Krótkoterminowe wykorzystywanie Poety

Obrazek użytkownika Budyń78
Kraj

Dzięki objawieniu się Facebooka i pokrewnych, tegoroczna kampania wyborcza obfituje w kurioza.

Co prawda trudno jest przebić opisywaną wcześniej grupę cierpiących na bezsenność warszawskich samorządowców i ich znajomych, warto napisać też o innych, którzy, mając tak marne szanse, jednak się starają. Jednym z nich jest poeta, Jacek Dehnel.

O Dehnelu napisać miałem już jakiś czas temu, gdy sprawę podchwyciło już forum Frondy, jednak później pojawiły się inne ważne rzeczy. I pewnie bym już do tej sprawy nie wracał, gdybym nie posłuchał dziś "Murów" Gintrowskiego, Kaczmarskiego i Łapińskiego.

Historia z Dehnelem zaczyna się od apelu o poparcie Jarosława Kaczyńskiego jako wyrazu wierności ideałom, zawartym w poezji Herberta, opublikowanego przez sympatyzujących z tą kandydaturą ludzi kultury i nauki, wśród których znaleźli się siostra poety, solidarnościowi bardowie Przemysław Gintrowski i Tadeusz Sikora, poeta Wojciech Wencel i kilkadziesiąt innych osób. Apel ten można przeczytać na stronie Jarosława Kaczyńskiego. W opozycji do apelu Jacek Dehnel założył na facebooku grupę "Fani Herberta PRZECIWKO wspieraniu Kaczyńskiego Herbertem" pisząc w tekście inaugurującym jej działalność:

Wśród fanów twórczości Zbigniewa Herberta są i tacy, którzy, w przeciwieństwie do Trznadla, Gintrowskiego czy Wencla, nie sądzą, że Zbigniew Herbert był poetą PiSu. PiS zostawmy najgorszymi wierszom Rymkiewicza.

Sprawa Dehnela. Wbrew części jego późniejszych polemistów, nie wydaje mi się, by był on na tyle marnym poetą, by musieć chwytać się takich sposobów na zaistnienie. Wręcz przeciwnie, wiersze Dehnela są (na ile mogę sobie pozwolić na ocenianie poezji) dobre, a pewien ich (tak, tak...) konserwatyzm pozwala wierzyć w autentyczność podziwu poety młodszego dla nieżyjącego Mistrza. Dlatego też nie znęcałbym się nad nim, gdyby nie dalszy ciąg manifestu, w którym autor zalicza tak modny ostatnio strzał w stopę. A nawet strzałów tych całą serię.

Czytaliśmy bajkę o cesarzu (Był sobie raz cesarz. Miał żółte oczy i drapieżną szczękę. Mieszkał w pałacu pełnym marmurów i policjantów. Sam. Budził się w nocy i krzyczał. Nikt go nie kochał. Najbardziej lubił polowania i terror. Ale fotografował się z dziećmi wśród kwiatów. Kiedy umarł, nikt nie śmiał zdjąć jego portretów. Zobaczcie, może
jest jeszcze u was w domu jego maska.") i uważamy, że w dobie rozdawania sepiowych podobizn poprzedniego cesarza jest to tekst bardzo a propos.

Polowania i terror? Poeta ma prawo być oderwany od rzeczywistości, jednak jeżeli już decyduje się na jej komentowanie, mógłby kojarzyć, że "polowania" kojarzą się z zupełnie innym kandydatem w nadchodzących wyborach. Z którym podobno ta inicjatywa nie ma nic wspólnego. Na tym jednak nie koniec.

Dziwnie nam się czyta o tak-tak nie-nie w zestawieniu z Kaczyńskim (tym od "Nikt nam nie wmówi, że czarne jest czarne a białe jest białe").

Szanujemy pamięć Zbigniewa Herberta i poezję jako taką, smuci więc nas angażowanie wielkich wierszy wielkiego poety do doraźnych harców politycznych. Nie wbija się gwoździ berłem.

Berło poręczniejsze jednak, niż klawiatura, panie Jacku. Może dlatego tak słabo wyszło? Oczywiście można się spierać, czy Herbert "Cesarza" napisał o Lechu Kaczyńskim, jak wmawia nam Dehnel, można też wyliczać, czy większą siłę ma poparcie siostry nieżyjącego poety, czy też wdowy po nim. Wdowy, która niedługo po śmierci męża ogłosiła go osobą chorą psychicznie używając do tego łamów pisma, z którym był on za życia najbardziej skonfliktowany. To chyba trochę mocniejsza niekonsekwencja (by nie napisać "zdrada", niż przejęzyczenie - fakt, nieszczęśliwe - w wygłaszanym z głowy przemówieniu. Może Dehnel się nie przejęzycza, Bóg raczy wiedzieć.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. O ile bowiem nie wątpię w to, ze Dehnel Herberta ceni zupełnie szczerze, o tyle średnio wierzę w tę samą miłość u wielu z uczestników jego grupy na FB. Możliwe, ze dzięki tej na wskroś politycznej, wbrew deklaracjom, doraźnej i krótkoterminowej akcji ktoś z nich odkryje dla siebie Zbigniewa Herberta. Moja korzyścią zaś będzie to, że poczytałem sobie kilka wierszy Dehnela, które, jak napisałem wcześniej, uważam za tego przeczytania warte.No ale kto zapamięta Dehnela z wierszy, kto z homoseksualnego comming outu, a kto z antykaczystowskiego happeningu?

Na razie historię kończy pojawienie się grupy "Fani Dehnela wspierają Kaczyńskiego". Znając życie, na tym się jednak nie skończy.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Wydaje się, że są to pierwsze wybory w Polsce, gdzie internet służy harcownikom politycznym.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#61213

drugie (pierwsze były parlamentarne w 2007, gdy PO zorientowała się, że tu dotąd rządził ktoś inny) natomiast pierwsze, w którym duże znaczenie ma facebook i pokrewne byty. Pzdr :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#61241

U pana Jacka istnieje problem który nazywa się - brakiem doświadczenia życiowego i całkowitym oderwaniem od rzeczywistości. Poza świetnym warsztatem i formą. Wystarczy posłuchać pana Jacka na tematy inne - jakiekolwiek zresztą . Pełna ignorancja. Żal.
rm

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#61395

będzie jasne!/Nominacje do nike, paszport Polityki, nagroda miasta Gdańsk/!!!
I wyczuł okazję, by szybko dołączyć do...'autorytetów"!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#61399