MISTYKA [2]

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Idee

Podróż do piekła

 

Wieczorem 3 maja 1868 roku ks. Jan Bosko powrócił do opowiadania tego, co widział w swych snach podczas pobytu w Lanzo. Rozpoczął tak: „Muszę opowiedzieć wam jeszcze inny sen, który jest jakby konsekwencją poprzednich. Sny te tak mnie załamały, że nie mogłem już wytrzymać. Mówiłem wam o przerażającej ropusze, która w nocy 17 kwietnia chciała mnie pożreć, a wraz z jej zniknięciem usłyszałem ten głos: ‘Dlaczego nie mówisz?’ Odwróciłem się w stronę, skąd dochodził głos, i zobaczyłem przy moim łóżku dostojną postać (Przewodniczkę).

O czym powinienem mówić? - zapytałem.

O tym, co widziałeś; co zostało ci powiedziane w ostatnich snach oraz o tym, co zostanie ci objawione w noc przyszłą".

Ksiądz Bosko kontynuował mówiąc, że przerażeniem napełniała go myśl, iż będzie musiał znowu oglądać te straszne wizje; dlatego postanowił położyć się spać dopiero po północy. Skoro tylko zasnął, ta sama co zawsze Przewodniczka podeszła do jego łóżka i nalegała:

Wstań i chodź ze mną.

Zaprowadziła go na rozległą i suchą równinę, prawdziwą pustynię bez ani jednego źdźbła trawy. To była długa i smutna podróż, chociaż droga, którą szli, była piękna, szeroka, przestronna i porządnie wybrukowana. Po obu jej stronach rósł wspaniały zielony żywopłot, obsypany przepięknym kwieciem. Na pierwszy rzut oka droga wydawała się równa, jednak w rzeczywistości wiodła w dół; ksiądz Bosko i Przewodniczka szli tak szybko, że wydawało mu się, że fruną.

„Za nami - opowiadał ksiądz Bosko - zobaczyłem wszystkich chłopców z Oratorium w towarzystwie kolegów, których nigdy przedtem nie widziałem. Gdy się zbliżali, zauważyłem, że to jeden, to drugi przewracał się i natychmiast jakaś niewidzialna siła ściągała ich po zboczu w majaczący w głębi dół. Zapytałem moją Przewodniczkę:

Co sprawia, że ci chłopcy się przewracają?

Podejdź trochę bliżej.

Wtedy zobaczyłem, że chłopcy przechodzili między pętlami; niektóre były rozciągnięte przy samej ziemi, inne zawieszone na wysokości głowy. Były prawie niewidoczne, dlatego wielu chłopców o nie zaczepiało: jedni głową, inni szyją, jeszcze inni rękoma, niektórzy ramionami, inni nogami czy bokami. Kiedy tylko pętla się zaciskała, sznur ściągał ich w dół.

Chciałem obejrzeć jedną z nich i pociągnąłem ją ku sobie; ale ponieważ nie mogłem jej ruszyć, postanowiłem iść wzdłuż liny aż do samego jej początku, prawdopodobnie gdzieś przywiązanego lub przez kogoś trzymanego. W ten sposób dotarłem na skraj straszliwej pieczary i szarpnąwszy porządnie za sznur, ujrzałem, jak wyłania się z niej ohydny, olbrzymi i obrzydliwy potwór. W szponach trzymał koniec liny, do której były przywiązane wszystkie pozostałe. Poruszony tym widokiem powróciłem do mojej Przewodniczki, która powiedziała mi:

-Teraz wiesz, kto ściąga chłopców w przepaść?.

Tak, teraz wiem! To demon zakłada te pętle, aby wtrącić moją młodzież do piekła.

Zauważyłem wtedy, że każda lina miała swój napis: pycha, nieposłuszeństwo, zawiść, nieczystość, kradzież, łakomstwo, lenistwo, gniew, itd. Zauważyłem też, że najwięcej ofiar zbierały liny nieczystości, nieposłuszeństwa i pychy. Do tej ostatniej przywiązane były dwie inne.

Wielu chłopców umiało jednak szczęśliwie ominąć pułapki; inni uwalniali się z nich, przechodząc obok wbitych w ziemię sztyletów, którymi rozcinali więzy. Były to symbole spowiedzi, modlitwy oraz innych cnót i oddania. Dwie wielkie szpady przedstawiały oddanie się Jezusowi Eucharystycznemu i Przenajświętszej Maryi".

Następnie ksiądz Bosko opowiadał, że dalej wędrował tą drogą, coraz bardziej dziką, schodzącą coraz bardziej stromo i osuwającą się, pełną jam, kamieni i głazów. I oto w głębi ukazał się jakiś ogromny i mroczny budynek. Nad wysokimi drzwiami widniał przerażający napis: ‘Tutaj nie ma zbawienia’. Dotarli do bram piekieł.

Spójrz! - krzyknęła nagle Przewodniczka, chwytając go za ramię.

„Drżąc - mówił Święty - zwróciłem oczy ku górze i zobaczyłem daleko jakąś schodzącą szybko postać. W miarę jak schodziła, byłem w stanie rozróżnić jej fizjonomię; to był jeden z moich wychowanków. Miał rozczochrane włosy, częściowo stojące sztywno na głowie, częściowo powiewające z tyłu; ręce wyciągnięte przed siebie jakby w obronie przed upadkiem. Próbował się zatrzymać, ale nie mógł. Chciałem pobiec i pomóc mu, podać mu zbawczą dłoń, ale Przewodniczka nie pozwoliła mi na to:

Czy sądzisz - powiedziała - że możesz zatrzymać kogoś, kogo ściga gniew Boży?

Tymczasem ten chłopiec, oglądając się za siebie wzrokiem oszalałym z przerażenia, uderzył w drzwi z brązu, które się rozwarły. Za nimi otworzyły się jednocześnie, wydając przeciągły i głuchy łoskot, drugie, dziesiąte, setne - tysiące innych drzwi, pchniętych uderzeniem chłopca niesionego niewidzialnym, niepohamowanym i nagłym wichrem. Wszystkie te drzwi przez chwilę pozostały otwarte i w głębi ujrzałem coś w rodzaju otworu pieca, a z tej otchłani - w której niknął chłopiec - wzbijały się kłęby ognia. Drzwi zamknęły się tak samo szybko, jak się otworzyły. I oto zobaczyłem następnych trzech chłopców z naszych domów, toczących się szybko niczym głazy, jeden za drugim. Rozkładali szeroko ręce i krzyczeli z przerażenia. Spadli na sam dół i uderzyli o pierwsze drzwi, które się otworzyły, a za nimi tysiące następnych.

Wielu innych spadło. Pewien biedak spadł, popchnięty uderzeniem perfidnego kolegi. Wołałem ich, zdyszany, ale oni mnie nie słyszeli.

Oto główna przyczyna potępienia! - wykrzyknęła moja Przewodniczka - Koledzy, złe książki, wynaturzone przyzwyczajenia.

Widząc, jak wielu upadało, zawołałem zdesperowany:

A więc na darmo pracujemy w naszych kolegiach, skoro tylu młodych spotyka taki koniec!

Przewodniczka odpowiedziała:

To ich stan obecny i gdyby teraz umarli, bez wątpienia by tu pozostali".

W tej chwili ksiądz Bosko zobaczył staczającą się kolejną grupę chłopców, a drzwi na chwilę pozostały otwarte.

Chodź do środka i ty - powiedziała mu Przewodniczka - nauczysz się wielu rzeczy.

Weszli do przerażającego, wąskiego korytarza i dotarli do brzydkiego i brudnego okienka, gdzie było napisane: Ibunt impii in ignem aeternum (Bezbożnicy pójdą w wieczny ogień).

Przewodniczka wzięła za rękę księdza Bosko, otworzyła okienko i wprowadziła go do środka. „Widok, który ukazał się moim oczom - opowiadał ksiądz Bosko - napełnił mnie nieopisanym przerażeniem. Coś w rodzaju ogromnej pieczary gubiło się w trzewiach gór, tworząc liczne groty. Wszystkie pełne były ognia - nie tak, jak my wyobrażamy to sobie na ziemi, malując tańczące płomyki. Tam, w środku, wszystko było rozżarzone do białości, powodując nieopisane gorąco. Ściany, sklepienie, posadzka, żelazo, kamienie, drzewo, węgiel - wszystko było białe i lśniące. Oczywiście ten ogień miał więcej niż tysiąc stopni ciepła; a jednak niczego nie zwęglał, niczego nie spalał. Brakuje mi słów, aby opisać wam tę pieczarę w całej jej przerażającej rzeczywistości.

Kiedy tak patrzyłem przerażony, z korytarza wyłonił się jakiś oszalały młodzieniec, który - wydając przeraźliwy krzyk - wpadł w sam środek pieczary, stał się biały jak cała jaskinia i zastygł w bezruchu, podczas gdy echem odbijał się jeszcze jego zamierający głos. Pełen trwogi popatrzyłem na niego i wydał mi się chłopcem z Oratorium, jednym z moich dzieci.

Czy on nie jest jednym z moich podopiecznych, takim a takim? - zapytałem Przewodniczki.

Niestety tak - odpowiedziała mi.

Po nim pojawili się następni, a ich liczba ciągle rosła; wszyscy wydawali ten sam okrzyk i zastygali w bezruchu, rozżarzeni tak samo jak ci, którzy pojawili się tutaj wcześniej.

Wzrastało we mnie przerażenie i zapytałem Przewodniczki:

Czy oni nie wiedzą, że tu przyjdą?

Oczywiście, wiedzą, że idą w ogień wieczny; tysiąc razy ich ostrzegano, ale wpadają tutaj dobrowolnie przez grzech, którego nie chcieli porzucić. Oni zlekceważyli i odrzucili miłosierdzie Boże, które nieustannie nawoływało ich do skruchy.

W jakiej rozpaczy muszą być pogrążeni nieszczęśnicy, którzy nie mają już nadziei na opuszczenie tego miejsca! - zawołałem.

Wtedy Przewodniczka nakazała mi:

Teraz i ty musisz wejść w tę strefę ognia, którą oglądałeś!

Nie, nie! - wzbraniałem się, przerażony - Aby pójść do piekła, trzeba najpierw stanąć przez sądem Bożym, a ja nie zostałem jeszcze osądzony. Nie chcę iść do piekła!

Powiedz mi - zapytała Przewodniczka - wydaje ci się, że lepiej iść do piekła i uwolnić swych podopiecznych, czy też stać tutaj i pozwolić im na tak straszne cierpienia?

Zaskoczony tym pytaniem, odpowiedziałem:

Kocham moich chłopców i chcę ocalić ich wszystkich. Czy nie można jednak wymyślić jakiegoś innego sposobu, abyśmy -ani ja, ani inni - nie musieli tam iść?

Ach - odpowiedziała Przewodniczka - masz jeszcze czas i mają go pozostali, bylebyś tylko zrobił wszystko, co możliwe.

Moje serce zabiło mocniej i natychmiast powiedziałem:

Co tam trud, bylebym tylko mógł ocalić od tych mąk moje kochane dzieci.

A zatem chodź do środka - nalegała Przewodniczka. Wzięła mnie za rękę, aby wprowadzić do jaskini. Natychmiast znalazłem się w wielkiej sali z kryształowymi drzwiami. Wisiały na nich szerokie kotary, zasłaniające groty łączące się z pieczarą. Przewodniczka wskazała mi jedną z tych kotar, nad którą widniał napis: „Szóste przykazanie", i zawołała:

Łamanie tego przykazania jest przyczyną upadku wielu młodych!

Czy się nie wyspowiadali?

Wyspowiadali się, ale winy przeciwko czystości wyznali źle lub je zataili. Są tam także ci, którzy popełnili jeden raz grzech w dzieciństwie i zawsze wstydzili się go wyznać; inni nie odczuwali bólu i nie postanowili poprawy. Niektórzy nawet, zamiast przeprowadzić rachunek sumienia, zastanawiali się, jak oszukać spowiednika. Czy chcesz teraz zobaczyć, dlaczego miłosierdzie Boże zaprowadziło cię aż tutaj?

Podniosła zasłonę i zobaczyłem grupę znanych mi chłopców z Oratorium, skazanych z powodu tego grzechu. Wśród nich byli i tacy, którzy teraz dobrze się prowadzą.

Co mam im powiedzieć, aby pomóc im się zbawić?

-Przestrzegaj ich przed grzechem nieczystości. Widzieliśmy chłopców skazanych za inne grzechy. Potem

Przewodniczka wyprowadziła mnie z tej sali. Gdy przeszliśmy w jednej sekundzie przez długi korytarz wejściowy, przed opuszczeniem progu ostatnich drzwi z brązu odwróciła się do mnie i zawołała:

Teraz, kiedy widziałeś cudze męki, trzeba, abyś i ty doświadczył odrobiny piekła. Spróbuj dotknąć tej ściany.

Nie miałem odwagi i chciałem uciec, ale Ona zatrzymała mnie, mówiąc:

Musisz spróbować!

Zdecydowanie chwyciła mnie za ramię i pociągnęła w stronę ściany, mówiąc bez przerwy:

Dotknij jej tylko raz, abyś przynajmniej mógł przeczuć, czym jest ostatnia ściana, jeśli tak straszna jest pierwsza. Czy widzisz ten mur? To pierwsza z tysiąca ścian stojących na drodze do prawdziwego ognia piekielnego. Otaczają go tysiące murów. Każdy mur liczy tysiąc miar grubości, a oddalone są od siebie o tysiąc mil; a zatem od tej ściany jest milion mil do prawdziwego ognia piekielnego - to sam początek właściwego piekła.

To powiedziawszy, chwyciła mnie za rękę, siłą otwarła mą dłoń i uderzyła nią o kamienie tego pierwszego z tysiąca murów. W tej chwili poczułem tak bolesne i silne pieczenie, że odskakując do tyłu i wydając głośny krzyk, obudziłem się.

Siedziałem na łóżku i wydawało mi się, że pali mnie dłoń; pocierałem nią o drugą, chcąc pozbyć się tego uczucia. Kiedy nastał dzień, zauważyłem, że moja ręka była naprawdę opuchnięta, a z wewnętrznej strony dłoni schodziła mi skóra".

Ksiądz Bosko zakończył: „Zauważcie, że nie opowiedziałem wam o tych wszystkich rzeczach, tak jak je widziałem, nie powiedziałem o tym całym okropieństwie, które mnie poruszyło, aby za bardzo was nie przerazić. Przez wiele następnych nocy nie mogłem zasnąć z powodu strachu" (M.B. IX, 166).

Sen o podróży do piekła św. Jana Bosko jest dostępny na stronie: http://czerwinsk.salezjanie.pl/sny-ks-bosko#sen

 

P.S.

Podkreślenia w tekście opisu snu św. Jana Bosko, pochodzą od autora bloga S. T. Roch

 

Polecam też b. gorąco film pt. „Wizja piekła - wedle objawień św. Jana Bosco”, opublikowany 17 sierpnia 2020 r. przez To the Lord, a zatem:

Przytoczone powyżej wizje-sny Św. Jana Bosko dotyczące piekła, są wyjątkami (wybranymi fragmentami) z książki p.t.: „Sny i wizje Św. Jana Bosko", Wydawnictwo Salezjańskie 1990 r. Książka posiada imprimatur: Józefa Rozwadowskiego, Biskupa Łódzkiego (1909-1996).

Wizje te miały charakter nadprzyrodzony, gdyż to Pan Bóg przemawiał do Św. Jana Bosko, co sam Święty zresztą nieraz podkreślał i za takie zostały uznane przez Kościół Święty.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)

Komentarze

Dnia 31 stycznia każdego roku wspominamy św. Jana Bosko, założyciela Zgromadzenia Salezjanów, mistyka i wielkiego opiekuna ubogiej młodzieży. Filmik opublikowany 31 stycznia 2019 r. przez Telewizja Misericordia:

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1650469

Razu pewnego ks. Jan Bosko przepowiedział b. wczesne odejście trzech swoich podopiecznych, co zostało mu wcześniej objawione z góry. Zastanawiał się, jak może im tej sytuacji pomóc i otrzymał odpowiedź z samego Nieba. Podaruj im to: „Pobożne i częste przyjmowanie Komunii świętej to najskuteczniejszy sposób, aby przygotować się na dobrą śmierć i w ten sposób zbawić swoją duszę" (MB IX, 11).

A był oto w Oratorium na Valdocco kleryk, Stefan Bourlot, który od niedawna pracował tam z zamiarem zostania salezjaninem. Nie dawał on zbytniej wiary opowiadanym mu przez starszych kolegów snom księdza Bosko. Bardzo krytycznie obserwował więc mające nastąpić wydarzenia w związku ze śmiercią trzech chłopców i towarzyszące temu okoliczności. Wraz z księdzem J. Berto i księdzem J. Bologna celowo zaczął spisywać stopniowo następujące po sobie wydarzenia; za każdym razem, kiedy proroctwo się spełniało, wszyscy trzej podpisywali protokół, dziwiąc się cudownej dokładności, z jaką potwierdzały się fakty przepowiedziane przez księdza Bosko.

Później, po powrocie ze swojej misji w Ameryce, ksiądz Bourlot złożył 12 października 1889 roku następujące oświadczenie: „Mogę zapewnić pod przysięgą, że zapowiedź śmierci trzech synów księdza Bosko się spełniła; jak mogą o tym zaświadczyć ksiądz Berto i ksiądz Bologna" (MB IX, 18). Filmiik opublikowany 30 listopada 2016 r. przez Let us Pray:

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1650475

Jan Bosco już jako kleryk interesował się biedną młodzieżą szybko rozwijającego się miasta Turynu. Rozwój przemysłu pod koniec XIX wieku, obok cywilizacyjnego postępu, generował także zaniedbane grupy społeczne, zwłaszcza młodych. Jan Bosko spotykał się z nimi, poznawał ich problemy, ewangelizował. Niedługo po przyjęciu święceń kapłańskich założył pierwsze Oratorium, wychowawczy ośrodek dla biednej i zaniedbanej młodzieży w Turynie. Stało się ono wzorcowe dla całego Zgromadzenia Księży Salezjanów, założonego przez św. Jana Bosko. Zaniósł wiarę, światło i pokój tam, gdzie samotność rodziła nędzę. Filmik opublikowany 31 czerwca 2018 r. przez To the Lord:

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1650476