłoby to zaszkodzić obcym interesom.

Najsłynniejszym tego typu „zagraniem” było uznanie przez TK, że powołanie przez Sejm komisji śledczej do spraw banków i nadzoru bankowego jest niezgodne z konstytucją (2006 r.). Z wnioskiem do Trybunału wystąpiła PO, co w jasny sposób już wtedy określało charakter tej partii.

 

Niedługo po tym wyroku rozpoczął się największy deal bankowy w Polsce po 1989 r., obecnie zwany coraz częściej „aferą frankową”.

 

Ale to już historia na inne opowiadanie.

 

12.01 2020

 

fot. pixabay

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.2 (głosów:11)

Komentarze

nie uda się utemperować "trzeciej władzy" bez konsekwentnych działań dwóch poprzednich. Sądownictwo, gdyż o nim mowa doskonale zdaje sobie sprawę z dwóch atutów:

- wrogiego stosunku "zagranicy" do PIS-u (i tu się z Tobą zgadzam),

- braku konsekwencji w działaniu władzy wykonawczej i prezydenta.

Obaj przeżyliśmy PRL i obaj wiemy jak zakończyłaby się próba rokoszu jaki ma obecnie miejsce w Polsce. Nie sam rokosz, gdyż by do niego nie doszło, lecz już sama próba. Nie wymagam, aby w nocy o północy jeździły suki i wyciągały ludzi z pościeli (PRL odeszło i nie wróci, i dobrze), ale wymiar sprawiedliwości gnije niejako na życzenie PIS-u. Pisząc PIS mam na myśli także PAD-a w tym przypadku. Rząd nie korzysta z konstytucyjnych praw - stąd kasta, a raczej rodzące się kasty (oprócz w/w to lekarska, nauczycielska, bankowa, hipermarketowa, dyżurnych szefów kierujących spółkami skarbu państwa, dziennikarska i kilku innych), działających na wzór mafijny. Nie trzeba zmieniać prawa, należy rygorystycznie i konsekwentnie korzystać z tego, które obowiązuje. Obaj wiemy jak można zdyscyplinować kastę sędziowską, ale trzeba chcieć i przestać się bać "zagranicy", oni gdy przyjdzie co do czego nabiorą wody w usta, gdyż co innego mogą w istocie zrobić? Wojnę wywołają? Koń by się uśmiał.

Rząd znany jest ze swej słabości, lub nazywając po imieniu z "kolesiostwa" (to słynne zawołanie: my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych). Przykłady, szkoda klawiatury. Jeśli prości ludzie to widzą, to dlaczego mają nie widzieć kasty, widzą i stosują. A tu nagle gwałt.

Chciałoby się krzyczeć na całą Polskę: Rządzie! Weź się wreszcie do pracy! Trybunał Stanu dla "tych" złodziei!

Od czegoś trzeba zacząć.  

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1

Apoloniusz

#1614845

artykulow, zamieszczonych na lamach Niepoprawnych, poniewaz dotyczy spraw najwazniejszych dla Polski. Dopelnieniem jego jest komentarz Apoloniusza. Dziekuje obu Panom. Sam nie komentuje poniewaz musialbym powielac Wasze argumenty.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

To się zaczeło od likwidowania polskości, od wyśmiewania i lżenia naszej przeszłości, naszych bohaterów i naszej wiary. To jest pierwszy krok, drugim będzie likwidacja Polski. J.M.Rymkiewicz

#1614851

ważne uzupełnienie - był on także w Państwowej Komisji Wyborczej (jej kadencja trwa 9 lat). Na tak ważnym odcinku nie mogło zabraknąć doświadczonego funkcjonariusza!

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Leopold

#1614872