Przemyt. Strach.

Obrazek użytkownika Marian Stefaniak
Blog

Nie wiem jak jest obecnie, ale w niedawnej przeszłości opinia Niemców o Polakach była nieprawdopodobna. Nie rozumieli nas kompletnie i bali się nas strasznie. Jawiliśmy się im jako istoty prawie z innej planty, straceńcy którym nie zależy kompletnie na marnym życiu. Miało to trochę odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Ludzie, których poznałem, robili z Niemcami interesy. Najważniejszym ich celem był zysk. Byli to osobnicy nieco nieokrzesani, nie mający czasu na jakikolwiek savoir vivre. Mnie różne ich zachowania raziły, a co dopiero Niemców.
W jakim stopniu się nas bano opiszę na konkretnej sytuacji.
Kiedyś jechałem samochodem z kolegą przez Niemcy. W bagażniku były już rozpakowane papierosy. Zbliżał się wieczór. Byłem zmęczony. Kolega też. Jeszcze tylko jedna dostawa i na dzisiaj spokój.
Nie wiadomo skąd pojawił się za nami biały bus niemieckich celników. Zatrzymał nas. Wysiadło z niego chyba z pięć celniczek. Mężczyzn nie było żadnych.
Ze znalezieniem papierosów nie miały żadnego problemu. Bo były nie ukryte. Kobiety były bardzo spięte i wystraszone. Z rękoma na pistoletach. Ich strach udzielił się także mi. Wystarczyłby jakiś nieistotny, ale gwałtowny incydent, by zaczęły strzelać.
Starałem się mówić spokojnie i nie wykonywać gwałtownych ruchów. Kolega starał się rozładować sytuację luźnym zachowaniem. Niezbyt mu się to udawało więc kazałem mu się z… uciszyć.
Pomagaliśmy nawet nosić papierosy do niemieckiego samochodu. Niemiecka celniczka je wyciągała. Podawała koleżance, a ta mojemu koledze. Zanosił je do niemieckiego busa. Pod czujnym, zdawało by się, spojrzeniem kolejnej Niemki.
Ja byłem ostatnim ogniwem tego sznura. Brałem papierosy z niemieckiego i zanosiłem z powrotem do naszego samochodu. Tylko w inne miejsce. To najlepiej świadczy o tym jaki był wtedy bałagan i jak były rozproszone, że niczego nie zauważyły.
Po wyjęciu ostatniej sztangi z bagażnika naszego samochodu, Niemki nieco dały na luz. Nawet próbowały żartować. Spisały też odpowiedni protokół. Podpisałem go, a potem nas wypuszczono. Wkrótce wjechaliśmy w jedną z bocznych uliczek.
Mogę sobie tylko wyobrażać co się tam działo, gdy celniczki odkryły, że zostały bezczelnie wykiwane. Nie zdziwiłbym się gdyby chciały nas naprawdę zastrzelić. W każdym bądź razie tak uciekałem – jakby od tego zależało moje życie.
Protokół spisany. Papierosy zabrane. Nawet jeśli tylko teoretycznie. Ktoś chyba musiał za to zapłacić. I to nie mało, bo papierosów było prawie 100 sztang. Po 50 DM. Taka była wtedy cena w Niemczech.
Innym razem jechałem z kierowcą autostradą. Był wypadek. Nie zdążyłem oddać fajek na czas wietnamcom. Postanowiłem więc z kierowcą, że przenocujemy w samochodzie. Żeby nie przyjeżdżać jeszcze raz na drugi dzień.
Pojechaliśmy do lasu. Na początku papierosy były w samochodzie. Nie mogłem jednak zasnąć. Coś mnie niepokoiło. Wyniosłem więc je do lasu. Dalej nie mogłem spać. Wstałem więc i zaniosłem je głębiej.
Była już późna noc, gdy coś mnie obudziło. Nieopodal stał policyjny samochód. Ale nikt nie podchodził. Czekali na wsparcie. Dopiero gdy przyjechało jeszcze kilkanaście radiowozów odważyli się do nas podejść.
W pierwszej kolejności sprawdzono bagażnik. Ale w nim już nic nie było. Następnie sprawdzono w naszym bezpośrednim otoczeniu czy nic nie zostawiliśmy. Na szczęście bez skutku. Dopiero na koniec zaczęto nam zadawać pytania. Na które odpowiadaliśmy zgodnie z prawdą. Prawie.
Z tą niemiecką reklamą: „Jedź na urlop do Polski, twój samochód już tam jest” to też nie do końca prawda. Większość ukradzionych Niemcom samochodów, tak naprawdę nimi nie jest. Tzn. ukradzionymi. Przeważnie sami sprzedają, a po kilku dniach zgłaszają kradzież. Gdzie skradziono auto? W Polsce? Aha.
Jakby to wszystko wyjaśniało.

Ocena wpisu: 
Brak głosów