Flaga na maszt, Iran będzie nasz!

Obrazek użytkownika Rybitzky
Świat

14 października 2009 roku

- Panie ministrze, miło mi zakomunikować, iż z radością przyjmujemy waszą ofertę szerokiej współpracy. Nasze narody znów są blisko – niski, śniady mężczyzna uśmiechnął się do swojego rozmówcy.

- Bardzo się cieszę, panie premierze… - drugi z mężczyzn wyglądał niczym dokładne przeciwieństwo tego siedzącego naprzeciwko. Wysoki, szczupły, o pociągłej bladej twarzy.
- Wystarczy: panie ministrze! My w kraju mamy pełno byłych premierów!
- My też, he, he! Tak więc, panie ministrze, bardzo się cieszę, to nowy początek trudnych wspólnych dziejów naszych narodów. Razem wiele zdziałamy… Jeśli oczywiście otrzymamy odpowiednie wsparcie ze strony naszych przyjaciół… - blady minister uważnie spojrzał na kolegę. Ten tylko wzruszył ramionami.
- Oczywiście, że dostaniemy. Czemu mamy nie dostać? Już się załatwia. Nasi wspólni przyjaciele niedługo zmienią zdanie na pewne tematy.
- Mimo Nobla?
Odpowiedzią było tylko przekleństwo w starożytnym języku.

21 października 2009 roku

- …i nie mamy wyboru, panie premierze. – siwowłosy Amerykanin zakończył swój wywód.
- Podsumujmy więc – Polak błysnął oczami, ponoć podobnymi do wilczych – Trochę ponad miesiąc temu obecna administracja USA zerwała naszą umowę z poprzednią…
- Nie używałbym tego typu sformułowania: „zerwała umowę” – wtrącił Amerykanin.
- No dobrze, zmieniła pewne ustalenia. Dosyć poważnie zmieniła. Pan, panie wiceprezydencie, miał tu przyjechać nas przepraszać i łagodzić, a nagle występuje pan z tak daleko idącą ofertą?
- Nie ja występuję – Amerykanin energicznie pokręcił głową – to prezydent i nasz cały rząd! Proszę zrozumieć, to dogłębnie przemyślany plan.
- Może i przemyślany – teraz głową pokręcił Polak – ale chyba nie wziął pan pod uwagę tego, co sobie pomyśli opinia publiczna. I to nie tylko nasza, ale i europejska. Polskie wojsko ma wziąć udział w kolejnej wojnie na Bliskim Wschodzie? I to kolejnej, co do której można mieć wątpliwości?
- Dlatego nasza oferta jest szczodra. I mimo wszelkich awantur, jakie tu wybuchną, mocno was wzmocni w Europie.
Na chwilę zapadło milczenie. Obaj politycy wpatrywali się w siebie, próbując odczytać myśli partnera. W końcu polski premier rzekł:
- Muszę o tym porozmawiać z prezydentem naszego kraju.
- Och – wyrwało się wiceprezydentowi USA, znanemu z popełniania gaf i dobrej orientacji w sprawach międzynarodowych.

16 grudnia 2009

Sala konferencyjna MON była wypełniona dziennikarzami jak nigdy przedtem. Minister zmrużył oczy, gdy ogarnął go blask reflektorów i fleszy. Pytania reporterów go, rzecz jasna, nie zaskoczyły.
- Panie ministrze, czy to prawda, że w kraju nie ma połowy naszych F-16?
- Nie połowy, droga pani, a jedynie osiemnastu. Samoloty odleciały na swoje pierwsze wielkie międzynarodowe manewry w Turcji.
- Ale dlaczego ich odlot odbył się w takiej tajemnicy?
- Dlaczego tajemnicy? – obruszył się szef MON – Przecież, jak widać, wszyscy już o tym wiedzą. Po prostu tego nie rozgłaszaliśmy. Ostatnio w naszym państwie służby siłowe mają zdecydowanie za duże umiłowanie do jawności.
Po sali rozszedł się lekki chichot. Tak, takie żarty zawsze trafiają do dziennikarzy. Nie śmiało się tylko kilku. Jeden z ponurych ludzi mediów właśnie się podniósł:
- Panie ministrze, a co ze zdjęciami opublikowanymi przez agencję AP? Wyraźnie widać na niej kolumnę polskiego wojska, tymczasem fotografie zrobiono daleko na zachód od prowincji Ghazni.
- Przecież już to wyjaśnialiśmy. W opisie zdjęć musi być błąd.
- Nasza redakcja – dziennikarz nie zamierzał siadać – bez problemu dotarła do fotoreportera AP i on twierdzi, że wie, gdzie zrobił zdjęcia. To była prowincja Farah, przy granicy z Iranem…
Cholera, pomyślał minister, akurat się tam musiał ten z AP przyplątać. A tak nikt by się nie zorientował, nikt!
Dziennikarze dostrzegli moment konsternacji na twarzy polityka. Sala wybuchła tysiącami pytań.

2 stycznia 2010

W oddali błyskały smugowe pociski artylerii przeciwlotniczej. Nad Bushehr krążyły samoloty szturmowe A-10, likwidując ciężki sprzęt oraz umocnione punkty oporu. Już za kilkadziesiąt minut na plaży pod miastem wysypią się z poduszkowców oddziały marines. Tymczasem tu, w ośrodku atomowym desant już się rozpoczął, a nawet zakończył.
Kilka budynków płonęło, na dziedzińcu leżały dziesiątki trupów. Także i tych w czarnych uniformach sił specjalnych. Akcja nie była czysta, bo i być nie mogła. Irańczycy od dawna szykowali się na atak. Gwardziści rewolucyjni przetrwali bombardowanie w bunkrach i otworzyli ogień do spuszczających się po linach komandosów. Nie wiedzieli, że strzelają do manekinów, ale kiedy gromowcy natarli na nich od strony gór i tak zdołali zadać im spore straty. Straty, o których nikt nigdy miał się nie dowiedzieć.
Jutro rano media poinformują tylko o tym, iż GROM zajął jeden z głównych irańskich ośrodków atomowych. I że obiekt został wcześniej zbombardowany przez polskie F-16. Promieniejący dumą szef MON przypomni dziennikarzom, że to pierwsza tak wielka bojowa akcja polskiego lotnictwa od zakończenia II wojny światowej.
Ale to wszystko jutro. Póki co, dowódca komandosów przypatrywał się ciałom swoich ludzi układanym starannie na marmurowych płytach dziedzińca. Rano trupów już tu nie będzie. Przywiezionych z lotniskowca reporterów przywita za to wielka polska flaga powiewająca nad pierwszym wyzwolonym fragmentem Iranu.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Blackwater -

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#34925