Scheda po radzieckich generałach i politrukach

Obrazek użytkownika Wiktor Smol
Idee

Wtapiam się w krajobraz polskiej rzeczywistości, która coraz bardziej zaczyna przypominać niemy film w czarno-białym kolorze, albo pocztówkę wykonaną w sepii.

Przypominam sobie „Kroniki”, nie wiem, nie pamiętam ile tomów przeczytałem – czas tak szybko mija, a inne dzieła przykrywają kurzem zapomnienia to, co jeszcze czas jakiś temu wydawało się być nie do zapomnienia. A jednak. Skoro moja pamięć potrafi mnie zawieść, to innym też takiego psikusa może sprawić.

Złuda, jakże podobna do naszej szarej rzeczywistości, w której bezczelnie, a co gorsza, bezkarnie dominuje populizm.

Jeszcze wczoraj obiecywali nam dobrobyt, a dziś szybkim krokiem znikają we wnętrzach luksusowych limuzyn kryjąc się za immunitet. Mało kogo z przedstawicieli tzw. władzy interesują fakty, że tutaj na dole żyje się ciężko, że to życie upodabnia się do życia Łyska z pokładu Idy. Władza w ogóle nie lubi narzekania swoich podwładnych – zaraz widzi spisek zawiązywany na legalnie wybrany rząd, upatruje się zamachu na demokrację. Władza z batalionem posłów i senatorów mówi: zostaliśmy wybrani w jawnych, bezpośrednich i demokratycznych wyborach(…)
Prawdę mówiąc rzeczona demokracja jest tylko dekoracją. Czyż jakikolwiek rząd, który łamał prawo przyznał się do tego? Czy rząd, którego spokojnego snu pilnuje armia zbrojnych w mundurach i tysiące tajnych agentów ma czyste sumienie?
Jaki rząd może się pochwalić, że działa w imieniu swego narodu?
Istnieje taka władza, która nie dała się skorumpować?

W tym miejscu wypadałoby zapytać: w czyim imieniu władza działa? Czyje wykonuje polecenia i, skoro nie społeczeństwu, to komu służy?

Jak to jest, że skoro kogoś wybrałem, to nie mam prawa zmienić zdania/wyboru?
Jeśli dajmy na to za swoje zarobione pieniądze kupuję sprzęt, to oprócz ceny i określonych parametrów posiada on również gwarancję i jeśli się nie sprawdza, to przysługuje mi prawo jego naprawy, a nawet zwrot gotówki. Jeśli na życiowego partnera wybiorę sobie osobę, która potem w swoim postępowaniu i zachowaniu wobec mnie nie będzie zachowywać się tak, jak się umawialiśmy przed zawarciem kontraktu, to też mam/mamy prawo taki kontrakt zerwać i jeśli zechcę/zechcemy, to możemy zawrzeć kolejny, taki, który spełni oczekiwania obu stron.
Owszem, w życiu zdarza się (przytrafia się zazwyczaj pechowcom lub totalnym nieudacznikom) trafiać za każdym razem źle.

Tutaj, aby cokolwiek ruszyć z miejsca, trzeba jasno powiedzieć, że w Polsce po-sowieckiej (innej niestety, póki co nie mamy i nie ma się co łudzić, że społeczeństwo, które uznaje się lub, co bardziej podlega prawdzie, jest uznawane za katolickie, wreszcie zdoła zdjąć z siebie odium syndromu kata), w której starzy generałowie i ludzie tamtej władzy wciąż mają realny wpływ na najważniejsze dziedziny życia społecznego, że to oni tak naprawdę kreują politykę, jeśli to polityką nazwać można, nie uda się niczego istotnego zmienić tak długo, jak długo starym generałom i ludziom tamtej władzy przysługiwać będą przywileje, których nie posiada żadna inna grupa społeczna.
To, że światem rządzi pieniądz nie stanowi już żadnej tajemnicy. To, że Polska jest częścią składową tego świata i jest połączona niewidocznym systemem naczyń połączonych, to też żadna nowość, czy tajemnica.

Część społeczeństwa obrusza fakt, że polski majątek został wyprzedany za psi grosz, że Polska zaczyna systematycznie znikać z pola widzenia, że nasz deficyt, że dług publiczny, że brak podstawowej opieki medycznej, że prawo przypomina syberyjską tajgę, że mafia ma więcej godności, bo nie zabija i nie okrada słabszych… Litanii „że” jest tyle samo, co w modlitewniku.

Polskę ukradli starzy generałowie i ludzie tamtej władzy. Do rozszabrowania przyczyniali się posłowie i senatorowie przyjmując lub odrzucając ustawy, które na to pozwalały, lub które tego zabraniały.

Pozostaje pytanie, czy wobec braku możliwości zmienienia obecnego prawa, w tym prawa wyborczego z ordynacją większościową, która zawsze uprzywilejowuje grupę bardziej skorumpowaną, pozostaje mi przyłączyć się do dwóch milionów rodaków, których ten chory system mylnie nazywany „państwo” wypchnął z kraju w poszukiwaniu: prawa, pracy i godnych warunków bytu, czy przyłączyć się do „grupy spiskujących przeciw legalnej władzy”, za jaką uważa się obecny rząd, podobnie, jak wydawało się to wszystkim poprzednim ekipom sprawującym władzę w tym pięknym kraju nad Wisłą?

Mam prawo wyjechać, tego akurat nikt mi nie zabrania, a wręcz przeciwnie – władzy jest to na rękę. Dekoracja państwa, jaką stanowi oksymoron „demokracja” pozwala mi na wyrażenie swojego niezadowolenia i np. nie-wzięcie udziału w najbliższych, czy późniejszych wyborach, zagłosowanie na kogoś innego. Tylko, że glosując na kogoś innego z tej, czy innej „szajki” zawsze trafimy w najgorszą kumulację partyjniactwa, które z definicji stanowi: każda władza jest skorumpowana, władza absolutna jest skorumpowana absolutnie.

Społeczne inicjatywy rodzące się oddolnie, tylko z pozoru takimi są. Faktycznie inicjowane są odgórnie i stanowią tzw. wentyl bezpieczeństwa a też pozwalają zawczasu poznać i w razie konieczności spacyfikować określoną grupę/grupy wyrażające sprzeciw władzy.
W ten nurt ostatnio doskonale wpisały się związki zawodowe, które rzekomo mają dość takiej władzy i chcą zmian. Teatralność tego przedsięwzięcia już na samym jego początku pachniała prowokacją. I wszystko na to wskazuje, że tak jest.

Ten niemy, czarno biały film, czy też pocztówka w kolorze sepii, odsłania jeszcze coś innego – metody. Jak by nie patrzeć, żywo przypominają te z czasów działania NKWD. Jakież może być inne skojarzenie skoro tyle wypadków miało miejsce. Wypadków, w których zginęło tylu, tak ważnych dla sprawnego funkcjonowania państwa, ludzi. Czy istnieje inny kraj, któremu przytrafiło się takie fatum? Czyż nie w podobny sposób Ojciec Narodów rozprawiał się ze swoimi oponentami?

Złuda, jakże podobna do naszej szarej rzeczywistości, w której bezczelnie, a co gorsza, bezkarnie dominuje populizm, pozwala czasem w chwilach trudnych przetrwać najgorsze. Ale kiedy mija i okazuje się, że za plecami mamy tylko forteczny mur, a przed nami złowrogo nastawiony system wysługujący się umundurowaną i uzbrojona armią, nie pozostaje nic innego jak zrobić ten jeden krok w przód, by obciążyć sumienia sprawców i krwią wypisać ich nazwiska na kartach historii.

To, że kiedy zdecydujemy się zrobić ten jeden krok w przód i ONI zaczną strzelać, to więcej niż pewne.

Skoro państwo jest tylko bastionem aparatu ucisku i przymusu, to po co nam taki system?
Państwo w pierwszej kolejności powinno gwarantować prawo do przyzwoitej nauki, opieki zdrowotnej i społecznej. Państwo kolesiów zawsze będzie tylko państwem kolesiów, na których dobrobyt swój haracz zmuszani są wnosić zwykli obywatele.

Obywatelu! Pokaż władzy to miejsce, w którym plecy kończą swoją szlachetną nazwę.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

małżeństwa nie porównywałabym do wyborów polityków, jest nierozerwalne, na całe życie, tak przynajmniej mówi moja wiara, a nawet gdyby nie przykazania, to jednak i tak inny kaliber :)

Pozdrawiam serdecznie!

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#375181

Dlatego też celowo użyłem słowa kontrakt, które jest bardziej pojemne i niekoniecznie musi dotykać: małżeństwa, wiary, czy przekonań; itd..

Ukłony :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#375187