Somosierra (Za waszą i naszą wolność)

Obrazek użytkownika Rybitzky
Historia

Hiszpańscy żołnierze wpatrywali się w dolinę, lecz nie widzieli nic poza mgłą. Gdzieś tam, poniżej przełęczy Somosierra rozłożyła się armia najeźdźców. Dywizja generała Benito San Juana była ostatnią szansą na ocalenie Madrytu.

***

- Niech piekło pochłonie tego Niegolewskiego! - mężczyzna ubrany w granatowo-czerwony mundur oficera szwoleżerów gwardii zbliżył się do ogrzewającej się przy ognisku grupki podobnie odzianych żołnierzy. - Cesarz jest na nas wściekły!

- Co się stało, panie kapitanie? - zgromadzeni wokół płomienia porucznicy poważnie się zaniepokoili widząc wielkie wzburzenie zwykle spokojnego zwierzchnika.

- Niegolewski wziął przed świtem kilku ludzi i na osobisty rozkaz cesarza wyruszył w stronę gór złapać języka. Ale w tej cholernej mgle, która nad nami wisi, pobłądził i trafił wprost na Hiszpanów! Ledwo uszedł! A w dodatku zamiast wziąć jeńców, sam zostawił swojego żołnierza w rękach tego śniadego pospólstwa. - Na te słowa słuchacze zareagowali szmerem dezaprobaty. Kapitan pokiwał głową. - Właśnie, Imperatorowi też to się nie spodobało. Ponoć wpadł wręcz w furię... Jest wściekły na wszystkich Polaków, a zwłaszcza na nasz szwadron... - oficer rzucił w ogień wiązankę wulgarnych przekleństw.

- To my teraz - odezwał się jeden z poruczników - już w ogóle nie dostaniemy okazji do walki. Cesarz nam nie zaufa i do końca wojny będzie w rezerwie trzymał... Jeśli w ogóle do kraju nie odeśle.

- Odesłać, nie odeśle... - ponurym głosem rzekł kapitan. - Ale będziemy dla niego li tylko wojskiem na parady. Albo do konwojowania jeńców. Choć teraz nie wiadomo, czy i takie zadanie nam Napoleon powierzy...

Na chwilę zapadła cisza. Oficerowie pogrążyli się w myślach. Większość z nich sięgnęła po fajki, lecz nie zdążyła ich nabić. Oto bowiem z mgły wyłonił się jeździec. Szeregowy szwoleżer sprawnie zeskoczył z biegnącego jeszcze konia, zasalutował i wręczył kapitanowi mały zwitek papieru. - Major Kozietulski wzywa do siebie pana kapitana i wymienionych tutaj panów oficerów!

***

Kiedy wściekli polscy oficerowie podążali w stronę namiotu dowódcy, Antonio Pensado budził się właśnie z płytkiego snu. Ognisko dogasało - znowu ktoś nie przypilnował. Antonio zauważył, iż derki jego kolegów pokryły się warstewką szronu. Wąsy niektórych również. Hiszpan westchnął i ruszył na poszukiwanie opału. Nie zamierzał marznąć. W końcu mogą spędzić w tych górach sporo czasu.

***

Jan Leon Hipolit Kozietulski oczekiwał na swoich ludzi w namiocie rozbitym w pobliżu kwatery Napoleona. Gdy przybyli, przeciągnął po nich posępnym spojrzeniem, aż jego wzrok zatrzymał się na młodym, bladym podporuczniku.

- No, no - major wycedził przez zaciśnięte zęby. - Pan Niegolewski.  Ładny nam pan prezent sprawił na swoje urodziny. Które to, dwudzieste drugie? Gratuluję.

Besztany nic nie odrzekł, tylko spuścił głowę. Kozietulski odchrząknął i zwrócił się do wszystkich oficerów:

- Panowie! Cesarz jest bardzo nierad. Zapewne to już wiecie. Dał nam jednak szansę obronić honor naszego pułku, jak i wszystkich polskich żołnierzy. Wydał rozkaz, by trzeci szwadron zdobył przełęcz. Osobiście poprowadzę go do walki.

Zapadła cisza. Polacy trawili w myślach właśnie zasłyszane słowa.

- Jakże to? - odezwał się kapitan Krasiński. - Tylko jeden szwadron? Na szesnaście armat i tysiące piechoty? Tą stromą ścieżką pod górę?

Dowódca skinął głową.

- Za pół godziny trzecia i siódma kompania mają czekać w gotowości na pierwszej linii. Proszę się rozejść do swoich oddziałów.

Ktoś, nie wiadomo kto, mruknął w głębi namiotu:

- To po to przebyliśmy tu tysiące mil z kraju żeby teraz iść na pewną śmierć... W obcej służbie... Podbijając wolny kraj...

***

- Hiszpania nie może ulec! - wracając do obozowiska z wiązką chrustu, Antonio usłyszał mocny głos człowieka nawykłego do wydawania rozkazów. Żołnierze już nie spali. Zmarznięci, ale z płonącymi oczyma, wpatrywali się w samego Benito San Juana. Generał odwiedził swych ludzi, by natchnąć ich wiarą w zwycięstwo:

- Napoleon mówi o wolność, lecz przynosi tylko niewolę, zniszczenie i śmierć. Z naszego kraju także chce uczynić prowincję Francji. Jego żołnierze spalą nasze miasta i pohańbią nasze kobiety. A nas zabiją - San Juan podniósł w górę pięść. - Dlatego to my musimy zabić ich. A tu jest najlepsze ku temu miejsce. Cztery baterie chronią przejście przez przełęcz. Nie przejdą!

- Nie przejdą! - podchwycili żołnierze. - Nie przejdą!

- Sprawiedliwi zawsze zatriumfują nad zbrodniarzami - kontynuował generał. - Somosierra na zawsze zapisze się w annałach historii jako miejsce triumfu wolności i sprawiedliwości!

Obyś miał rację, wodzu - pomyślał Antonio.

***

Poranna mgła ustąpiła. Promienie nisko wiszącego słońca odbijały się od rynsztunku stłoczonych na wąskiej drodze szwoleżerów. Ostatnie chwile przed atakiem Polacy spędzali różnie. Jedni spokojnie siedzieli na swoich wierzchowcach i spoglądali w stronę odległej hiszpańskiej baterii. Inni, pewni nadchodzącej śmierci, przeklinali najgorszymi słowy (- Napoleon, sk... przez psa j...) lub odwrotnie - żarliwie się modlili (- ...módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej...). Niektórzy wzywali imiona matek, sióstr, kochanek. Byli też i tacy, którzy z nerwów nie potrafili utrzymać zawartości swych żołądków. Pochylali się i wymiotowali pod kopyta koni.

Kozietulski przejechał wzdłuż szeregu swoich młodych żołnierzy, prawdziwego kwiatu polskiej szlachty. Zatrzymał się na czele kolumny, wyjął z pochwy szablę i uniósł ją do góry. Zalśniła w słońcu, a jej blask ujrzeli wszyscy stojący za nim szwoleżerowie. Wyjęli własną broń i spięli ostrogami konie. Setka polskich żołnierzy ruszyła w górę stromego zbocza.

***

Nieprzyjacielska jazda była coraz bliżej pierwszej baterii. Antonio przyglądał się spokojnie, czekając, aż mała grupka Francuzów zostanie zmieciona ogniem dział. Gdy armaty wystrzeliły, widok na wylot przełęczy zasłoniła chmura gęstego dymu.

- Już po nich - mruknął ktoś. Antonio tylko skinął głową na te słowa. I wówczas to ujrzał, jak z dymu wyłaniają się postaci koni oraz jeźdźców. Wrogowie pędzili wprost na niego. Wprost na drugą baterię. Poczuł, jak krew uderza mu do głowy. Usłyszał porucznika spokojnie komenderującego:

- Cel, pal!

Antonio przyłożył płomień do lontu. Działa plunęły płomieniami, świat pokrył mrok. A tętent kopyt był coraz bliższy. Artylerzysta nie czekał, rzucił się do ucieczki. Lecz nic nie mogło go ocalić przed chłodem szwoleżerskiej szabli.

- Zimno mi, zimno... - rzekł Antonio i zamknął oczy. Piekielni jeźdźcy popędzili dalej.

***

Cesarz maszerował przez pokrytą trupami przełęcz. Co pewien czas przystawał. Adiutant podawał mu coś ze zdobionego pudełka. Bóg Wojny pochylał się nad martwym lub żywym, lecz ciężko poranionym ciałem i przypinał order do strzępków granatowo-czerwonego munduru.

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Rybitzky?

Czy Kaczyńscy powiedzieli choć raz słowo ,,reprywatyzacja''?

A lustracja i dekomunizacja?

Czy ktoś w końcu tamtym ludziom, walczącym o Polskę, mordowanym przez Niemców i NKWD, tej garstce, która została, odda to, co im skradziono?

I czy podręczniki historii Polski będą w końcu prawdziwe i ciekawie napisane?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

--------------------------------------
Polska krajem krzyży.

#8449