"New Deal" w UK - jakbym słyszał A. Dudę i M. Morawieckiego

Obrazek użytkownika krzysztofjaw
Kraj

Prezydent A. Duda i premier M. Morawiecki od dawna mówią o konieczności równego rozwoju gospodarczego w naszym kraju. Równego dla wszystkich i we wszystkich regionach. Oprócz tego tłumaczą, że Polsce potrzebne są - oprócz lokalnych - także centralne inwestycje, które mają podnieść ekonomicznie nasz kraj do poziomu krajów wysokorozwiniętych. Mają one być kołem zamachowym dla gospodarki w czasie wychodzenia z kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa.

Chodzi o centralne inwestycje w postaci potężnego Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK), Przekopu Mierzei Wiślanej, budowy Baltic Pipe i Via Baltica, nowego pływającego terminalu do odbioru gazu LNG w Gdańsku czy rozbudowy już istniejącego w Świnoujściu.

Takie podejście do tych centralnych inwestycji jawnie nazywa gigantomanią kandydat na prezydenta Polski R. Trzaskowski wskazując, że niektóre z nich są już w Berlinie więc nam nie są już potrzebne. No cóż można i tak minimalistycznie i zwijająco patrzeć na rozwój Polski, ale warto też wskazywać co chcą robić inne o wiele od nas bogatsze kraje jak np. Wielka Brytania.

""Premier Boris Johnson zapowiedział przyspieszenie realizacji projektów infrastrukturalnych, dzięki którym Wielka Brytania wyjdzie z kryzysu spowodowanego epidemią koronawirusa. Jak przekonywał, to jest moment, w którym trzeba być ambitnym. "Nie możemy nadal być po prostu więźniami kryzysu. Musimy działać szybko (...) "To jest moment, aby być ambitnym i wierzyć w Wielką Brytanię" - powiedział, ogłaszając "rewolucję infrastrukturalną". Tłumaczył, że Wielka Brytania musi wykorzystać obecny moment, aby rozwiązać problemy, które zostały uwypuklone przez epidemię, przede wszystkim nierówność szans, i dlatego plany inwestycyjne muszą zostać przyspieszone. Hasłem przewodnim rządu ma być "budować, budować, budować". Inwestycje, które w szczegółach ma w przyszłym tygodniu przedstawić minister finansów Rishi Sunak, opiewają na kwotę 5 mld funtów. Premier po raz kolejny zapewnił, że odpowiedzią na kryzys nie mogą być oszczędności, lecz większa aktywność państwa w gospodarce. Porównał swój plan do tego, który w latach 30. ubiegłego wieku realizował ówczesny prezydent USA Franklin D. Roosevelt. "New Deal", który obejmował projekty robót publicznych, pomógł Stanom Zjednoczonym wyjść z wielkiego kryzysu. "Brzmi jak olbrzymia ilość interwencji rządowej, brzmi jak New Deal. I tak to ma brzmieć, bo tego wymagają czasy" - przekonywał Johnson. Podkreślił, że rewolucja infrastrukturalna ma na celu wyrównywanie szans między poszczególnymi częściami kraju, ponieważ zbyt wiele z nich zostało "pozostawionych w tyle, zaniedbanych, niekochanych". Wskazał, że przez to wiele talentów w kraju marnuje się. Zwrócił też uwagę, że chociaż Wielka Brytania ma jedne z najlepszych uniwersytetów na świecie i jest jednym z liderów innowacji, problemem jest wcielanie tych pomysłów w życie w kraju. "Choć nie jesteśmy już militarnym supermocarstwem, możemy być naukowym supermocarstwem, ale musimy położyć kres przepaści między wynalazkiem a jego zastosowaniem. Co obecnie oznacza, że genialne brytyjskie odkrycie znika w Kalifornii i staje się amerykańską firmą wartą miliard dolarów - lub chińską. Potrzebujemy teraz nowego, dynamicznego ducha komercyjnego, aby jak najlepiej wykorzystać brytyjskie odkrycia, aby brytyjskie pomysły rozwijały nowe brytyjskie gałęzie przemysłu i tworzyły brytyjskie miejsca pracy" - mówił''' [1].

Czy słowa premiera Borisa Johnsona nie brzmią znajomo, także w zakresie zwiększania innowacyjności brytyjskiej gospodarki? Przecież niemal identycznie od dawna mówią PAD i PMM. Zresztą od jakiegoś czasu takim językiem mówią też elity unijne, które chcą przeznaczyć miliardy Euro na inwestycyjne ratowanie europejskich krajów po kryzysie pandemicznym.

Przytaczam te słowa nie bez przyczyny, bo należy wyjaśnić, że tak naprawdę w gospodarce wszystko już było, tyle tylko, że trzeba umiejętnie korzystać z dobrodziejstwa historii gospodarczej oraz umieć to robić. I myśleć ambitnie i strategicznie.

Polska jest krajem na dorobku. Ostatnie pięć lat jednak udowodniły, że fundamenty gospodarki naszego kraju są bardzo silne i należy na nich budować naszą świetność i rozwój tak, abyśmy bardzo szybko osiągnęli poziom takich gospodarek jak Niemcy czy UK.

Jest to oczywiście proces powolny, ale nie możemy sobie dziś pozwolić na bierność, musimy ambitnie rozwijać Polskę a w kryzysie popandemicznym naprawdę duże inwestycje centralne i lokalne to najlepsza droga do wzrostu i rozwoju naszego kraju. Musimy wykorzystać ten czas a nie defensywnie skazywać się na stagnację gospodarczą.

Bo przecież budowa takiego CPK to setki firm budowlanych i tysiące miejsc pracy a później znajdzie tam zatrudnienie setki tysięcy osób. Infrastrukturalne inwestycje lokalne to też setki firm i tysiące miejsc pracy.

Ponadto wymogiem współczesnych gospodarek jest postawienie na innowacyjność, co też robi obecny rząd a podkreśla prezydent A. Duda.

Taką wizję naszego kraju chce realizować prezydent A. Duda. A jaką wizję ma R. Trzaskowski?

[1] https://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/7760861,rewolucja-infrastrukturalna-na-wyspach-premier-johnson-trzeba-byc-ambitnym-i-dzialac-szybko.html

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:9)

Komentarze

Prezydenci w Polsce nie są od gospodarki. Faktem jest jedynie, że mogą przeszkadzać w rozwoju gospodarczym i dlatego lepszym jest ten który nie będzie przeszkadzał. To rząd decyduje o inwestycjach i rozwoju. Chwała za "Przekop" i PCK ale to jest tylko infrastruktura, a nie przemysł dający efekty w postaci konkretnego produktu i stałe miejsca pracy co obiecywała obecnie rządząca opcja. Gdzie jest ten "przemysł kosmiczny", samochody elerktryczne, itd..., itp...?

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-5

antyleming

#1637551

Polska przedsiębiorczość przyjęła już zlecenia na produkcję nanosatelitówo wartości mniej więcej siedmiuset milionów USD. Mowa oczywiście o specjalnych urządzeniach latających w kosmosie. Są to urządzenia polskiej konstrukcji i polskiej produkcji. Wystarczy zajrzeć w zwykłą ofertę handlową jednej z polskich firm [link] Inna firma zabrała się za realizację zamówień na produkcję kropek kwantowych dla globalnych czeboli elektronicznych.

Albo taka zagadka. W jakim europejskim kraju jest ulokowana największa w Europie produkcja elektrycznych autobusów? [link] I tak dalej.... I tede... I tepe... 

Wystarczy odrobina zwykłej ciekawości, aby dostrzec, że znakomite wyniki polityki zrównoważonego rozwoju polegają na tym, że przestrzeń inwestycyjna dotyczy równocześnie wszystkich obszarów, nie tylko tak zwanych inwestycji infrastrukturalnych ale wszystkich, które pchają polską gospodarkę do przodu. Wszystkich najambitniejszych, wymagających gospodarczej wyobraźni, i nieomal romantycznej energii.

A nawet gdy myślimy już tylko o inwestycjach infrastrukturalnych, to ich pensum nie ogranicza się tylko do przekopu Mierzei i słynnego we wrogiej antypolskiej propagandzie CPK. Wystarczy zauważyć, że ten program inwestycyjny nie kończy się na tym co chciałby wykończyć Rafał Trzaskowski, ale można by zauważyć na przykład już w toku realizacji takie inwestycje jak Baltic Pipe, dwa morskie terminale gazowe na Bałtyku, które już spowodowały obniżenie cen gazu w latach 2015 - 2020 o 18% i wypłatę odszkodowania przez Gazprom w kwocie 1,6 miliarda dolarów.

A ten program, tak pogardzany przez antypolską propagandę antypolskiej totalitarnej opozycji, dotyczy również infrastruktury transportu i to nie tylko w rozwoju systemów portowych ujścia rzeki Odry i Wisły, ale ich zaplecza komunikacyjnego sięgającego włączenia ich do sieci transportowej UE (TEN-T) w systemach transportu intermodalnego, na przykład w zakresie programu tak zwanego Trójmorza. To samo dotyczy na przykład inwestycji polskiego przemysłu petrochemicznego i to nie tylko w produkcji paliw ale i surowców przemysłu chemicznego (Police) albo na przykład konsolidacji ORLEN.

Oczywiście kretyni z obozu antypolskiej histerii liberalnej porównują te projekty do robót publicznych Adolfa Hitlera. Wystarczy zajrzeć do steku bzdur opowiadanych przez pana posła Dobromira Sośnierza [link] i wielu podobnych. Żaden z tych specjalistów od szukania dziury w całym nawet nie sprawdzi, że te polskie inwestycje infrastrukturalne nie są robotami publicznymi w hitlerowskim rozumieniu. Na ogół wcale nie są robotami publicznymi w takim rozumieniu, choć czasem są inwestycjami publicznymi. Subtelna różnica, ale jednak.

Ale nie tylko drobna różnica, ale całkiem zasadnicza, gdy zauważymy, że na przykład taki CPK ma być głównie finansowany jako międzynarodowe inwestycje prywatne, czyli nie z budżetu. I ciekawe jest to, że te inwestycje, jak wszystkie inwestycje owocują nie tylko stałymi miejscami pracy, ale i pracą dającą konkretne zyski wpływające do polskich kas. Zyski oraz realną konkurencyjność polskiej gospodarki. 

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

michael

#1637557

Prezydenci w Polsce, a może nawet wszędzie nie są od gospodarki. Tak to jest racja. Ale gdy wypowiemy tę rację w formie kategorycznego dogmatu ideologicznego, to jak zawsze gdy pojawiają się ideologiczne dogmaty - mamy do czynienia z głupotą i to niestety bardzo niebezpieczną głupotą. W tym wypadku niebezpieczną dla polskiej racji stanu. Wszelki ideologiczny dogmatyzm, a już broń Boże ortodoksyjny jest groźny, ponieważ wyłącza myślenie.

Owszem żaden Prezydent nie pełni i nie powinien pełnić ani funkcji przedsiębiorcy, ani managera projektów inwestycyjnych, ani zarządzającego realizacją inwestycji gospodarczych, ani inwestora finansowego, to raczej jest oczywiste. Przypuszczam, że tylko tacy rąbnięci w łeb faceci jak Mobutu Seseko mogli by mieć ochotę na taką robotę. I mieli.

Ale istnieje jeszcze coś takiego jak polityka, a w polityce jest coś takiego jak polityka gospodarcza.
I co?
Czy ortodoksyjna ideologia liberalna ustanowi nad Prezydentem zakaz zajmowania się polityką gospodarczą?
W takim razie proszę mi odpowiedzieć na takie dwa pytania:
- Pierwsze, kto w takim razie w Polsce ma podpisywać ustawę budżetową, albo ustawy o podatkach?
- Drugie, czy Prezydent podpisując te ustawy, musi je odpowiedzialnie podpisywać, czy nieodpowiedzialnie, bez względu na ich treść?

I pozwolę sobie jeszcze na pytanie dodatkowe. O definicję polityki gospodarczej państwa. Co to takiego, ta polityka?

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

michael

#1637571

Pewnie wierny słuchacz tvn-u się odezwał...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Stasiek

#1637716

Po pierwsze. Mniej więcej połowa pieniędzy na finansowanie programu 500+ nie pochodzi z uszczelnienie podatku VAT, ale z przyrostu wpływów podatków od powiększającego się wolumenu dochodów polskich portów morskich, co tylko w niewielki sposób zostało ograniczone przez koronawirusa. Ale nie jest to przychód pochodzący od wzrostu opodatkowania, ale od zwiększających się przychodów, bez wzrostu stóp opodatkowania. 

A po drugie, pan Dobromir Sośnierz myli się okrutnie, że powiększenie dochodów z wyłudzeń VAT jest skutkiem zmniejszenia kwot podatków niezapłaconych podatków należnych, co pan Sośnierz traktuje jako coś dobrego. Błąd pana Dobromira polega na tym, że dochody budżetu z uszczelnienia podatku VAT nie są skutkiem zmniejszenia rozmiarów unikania płacenia podatków, ale były i są skutkiem kradzieży, albo wyłudzenia nie należnego zwrotu podatków.

Jest chyba różnica pomiędzy unikaniem płacenia podatków co ewentualnie może być uznane za dobrą inżynierię podatkową, a bezczelną kradzieżą lub wyłudzeniem pieniędzy. Nie dostrzeganie tej różnicy, albo manipulowanie tą różnicą jest świadectwem żałosnej niekompetencji młodego Sośnierza. Co najmniej wstyd,...

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

michael

#1637576

skąd bełkoty?

 

na siedem spustów

ortodoksyjnej sekty

z kości słoniowej

pozamykana wieża

rwącymi z niej potokami

wypływają bełkoty

nawiedzonego Sośnierza!

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

jan patmo

#1637580