Wojna

Obrazek użytkownika Marian Stefaniak
Blog

W więziennej bibliotece pracował pewien gość,, który miał w rodzinie weterana z czasów 2 wojny światowej. Był jakimś ojcem czy też dziadkiem jego żony. Oprócz tego, że ten weteran miał stopień oficerski był i lekarzem. Pisarzem również. Ale ja o jego twórczości nie słyszałem nigdy. Kolega mi wcisnął trochę jego ksiązek. Nie chciałem ich, ale nie wypadało odmówić.
Kiedyś postanowiłem parę stron przeczytać. I mnie wciągnęły. Przeczytałem wszystkie jego książki dostępne w bibliotece. Walczył w Afryce i we Włoszech. Pod Monte Casino również. Pisał o rzeczach o których w podobnej literaturze nigdy nawet nie wspominano.
Niektórych Niemieckich jeńców zabijano. Mówiono potem, że zginęli w trakcie ucieczki. Inne narodowości też czasami stosowały tą wymówkę. Nie był, więc, to wymysł tylko hitlerowców.
Włochów praktycznie nikt nie szanował za waleczność. Uważano ich za marnych i mało odważnych żołnierzy. Oprócz, oczywiście, nich samych. Bo oni twierdzili, że są najlepsi na świecie.
Był taki okres w moim życiu, że mieszkałem we Włoszech. Miasto było duże. Przebywało też w nim sporo polskich pijaczków. Nie ma czemu się dziwić: było tam
ciepło. Czymś się dali Włochom we znaki. Bo ci postanowili dać im nauczkę. I dali. Po jednej i drugiej stronie było chyba ze stu chłopa. No, i nasi dostali łupnia. I to porządnie.
O wszystkim by szybko zapomniano, ale nie pozwolili na to sami Włosi. Ciągle się chełpili jak to wlali Polakom. I jacy to z tych Polaków marni przeciwnicy. W końcu miarka się przebrała. Była znów zadyma. Ale tym razem naprzeciwko Włochów nie stanęli ledwo trzymający się na nogach menele, lecz młodzi i zdrowi faceci. W tym także weterani współczesnych wojen. I skończyły się na dobre przechwałki Włochów.
Wracając do lekarza-żołnierza. Pod samym Monte Cassino miał domek w którym leczył rannych. Na dachu tego prowizorycznego szpitala znajdował się duży czerwony krzyż. Żeby było wiadomo. Niemcy to szanowali i nigdy nie strzelali w jego stronę. Chociaż był na widoku.
Nasze dowództwo postanowiło to wykorzystać. I zaczęło tam składować amunicję. Mimo protestów lekarzy. Niemcy zaczęłli ostrzegać. Strzelali obok ogniem artyleryjskim. Gdy to nic nie dało, strzelili w budynek i go rozwalili. Razem z znajdującymi się w nim ludźmi.
Podobno najlepszą dokumentację bitwy przekazał nam Melchior. Autor się z nim widział. I raczej nie polubił. Opis, owszem, powstał. Ale racze ze wskazaniem na "ładny" niż "prawdziwy". Ale niektórzy do dzisiaj się nim zachwycają. Bo taki heroiczny. Ale nasz lekarz tej heroiczności nie widział. Tylko strach i cierpienie. Widocznie znajdował się w nieodpowiednim miejscu.
Zdaniem lekarza góra była nie do zdobycia pod ogniem i ze skrzynkami amunicji na plecach. Została zdobyta tylko dzięki kompletnemu zaskoczeniu. W pewnym miejscu dzieliła Niemców od Polaków niebyt szeroka przepaść. Porośnięta z rzadka skarłowaciałymi drzewami. Według Niemców ta droga nie do pokonania. Bo mieli tam tylko nieliczne oddziały wojska. Co prawda tego odcinka strzegła elitarna jednostka spadochronowa, ale na niewiele to się zdało.
Przysłano odział komandosów. Mały. Niewiele ponad stu ludzi. Wybranych z pośród najlepszych. Jak małpy przeskoczyli po drzewkach na drugą stronę. Niemcy zginęłli zanim zdążyli się zdziwić. No i było już praktycznie po bitwie. Jakby to ładnie powiedzieli nasi politycy reszta to już było "dożynanie watachy". Lub bardziej literacko: "reszta była tylko milczeniem".
Przychodzący do oddziału "nowy" miał niewielkie perspektywy na długie życie. Bo łatwiej było wysłać na niebezpieczną akcję "obcego" niż "swojaka". Kiedyś, na przykład, szykowano się do ataku na pozcje niprzyjaciela. Ofiar spodziewano się wielu, bo gdzieś ukrytvbył ciężki karbin maszynowy. Gdzie? Nie wiadomo. Wymyślono więc jakąś historyjkę i posłano tam dwóch "nowych". Co prawda zginęli, ale wiedziano już gdzie jest ukryty CKeM.
Na wojnie panowały podobne standardy jak teraz. Niektórzy nie mieli żadnego wstydu, o honorze nie wspominając. Po wygranej bitwie odsuwano dawnych dowódców na bok, a ich miejsce zajmowali nowi, z "plecami". Pławili się w blasku chwały innych. Gdy odchodzili było już wiadomym, że zbliża się następna bitwa.
Był schyłek wojny. Wielu żołnierzy już myślało o cywilu. A pewien wysokiej rangi oficer nawet nie zdążył liznąć ognia bojowego. I postanowił to zmienić. Ponieważ jego rodzina miała koneksje, objął dowódctwo nad wieloletnimi wygami. Co to z nie jednego wojennego pieca chleb jedli. I tak nimi pokierował, że wzięli udział w jakiejś bezsenownej zadymie. I bezsensownie dowodzenił. Zginęło wielu. Więcej niż w nie jednej sławnej bitwie. Ale o tym historia jakoś zapomniała i nie chce wspominać. Fatalny dowódca został szybko zabrany. W obawie, że zostanie zastrzelony przez własnych żołnierzy.
Pamięć ludzka jest wyjątkowo mało pamiętliwa. Dzięki temu gdy odchodzi jeden dureń to jest szybko zastępowany innym. A durni to u nas jest dostatek. Tylko czasami się zastanawiam, kto jest większym: wykorzystujący, czy wykorzystywany?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Witam.Myślę,że chodzi o książkę " Wojna,ludzie,medycyna".
Autorem jest Pan Majewski. Rzeczywiście walczył pod Monte Casino i tak to opisał.Ciekawa jest opinia o Wańkowiczu.
Warto przeczytać.Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2
#401826

Być może to ta książka, już nie pamiętam. Pozdrawiam.
M.S.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-2
#401919

Za recenzję ciekawej pozycji, którą niewątpliwie postaram się przeczytać, pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2

"Ar­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez barana."

#401835

Autora już nie pamiętam, a książka naprawdę ciekawa.
Z pozdrowieniami - M.S.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2
#401921

Istnieją powody, dla których pewne książki i pewni autorzy są, czy byli promowani i wydawani, a inni, często bardziej utalentowani i bardziej prawdomówni, odsyłani do lamusa, a niektórzy nawet wyśmiewani i wyszydzani.
Nie wiem, kto w PRL-u forował Wańkowicza, u mnie to jego narcysystyczno-snobistyczne gawędziarstwo wywołuje silną reakcję alergiczną. Wiele razy podsuwano mi jego książki, wiele razy, zachęcona entuzjastycznymi recenzjami, ze szczerymi chęciami zabierałam się za ich czytanie, ale niestety, po prostu ich nie trawię.
Trochę podobnie, jak z Wałęsą: Nigdy nie mogłam zrozumieć, co ludzie w nich widzą.:)

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2

Lotna

 

#401925

Co do Wańkowicza, mam to samo :). To jednak nic, w porównaniu do zachwytów wielu Polaków(?)nad "twórczością" Kosińskiego. To dopiero fenomen.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

TYBERIUSZ

#402005

Tworczosci Polaka(?) Kosinskiego nie znam, ale wnioskujac z tego, co sie doczytalam na jego temat, wiele nie trace.:)

  Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Lotna

 

#402008

wsadzili go nawet do więzienia. Do treści powojennych jego książek można mieć zastrzeżenia, ale pisał pięknym polskim językiem.
Co do zdobycia Monte Cassino przez zaskoczenie, to było to wielkie zaskoczenie, bo kiedy zdobywcy weszli do klasztoru, dawno tam nie było już Niemców (i Ślązakow), którzy bronili klasztoru bo wycofali się uprzednio.
Nb. bitwa o Monte Cassino była propagandowym odpowiednikiem bitwy pod Lenino.

Pozdrawiam

cui bono

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

cui bono

#402012