Gdyby mogli, zatopiliby Atlantydę  

Obrazek użytkownika Humpty Dumpty
Kraj

CBA obaliła rządy Tuska i Kopaczowej. Gazeta Wyborcza ujawniła spisek, na czele którego prawdopodobnie stał… Paweł Wojtunik.

 

Duet „prawników” GazWyb Ivanowa-Czuchnowski znowu daje znać o sobie.

Po „zatopieniu” Kaczyńskiego i „zatopieniu” PiS przyszła pora na „zatapianie” prawicowych dziennikarzy.

Całe szczęście Atlantyda jest już zatopiona, bo pewnie i ją zatopiłby ten PO-cieszny duet.

Ad rerm.

13 czerwca 2019 r. GazWyb alarmuje:

Falenta sypie dziennikarzy związanych z PiS

"Walczyłem dla Polski i razem z Cezarym Gmyzem pomogłem odbić Polskę z rąk przestępców" - tak Marek Falenta pisze o swojej współpracy z dziennikarzem, który nagłaśniał podsłuchy z warszawskich restauracji.

W liście Falenty do prezesa Jarosława Kaczyńskiego z 6 lutego nazwisko Cezarego Gmyza pojawia się trzy razy. Pierwszy: jako współkombatant biznesmena w walce o „odbicie Polski z rąk przestępców”. Drugi: gdy opisuje Gmyza jako świadka jego walki. Pisze: „Pan Cezary Gmyz może zaświadczyć, że nie wahałem się ani chwili”. Trzeci: przedstawia Gmyza jako współpracownika służb specjalnych. Stwierdza: „W tajnej bazie operacyjnej CBA w okolicach Płocka uzgodniłem, że przekażę cały pozyskany materiał. Przekazanie nastąpiło poprzez wprowadzenie informacji z nagrań do systemu operacyjnego CBA przez agentów CBA z wykorzystaniem jako źródła [tu nazwisko informatora], a potem fizycznie przez współpracującego z CBA dziennikarza Cezarego Gmyza. Jestem pewien, że bez wahania to potwierdzą”.

(…)

Ale z listów biznesmena wynika, że dziennikarze piszący o aferze działali w porozumieniu nie tylko z nim, ale także z politykami PiS. Wśród nich byli szefowie CBA z lat 2006-09 – Mariusz Kamiński, Maciej Wąsik i Ernest Bejda. W centrali PiS tworzyli nieformalną grupę ds. weryfikowania ważnych informacji. Utrzymywali kontakty ze swoimi byłymi podwładnymi, którzy nadal pracowali w służbach.

Jak rok temu ujawniła „Wyborcza”, Falenta przyszedł jesienią 2013 r. z nagraniami do skarbnika PiS Stanisława Kostrzewskiego, ten skierował go do centrali partii, a tam Kamiński i jego ekipa dostali polecenie zweryfikowania Falenty. Weryfikacja – przeprowadzona dzięki ich kontaktom we wrocławskim CBA – wypadła pomyślnie. W ten sposób rozpoczął się festiwal podsłuchowy, który trwał od lipca 2014 r. do samych wyborów. Publikacje zaczął „Wprost”, a potem dzieło przejęły „Do Rzeczy”, TV Republika i „Gazeta Polska”.

http://wyborcza.pl/7,75398,24893508,falenta-sypie-dziennikarzy-zwiazanych-z-pis.html#S.DT-K.C-B.2-L.1.duzy

Stop. Czerwone światło daje ostro po oczach, na dodatek wyją syreny ostrzegawcze.

Marek Falenta:

Przekazanie nastąpiło poprzez wprowadzenie informacji z nagrań do systemu operacyjnego CBA przez agentów CBA z wykorzystaniem jako źródła [tu nazwisko informatora], a potem fizycznie przez współpracującego z CBA dziennikarza Cezarego Gmyza. Jestem pewien, że bez wahania to potwierdzą.

Duet Ivanowa-Czuchnowski twierdzi jednak, że Gmyz nie był tym, który publikował prawdziwe co do treści taśmy z nagranymi rozmowami najwyższych władz PO/PSL:

Publikacje zaczął „Wprost”, a potem dzieło przejęły „Do Rzeczy”, TV Republika i „Gazeta Polska”.

No to jak? Gmyz był pierwszym informatorem publicznym, czy też WPROST (wówczas red. nacz. Sylwester Latkowski)?

Oczywiście czerski duecik nie zamieszkał skorzystać z okazji by wysunąć kolejne insynuacje:

W liście Falenty niepokoi stwierdzenie, że Gmyz był dziennikarzem „współpracującym z CBA”. Służby od prawie 20 lat nie mają prawa pozyskiwać do współpracy dziennikarzy. Na każdy taki przypadek zgodę musi wydać premier.

(op. cit.)

20 lat temu był 1999 rok. Tymczasem od 23 grudnia 2000 r. do 7 lipca 2001 roku inny duet „dziennikarzy śledczych” Anna Marszałek – Bertold Kittel publikują artykuły atakujące po kolei:

- ówczesnego wojewodę śląskiego Marka Kępskiego („Wojewoda w sieci. Korupcja w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim”, „Rzeczpospolita”, 23 grudnia 2000 r.);

- Piotra Wojciechowskiego („Fundusz Przyjaciół”, „Rzeczpospolita”, 30 marca 2001 r.);

- Romualda Szeremietiewa, wiceministra MON („Kasjer z Ministerstwa Obrony”, „Rzeczpospolita”, 7 lipca 2001 r.).

Powyższe rewelacje przyczyniły się w znacznym stopniu do porażki AWS w jesiennych wyborach 23 września 2001 r. i przejęciu władzy przez postkomunistów z SLD (premier Leszek Miller, obecnie europoseł tzw. Koalicji Europejskiej).

Wszystkie wyżej wymienione artykuły okazały się bezwstydnymi kłamstwami. Niestety, jak np. w wypadku Romualda Szeremietiewa – do przeprosin ze strony „dziennikarzy” doszło po 15 latach od zdarzenia.

Cel został osiągnięty. Nastąpiła zmiana opcji politycznej rządzącej w kraju kilka miesięcy po ich publikacji.

O tym, że przynajmniej w przypadku Romualda Szeremietiewa była to zaplanowana akcja upewniają fakty, o których sam pisze na facebooku:

Wspólnikiem obecnego właściciela „Rzepy” jest płk Kazimierz Mochol, który w 2001 r. jako zastępca szefa WSI ds. kontrwywiadu kierował akcją wyrzucenia mnie z MON i odsunięcia od wojska. Operacja się udała, jej skutki odczuwam do dziś. WSI, w moim przypadku, mimo likwidacji w 2006 r., uzyskały swoisty sukces „zza grobu”. Szef Mochola gen Rusak napisał w marcu 2010 r. wyznanie: „To ja zniszczyłem karierę Szeremietiewa”.

Nie powiodło się Annie Marszałek; po likwidacji WSI jej gwiazda „śledcza” zgasła, dziwnie utraciła wenę twórczą i zrezygnowała z uprawiania dziennikarstwa. Chyba na otarcie łez załatwiono jej jakąś synekurę w NIK.

(http://https://www.facebook.com/szeremietiew/posts/1210914502296059:0 )

Bertold Kittel wypłynął po latach z materiałem o wafelkowych nazistach w 2018 roku.

To tyle, jeśli chodzi o służby i ich rolę we współczesnym „dziennikarstwie śledczym”.

Wróćmy do GazWyb.

Najzabawniejszy jest ten oto fragmencik:

W kwietniu Falenta napisał drugi list z hiszpańskiego aresztu, tym razem do prezydenta Andrzeja Dudy. Jego treść ujawniła „Rzeczpospolita”. Falenta grozi w nim, że ujawni zleceniodawców afery podsłuchowej. Wymienia nazwiska 12 osób z kręgu PiS: prezesa partii, byłego skarbnika, obecnych szefów służb specjalnych – Mariusza Kamińskiego, Macieja Wąsika, Ernesta Bejdę – funkcjonariuszy Jarosława Wojtyckiego i Artura Chudzińskiego (awansowali po wyborach) oraz dwóch dziennikarzy: znów Gmyza i Piotra Nisztora.

(op. cit.)

Falenta grozi, że ujawni nazwiska ujawnione przez Rzepę i GazWyb!

Prócz tych logicznych lapsusów i oczywistych błędów logicznych w tekście Ivanowej-Czuchnowskiego zawarte jest ordynarne kłamstwo.

Duet:

Na pytania, czy Gmyz i Nisztor byli osobowymi źródłami informacji, nie odpowiedziały ani biuro koordynatora służb specjalnych, ani CBA.

(op. cit.)

Okazuje się, że duecik-tupecik nie tylko otrzymał odpowiedź od CBA, ale jeszcze za nią podziękował!

 

Najwyraźniej mocodawcy oPOzycji postawili wszystko na jedną kartę.

Kolejne przegrane wybory jesienią oznaczają dalszą separację GazWyb od rządowych dotacji, które płynęły latami pod mylącą nazwą „reklam” i ogłoszeń zarówno ministerstw, jak i spółek Skarbu Państwa.

Dlatego nie dbają już o zachowanie pozorów.

 

Zimą, góra wiosną przyszłego roku mogą podzielić losy postkomunistycznej trybuny.

Dlatego każdy, nawet najbardziej niedorzeczny fejk będzie opublikowany pod jednym wszak warunkiem – musi być wymierzony w PiS lub co najmniej w KUKIZ’15.

Pod ochroną znajdują się natomiast ci, którzy powinni być wrogami oPOzycji.

 

13.06 2019

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.4 (głosów:8)

Komentarze

Ładnie zebrane, faktycznie, tam to nawet nie silą się na cokolwiek spójnego. Ważne, by grzać jakiś temat a niekumaci kojarzyli, że w coś złego był zamieszany PiS. Mimo wszystko, taki poziom to żenada, chyba jeszcze nie przyzwyczaili się, że poważni gracze nie zrobią za nich bomby z kapiszonów

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1594668