Agentura wpływu - cz. 2

Obrazek użytkownika Rafał Brzeski
Historia

Wirtuozem organizowania sowieckiej agentury wpływu w Europie Zachodniej był Willi Münzenberg, jeden z założycieli Komunistycznej Partii Niemiec i przywódca Młodzieżowej Międzynarodówki Komunistycznej. Za jego przykładem lokalne oddziały Kominternu zakładały liczne agendy, które Münzenberg nazwał cynicznie „klubami niewiniątek”. W latach wojny z Polską i później, miały one oddziaływać na świadomość elit polityczno-kulturalnych poszczególnych krajów. „Musimy...mieć w ręku artystów i profesorów, wykorzystać teatry i kina, by szerzyć za granicą doktrynę, iż Rosja gotowa jest poświęcić wszystko, aby utrzymać pokój na świecie” – zalecał Münzenberg. Natomiast ekspert w prowadzeniu destrukcyjnych akcji propagandowych, członek Komitetu Wykonawczego Kominternu Karl Radek (Karol Sobelsohn) instruował towarzyszy, że działalność inspirowanych przez Komintern organizacji, stowarzyszeń i klubów winna być wymierzona w kraje, „w których nie jesteśmy wystarczająco silni”.[1]

Münzenberg dysponował olbrzymimi sumami, które wykorzystywał do bardziej lub mniej skrytego manipulowania wydawnictwami, redakcjami gazet lub wytwórniami filmowymi, co przysporzyło mu przydomek „czerwonego milionera”, korespondujący znakomicie z jego upodobaniem do komfortowego życia w kapitalistycznym luksusie.

Największym osiągnięciem Münzenberga było utworzenie w 1933 roku w Paryżu Światowego Komitetu Pomocy Ofiarom Niemieckiego Faszyzmu. Z pozoru była to niezależna, pozarządowa i ponadpartyjna organizacja filantropijna. Przewodniczącym międzynarodowego zarządu był lord Marley, członek brytyjskiej Izby Lordów, a prezesem Albert Einstein. W rzeczywistości jednak paryski sekretariat Komitetu zarządzany był „przez czysto komunistyczną klikę, kierowaną przez Münzenberga i nadzorowaną przez Komintern”.[2]

Światowy Komitet Pomocy Ofiarom Niemieckiego Faszyzmu patronował wydanej w 1933 roku Brunatnej księdze hitlerowskiego terroru i spalenia Reichstagu, uważanej obecnie za „najskuteczniejszą publikację propagandową w historii Kominternu”.[3] Jej okładkę zmanipulowano bardzo zgrabnie. Albert Einstein ze zdumieniem stwierdził: „moje nazwisko zostało wydrukowane w angielskim i francuskim wydaniu w takim miejscu, że wyglądało, jakbym to ja napisał tę książkę. To nieprawda. Nie napisałem w niej ani słowa”.[4] Chociaż treść książki była daleka od wiarygodności, a cytowane w niej dokumenty zdemaskowano jako fałszerstwa, to jednak w lewicujących salonach Europy traktowano ją jak „biblię antyfaszystowskiej krucjaty” i szybko przetłumaczono „na ponad 20 języków, od japońskiego po jiddysz”.[5]

Brunatna księga przysporzyła sowieckim służbom wywiadowczym więcej kandydatów do werbunku niż jakakolwiek inna publikacja, nie wykluczając serii 3 artykułów o Fuenfergruppen, czyli pięcioosobowych grupach konspiracyjnych, w które zorganizowali się ponoć niemieccy komuniści walczący z narodowosocjalistycznymi władzami III Rzeszy. Artykuły te opublikował New Statesman, czołowy tygodnik brytyjskiej lewicy. Ich autorem był Siemion Nikołajewicz Rostowski, nielegał OGPU (następcy CzeKa, a poprzednika NKWD), który pracował w Londynie jako dziennikarz pod fałszywym nazwiskiem Ernsta Henri.

Brunatna księga oraz opowieści o Fuenfergruppen rozpalały wyobraźnię młodych ludzi studiujących na najlepszych uniwersytetach brytyjskich. Publikacje takie odpowiadały aktualnej taktyce OGPU, gdzie wykrystalizował się specjalny pion, którego zadaniem było wywieranie wpływu na decyzje innych krajów poprzez zaufane osoby uplasowane na wysokich szczeblach struktur państwowych. W odpowiedniej chwili ludzie ci mieli przechylać szalę na korzyść Kremla. Początkowo próbowano wprowadzać własnych oficerów do politycznego establishmentu innych krajów, plasować ich w strukturach rządowych i pomagać w uzyskaniu awansu. Nie szczędzono nakładów, by zapewnić im odpowiedni status społeczny i pokryć koszty wystawnego życia towarzyskiego. Rezultaty były jednak mizerne. Dopiero na poczatku lat 30-tych ubiegłego stulecia jeden z szefów wywiadu zagranicznego OGPU zaproponował, żeby wprowadzanie własnych oficerów kadrowych do obcego establishmentu zastąpić werbowaniem dzieci lokalnych polityków, urzędników państwowych, wpływowych osobistości, autorytetów akademickich, itp. Dzieciom z elity jest bowiem stosunkowo łatwo otrzymać stanowisko w aparacie państwowym, a ich szybki awans nie wzbudza zbytniego zainteresowania.

Rozpoczęta w latach 30-tych, przez wszystkie sowieckie rezydentury na Zachodzie, energiczna kampania werbunkowa młodych ludzi z wpływowych rodzin przyniosła świetne wyniki. Struktury państwowe Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec zostały głęboko spenetrowane przez ludzi z najlepszych rodzin, wykształconych na najlepszych uczelniach, których zwabiono do „rewolucyjnego podziemia” mamiąc heroiczną walką z faszyzmem i uczestnictwem w budowie lepszego świata pod sztandarami Komintermu.

Takim budowniczym świetlanej przyszłości był m.in młody Amerykanin wykształcony w Cambridge, Michael Straight. Dziedzic olbrzymiej fortuny, który tysiącami dolarów wspierał Komunistyczną Partię Stanów Zjednoczonych (a w Wielkiej Brytanii dziennik Daily Worker) z entuzjazmem dał się zwerbować NKWD. Prowadzący go nielegał Arnold Deutsch w raporcie o postępach w indoktrynacji młodego milionera radził przełożonym na Łubiance: „jest przekonany, że pracuje dla Kominternu i jeszcze przez jakiś czas należy utrzymywać go w tym mniemaniu”.

Straight nie był tuzinkowym agentem. Jego rodzice przyjaźnili się z Franklinem i Eleonorą Roosevelt. Ojciec był znanym bankierem o szerokich znajomościach, a matka właścicielką wpływowego pisma New Republic. W przesłanej moskiewskiej Centrali rekomendacji podkreślono, że Straight ma licznych krewnych na wysokich stanowiskach w przemyśle, w tym w przemyśle lotniczym. Jego potencjalne możliwości wywiadowcze i wywierania wpływu były więc olbrzymie. Moskwa dostrzegała ten potencjał zalecając prowadzącym: „trzeba się nim opiekować, a co ważniejsze EDUKOWAĆ go, trzeba zrobić z niego naszego człowieka, przebudować jego mózg na nasz sposób.”[6]

W Wielkiej Brytanii najbardziej znanym rezultatem kampanii werbunku młodych inteligentów była „piatiorka z Cambridge”, czyli Kim Philby, Guy Burgess, Anthony Blunt, Donald Maclean oraz John Cairncross. Nie byli oni jedynymi, głęboko zakamuflowanymi agentami Kremla. Co jakiś czas historycy demaskują kolejną osobę o znanym nazwisku, a wielu agentów nadal nie jest zidentyfikowanych.

Doskonałe rezultaty „uniwersyteckiej” kampanii werbunkowej prowadziły do jeszcze ambitniejszych planów. Szef nowojorskiej rezydentury Peter Gutzeit w obszernym memorandum z czerwca 1938 roku nakreślił strategię operacyjnego działania NKWD na terytorium Stanów Zjednoczonych. „Jeśli zdecydujemy się poważnie i aktywnie spenetrować życie polityczne tego kraju, to konieczne będzie posiadanie kilkunastu naszych ludzi wśród kongresmenów a nawet senatorów... Pomoc finansowa w wyborach zakreśla granice relacji z przyszłym kongresmanem lub senatorem, nawet na kilka lat... co oznacza, że utworzymy grupę naszych ludzi w ciałach ustawodawczych, określimy ich stanowisko polityczne i uplasujemy ich tam by aktywnie kształtowali bieg wypadków.”

Propozycje Gutzeita, który miał doświadczenie prowadząc kongresmana Samuela Dicksteina, przyjęte zostały z zainteresowaniem przez moskiewską Centralę, która rozszerzyła ją na polityków spoza Kapitolu, dziennikarzy oraz media oraz poprosiła o orientacyjny kosztorys. Guzeit odpowiedział na początku sierpnia 1938 roku, że na program „finansowania kampanii wyborczych kongresmenów, kupowania dziennikarzy oraz utrzymywania gazet” potrzebne będą „ogromne środki”, które trudno określić, gdyż „nie jest możliwe ustalić wcześniej, czy będziemy potrzebować jednego, czy dziesięciu dziennikarzy, jedną gazetę, a może dwie, itp.” Gutzeit podkreślał, że nakłady na przejęcie gazety zwrócą się w całości lub częściowo, natomiast kongresmenom i dziennikarzom należy płacić stawki uznaniowe w zależności od stopnia wykonania postawionych im zadań.

Na sierpniowym elaboracie nowojorskiego rezydenta korespondencja się urwała. Rozwój programu informacyjnego opanowywania Stanów Zjednoczonych przerwała kolejna czystka aparatu NKWD. Guzeit został odwołany do Moskwy, aresztowany, przesłuchany na Łubiance i rozstrzelany.[7] Coś jednak z jego koncepcji pozostało bowiem zanim 12 października 1941 roku doświadczony czekista Wasilij Zarubin (posługiwał się nazwiskiem Zubilin oraz psedonimem „Maksym”) wyjechał objąć rezydenturę w Waszyngtonie, Stalin wezwał go na Kreml i rozkazał utworzyć w Stanach Zjednoczonych skuteczną sieć agenturalną nie tylko zbierającą informacje, ale również „wpływającą na bieg wypadków za pośrednictwem przyjaciół Związku Sowieckiego”.[8] Rezydenci NKWD i GRU wypełnili rozkazy Stalina. Kiedy w końcu 1944 roku, dwa miesiące po nominacji na sekretarza stanu, Edward Stettinius wyjechał wraz z prezydentem Franklinem Delano Rooseveltem do Jałty na konferencję Wielkiej Trójki, towarzyszył mu Alger Hiss uznany ekspert Departamentu Stanu. W Jałcie omawiano przyszły kształt tworzonej Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz układ sił i granic w Europie Środkowej. Stettinius był świetnym businessmanem i zaufanym Roosevelta, ale miał raczej mierne pojęcie o polityce międzynarodowej. Jego doradca Alger Hiss podpowiadał więc szefowi i prezydentowi jak powinna funcjonować ONZ oraz kto powinien kontrolować powojenną Polskę i co zrobić z Niemcami. Rzecz w tym, że Alger Hiss był od lat agentem sowieckiego GRU, co wyszło na jaw po wojnie. W 1950 roku Hiss został skazany na 5 lat więzienia. Skutki jego wpływu na amerykańskich polityków najwyższego szczebla odczuwamy nad Wisłą do dzisiaj.

Opierając się na doświadczeniach Światowego Komitetu Pomocy Ofiarom Niemieckiego Faszyzmu, Moskwa natychmiast po kapitulacji III Rzeszy przystąpiła do montowania jeszcze szerzej zakrojonej sieci organizacji sterujących międzynarodową opinią publiczną. Z jej inspiracji już w 1945 roku powstały Światowa Federacja Związków Zawodowych, Międzynarodowa Demokratyczna Federacja Kobiet oraz Światowa Federacja Młodzieży Demokratycznej. W 1946 roku dołączyły do nich: Międzynarodowa Organizacja Dziennikarzy, Międzynarodowa Organizacja Radia i Telewizji, Międzynarodowe Zrzeszenie Demokratycznych Prawników, Międzynarodowy Związek Studentów, Światowa Federacja Pracowników Nauki i Światowa Federacja Związków Nauczycieli. Charakter sponsorowanych przez Moskwę organizacji świadczy o głównych kierunkach działania Kremla:

• opanowanie umysłów niedoświadczonej politycznie, ale łatwo angażującej się emocjonalnie młodzieży – dwie organizacje bezpośrednio plus pośrednio nauczycielska i akademicka,
• kontrolowanie środków komunikacji społecznej – organizacja dziennikarska, radia i TV oraz pośrednio nauczycielska,
• zdobycie wpływów i informacji w świecie nauki – organizacje akademicka i nauczycielska,
• utrzymanie kontroli nad związkami zawodowymi.

Wszystkie te organizacje koncentrowały swe działanie na aktualnych lub przyszłych środowiskach opiniotwórczych, których członkowie albo już wchodzili w skład elit narodowych (prawnicy, dziennikarze, naukowcy), albo mieli znaleźć się w nich w przyszłości (studenci).[9]

Operacje oddziaływania na świadomość nabrały takiego impetu, że w latach 1950-tych powołano w ramach Pierwszego Zarządu Głównego KGB (wywiad zagraniczny) specjalny Departament D, który w latach 1960-tych przemianowano na Departament A (od aktiwnyje mieroprijatija – środki aktywne). Środki te nabierały wyraźnie znaczenia, bowiem w latach 1970-tych Departament A podniesiono do rangi Służby A, której etat przewidywał szefa w randze generała KGB. Stopniowo Służba A rozrosła się do pół tuzina departamentów i liczyła około 300 osób personelu. W rozsianych po świecie rezydenturach „środkami aktywnymi” zajmowali się oficerowie pionu wywiadu politycznego (pion PR), którym polecono przeznaczać co najmniej jedną czwartą czasu na działania obejmujące sterowanie świadomością społeczną. Plany takich operacji każda rezydentura KGB miała obowiązek składać moskiewskiej Centrali każdego roku w grudniu, razem z rocznym sprawozdaniem. Równolegle plan swoich zamierzeń przygotowywała Centrala. Plan Pracy Pierwszego Zarządu Głównego KGB na rok 1984 podkreślał, że głównym celem działań aktywnych będzie Watykan oraz osoba Papieża Jana Pawła II. W ocenie KGB, Watykan uważał, że „polski Kościół umacnia swą pozycję w państwie i starania te mogą być rozszerzone na inne kraje socjalistyczne”, przede wszystkim na Węgry i Jugosławię. Dla przeciwdziałania tej polityce w KGB zaplanowano „szeroko zakrojone środki aktywne”, których celem będzie zdyskredytowanie Jana Pawła II, rozbudzenie niesnasek w Kościele oraz osłabienie autorytetu Papieża.[10]

W oparciu o roczny Plan Pracy Pierwszego Zarządu Głównego KGB przygotowywano wytyczne dla rezydentur. Ogólne wytyczne na rok 1984 zobowiązywały rezydentury do: przeciwdziałania uzyskaniu militarnej przewagi przez USA i NATO, „pogłębiania niesnasek w łonie NATO”, stymulowania dalszego rozwoju antywojennych i antyrakietowych ruchów na Zachodzie, zachęcania tych ruchów do prowadzenia skoordynowanych i bardziej aktywnych akcji.[11]

Szczegółowa, ściśle tajna, instrukcja nr 733 datowana 19 grudnia 1984 zatytułowana Praca nad Watykanem, zobowiązywała rezydentów do „zwiększenia wysiłków” na rzecz „penetracji czołowych ośrodków katolickich na Zachodzie przy wykorzystaniu agentury oraz innych środków operacyjnych”. Celem tych działań, obok uzyskania informacji z wewnątrz Kościołą, było „przeprowadzenie zakrojonych na szeroką skalę działań aktywnych zmierzających do skłonienia czołowych osobistości Kościoła katolickiego do protestowania w obronie pokoju oraz polityki ograniczenia wyścigu zbrojeń”. Innymi słowy mówiąc, celem było zorganizowanie wewnątrz Kościoła opozycji wobec Ojca Świętego. Dla zrealizowania tych planów instrukcja zalecała rezydentom „nasilenie pracy operacyjnej z agenturą w kołach kleru kraju waszego pobytu”.

Do instrukcji nr 733 dołączona była, również ściśle tajna, ocena nr 2182/PR, w której podkreślano „osobiste anty-komunistyczne i anty-sowieckie przekonania” Jana Pawła II, który „na wszelkie sposoby stara się zmienić ustalone dawno stosunki między kościołem a państwem w krajach socjalistycznych”. Dlatego rezydenci powinni wzmóc działania aktywne, które „muszą” obejmować przede wszystkim:

- „przekazanie czołowym grupom w Kurii Rzymskiej i osobiście Janowi Pawłowi II sygnału, że próby rozszerzenia sfery działań Kościoła Katolickiego w systemie społecznym i państwowym krajów socjalistycznych są uważane przez te kraje za ingerencję w ich sprawy wewnętrzne”,

- „wykorzystanie...wszelkich istniejących niesnasek wewnętrznych na Watykanie, każdego przejawu niezadowolenia wpływowych kardynałów”,

- „inspirowanie apeli środowisk katolickich do Jana Pawła II i Kurii Rzymskie, wzywających do czynienia wysiłków na rzecz umocnienia pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego, powstrzymania wyścigu zbrojeń, zmniejszenia nakładów na zbrojenia i wykorzystania zaoszczędzonych funduszy na walkę z głodem i ubóstwem”,

- „przeciwdziałanie rozszerzaniu kontaktów między Watykanem a Cerkwią Prawosławną...oraz innymi kościołami chrześcijańskimi działającymi w krajach socjalistycznych”,

- „przeciwdziałanie powstaniu światowej organizacji młodych katolików”,

- „wzmacnianie negatywnych opinii wysokich osobistości katolickich wobec niektórych aspektów polityki zagranicznej Jana Pawła II oraz jego interpretacji katolicyzmu. Przede wszystkim należy wykorzystywać niezadowolenie wśród włoskich członków Kurii Rzymskiej z planowanego przez Papieża wzmocnienia swojej pozycji drogą awansowania Polaków”,

- „dyskredytowanie Jana Pawła II, jako protegowanego najbardziej reakcyjnych kół Zachodu”,

- „demaskowanie współpracy między przedstawicielami Watykanu i organizacji Kościoła Katolickiego a CIA, i służbami specjalnymi państw NATO”.

W zakończeniu instrukcja podkreśla, że dla zrealizowania wymienionych zadań „należy podjąć kroki dla bardziej systematycznego wykorzystania posiadanych już źródeł agenturalnych oraz pozyskania nowych w ośrodkach i organizacjach katolickich, a przede wszystkim w Watykanie”.[12]

Obiektem informacyjnych dywersji z użyciem agentury wpływu były nie tylko poszczególne osoby lub organizacje, ale całe subkontynenty. W latach 70-tych ubiegłego stulecia terenem informacyjnej wojny ZSRR z USA były Indie. Głęboko zakorzeniona tradycja i kultura łapówkarsko-korupcyjna sprzyjała działanion tajnych służb, które momentami graniczyły z groteską. Do rodzinnej rezydencji Indiry Ghandi oficerowie KGB nosili gotówkę walizkami, przy czym jeden z nich skarżył się na chciwość krewniaków pani premier, którzy nie oddawali walizek. Rozdawnictwem jurgieltu w hinduskiej elicie politycznej kierował skarbnik Partii Kongresowej i dobrze oliwiona machina polityczna działała sprawnie. Prasa hinduska zamieszczała tysiące materiałów produkowanych przez Służbę A i stała się jednym z najważniejszych elementów sowieckich kampanii dezinformacyjnych. Na płaszczyźnie politycznej Indie podpisały ze Związkiem Sowieckim układ o pokojowej przyjaźni w wzajemnej współpracy, czemu w lokalnek placówce CIA towarzyszyło „kolektywne zgrzytanie zębów”.

Kuluminacją informacyjnej wojny były wybory w 1977 roku, do których obie służby przystąpiły z energią nie szczędząc tajnych funduszy. Na liście kandydatów do parlamentu Partii Kongresowej znalazło się co najmniej 9 etatowych agentów KGB oraz 21 tajnych współpracowników rezydentury w Delhi. CIA poparła opozycyjną partię Janata, która ruszyła do wyborów pod sztandarami antykomunizmu. Aparat państwowy i bezpieczeństwa zapewniał panią premier, że odniesie zwycięstwo, ale wyborcy zadecydowali inaczej. Partia Janata zdobyła 40 procent głosów, Partia Kongresowa 35 procent. Indira Ghandi została na kilka lat odsunięta od władzy a jej ugrupowanie rozpadło się na skłócone frakcje.[13]

Z biegiem lat manipulowanie świadomością stawało się coraz istotniejszym elementem sowieckiej doktryny wywiadowczej, zwłaszcza w latach 1988-1991, kiedy na Kremlu zaczęto odchodzić od koncepcji osiągnięcia przewagi militarnej na rzecz oddziaływania metodami politycznymi. Tym samym wzrosła rola agentury wpływu. Można założyć, że obecnie sytuacja niewiele się zmieniła, bowiem jak trafnie zauważył Wiktor Szejmow, były oficer KGB, który zbiegł do USA w 1980 roku: „komunizm, to nie tylko ideologia. To także sposób myślenia, który nadal znakomicie funkcjonuje”.[14]

Agenturę wpływu typuje się pod kątem nie tyle możliwości wykradania tajnych dokumentów lub zbierania poufnych informacji, co rozpowszechniania odpowiednio spreparowanych wiadomości i opinii. Proces pozyskiwania agentów jest jednak zbliżony do werbowania agentury wywiadowczej. Agentów wpływu dobiera się spośród ludzi inteligentnych, ambitnych i pozbawionych skrupułów, gotowych za wszelką cenę piąć się po szczeblach kariery. W anglosaskim środowisku służb specjalnych funkcjonuje skrót MICE (myszy). Wywodzi się od słów „money” (pieniądze), „ideology” (ideologia), „compromise” (kompromitacja) oraz „ego”. Cztery najważniejsze czynniki którymi się gra przy werbowaniu agenta.[15] Nieco odmienna lista funkcjonowała w pragmatyce sowieckiej. Doświadczony rezydent wywiadu zagranicznego w generalskiej randze, wykładowca moskiewskiej Centralnej Akademii Wojskowej, autor skryptu dla kursów agentury NKWD Aleksander Michajłowicz Orłow, (Lejba Lazarewicz Felbing) wymieniał następujące czynniki:

• względy ideologiczne,
• pieniądze, kariera lub inne motywy korzyści osobistych,
• zaangażowanie uczuciowe,
• upodobanie do przygód i życia pełnego emocji,
• chęć ukrycia popełnionych przestępstw i ucieczka przed odpowiedzialnością,
• dewiacje seksualne oraz skłonności uważane powszechnie za naganne.[16]

Wprawdzie Michał (Mejer) Abramowicz Trilissser, szef wywiadu zagranicznego OGPU w latach 1930-tych, głosił, że „szantaż jest szczytową sztuką zdobywania materiału wywiadowczego”,[17] to jednak z punktu widzenia oficera werbującego i prowadzącego, najlepszym rozwiązaniem jest rozbuchane ego, usilnie szukające uznania i pełne niespełnionych ambicji, wsparte odpowiednim zastrzykiem finansowym. Jeżeli cel werbunkowych zabiegów ma do tego jakieś perwersyjne skłonności lub jakieś grzechy przeszłości do ukrycia, to sukces jest prawie pewny. Według Orłowa dobrym środowiskiem do werbunku jest społeczność homoseksualna. Należą bowiem do niej ludzie wpływowi i jest ona wyjątkowo dyskretna. „Sowieccy oficerowie operacyjni byli zadziwieni stopniem wzajemnego zrozumienia i niekłamanej lojalności wśród homoseksualistów”.[18]

Prefekt policji francuskiej z pierwszej połowy XIX wieku, Joseph-Henri Gisquet odnotował we wspomnieniach, że wśród agentów spotyka się wyrobników uprawiających swe rzemiosło dla kawałka chleba, ludzi opanowanych przez żądzę znaczenia lub silnych wrażeń, kierujących się podejrzliwą ciekawością, albo szukających tajemnic i sensacji. Są jeszcze agenci działający z pobudek patriotycznych, ale jest to „kategoria wyjątkowa i niezwykle rzadka”.[19]

W czasach Gisqueta a nawet jeszcze sto lat temu, obok korzyści materialnych, agentów wpływu wabiono nadaniem arystokratycznego tytułu. Służby sowieckie nęciły agentów wpływu wewnątrz „obozu państw budujących socjalizm” wizją wprowadzenia do internacjonalnej nomenklatury, natomiast obecnie zarówno służby rosyjskie jak i innych państw, obok profitów finansowych, skłaniają do współpracy obietnicą przyznania prestiżowych nagród i wprowadzeniem do „międzynarodowych salonów”. Pragmatyka wskazuje, że podatność na bodźce finansowe nie jest zależna od pozycji werbowanego w hierarchii państwowej lub społecznej. Różna jest zazwyczaj tylko wysokość jurgieltu. W przypadku osób zajmujących prominentną pozycję zawodową lub w hierachii państwowej, gratyfikacją jest najczęściej nie tyle honorarium pieniężne, co wsparcie w spełnieniu ambicji politycznych lub aspiracji osobistych.

Przykładem politycznego promowania na najwyższym szczeblu bloku sowieckiego było poufne spotkanie na Kremlu sekretarza generalnego KC KPZR Leonida Breżniewa z I sekretarzem KC Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności Erichem Honeckerem oraz sekretarzem generalnym KC KPCz Gustavem Husakiem w dniu 16 maja 1981 roku. Przedstawiając ocenę sytuacji w Polsce, Erich Honecker z uznaniem wymienił I sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR Stanisława Kociołka, który, jego zdaniem, był „uczciwym komunistą oceniający realistycznie sytyację w kraju i wykazującym internacjonalistyczne podejście”. Kilka minut później, Honecker podkreślił, że „towarzysz Kociołek wyraźnie opowiedział się za udziałem bratnich partii” w przygotowywanym zjeździe PZPR. I zaraz potem, Kociołek to ..., Kociołek tamto ... W końcu już otwarcie Honecker zadał pytanie „kto może przejąć kierownictwo?” I szybko udzielił odpowiedzi: „towarzysz Olszowski, towarzysz Grabski, towarzysz Kociołek, towarzysz Żabiński”.[20]

cdn.

Dr Rafał Brzeski

[1] Cyt. za Roman Boreyko, Parawany, Kontakt, kwiecień 1988, str. 135.
[2] Arthur Koestler, The Invisible Writing, Londyn, Hutchinson, 1969, str. 242-3.
[3] Christopher Andrew, Oleg Gordijewski, KGB, tłum. Rafał Brzeski, Bellona, Warszawa 1997, str. 171.
[4] Ronald W. Clark, Einstein: The Life and Times, Londyn, Hodder and Stoughton, 1973, str. 463.
[5]Christopher Andrew, Oleg Gordijewski, KGB, tłum. Rafał Brzeski, Bellona, Warszawa 1997, str. 171.
[6] Allen Weinstein, Alexander Vassiliev, The Haunted Wood, Modern Library, Nowy Jork, 2000, str. 73-78.
[7] Allen Weinstein, Alexander Vassiliev, The Haunted Wood, Modern Library, Nowy Jork, 2000, str. 144-147.
[8] Pavel Sudoplatov, Anatoli Sudoplatov oraz Jerrold L. I Leona P. Schecter, Special Tasks, Little Brown, Boston, 1994, str. 173.
[9] Roman Boreyko, Parawany, Kontakt, Paryż, kwiecień 1988, str. 136.
[10] Christopher Andrew, Oleg Gordijewski (red.), More Instructions from the Centre: Top Secret Files on KGB Global Operations, 1975-1985, Londyn, Frank Cass, 1992, str.47.
[11] Christopher Andrew, Oleg Gordijewski (red.), Instructions from the Centre: Top Secret Files on KGB Foreign Operations, 1975-1985, Londyn, Hodder & Stoughton, 1991, str. 19-20.
[12] Christopher Andrew, Oleg Gordijewski (red.), More Instructions from the Centre: Top Secret Files on KGB Global Operations, 1975-1985, Londyn, Frank Cass, 1992, str.47-52.
[13] John Hughes-Wilson, A Brief History of the Cold War, Londyn, Robinson, 2006, str. 260-262.
[14] cyt. za: David A. Vise, The Bureau and the Mole, Nowy Jork, Atlantic Monthly Press, 2002, str.157.
[15] David A. Vise, The Bureau and the Mole, Nowy Jork, Atlantic Monthly Press, 2002, str.239.
[16] Alexander Orlov, Handbook of Intelligence and Guerrilla Warfare, Ann Arbor, The University of Michigan Press, 1963, str. 93-94.
[17] Richard Deacon, A History of the Russian Secret Service, Londyn, Frederick Muller, 1972, str. 272-273.
[18] Alexander Orlov, Handbook of Intelligence and Guerrilla Warfare, Ann Arbor, The University of Michigan Press, 1963, str. 16.
[19] Jean-Henri Gisquet, Mémoires de M. Gisquet ancient préfet de police écrit par lui-mème, t.2, Bruksela, A. Jamar, 1841, str. 215-217.
[20] Memorandum regarding the Meeting between Comrade Leonid Ilyich Brezhnev, Erich Honecker, and Gustav Husak in the Kremlin, 16 May 1981, in: New Evidence on the Polish Crisis 1980-1982, Cold War International History Project, Bulletin No: 11 – Winter – 1998, str. 127-129.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ten tekst to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce rozumieć otaczający go świat.

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#249874

 Systematyczne wieloletnie działania wskazują na to,że jest tu pewna konsekwencja i celowość.Podejrzenia dot. działalności Illuminatów wydają się być coraz bardziej widoczne.Wydarzenia jakie powoli zaczynają się ukazywać potwierdzają istniejące obawy.

http://niepoprawnyali.blogspot.com/2012/04/illuminaci-i-ich-cele_10.html

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#249892

Ważny tekst. Odsłonięcie żródeł jest bardzo potrzebne. Ja ten temat opisuję z nieco innej perspektywy - bardziej "mentalnej". Mam nadzieję na wymianę myśli i opinii.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Zapraszam do odwiedzania autorskiego bloga http://wojnaznarodem.blogspot.com/

#249909

Przykładem na "właściwą" selekcję inteligencji niemieckiej mogą być programy telewizyjne Reich - Ranickiego kilkadziesiąt lat na antenie niemieckiej TV. To on decydował kto jest dobrym pisarzem, malarzem, poetą itp. Reich - Ranicki w 1945 r. szef Wydz. IV MBP w Katowicach, potem wysłany jako dyplomata PRL-u do Londynu rozpracowywać emigrację i namawiać do powrotu do Polski pod sowiecką okupacją i rządami Bieruta. Wielu trafiało do więzienia a nawet było skazywanych na śmierć!
Zarażenie Niemiec i Zachodu nihilizmem ma korzenie w Moskwie.
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#249955