Wszystkiego dobrego, Panie Stefanowicz!

Obrazek użytkownika matka trzech córek
Świat

   Ze sceny Majdanu płynęły żarliwe zapewnienia o poparciu dla zmian zachodzących na Ukrainie i lojalności względem narodu ukraińskiego.

Sytuacja wymaga takich deklaracji. Zwłaszcza teraz, kiedy losy kraju ważą się w niepewności jutra.

Po przedstawicielu mniejszości żydowskiej, który potępił Putina za aneksję Krymu i ostro skrytykował jego propagandowe dywersyjne ataki na pokojowo nastawionych względem Żydów nacjonalistów, na scenę wszedł Polak.

Długo czekałam na ten moment. Od początku, od listopada, wyglądałam na scenie kogoś z naszej mniejszości narodowej żyjącej na Ukrainie. Doczekałam się.

 Starszy człowiek, skromny, poważny, zrównoważony. Na dole ekranu TV Espreso, pojawiło się nazwisko: Anton Stefanowicz.

 Chociaż niezbyt płynnie radził sobie z ukraińskim, to jednak jego wypowiedź była doskonale rozumiana. Świadczył o tym odbiór społeczny.  Ten zaś był, takie odniosłam wrażenie, bardzo stonowany, a nawet zdystansowany. Tłum słuchał uważnie i jakby… czujnie.

 

 Polak rozpoczął od przypomnienia popularnego przed wojną powiedzenia, że nie będzie „wolnej Polski bez wolnej Ukrainy”. Chociaż nie podał źródła tego cytatu, to i tak entuzjazmu na placu nie było.

 Inaczej Majdan podejmował gości z Polski. Dzisiaj zobaczyłam, że miejscowi Polacy nie cieszą się takimi względami.

Anton Stefanowicz przypomniał o pakcie Ribbentrop – Mołotow i o złu, które przyniósł narodom Polski i Ukrainy sowiecki tyran. Mówił spokojnie, głosem pełnym dostojnej godności. Świadom powagi sytuacji.

Tłum słuchał w milczeniu.

 Na Majdanie, wspólnie z Ukraińcami, walczyli Polacy. W Niebiańskiej Sotni znaleźli się dwaj z nich: Polański i Mazur.

 Zabrakło mi tu zwyczajowych okrzyków „sława gierojam!”. Przywykłam, że pojawiają się zawsze, kiedy wspomina się ze sceny poległych manifestantów.

 Pan Stefanowicz zakończył przemówienie po polsku, okrzykiem: „Niech żyje wolna Ukraina i wolna Polska!”

Tłum ożywił się dopiero, kiedy usłyszał ostatnie hasło: „sława Ukraini!”

Nie wołano za Polakiem „Mołodiec!”, tak jak za innymi mówcami. To daje do myślenia.

 

  W tym kontekście przyjęłam dzisiejszy „news” w głównym wydaniu Wiadomości.

To, że Żyrinowski jest tylko bezmyślnym populistą, a nawet  pogardzanym powszechnie oszołomem politycznym, nie uspakaja mnie ani na jotę.

Źle się stało, że doszło do tego przecieku. Nota złożona w polskiej ambasadzie, powinna była zostać spuszczona z wodą w sedesie. Natychmiast.

 Czy Niemcy zareagowali na niegdysiejsze nawoływania Żyrinowskiego do podzielenia się Polską na linii Wisły?

 Komuś bardzo zależy na nagłośnieniu tej skandalicznej propozycji i nadaniu jej wymiaru politycznego.

Kto za tym stoi?

 

  Na fejsbuku, Marsz Niepodległości napisał o tym przed dwiema godzinami. Na chwilę obecną już polubiło tekst ponad sześćset osób, dziewięćdziesiąt udostępniło jego treść w Internecie, a czterysta skomentowało.

https://www.facebook.com/Niepodleglosci.Marsz/posts/732587986761313

 

Komentarze nie są jednomyślne, ale i tak połowa z nich sprawi, że zacisną się pięści banderowców. Oby nie na rękojeściach noży, czy toporów.

 

 

 Wszyscy kochamy nasze Kresy. Mamy je głęboko w sercu i nigdy o nich nie zapominamy.

Z rozrzewnieniem wsłuchujemy się w opowieści o dawnych dobrych czasach i z dumą wspominamy dzieje naszych przodków, których czyny i zasługi zapisały się złotymi zgłoskami na kartach historii Polskich Kresów.

 Niestety, ostatnich kart nie zdobi już złocisty blask. Są straszne. Ciemne, posępne i szkarłatne od krwi.

 Niewielu z nas chce je oglądać, bo serce wzdraga się i broni przed koszmarem tamtych dziejów. A przecież jednak i one tworzą historię Kresów. Bo to właśnie te karty zaważyły na losach Polaków i zmieniły bieg wspólnej z Ukraińcami historii.

 

 

 Tamtych, legendarnych Kresów już nie ma. Przepadły. Zapadły w naszej pamięci.

Dzisiaj, na polach Wołynia hula wiatr i odsłania porozbijane czerepy naszych rodaków. Ukraińcy strzegą ich kości niczym warowne psy. Gotowe przegryźć gardło każdemu, kto spróbowałby wyjawić światu ich hańbę.

 

 Jeśli ktoś dzisiaj chce za radą Żyrinowskiego wkroczyć na Ukrainę, by odebrać dawne polskie ziemie, musi wiedzieć jedno: będzie traktowany jak okupant i zwalczany jak największy wróg.

 Nawet UPA nie będzie potrzebna, jak w latach czterdziestych, by poprowadziła Ukraińców przeciwko Polakom. Wystąpi każdy: stary i młody, kobieta i dziecko, Rusin, Żyd, Tatar i Kozak. Zaprotestują także miejscowi Polacy, bo to do ich gardeł sięgną najsampierw.

 

 

 Żyrinowski podpalił lont.  Można było go zadeptać. Nie zrobiono tego. Szkoda.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:9)

Komentarze

Wcze­śniej­szy wy­wiad z Panem Pro­fe­so­rem o sy­tu­acji wokół Krymu i pra­wie na­ro­dów do sa­mo­sta­no­wie­nia wy­wo­łał falę ko­men­ta­rzy, po­dob­nie jak mocno po­sta­wio­na teza o pol­skiej ru­so­fo­bii…

Prof. Sta­ni­sław Bie­leń: W sto­sun­ko­wo krót­kim wy­wia­dzie nie było miej­sca na wy­czer­pu­ją­cy wy­kład na temat wszyst­kich aspek­tów sa­mo­sta­no­wie­nia na­ro­dów. Z ko­niecz­no­ści ope­ru­je­my skró­ta­mi i uprosz­cze­nia­mi, mając na­dzie­ję, że czy­tel­nik czy słu­chacz ma na tyle wie­dzy i wy­obraź­ni, iż wy­ko­rzy­sta wy­po­wiedź dla wła­snych prze­my­śleń i za­cznie się za­sta­na­wiać nad zło­żo­no­ścią ma­te­rii. Sze­ro­ki odzew wśród in­ter­nau­tów świad­czy jed­nak o wraż­li­wo­ści emo­cjo­nal­nej i po­znaw­czej ludzi z jed­nej stro­ny, ale z dru­giej o ich bez­rad­no­ści wobec trud­nych za­gad­nień z po­gra­ni­cza prawa mię­dzy­na­ro­do­we­go i po­li­ty­ki mię­dzy­na­ro­do­wej.

Jak Pan oce­nia sy­tu­ację po anek­sji Krymu przez Fe­de­ra­cję Ro­syj­ską?

Ro­syj­ska in­ter­wen­cja na Kry­mie i jego in­kor­po­ra­cja w skład Fe­de­ra­cji po­ka­za­ły, jak kru­che jest prawo mię­dzy­na­ro­do­we, jak słabe są moż­li­wo­ści jego eg­ze­kwo­wa­nia. Po­ka­za­ły także mi­ze­rię in­te­lek­tu­al­ną ko­men­ta­to­rów, brak wie­dzy i kwa­li­fi­ka­cji me­ry­to­rycz­nych, aby taką sy­tu­ację kom­pe­tent­nie ana­li­zo­wać i oce­niać. [Zdaniem admina "interwencja" na Krymie pokazała, że gdy Rosja przestrzega prawa międzynarodowego, to i tak jest agresorem i zagrożeniem pokoju na cały szwiat. Natomiast gdy USRael w sposób ostentacyjny, pełen pogardy dla słabszych, setki razy łamie prawo międzynarodowe, to wszystko jest jak w najlepszym porządku. - admin]

Za­miast wie­dzy ana­li­tycz­nej, roz­la­ła się fala hi­ste­rycz­nych ko­men­ta­rzy, które prze­cięt­ne­mu zja­da­czo­wi chle­ba by­naj­mniej nie uła­twia­ją zro­zu­mie­nia isto­ty za­ist­nia­łej sy­tu­acji. Przede wszyst­kim, za­rów­no media jak i po­li­ty­cy po­słu­gu­ją się re­to­ry­ką skraj­nie emo­cjo­nal­ną i ne­ga­tyw­nie war­to­ściu­ją­cą, bę­dą­cą re­zul­ta­tem syn­dro­mu my­śle­nia gru­po­we­go, sku­pia­ją­ce­go uwagę na “agre­sji Mo­skwy”, w ode­rwa­niu od kon­tek­stu i wy­da­rzeń po­prze­dza­ją­cych. Nikt nie chce sły­szeć o przy­czy­nach i po­cząt­kach ca­łe­go pro­ce­su, nie­mal wszy­scy na­to­miast kon­cen­tru­ją uwagę na skut­kach, któ­rych zresz­tą do końca nie znamy.

Na czym ten syn­drom po­le­ga?

Syn­drom taki, do­brze opi­sa­ny w li­te­ra­tu­rze ame­ry­kań­skiej (także jako syn­drom “ogłu­pie­nia zbio­ro­we­go”), znany jest z cza­sów kry­zy­su ra­kie­to­we­go na Kubie 1962 r. Wtedy o mało co nie do­pro­wa­dził do uru­cho­mie­nia przez USA dźwi­gni ato­mo­wej. Obec­nie po­ja­wił się znowu w kon­tek­ście in­ter­wen­cji Rosji na Kry­mie. Do opi­nii spo­łecz­nej z tru­dem prze­bi­ja się ra­cjo­nal­na ar­gu­men­ta­cja, a zdro­wy roz­są­dek i umiar w re­ago­wa­niu są na wagę złota.

Gdy nieco ochło­nę­li­śmy, za­czy­na się uświa­da­mia­nie ko­niecz­no­ści po­wro­tu do re­ali­zmu i za­cho­wa­nie dy­stan­su do wy­da­rzeń na Ukra­inie za­rów­no na po­zio­mie ofi­cjal­nym, jak i me­dial­nym.

Czy mógł­by Pan jed­nak bli­żej opi­sać isto­tę tego syn­dro­mu?

Psy­cho­lo­gia do­star­cza in­for­ma­cji na temat za­kłó­ceń w po­strze­ga­niu wza­jem­nym stron w sy­tu­acjach kry­zy­so­wych. Pod wpły­wem na­pięć per­cep­cja rze­czy­wi­sto­ści jest ogra­ni­czo­na. Racje scho­dzą na plan dal­szy, a in­te­lek­tem rzą­dzą emo­cje. Uprasz­cza­nie rze­czy­wi­sto­ści pro­wa­dzi do jej fał­szo­wa­nia. Przede wszyst­kim na­stę­pu­je przy­spie­sze­nie akcji i re­ak­cji, co ozna­cza brak czasu na ana­li­zę in­for­ma­cji. Świat po­strze­ga­ny jest w ka­te­go­riach czar­no-bia­łych. Do­stęp do in­for­ma­cji jest zresz­tą znacz­nie ogra­ni­czo­ny, a dez­in­for­ma­cja, se­lek­tyw­ność po­strze­ga­nia oraz śle­po­ta po­znaw­cza są na po­rząd­ku dzien­nym. Ty­po­wy­mi zja­wi­ska­mi są: au­to­glo­ry­fi­ka­cja (sa­mo­uwiel­bie­nie) i brak kry­ty­cy­zmu, ak­sjo­lo­gi­za­cja kon­flik­tu (na­sy­ce­nie war­to­ścia­mi) i de­hu­ma­ni­za­cja (od­czło­wie­cze­nie) opo­nen­ta.

Za­an­ga­żo­wa­ni w kon­flikt w miarę upły­wu czasu stają się coraz mniej zdol­ni zro­zu­mieć po­ło­że­nie dru­giej stro­ny. Prze­sta­je się ro­zu­mieć racje opo­nen­ta, bo on racji po pro­stu nie ma. Druga stro­na z za­ło­że­nia jest po­zba­wio­na wszel­kiej mo­ral­no­ści, jest żądna wy­gra­nej, nic wię­cej. Dla­te­go po­zba­wia się ją cech ludz­kich. Nie jest to part­ner do roz­mów, ale wróg, któ­re­go na­le­ży bez­względ­nie zwal­czać. Nie można z nim roz­ma­wiać, dys­ku­to­wać, za­wie­rać po­ro­zu­mie­nia, nie ma po pro­stu z kim tego robić.

Kon­cen­tro­wa­nie się wy­łącz­nie na wła­snej in­ter­pre­ta­cji pro­wa­dzi do “dia­lo­gu głu­chych”. Trwa me­dial­na i po­li­tycz­na akcja ety­kie­to­wa­nia, co łączy się z me­cha­ni­zmem na­zna­cze­nia, zwią­za­nym z dys­kre­dy­ta­cją i styg­ma­ty­za­cją, de­pre­cjo­no­wa­niem po­przez przy­pi­na­nie mu ne­ga­tyw­ne­go znaku. Ety­kie­ta prze­ciw­ni­ka ozna­cza an­ty­cy­po­wa­nie za­cho­wań wro­gich, któ­rych na­le­ży się spo­dzie­wać i na które trze­ba być przy­go­to­wa­nym. W tych pro­ce­sach ujaw­nia się me­cha­nizm “sa­mo­speł­nia­ją­ce­go się pro­roc­twa”.

Po­wsta­je błęd­ne koło re­ak­cji i kontr­re­ak­cji. Wro­gość, która zrazu jest tylko wy­ni­kiem wy­obraź­ni, może prze­ro­dzić się w otwar­ty kon­flikt. To­wa­rzy­szą temu uprosz­cze­nia po­znaw­cze i zu­bo­że­nie in­te­lek­tu­al­ne w prze­ka­zie in­for­ma­cji i ich in­ter­pre­ta­cji, wzy­wa­nie do uży­cia prze­mo­cy i na­ra­sta­ją­ca go­to­wość do po­świę­ceń. Za­an­ga­żo­wa­na emo­cjo­nal­nie stro­na wy­ol­brzy­mia wła­sną po­zy­tyw­ną, nie­mal mi­syj­ną rolę, przyj­mu­jąc na sie­bie rolę obroń­cy przed złem. W związ­ku z tym de­mon­stru­je go­to­wość do po­no­sze­nia ofiar. Nie prze­ra­ża przy tym wizja strat, a wręcz od­wrot­nie, od­czu­wa się sa­tys­fak­cję z tego, że grożą cier­pie­nia, że robi się coś, co jest bar­dzo nie­bez­piecz­ne.

Czy ten syn­drom od­no­si się do Pol­ski w kon­tek­ście kry­zy­su na Kry­mie?

Ten krót­ki zarys symp­to­mów my­śle­nia gru­po­we­go w sy­tu­acjach kry­zy­so­wych wska­zu­je wy­raź­nie, że Pol­ska wpi­sa­ła się nie­mal mo­de­lo­wo w rolę gra­cza ogar­nię­te­go skraj­ny­mi emo­cja­mi, ze szko­dą dla re­ali­stycz­nej oceny prze­sła­nek po­dej­mo­wa­nych po­su­nięć, jak i ich re­zul­ta­tów.

Prze­świad­cze­nie o nad­zwy­czaj­nej misji w spra­wach Ukra­iny skła­nia do po­dej­mo­wa­nia dzia­łań ry­zy­kow­nych wobec Rosji (od za­cze­pek słow­nych, po we­zwa­nia do naj­ostrzej­szych sank­cji). To­wa­rzy­szy temu prze­ko­na­nie o swo­jej mo­ral­nej wyż­szo­ści, ale także takie zja­wi­ska, ty­po­we dla pol­skiej sceny po­li­tycz­nej i me­dial­nej, jak ko­lek­ty­wi­za­cja my­śle­nia, brak kal­ku­la­cji zy­sków i strat, brak dia­gno­zy wła­snych in­te­re­sów, po­czu­cie nie­omyl­no­ści, au­to­cen­zu­ra po­glą­dów nie­zgod­nych z prze­ko­na­nia­mi na­rzu­co­ny­mi od­gór­nie i psy­cho­lo­gicz­na pre­sja na wszel­kiej maści dy­sy­den­tów.

Przy oka­zji ujaw­nia się mi­ze­ria pol­skich ośrod­ków ana­li­tycz­nych i do­rad­czych. Nikt spo­śród nich nie za­su­ge­ro­wał al­ter­na­tyw­ne­go sce­na­riu­sza re­ago­wa­nia, nie po­ja­wi­ły się pra­wie żadne głosy kon­ku­ren­cyj­ne wobec na­rzu­co­nej nar­ra­cji. Wszyst­ko to świad­czy o głę­bo­kim de­fi­cy­cie re­ali­zmu po­li­tycz­ne­go w pol­skiej myśli i prak­ty­ce po­li­tycz­nej. Górę biorą ko­lej­ny już raz eu­fo­rycz­ne unie­sie­nia i zapał do walki za­miast prag­ma­tycz­nej kal­ku­la­cji i kom­pe­tent­nej oceny zda­rzeń.

Skoro, Pana zda­niem, pol­skie elity są ogar­nię­te po­czu­ciem misji wobec Ukra­iny i “skraj­ny­mi emo­cja­mi”, to jak po­win­na wy­glą­dać re­ali­stycz­na ocena sy­tu­acji?

Od­rzu­ca­jąc uprze­dze­nia i ne­ga­tyw­ne emo­cje, na­le­ży przede wszyst­kim uwzględ­nić fakty, które dają wiele do my­śle­nia. Po roz­pa­dzie ZSRR, Rosja zaj­mu­je – czy to nam się po­do­ba, czy nie – do­mi­nu­ją­cą po­zy­cję w prze­strze­ni po­ra­dziec­kiej. Dys­po­nu­je sze­re­giem prze­wag, któ­rych lek­ce­wa­że­nie ze stro­ny Za­cho­du, w tym Pol­ski, koń­czy się wiel­kim za­sko­cze­niem i roz­cza­ro­wa­niem.

Na czym po­le­ga­ją te prze­wa­gi?

Od lat było wia­do­mo, że Rosja nie re­zy­gnu­je z obro­ny “ży­wot­nych” in­te­re­sów, które w dłuż­szych okre­sach biorą górę nad in­te­re­sa­mi in­nych pod­mio­tów. Paul Nitze, ame­ry­kań­ski za­stęp­ca se­kre­ta­rza obro­ny USA, pod­czas kry­zy­su ber­liń­skie­go w 1961 r. sfor­mu­ło­wał tezę, iż na dłuż­szą metę z każ­de­go kon­flik­tu zwy­cię­sko wy­cho­dzi ten, któ­re­go in­te­re­sy są obiek­tyw­nie bar­dziej ży­wot­ne.

Idąc tro­pem Nit­ze­go, można zna­leźć wiele przy­kła­dów prze­ma­wia­ją­cych za tym, że Rosja ma w prze­strze­ni po­ra­dziec­kiej swoje ży­wot­ne in­te­re­sy, które wy­gry­wa­ją w cza­sie z in­te­re­sa­mi państw za­chod­nich. Wiele wska­zu­je na to, że pod wzglę­dem hi­sto­rycz­nym na Za­kau­ka­ziu czy na Ukra­inie Rosja ma in­te­re­sy bar­dziej ży­wot­ne niż USA czy pań­stwa Eu­ro­py Za­chod­niej. W świe­tle ta­kiej wie­dzy pań­stwa an­ga­żu­ją­ce się na Wscho­dzie, w kon­fron­ta­cji z Rosją, ska­za­ne są na po­raż­kę.

A jaką rolę od­gry­wa czyn­nik et­nicz­ny i ję­zy­ko­wy?

Na ko­rzyść Rosji dzia­ła­ją takie czyn­ni­ki jak: dia­spo­ra ro­syj­sko­ję­zycz­na w “bli­skiej za­gra­ni­cy”, silne więzi kul­tu­ro­we i emo­cjo­nal­ne tej lud­no­ści z Rusią i pra­wo­sła­wiem, uży­wa­nie ję­zy­ka ro­syj­skie­go jako “lin­gua fran­ca” w całej prze­strze­ni po­ra­dziec­kiej. Ok. 100 mln nie-Ro­sjan po­słu­gu­je się tym ję­zy­kiem nie tylko w kon­tak­tach ofi­cjal­nych. Zna­jo­mość ję­zy­ka ro­syj­skie­go po­ma­ga mi­lio­nom ludzi z “bli­skiej za­gra­ni­cy” w zna­le­zie­niu pracy w Rosji, pro­wa­dze­niu in­te­re­sów, stu­dio­wa­niu na wyż­szych uczel­niach czy po­ro­zu­mie­wa­niu się na róż­nych szcze­blach życia spo­łecz­ne­go.

Jakie inne atuty ma Rosja w prze­strze­ni po­ra­dziec­kiej?

Rosja ma więk­sze niż inne po­tę­gi moż­li­wo­ści sto­so­wa­nia na­ci­sków eko­no­micz­nych i po­li­tycz­nych, nie wy­łą­cza­jąc in­ter­wen­cji zbroj­nych w pań­stwach są­siedz­kich. Dzia­ła ona nie­ja­ko “na miej­scu” i w znacz­nie le­piej roz­po­zna­nym czy “spe­ne­tro­wa­nym” śro­do­wi­sku niż Unia Eu­ro­pej­ska. Biu­ro­kra­tycz­na in­er­cja apa­ra­tu unij­ne­go nie po­zwa­la na szyb­kie re­ak­cje i uzgod­nie­nie sta­no­wisk państw człon­kow­skich. Do tego do­cho­dzą roz­bież­ne in­te­re­sy Nie­miec, Fran­cji, Wiel­kiej Bry­ta­nii czy Włoch, co ozna­cza trud­no­ści w kon­so­li­do­wa­niu po­li­ty­ki Unii Eu­ro­pej­skiej jako ca­ło­ści.

Rosja do­star­cza także ma­te­rial­nych (in­sty­tu­cjo­nal­nych) gwa­ran­cji dla utrzy­ma­nia bez­pie­czeń­stwa w prze­strze­ni po­ra­dziec­kiej, choć­by w po­sta­ci baz wo­jen­nych, sta­cjo­no­wa­nia wojsk na gra­ni­cach, do­staw broni i uzbro­je­nia, ofert ne­go­cja­cyj­nych i me­dia­cyj­nych na rzecz roz­wią­zy­wa­nia spo­rów. Stoi za tym ro­syj­ska po­zy­cja prze­tar­go­wa, opar­ta na sile go­spo­dar­czej, mo­no­po­lu ener­ge­tycz­nym, a także mo­bil­no­ści in­ter­wen­cyj­nej.

A jak wy­glą­da sto­so­wa­nie przez Rosję soft power, np. po­przez media?

Rosja upra­wia “geo­po­li­ty­kę in­for­ma­cyj­ną” na ob­sza­rze po­ra­dziec­kim, na­rzu­ca­jąc swój punkt wi­dze­nia. Ro­syj­skie wła­dze kon­tro­lu­ją media ma­so­we, co po­zwa­la na utrzy­my­wa­nie spój­nej in­ter­pre­ta­cji zda­rzeń, która kie­ro­wa­na jest za­rów­no do od­bior­ców we­wnętrz­nych, jak i za gra­ni­cę.

Warto bo­wiem za­uwa­żyć, że media ro­syj­skie, zwłasz­cza te­le­wi­zja, cie­szą się dużą po­pu­lar­no­ścią w pań­stwach “bli­skiej za­gra­ni­cy”, a także w Pri­bał­ty­ce, wśród lud­no­ści ro­syj­sko­ję­zycz­nej. Ro­syj­ska prze­strzeń in­for­ma­cyj­na jest więc waż­nym uwa­run­ko­wa­niem od­dzia­ły­wa­nia w in­nych dzie­dzi­nach. Media sprzy­ja­ją kul­ty­wo­wa­niu pew­nej no­stal­gii za im­pe­rium ra­dziec­kim, two­rząc wra­że­nie, że Mo­skwa po­zo­sta­je je­dy­nym opie­ku­nem po­im­pe­rial­nej sche­dy, przy­naj­mniej w wy­mia­rze ide­olo­gicz­nym.

Warto pa­mię­tać, że isto­tą od­dzia­ły­wań przy po­mo­cy “soft power” jest opa­no­wa­nie sfery sym­bo­licz­nej, dzię­ki czemu można na­rzu­cać po­żą­da­ną, zgod­ną ze swo­imi in­te­re­sa­mi wizję świa­ta. Rosji udało się to osią­gnąć w swo­jej stre­fie wpły­wów, po­dob­nie jak Za­cho­do­wi udaje się to samo w swo­jej stre­fie od­dzia­ły­wań.

Jak więc po­ra­dzić sobie z Rosją w przy­pad­ku Ukra­iny?

Sy­tu­acja na Ukra­inie jest nie­zwy­kle trud­na. Pod wie­lo­ma wzglę­da­mi pań­stwo to znaj­du­je się na gra­ni­cy upad­ku. Jest też ty­po­wym bu­fo­rem, któ­re­go losy za­le­żą bez­po­śred­nio od ście­ra­ją­cych się wokół niego potęg, w tym przy­pad­ku Rosji i Za­cho­du. Sami bo­ha­te­ro­wie z ki­jow­skie­go Maj­da­nu nie grze­szą aten­cją dla de­mo­kra­cji i kom­pro­mi­su. Prze­mil­cza się też ich na­cjo­na­li­stycz­ną pro­we­nien­cję.

Wy­da­je się, że nie­za­leż­nie od po­tęż­nej mo­bi­li­za­cji w spra­wie sank­cji, Unia Eu­ro­pej­ska i Stany Zjed­no­czo­ne nie będą w sta­nie po­ra­dzić sobie bez Rosji. Można oczy­wi­ście na­rze­kać na cy­nicz­ną grę Wła­di­mi­ra Pu­ti­na i de­za­wu­ować go przy po­mo­cy wojny psy­cho­lo­gicz­nej, ale to nie zmniej­szy ro­syj­skich prze­wag, z któ­ry­mi Za­chód musi się li­czyć. [Lobuz i bandyta narzeka na cynika? - admin]

Co nas zatem czeka: eska­la­cja czy de­eska­la­cja kon­flik­tu na linii Mo­skwa-Za­chód? Jak Pan widzi dal­szy bieg zda­rzeń?

Gdy opad­nie fala ne­ga­tyw­nych emo­cji wokół Krymu, przyj­dzie czas na chłod­ną dia­gno­zę in­te­re­sów. Za­chód musi skal­ku­lo­wać, czy przy obec­nym sto­sun­ku sił w prze­strze­ni po­ra­dziec­kiej może sobie po­zwo­lić na eska­la­cję wro­go­ści wobec Rosji, czy też jak naj­szyb­ciej za­siąść z jej udzia­łem do stołu ro­ko­wań.

Nikt prze­cież przy zdro­wych zmy­słach nie jest w sta­nie urzą­dzać prze­strze­ni po­ra­dziec­kiej bez udzia­łu Rosji. Geo­po­li­ty­ka, wska­zu­jąc na re­al­ny układ sił, jest w tym wzglę­dzie bez­li­to­sna. Sank­cje nie po­mo­gą, a ra­czej za­szko­dzą na dłuż­szą metę w roz­wią­za­niu pro­ble­mu ukra­iń­skie­go. Z tych wzglę­dów Unia Eu­ro­pej­ska musi prze­war­to­ścio­wać swoją stra­te­gię wobec Ki­jo­wa i Mo­skwy. Lek­ce­wa­że­nie roli Pu­ti­na, choć­by w kon­tek­ście boj­ko­tu przez po­li­ty­ków za­chod­nich igrzysk olim­pij­skich w Soczi, oraz błędy po­peł­nio­ne pod­czas ne­go­cja­cji sto­wa­rzy­sze­nio­wych z Ukra­iną, łącz­nie z bra­kiem gwa­ran­cji dla otwar­cia go­spo­dar­ki ukra­iń­skiej na kon­ku­ren­cję z Za­cho­du, wy­ma­ga­ją re­wi­zji do­tych­cza­so­we­go sta­no­wi­ska.

Kto po­wi­nien sfor­mu­ło­wać plan od­bu­do­wy dla Ukra­iny?

Za­miast szu­kać win­nych kry­zy­su ukra­iń­skie­go, do któ­re­go eska­la­cji przy­czy­ni­li się naj­bar­dziej sami Ukra­iń­cy, warto za­sta­no­wić się nad “wiel­kim pla­nem”, który można wy­pra­co­wać je­dy­nie przy udzia­le Rosji. Aż dziw bie­rze, jakim pa­ra­li­żem ini­cja­tyw­no­ści w tym wzglę­dzie ob­ję­te były do­tych­czas or­ga­ni­za­cje mię­dzy­na­ro­do­we, od ONZ po­czy­na­jąc, po­przez OBWE, Radę Eu­ro­py, po Ini­cja­ty­wę Środ­ko­wo­eu­ro­pej­ską.

Jako zwo­len­nik re­ali­zmu po­li­tycz­ne­go je­dy­ną na­dzie­ję po­kła­dam w dy­plo­ma­cji mo­car­stwo­wej, która od cza­sów kar­dy­na­ła Ri­che­lieu sta­no­wi­ła praw­dzi­wą, bo po­ko­jo­wą i in­te­li­gent­ną, deskę ra­tun­ku. Trze­ba więc do­ło­żyć wię­cej wy­sił­ku in­te­lek­tu­al­ne­go i zdo­być się na od­wa­gę, cha­rak­te­ry­stycz­ną dla wiel­kich po­sta­ci hi­sto­rycz­nych, aby od kon­fron­ta­cji przejść jak naj­szyb­ciej do dzia­łań ko­ope­ra­cyj­nych.

Przed po­ko­jo­wym No­bli­stą z Wa­szyng­to­nu ry­su­je się epo­ko­wa szan­sa uwia­ry­god­nie­nia swo­ich za­sług, któ­rych nie było w mo­men­cie wer­dyk­tu Nor­we­skie­go Ko­mi­te­tu No­blow­skie­go. Nie ma prze­cież sensu ani nowa “zimna wojna”, ani lek­ce­wa­że­nie Rosji ze wzglę­du na zwią­za­ne z nią in­te­re­sy Za­cho­du w roz­wią­zy­wa­niu kwe­stii afgań­skiej, sy­ryj­skiej, irań­skiej, ko­re­ań­skiej i wielu in­nych.

A jaką rolę przy­pi­su­je Pan Unii Eu­ro­pej­skiej w roz­wią­za­niu tego kry­zy­su?

Unia Eu­ro­pej­ska nie jest nie­ste­ty sku­tecz­nym gra­czem geo­po­li­tycz­nym, zresz­tą nie może nim być z sa­me­go za­ło­że­nia, bo nie dla ta­kich celów zo­sta­ła po­wo­ła­na. Jej udział w roz­wią­za­niu kry­zy­su ukra­iń­skie­go jest jed­nak ogrom­ny.

Po­win­na przede wszyst­kim pa­tro­no­wać i pil­nie kon­tro­lo­wać prze­bieg we­wnętrz­nej trans­for­ma­cji ustro­jo­wej pań­stwa ukra­iń­skie­go, dążyć do jego sta­bi­li­za­cji po­przez utwo­rze­nie rządu zło­żo­ne­go z re­pre­zen­ta­cji wszyst­kich sił po­li­tycz­nych i wszyst­kich re­gio­nów, prze­pro­wa­dze­nie re­for­my ustro­jo­wej, ozna­cza­ją­cej fak­tycz­ną fe­de­ra­li­za­cję pań­stwa, do­ko­na­nie z udzia­łem in­sty­tu­cji mię­dzy­na­ro­do­wych ro­zum­nych re­form go­spo­dar­czych, w tym za­gwa­ran­to­wa­nie sku­tecz­nej kon­tro­li nad wy­ko­rzy­sta­niem środ­ków po­mo­co­wych.

Obec­ny rząd Ukra­iny, któ­re­go Rosja nie uzna­je za pra­wo­wi­ty, chciał­by jak naj­szyb­ciej sto­wa­rzy­szyć się z UE. Jakie Pan widzi nie­bez­pie­czeń­stwa na dro­dze ta­kie­go sto­wa­rzy­sze­nia?

Ro­man­tycz­na i opty­mi­stycz­na wizja sto­wa­rzy­sze­nia Ukra­iny z Unią Eu­ro­pej­ską wcale nie musi nieść wszyst­kim miesz­kań­com tego kraju per­spek­ty­wy ba­jecz­nej przy­szło­ści. Nie ma żad­nej pew­no­ści, że obie­cy­wa­na Ukra­inie “droga do kra­iny szczę­śli­wo­ści” nie skoń­czy się jesz­cze bar­dziej dra­ma­tycz­nym roz­war­stwie­niem spo­łe­czeń­stwa, a ceną za mo­der­ni­za­cję cy­wi­li­za­cyj­ną i efek­tyw­ność go­spo­dar­ki nie sta­nie się pau­pe­ry­za­cja mi­lio­nów Ukra­iń­ców.

Kto za­gwa­ran­tu­je, że w tej zbio­ro­wo­ści ludzi roz­cza­ro­wa­nych i nie­przy­zwy­cza­jo­nych do kul­tu­ry de­mo­kra­tycz­ne­go kom­pro­mi­su nie doj­dzie do ko­lej­nych bun­tów spo­łecz­nych, a nawet do wojny do­mo­wej? Kto wtedy za­ra­dzi groź­bie roz­pa­du pań­stwa?

Przy róż­nych oka­zjach po­ka­zu­ję, że Ukra­ina jest pań­stwem o cha­rak­te­rze bu­fo­ro­wym. Ma nie­zwy­kle zło­żo­ną cha­rak­te­ry­sty­kę hi­sto­rycz­ną, et­nicz­ną, re­li­gij­ną i geo­po­li­tycz­ną. Prze­cią­ga­nie Ki­jo­wa siłą na któ­rą­kol­wiek stro­nę do­pro­wa­dzi nie­uchron­nie do jej roz­pa­du. Dla­te­go słu­cha­jąc rad jed­ne­go z naj­mą­drzej­szych współ­cze­snych re­ali­stów po­li­tycz­nych, Henry’ego A. Kis­sin­ge­ra, na­le­ży zro­bić wszyst­ko, aby stała się ona “po­mo­stem” łą­czą­cym Rosję z Za­cho­dem, a nie wro­giem Rosji.

Jaką rolę w tej spra­wie ma do ode­gra­nia Pol­ska?

Atu­tem Pol­ski są do­świad­cze­nia po­ko­jo­wej trans­for­ma­cji ustro­jo­wej. Po­la­cy udo­wod­ni­li, że są w sta­nie drogą dys­ku­sji, a nie wojny roz­wią­zy­wać pro­ble­my we­wnętrz­ne. Do­ro­bek “okrą­głe­go stołu” po­wi­nien być wzo­rem god­nym na­śla­do­wa­nia, a nie ko­ja­rzyć się z me­blem z la­mu­sa hi­sto­rii. Szko­da zatem, że stro­na pol­ska nie prze­ko­na­ła Ukra­iń­ców do na­ro­do­wej zgody i kom­pro­mi­su, który mógł­by – jak w Pol­sce – przy­nieść stop­nio­wą de­le­gi­ty­mi­za­cję sta­re­go re­żi­mu, nie wy­wo­łu­jąc po­pło­chu w ro­syj­sko­ję­zycz­nej czę­ści Ukra­iny i gwał­tow­nej re­ak­cji Krem­la.

Nigdy nie jest jed­nak za późno. Ukra­inie po­trzeb­na jest przede wszyst­kim na­ro­do­wa zgoda i re­ali­stycz­na ocena sy­tu­acji. Pol­scy po­li­ty­cy mają szan­sę wy­ka­zać się w tej spra­wie mą­dro­ścią i roz­trop­no­ścią.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-6
#421006

co świadczy, że to co nasi politycy powinni spuścić w klozecie jest celowym zoognianiem sytuacji na Ukrainie, a szczególnie nawoływaniem, na początek, do niechęci do Polaków, a w szczególności do tych, którzy tam mieszkają. Symptomatyczne, że na tę propozycję odpowiedziała kancelaria p.Rezydenta, dotychczas wyraźnie ukrywająca się przed problematyką związaną ze sprawami na Ukrainie.

Alaska to z jednej strony przedstawianie grupy rosyjskich polityków jako zdrowych oszołomów, a z drugiej niwelowanie wymowy o podziale Ukrainy z Polską w roli konsumującej, a z trzeciej wskazywanie Ukraińcom drogi załatwiania własnych żądań.

Dziwna wrażliwość na sprawy ukraińskie, nawet kosztem pamięci pomordowanych na Wołyniu obserwować można było już od czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1
#421008

Dziwne, że jak dotąd, żadne z pozostałych państw nie zabrało stanowiska. Choćby towarzysko, przez sympatię dla Polski, zrobić to powinny Węgry.

Tymczasem, ich ogólne podejście do Ukrainy zdaje się być obojętne.

Przynajmniej tak to wygląda. Poniżej tekst, który rozjaśnia nieco sprawę, ale i budzi wątpliwości.

http://www.kresy.pl/publicystyka,analizy?zobacz%2Foddzielajac-wolnosc-nasza-i-wasza-stanowisko-wegierskich-sil-politycznych-wobec-kryzysu-ukrainskiego

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#421064

"Pomysły dotyczące podziału Ukrainy pomiędzy sąsiednimi państwami mogły powstać tylko w chorej wyobraźni – powiedział Jewhen Perebyjnis, dyrektor departamentu informacji ukraińskiego MSZ. Jego słowa cytuje „Ukraińska Prawda”."

 

http://espreso.tv/new/2014/03/23/odioznyy_rosiyskyy_polityk_zhyrynovskyy_proponuye_polschi_podilyty_ukrayinu

 

Ziarno to, rzucone na podatny grunt, wzrośnie bardzo szybko:

http://www.yaplakal.com/forum28/topic765502.html

 

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#421032

Rola Żirinowskiego jest tu zastanawiająca, jeśli weźmiemy pod uwagę,że spełnia on funkcję rosyjskiego Palikota. Wydaje mi się, że ten ruch obliczony jest na obrazę Polaków, z jednej strony, a z drugiej na sprowokowanie ludzi o niskich instynktach, by zastosowawszy jakąs formę lusterka, kontynuować dalszą grę i pokazać jacy wredni są ci Polacy, czekający okazji by wbić Ukraincom nóż w plecy. Stara ruska gra.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#421042

 i nie zabierał głosu od dawna i wprowadzono go dopiero teraz. Taki mały trojański konik.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#421055

Zarówno Rosji jak i Niemcom na rękę by było teraz, żeby Polacy i Ukraińcy byli w sporze. Jesteśmy do tego podjudzani, nie tylko przez Żyrinowskiego, ale w mediach, na blogach. Na naszym także. To jest wbrew Polsce, to nie ma nic wspólnego z polityką korzystną dla Polski. Ale ma wiele wspólnego z interesami dwóch sąsiadujących z nami mocarstw. 

 

Pozdrawiam

Polak2013

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Polak nie pyta ilu jest wrogów, tylko gdzie oni są!

#421056