Dookoła Wojtek

Obrazek użytkownika Budyń78
Kraj
Głównym argumentem obrońców (zwolenników?) zaproszenia Jaruzelskiego na obrady RBN było to, że przecież prezydent zaprosił wszystkich premierów/prezydentów III RP. Robienie jednak z generała "jednego z wielu" to niedźwiedzia przysługa dla pozostałych gości, będących przecież większymi od niego ulubieńcami mediów.
Czego byśmy bowiem nie myśleli o Kwaśniewskim, Millerze czy Cimoszewiczu z jednej, a Wałęsie z drugiej (?) strony, chyba nie znajdzie się nikt, kto oskarżyłby którąś z tych osób o masakrę na Wybrzeżu i w Wujku, służbę Sowietom od II Wojny Światowej i kierowanie zbrojną grupą przestępczą. To, że z różnych przyczyn polskie sądy nie są w stanie uznać Jaruzelskiego za zbrodniarza nie zmienia faktu, że jest on zbrodniarzem, największym z żyjących w dzisiejszej Polsce. Umieszczenie bandziora w większej grupie ani z niego, ani z zapraszającego odpowiedzialności nie zdejmuje. Wydawałoby się to oczywiste, jednak gdy poczytać i posłuchać osób, które Komorowskiego gotowe bronić są gotowe w każdej sytuacji, okazuje się, że nie. Kaczyński w ramach kampanii wyborczej powtórzył to samo, co pięć lat temu mówił o Gierku w wywiadzie (na potrzeby książki, nie kampanii wyborczej) z Zarębą i Karnowskim, więc jak można krytykować zaproszenie dla Jaruzelskiego, ponoć eksperta w stosunkach z Moskwą. Cała nadzieja w tym, że w 1981 Sowieci skomlenie Jaruzelskiego zignorowali, może więc i teraz, jeżeli przyjdzie co do czego, reakcją będzie zniecierpliwienie i rzucenie "Radźcie sobie sami". No, chyba, że już przyszło, jak sądzą ludzie małej wiary, zdradzający przyjaźń polsko-rosyjską na wycieczkach do USA lub po prostu na blogach i forach internetowych.

Co roku, 12 grudnia, pod domem Jaruzelskiego spotykają się dwie grupy, jedna liczniejsza, druga za to głośniejsza. Ci pierwsi, to przeciwnicy stanu wojennego, drudzy - fani spod znaku sierpa, młota i APP Racja, uważający, że Jaruzelski uratował Polskę. Warto by ich kiedyś spytać, przed czym, przecież chyba nie przed bardziej opresyjną formą sowieckiej okupacji, nie wiem bowiem, w czym ta miałaby im przeszkadzać. Totalniaków zawsze dotąd było mniej, niż strony drugiej (nie napiszę "komunistów" i "antykomunistów", bo np Lewicowa Alternatywa włączała się zawsze w protest przeciwko dyktatorowi; jako przeciwnikom liberalizmu im to Komorowski dostarczył niezłej amunicji, ciekawe, czy skorzystają, ale to temat na kiedy indziej), za to w zeszłym roku, po raz pierwszy, byli oni głośniejsi i wyjątkowo bezczelni. Cóż, wiedzą dobrze, że to ich klimat i ich czas. Gdy cofam się pamięcią do ubiegłej zimy, mam wrażenie, że była to jaskółka (choć raczej wrona...) tego, co później działo się pod krzyżem, zresztą częściowo to przecież to samo towarzystwo. W tym roku zaś czuć się będą przecież jeszcze pewniej, tym ważniejszy jest niedawny apel Ludwika Dorna. I choć nie liczę na osoby w nim wymienione, liczę na wiele innych.

Nie podsuwałbym jednak Komorowskiemu pomysłów w rodzaju zapraszania Urbana, Kiszczaka czy też Piotrowskiego, bo zbyt szybko okazać się może, że prezydent skorzystał. Na samym początku kadencji tak spodobało mu się przemawianie do wiernych z ambony, że dziś chciałby zostać recenzentem (a może i autorem) kazań głoszonych w kościołach przy okazji świąt państwowych. Jak czytam "Prezydentowi nie spodobała się homilia, którą 11 listopada, w Święto Niepodległości, w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie wygłosił administrator Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ksiądz prałat pułkownik Sławomir Żarski. Komorowski dał temu wyraz, besztając publicznie po Mszy św. ks. Żarskiego. Osoby będące świadkami zdarzenia są zszokowane zachowaniem prezydenta." ("Nasz Dziennik"). Tymczasem Żarski miał zostać ordynariuszem polowym WP, jednak już raczej nim nie zostanie, niemniej fachowcy od relacji z kościołem mogą być w najbliższym czasie potrzebni. I trudno będzie powiedzieć złe słowo, bowiem Komorowski raz już udowodnił, że jest antykomunistą - w czym pomógł mu sędzia Kryże. To też zawsze można przypomnieć, by zamknąć usta oponentom, aż dziwne, że teraz tego nie wykorzystano. Co prawda Kryże przepraszał, a Komorowski wybaczał, ale później o tym już nikt nie pamiętał, więc i teraz nikt pamiętać nie będzie. W latach 80-tych w każdym razie udowodnił, więc teraz niczego już na szczęście udowadniać nie musi. A i od wroga zawsze można się czegoś dowiedzieć, zwłaszcza, jeśli od dawna nie jest już naszym własnym wrogiem.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

O Gajowym napisano już tyle. A ja mam nadal problem z którym nie mogę sobie poradzić: Do czego jest on Putinowi potrzebny? Patrząc na ostatnie kilkanaście miesięcy można zauważyć jak wiele wysiłku włożono w jego instalację. Dlaczego? Po co? Żeby Tusk miał wrażenie nieskrępowanego rządzenia jako najważniejsza osoba w państwie? Czy, na przykład, było coś w tych "grach" co się nie udało na tyle że Szambiarz z Biłgoraja odszedł mając zasługi nie otrzymawszy nagrody? No nic tu nie rozumiem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#111321

Też mam wrażenie, że instalacja śpiocha w Pałacu to wynik gry w Sluzbach, lobby prosowieckie silniejsze od lobby proniemieckiego.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#116441