Gdańsk, Warszawa, Moskwa...

Obrazek użytkownika Budyń78

Sądząc po tytułach, które rano przewaliły się przez portale, Gdańskiem wstrząsnęły gwałtowne protesty przeciwko nominacji biskupa Głódzia na metropolitę. Dopiero jeśli ktoś zsunął oczy niżej, mógł przekonać się, że protestujących była zaledwie garstka, co zabawniejsze, było to kilku młodych komunistów. Zatroskanych o kościół i mądrzejszych w jego sprawach od papieża. Doradców ten ostatni miał jednak ostatnio o wiele więcej, tyle, że nie pokazali się oni pod katedrą, jeden zaś nawet ostatecznie przymknął oko na papieski błąd i pojawił się na uroczystości. Innym pozostało powtarzanie w mediach, że nowy biskup metropolitą być nie powinien, bo jest eurosceptykiem, co w głowach naszych autorytetów od wszystkiego, więc także od kościoła, się nie mieści. Co gorsza, nie jest otwarty na „środowiska sowieckie”, jak uroczo przejęzyczyła się gazeta.pl, co uwiecznił ktoś na forum Frondy. „Środowiska sowieckie” tymczasem na kościół się otwierają cały czas, tym razem pochylają się z troską nad funduszami, jakie uzyskiwał on od państwa w ostatnich latach. Jako, że środowiska sowieckie rządziły przez lekko licząc połowę badanego czasu, a specjalnie kościoła od kasy nie odcinały (po to, by kościół pomógł przekonać naród do Unii), rozliczanie zaczną zapewne od siebie i swoich kolegów. Jednym z głównych rozliczających ma być Sławomir Jeneralski, kiedyś dziennikarz TVP, później zdemaskowany jako TW instytucji, która miała długą tradycję pochylania się nad polskim kościołem i jego dzialnością i lustracyjny ekspert Superstacji.Nad tymi dwiema w sumie banalnymi sprawami (komuniści liczą księżom kasę, a środowisko GW narzeka, że papież nie konsultuje swoich decyzji z Pawłem Huelle i Lechem Wałęsą) góruje trzecia, doniesienie o podpisie Gorbaczowa pod zgodą na zabicie Jana Pawła II przez KGB, odkrytym przez amerykańskiego dziennikarza. Jeżeli rzecz się potwierdzi, będzie to nie lada zmartwienie dla obu tych środowisk, bowiem Gorbaczow jest dla nich symbolem pokojowej zmiany w roku 1989, a zarazem to głównie jemu zawdzięczają swoją wieloletnią pokojową koegzystencję przy korycie. Ponieważ sprawy nie da się zatuszować, proponuję zainteresowanym mediom inną taktykę – zmianę akcentów. Najpierw chwilę piszemy o tym Gorbaczowie, potem mimochodem przypominamy, że Andrzej Rosiewicz nagrał „Michaił, Michaił...”, a potem możemy już tradycyjnie jechać po Rosiewiczu, Radiu Maryja i Kaczyńskich.

Ocena wpisu: 
Brak głosów