Kombinacje zmakrelizowanej Brukseli – przypadek czy wyrachowany plan?

Obrazek użytkownika contessa
Kraj

Jazgot Brukseli i Berlina w kierunku Warszawy jakby ostatnio przycichł  ale złośliwie powiem, że wg mnie to znak iż w tej ciszy knuty jest kolejny plan jak tym razem już skutecznie i na amen zaorać Polskę.

W ogóle to ostatnia dekada maja i pierwsze dni czerwca oprócz zajadłych ataków i prób ingerencji Brukseli i Berlina w czysto wewnętrzne sprawy polskie, obfitowały w dziwne  przypadki i wolty na europejskiej scenie politycznej, a z Niemiec napływały coraz bardziej sprzeczne informacje. Wszystko to sprawiało nieodparte wrażenie, że tu i tam rośnie poziom adrenaliny z powodu zbliżającego się wielkimi krokami szczytu NATO w Warszawie, który wielu jest bardzo nie po myśli, a chyba najbardziej Niemcom i Rosji.

Tak jakoś się złożyło, że w/w  czasie szwendałam się trochę po Europie dlatego będzie trochę i o tym jak o Polsce ćwierkają wróble  w Rzymie i w Madrycie bo m.in. na tej podstawie oparłam trochę wniosków, zawartych w tym tekście...

 

Zacznę od tego, że w końcówce maja niemieckie zeitungi zaczęły nagle i intensywnie, a raczej ofensywnie, maglować jeden temat - „kanclerz Angela Merkel nie zamierza łagodzić ani skracać nałożonych na Rosję sankcji”. Maglowały go bez okazji i przy okazji ale tak regularnie i nachalnie, jakby wypełniały jakieś  spuszczone z bardzo wysokiej „góry” polecenie by ta informacja i ta narracja zdominowały wszystko inne.

A jednocześnie...?

Jednocześnie te same zeitungi informowały regularnie o tym, że  Merkel i Berlin tylko oficjalnie są bardzo za sankcjami względem Rosji za Ukrainę bo tak naprawdę to są o wiele bardziej przeciwko ich zaciskaniu i przedłużaniu. Zeitungi donosiły również, że  rząd Niemiec po cichu, za plecami UE - i zwłaszcza intensywnie w resortach gospodarki i spraw zagranicznych – pracuje nad  programem stopniowego łagodzenia restrykcji wobec Rosji, który ma być wprowadzony jeszcze w tym roku.

Pisał o tym Die Welt i Spiegel,  a w chwilę po nich  plan „ostrożnego poluzowania”  potwierdził oberopiniotwórczy Sueddeutsche Zeitung, krytykując ostro politykę Berlina, jego infantylne i wręcz niemoralne argumenty, ostrzegając jednocześnie przed następstwami  takiej „odwilży”.

Bo – właśnie w ostatniej dekadzie maja wiodącym argumentem Berlina w kwestii „ostrożnego poluzowania” okazała się  rosnąca rzekomo liczba unijnych przeciwników sankcji przeciw Rosji. Niestety ten argument nigdy nie miał, nadal nie ma i nie może mieć absolutnie żadnego realnego umocowania bo ich liczba jest niezmienna od chwili wejścia sankcji w życie.  Jest to wyssana z palca bajeczka bo niewygodnie dla Berlina i Brukseli liczba państw popierających sankcje rośnie – ostatnio  oficjalnie  dołączyły do nich Litwa, Łotwa i Estonia. Być może ten dziecinny argument był rzucony przez Merkel nieuważnie,  w chwili jakiegoś zaskoczenia, konsternacji, np. jako improwizowana odpowiedź na nieuzgodnione wcześniej dziennikarskie pytanie, z nadzieją, że ktoś taką odpowiedź kupi. Albo nie zauważy... 

Argument ów  rzeczywiście jest niemoralny bo  Merkel, „główny dyrygent” UE,  po „obdarowaniu” Europy zaproszonymi przez siebie uchodźcami za jej plecami, niestety po raz kolejny wyciera sobie kanclerski tyłek członkami Unii, starając się znów scedować odium własnej odpowiedzialności oraz jej ciężar polityczny i finansowy na państwa członkowskie UE.   

Niemcy pod wodzą A.Merkel długo i ciężko pracowały w Berlinie i w Brukseli by przywrócić sobie rolę wodza Europy. Nie tylko przywrócić ale i zostać jednogłośnie  uznanym przez resztę Europy i świat za hegemona, obergubernatora europejskiej części świata.  Gdy już wszystko było prawie cacy, Merkel zamiast wziąć jeszcze jedną tabletkę na wstrzymanie uznała, że już czas pokazać kto rządzi, że już czas pokazać jak  cała UE wraz z Putinem grzecznie i potulnie chodzą na smyczy Niemiec, wiodącej potęgi w Europie. Dlatego europejczycy wciąż nie wybierają unijnych dyrektorów, wicedyrektorów i prezydentów dyrektorów Europy, tak jak by należało, bo wskazuje ich palcem Führerin Angela spośród swych byłych i aktualnych dobermanów, pudli, ratlerków i ich kamerdynerów. Bruksela potem tylko farbuje im i przypudrowuje nordyckie rodowody na europejskie...

Oczywiście na wyższych półkach Brukseli nawet palcem nie kiwnie żeby taka ordynacja wyborcza została wprowadzona w Brukseli. Z wiadomych powodów...

 

Dlaczego o tym piszę...

Bo dowiedziałam się w Hiszpanii i Włoszech ciekawych rzeczy. Np.czy wiecie jak lewacy w Rzymie i w Madrycie – od babci klozetowej na dworcu po szacownych profesorów w renomowanych uczelniach wyższych tytułują bezmaturalnego bibliotekarczyka Schulza, usadzonego przez Merkel na szczycie unijnej hierarchii?

Padniecie z wrażenia -  „Dr Martin Schulz”!

Na dodatek wymawiają to z takim namaszczeniem, z takim pietyzmem, dumą i emfazą, że... albo pękać ze śmiechu albo wprost po gębie dać na otrzeźwienie takiemu leszczowi z doktorskimi tytułami. Na szczęście trzeźwomyślących i trzeźwopatrzących obywateli jest o wiele więcej i co ciekawe -  w swych opiniach o Schulzu niewiele różnią się od polskich opinii o B.Komorowskim, a różnicę wskazują najwyżej taką -   „”Dr”  Martin jeszcze nie skakał po krzesłach albo może skakał i nikt tego nie widział, a jeśli widział - ma trzymać buzię na kłódkę” (to oryginalny cytat).... Poza tym, że większość moich włoskich i hiszpańskich rozmówców porównywała poziom gadki  „dra” M.Schulza z gadkami B.Komorowskiego, to bardzo dziwiła się Polakom, że  jeszcze nie pogonili Timmermansa i „tej całej weneckiej małpiarni” (też oryginalny cytat), i że w ogóle jak to się stało, że wewnętrzne sprawy Polski znalazły się na celowniku Brukseli.

I dodawali – o ironio! – „dziś Polska, a jutro może - my?”...

Widocznie wciąż nie mają takich zawodowych i zręcznych donosicieli kalibru Kijowski,  Petru, Schetyna...

W ogóle to o tej wyprawie i o tych rozmowach postaram się napisać w oddzielnej notce bo było w nich sporo również o śp.Prezydencie Lechu Kaczyńskim, o Smoleńsku, o prezydencie Dudzie, Bolku Wałęsie,  kurku na dachu Tusku i duecie Kopacz&Komorowski. Trochę materiałów mi się nazbierało bo gdy tylko mogłam, robiłam notatki i co ciekawe - żaden z rozmówców nie miał nic przeciwko temu. Gdy nie mogłam to wtedy późno w nocy, po pracy, spisywałam zapamiętane w notesie. Poza tym wiele z tych rozmów po prostu pozostało w pamięci bo zaskakiwały skalą antybrukselskich nastrojów i szokowały reakcją na sączące eurokołchoźną  propagandę miejscowe media. Tego w żadnej prasie się nie znajdzie dlatego obiecuję, że o tym napiszę jak tylko wreszcie „zejdę z walizek” bo za małą chwilę mam jeszcze skok do Grecji i na Maltę...  

 

Zanim wrócę do tytułowego meritum  muszę jeszcze coś dodać – tak ku pokrzepieniu polskich serc, bijących teraz w nadziei, że dobra zmiana się powiedzie i wyprowadzi Polskę na miejsce jej należne! Szanowni Moi! Polska w Europie (piszę oczywiście o  całkiem zwykłych ludziach, szarych obywatelach) wcale nie jest postrzegana  negatywnie, tak jak wciąż zdominowane przez resortowe bachory tzw.polskie media próbują wmówić Polakom za pośrednictwem speców od czarnego pijaru jak Sikorski ze swym appellobby „po kądzieli”, jak Azory i Burki  na eurokołchoźnym łańcuchu typu  np.Lewandowski, Wałęsa jr., Thun i wszystkie warchoły, robiące na zewnątrz z Polski zadżumionego czarnego luda przy pomocy smrodów z KOD-u, pierdów Nowoczesnej pod „patronatem” ex-ów Komorowskiego, Kwaśniewskiego i Bola Wałęsy, odrąbanych od koryta platfonsów z resztą ich ex koalicyjnego inwentarza, a wszystkich pod wspólnym mianownikiem świadczenia prostytucyjnych usług Brukseli i Berlinowi jak nie bezpośrednio to pośrednio. Przeciwnie - ludzie w Europie widzą i cieszą się, że Polacy w 2015 roku się przebudzili. Oni nawet wiążą pewne nadzieje z Polakami i z Polską bo widzą w naszej Najjaśniejszej – z Węgrami ramię w ramię lub bez – szansę na przemianę Europy. Widzą w Polsce strażnika Krzyża i szansę powrotu Europy do swych korzeni w kulturze łacińskiej. Widzą pomimo tego, że odradzająca się po wyborach 2015 r. Polska jest rozszarpywana od wewnątrz  przez Targowicę, a od zewnątrz przez psiarnię „pańci z Berlina”...

 

Wracając do tytułowego meritum...

Dzięki rozedrganym między politycznym posłuszeństwem Bundestagowi i misją dziennikarską niemieckim mediom może wciąż jest tajemnicą ile obywatelek Unii i nieletnich młodzianków zgwałcili w Niemczech tzw.”uchodźcy”, ale nie jest tajemnicą, że w Niemczech gwałtownie rośnie liczba niezadowolonych przemysłowców, których koncerny i inne filary niemieckiej gospodarki cierpią straty z powodu sankcji dla Rosji. Bez ich cofnięcia  niemiecka gospodarka się posypie, a wraz z nią padnie ciężko wypracowywany latami przez Angelę mit  Niemiec jako wiodącej  siły Europy, który bez Rosji stanie się zwykłą makulaturą.

Wniosek ad hoc na pytanie – po co Merkel twardo gra na Brukselę i Moskwę, po co zależy jej na Unii różnych prędkości, jaka w tym wszystkim jest rola Polski?

Rosja bez Berlina i bez Brukseli sobie poradzi!

Ale...

Berlin bez sojusznika w osobie Brukseli sobie nie poradzi.

Mało - Berlin bez Rosji już w ogóle sobie nie poradzi.

Niemcy obecnie są bardzo osłabione  słabością decyzji i pozycji  Merkel, która nie zważając na to przebywa w jakimś mistycznym stanie nieważkości jakby całkiem odcięta od rzeczywistości świata zewnętrznego. Odcięta tak dalece, że nie zauważa, że to nie Putin chodzi na jej smyczy. Za to Europa widzi to czego nie widzi Angela -  że to ona chodzi na smyczy Putina. Mało -  Europa widzi, że Putin zrobił sobie z niej i z jej Vaterlandu skuteczny kaganiec by reszta unijnej Europy nie gryzła ręki, trzymającej smycz.

Europa widzi również, że wysiłki Merkel wzięcia na smycz Turcji zakończyły się tym, że ona sama wraz z Brukselą chodzi na smyczy sułtana Erdogana.

 

Czas teraz na kilka ciekawych „zbiegów okoliczności”, o których wspomniałam na początku tekstu.

...To nie przypadek, że trzymany pod pantoflem Merkel prezydent RFN Joachim Gauck  akurat właśnie teraz wyjechał  z „białą księgą” wyższości Niemiec nad innymi nacjami i kreuje Niemcy na potęgę kształtującą świat.

Czemu dopiero teraz, a nie  np. 4 lata temu gdy wahał się w Paryżu czy najpierw podać rękę byłemu kacykowi Francji Sarkozemu czy aktualnemu Hollandowi? Czemu nie 2-3 lata temu gdy obłapiał się i poklepywał z Bronkiem Komorowskim na Westerplatte. 

Bo Niemcy były wtedy silne i nie było potrzeby!

...To nie przypadek, że po wielu latach twardego dystansu i dyplomatycznego mrozu  ze strony Brukseli względem Moskwy, najwyższy funkcjonariusz Brukseli nagle zawita w Rosji. J-C.Juncker 16 czerwca będzie w Petersburgu. Pretekst? Forum ekonomiczne.   

Dlaczego akurat teraz? Gdy np. Berlin już prawie złamał opór Brukseli w kwestii  budowy NordStream2 na potrzeby własne i rzekomo dla potrzeb UE choć  większość członków Unii uważa go za przedsięwzięcie czysto berlińskie i w 100%  czysto polityczne, w ogóle nie wynikające z europejskich zapotrzebowań na energię lub z powodu, że  technicznie  „nie wyrabia” obciążenia?

Dlaczego teraz gdy terminal gazowy w Świnoujściu już działa?

NordStream1 rzeczywiście „nie wyrabia” – zamiast racjonalnej eksploatacji  w okolicach 90-100%, jest obciążony tylko w około 60% swej wydajności.

Już nie będę się pastwić pytaniami  w jakiej roli J-C.Juncker zjawi się w Rosji - czy jako zwykły obserwator forum, czy emisariusz interesów UE, czy wysłaniec Berlina po instrukcje?

To w sumie jest już właściwie całkiem  nieistotne choć dziwnym  „zbiegiem okoliczności” oczywiście pozostaje.

 

I na koniec -  lipcowy szczyt NATO w Warszawie! 

Merkel i jej Vaterland w roli putinowskiego kagańca  uparcie i stanowczo walczyli by wschodnią granicą NATO w Europie pozostała nadal Odra i Nysa i ani kroku na Wschód. Ten kaganiec miał również wpłynąć na wymiar i jakość sankcji względem Rosji. Wielu wysokopostawionych eurokołchoźnych światłych europejczyków miesiącami życie, kariery i święty spokój brukselski  sobie łamało by się nie odbył. Taki np. „Dr” Schulz – ileż on się napluł na Polskę. Albo taki Oettinger czy Verhofstadt Guy, który aż zęby zjadł żeby szczyt z Warszawy został przeniesiony w inne miejsce. Komisja Wenecka nie po to dreptała po Warszawie, Timmermans nie po to zamawiał maski by w jednych występować w Warszawie, a w innych w Brukseli.... Wspomagała aktywnie tę brukselską „armię zbawienia”  egzekutywa V kolumny w osobie Stefana Niesiołowskiego, rozpaczliwie wzywającego Brukselę do nałożenia sankcji na Polskę. Pomagali mu Grzesiek Schetyna i Rysiek Pierdu,  którzy intensywnością swych  donosicielskich peregrynacji wydeptali między Warszawą i Brukselą istny  Rów Mariański. Kijowski Mateusz po to  wypruł kasę od naiwnej KOD-ziarni by  wypruwać sobie flaki w Brukseli i w Waszyngtonie, w którym senatorom i kongresmenom chciał opowiedzieć o tym  jak  w Polsce leje się krew z demokracji, mordowanej przez PiS, Kaczyńskiego, Dudę, Szydło no i oczywiście Antka Macierewicza, mordującego przy okazji polskie siły zbrojne pod płaszczykiem ich reformy,  i jak on – Kijowski - wraz z ćwierćmilionowymi rzeszami pospolitego ruszenia obywateli  pod sztandarami z wizerunkiem ubeckiego kapusia Bolka Wałęsy i pod wodzą hetmana bezdomnego  Bronka Komorowskiego -  biednej ofiary kaczystowskiego dudo-szydłowizmu i choć analfabety, skoczka taboretowego i felczera od aplikacji lewatyw polskim obywatelom to jednak wybitnego konesera i mecenasa sztuki w dziedzinie szkła i malarstwa, na bruk wywalonego brutalnie  z Pałacu i z Belwederu,  ratują tę  krwawiącą demokrację z jatki.

Do Kijowskiego nie przyznał się nawet ponoć superwpływowy i opiniotwórczy choć superniszowy Freedom House - rzekomo zapraszał papę KOD-a Mateusza za ocean co jednak tak szybko publicznie zdementował w mediach, że będący na miejscu Kijowski nie zdążył interweniować. A wystarczyło Kijowskiemu zgłosić się do ekscelencji Schnepfa R., ówczesnego ambasadora RP w USA, który np. prezesowi TK Rzeplińskiemu otworzył wiele drzwi w Stanach by mógł się wyskarżać na ciężki los resortowej Temidy w Nadwiślańskiej Krainie Deszczowców Kaczora, a  na reakcję wcale nie trzeba było długo czekać bo w ekspressowym tempie w obronie polskiej demokracji stanął sam Bill Clinton, piętnując brutalne faszystowskie metody PiSowskiego reżymu nad Wisłą.

Petru Ryszard – kameruński Rubikoń nowoczesnej polskiej polityki  i  były pierwszy dyplomata RP  Schetyna Grzegorz walczą o miejsce przy polskim korycie w Berlinie i Budapeszcie. Schetyna dalej nie może bo go zaraz z prezesury wygryzie  Kopacz z Neumannem, ale w tececie z Kijowskim wchodzą w buty rządu RP – hołd Schetyny złożony Orbanowi wyglądał tak jakby był specjalnym wysłańcem premier Szydło. Timmermans w międzyczasie zmieniał maski jak slipy, a „DR” Schulz bił brawo  zadowolony, że Bruksela nie popuszcza Warszawie co podobno świadczy o wysokim  morale eurokołchoźnej centrali  i jej  przywiązaniu do najwyższych europejskich wartości. Choć np.nagroda Brukseli, przyznana właśnie KOD-owi za „promowanie europejskich wartości” po głośnych odach Róży Thun ale nie bez  milczącego wsparcia dyrektora Donalda  świadczy tylko o jednym – o tym, że na uznanie i mecenat Brukseli może liczyć tylko zdrajca, aferał i szuja. 

 

Niemcy są wściekłe!

Polska powoli podnosi się z kolan i pokazuje, że można państwo wyciągnąć z przepaści – wystarczy tylko trzymać złodziei, paserów i ich klientów z dala od polskich rodowych sreber.

Nie udało im się zaorać  Polski gospodarczo podczas rządów Tuska, Kopacz i Komorowskiego. Nie udało się embargami Putina. Nie udało się militarnie  bo tak pilnie strzeżona przez nich granica NATO za chwilę przesunie się o przynajmniej 640 km na wschód. Tyle dzieli Świecko od Terespola w praktyce ale obecność NATO między Wisłą i Bugiem będzie mieć również drugi wymiar, sięgający o wiele dalej - na wschód, zachód, północ i południe. 

A już Niemcy witały się z gąską, już unijne sankcje dla Rosji miały paść bezboleśnie, już różne siemensy i bayery zacierały łapki i odrabiały  straty, choć chwilowo teoretycznie, w kalkulatorze...

Szczyt NATO w Warszawie się odbędzie. Nie wierzę w żadne pyłowe erupcje, które przeszkodzą jego uczestnikom w dotarciu do Warszawy. Bo szczyt to szczyt, nie pogrzeb choć... jeśli dojdzie na nim do wypracowywanych przez prezydenta Dudę i ministra Macierewicza porozumień to będzie to również pogrzeb niemieckiego zwierzchnictwa nad Polską pod płaszczykiem Brukseli. A może nie tylko nad Polską?...

Co pozostanie Berlinowi? Mokre kapiszony typu Schulz, Tusk, Timmermans, różne komisje europejskie i komisje komisji. Będą nękać Polskę  jak  „turyści łonowi” nie tylko do końca kadencji Rzeplińskiego, ale i długo po niej.

Oczywiście o  ile rząd RP im pozwoli.

Teraz właśnie nadarza się okazja by premier Szydło przywołała Brukselę do porządku – Komisja Wenecka nie działała w Polsce prawomiernie, wyszła poza wskazany jej obszar, przez co jej opinia jest zwykłym urzędaskim bublem. Podobnymi bublami są nieumocowane żadnym aktem prawnym zarzuty Brukseli pod adresem Polski,   ultimatum Timmermansa i inne straszaki.   

 

...Teraz jest cisza. Cisza chwilowa, przed kolejną burzą. Wzmożenie już  za chwilę bo Polska już za chwilę będzie gospodarzem dwóch wielkich wydarzeń – Światowych Dni Młodzieży i szczytu NATO.

Czy przebiegną w spokoju?

Pytam bo obawiam się, że różni „dobrodzieje Polski” – zagraniczni, miejscowi i  ich sługusy nie omieszkają skorzystać z okazji by Polsce ostatecznie przyprawić gębę trędowatego... 


 

 
 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:16)

Komentarze

Contesso. A już myślałem, że w podróży dookoła świata. Dobrze się Ciebie czyta i Potrafisz siać takim potrzebnym bardzo optymizmem, którego ostatnio mocno brakowało, bo gdzie nie spojrzeć było, to szaleństwa pierdu, wygłupy kijowskich i POmaskich i rzeplińskich. Tańce pijanego Wita olka, i inne sKODziałe badziewie wszechobecne wszędzie. Polska Podnosi się z kolan Napisałaś. I Napisałaś, jak JĄ widzą  zwykli europejczycy tam, gdzie Wojażowałaś. I to jest optymistyczne to widzenie, i to jest jakby wpuszczenie strumieni świeżego, ożywczego powietrza, w zatęchłą, sKODziałą atmosferę, gdzie pełno było ostatnio smrodzących bolków, olków i litwinów, którzy świętowali łajdaki rocznicę czerwcową liczenia się "panów".

Nie Wybywaj na tak długo.

Pozdrawiam z radością, że Cię widzą stare oczy moje........

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1514580

Przyznam szczerze, że sama byłam zaskoczona opiniami o Polsce, które usłyszałam, biorąc pod uwagę wszystko to co o Polsce teraz leci w mediach europejskich. A wszystko zaczynało się od tego, że gdy ludzie dowiadywali się, że jestem Polką to momentalnie padało pytanie - czy to prawda co o Polsce się teraz pisze i mówi, ta cała granda z TK, reakcja i pomrukiwanie Brukseli itd. To, co mi mówili o Polsce, o swoim stosunku do Polski to nie była jakaś zwykła kurtuazja względem mnie - ot, przyjechała do nas babka z Polski, no to bądźmy dla niej uprzejmi. Nie, nie! Czasem szło ostro w tych rozmowach, np. w kwestii Bolka Wałęsy, że jak tak można represjonować byłego prezydenta, z takimi zasługami, to on obalił komunę itd. Był taki moment, że siedzieliśmy przy kawce pod chmurką w Sienie i prawie się kłóciliśmy o Bolka, hahaha. 2 stoliki dalej siedział gość i coś klepał na laptopie. Powiedziałam - załatwcie laptopa na 2 minuty to wam coś szybciutko pokażę. No i szczęki im poopadały...  Poprosili mnie żebym im napisała na karteczce hasło wywoławcze do googli  "teczka wałęsy" żeby w domu na spokojnie, ze słownikami je sobie obejrzeli... Temat o "uchodźcach" zwłaszcza we Włoszech był wybuchowy bo było to w sumie zbiorowe zgrzytanie zębów na  Merkel, Brukselę, a o swym premierze to już tak mówili, że słuchać było hadko.  

W Hiszpanii byłam w sumie tylko 2 dni ale za to zdarzyło mi się groteskowe zderzenie z polskim betonem platfonsiery ale o tym to już w notce choć o jednym muszę tu wspomnieć bo jednak zaskoczyły mnie te lemingi - mimo, że wierne są Platformie to jednak bardzo psioczyły na unijne wtręty w sprawy polskie, no i na Pierdu i KODzie nie zostawiły suchej nitki. 

Pozdrawiam cieplutko.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#1514598

Podziekowania za tak optymistyczne glosy z Europy i choc tu w Austrii, wsrod Poloni podobne nastroje panuja to przerazony jestem muslimizacja tego kraju. Milych i udanych chwil w podrozach zycze i szczesliwego powrotu do domu.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1514621

Moi rozmówcy optymistycznie raczej  nie byli nastrojeni ale takie głosy o Polsce rzeczywiście mogą w nas  wzbudzić  pewien optymizm. To jest nam potrzebne  bo to znak, że jesteśmy na dobrej drodze, że racja jest po naszej stronie i warto o nią walczyć.

...O islamizacji Europy pisałam niedawno:

http://niepoprawni.pl/blog/contessa/perspektywa-europy-ch-dupa-i-kamieni-kupa-czyli-jak-makrela-europe-w-jasyr-oddala-i

Wcześniej również poruszałam ten temat, zaś 5-6 lat temu gdy zaczęłam blogować i czasem ostrzegałam, że islam pełznie uparcie po świecie i będzie z tego bieda  to się ze mnie śmiali. Dziś już mało komu jest do śmiechu. 

Dziękuję za życzenia. Pozdrawiam.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#1514648

Całe wieki Cię nie było. Dziekuję za te optymistyczne informacje. To podtrzymuje nadzieję, budzi optymizm.

To ważne. Jesteśmy na właściwym kursie.

Pozdrawiam, i czekam na dalsze, dobre "wieści ze świata"

Pozdrówka.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1514720

Po prostu oba państwa są zbyt blisko. Strefa buforowa czyli Europa Wschodnia, o ile nie jest pogrążona w chaosie budzi niezadowolenie mieszkańców reżimowego dostawcy surowców ponieważ bliski kontrast poziomu zycia szaraka nazbyt razi. A symbioza elit zbyt widoczna i jaskrawa oburza mieszkańców demokratycznego pępka socjalu wolności i nadprodukcji . Ponieważ efektem tej symbiozy są pojawiające się wśród elity pępka trudne do zaakceptowania autorytarne fanaberie i kaprys chyba że ujście tych ciągotek następuje w buforze. Jeśli potrafimy wyzwolić się z roli bufora , przywrócić normalność ...Trzeba sobie zdawać sprawę ,że uwalnianie się od presji i wybijanie na samodzielnośc nieuchronnie prowadzi do wewnętrznych problemów u obu naszych wielkich sąsiadów. I trzeba będzie się w odpowiednim momencie w te wewnętrzne konflikty zaangażować przyspieszyć, wrednie , przebiegle ,przejawić nagłą i sporą agresję.Niestety od kilkuset lat to nie było nigdy w Polsce rozumiane. 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1514725