Wojna hybrydowa, terroryzm, islam, komunizm

Obrazek użytkownika Rafał Brzeski
Świat

Kształt wojny hybrydowej jest nadal nie do końca zdefiniowany. W dyskusjach dominuje pogląd, że wojna hybrydowa jest czymś pośrednim między wojną energetyczną, w której walczy się uzbrojeniem charakterystycznym dla danej epoki, a wojną informacyjną, w której zamiast orężem obezwładnia się przeciwnika zwerbowaną agenturą wpływu oraz wypaczoną lub spreparowaną informacją, czyli krótko mówiąc kłamstwem. 

Według barwnej i trafnej definicji wojna hybrydowa to „koktajl  konwencjonalnych środków wojskowych, elementów rebelii, terroryzmu, walk partyzanckich, przestępczości zorganizowanej, cyber-wojny i zaawansowanych technologii militarnych. W takim rodzaju wojny mogą być również obecne rozwiązania pogwałcające międzynarodowe prawa wojenne, mogą w nich uczestniczyć pozapaństwowe podmioty i organizacje, ale wspierane przez państwa mające podejrzane cele. Wszystkie te składniki mogą być zmieszane razem z nieokreśloną liczbą innych czynników mających wpływ na rezultat końcowy. Ilość każdego czynnika w tym koktajlu może zmieniać się znacząco w trakcie wojny, w zależności od jej fazy oraz doraźnej skuteczności danego czynnika.”[1]

W establishmencie waszyngtońskim są też w obiegu inne barwne terminy, że wojna hybrydowa to: „wykorzystywanie wszelkich narzędzi jakie są w skrzynce narzędziowej” lub, że jest to „cwana wojna”.[2]

Takimi pierwszymi narzędziami pod ręką są zazwyczaj elementy wojny informacyjnej, które inicjują konflikt piorąc mózgi przyszłych uczestników. Dopiero później konfrontacja poszerza się o elementy wojny energetycznej tworząc operację zintegrowaną, gdzie oba elementy – informacyjny i energetyczny – są wobec siebie komplementarne. Uzupełniają się i zarazem wspierają się wzajemnie.

Skoro wojna informacyjna jest wstępem do wojny hybrydowej, a liczba możliwych scenariuszy w wojnie informacyjnej w zasadzie zależy od wyobraźni infoagresora, to nasuwa się aktualne pytanie, czy islamizacja może stać się orężem w wojnie hybrydowej jako ideologiczne przygotowanie do aktów terroru? Teoretycznie jak najbardziej tak, ponieważ islamizacja opiera się na szerzeniu informacji i wierze w tę informację. Zwłaszcza tak groźna obecnie radykalna wersja islamu szerzona przez fundamentalistów. Wielu z nauczających w meczetach imamów, mieszkając całe lata w Europie zachodniej, rozczarowało się do naszej kultury i cywilizacji. Nie zastanawiają się nad różnicami między kulturą nienawiści a kulturą miłosierdzia. Sięgają do najprostszych rozwiązań idąc niejako „na skróty”. Stąd ich apele o powrót do korzeni i nawoływania do dżihadu, czyli świętej wojny z „krzyżowcami”.

Agresywny współczesny fundamentalizm muzułmański opiera się na katalogu założeń:

  • nawrót do idei kalifatu, czyli systemu rządów na ziemiach rządzonych przez muzułmanów w VII wieku,
  • odwoływanie się do szariatu, czyli prawa koranicznego,
  • wierze, że tylko muzułmanie mają dostęp do prawdy objawionej,
  • przekonaniu, że integracja, a nawet kontakty, z niewiernymi są wyrazem słabości i dopuszczalne są jedynie jako doraźna taktyka,
  • sancjonowaniu dżihadu  - świętej wojny z niewiernymi, głównie z cywilizacji chrześcijańskiej,
  • uznawaniu cywilizacji chrześcijańskiej za głównego przeciwnika,
  • przekonaniu, że tylko szkoły koraniczne i samoorganizowanie się zapewnia postęp społeczny i ekonomiczny,
  • dominacji grupy i jej interesów nad jednostką,
  • uznaniu patriarchalnej rodziny za najlepszą formę życia rodzinnego,
  • uznaniu kobiety za osobę mniej doskonałą niż mężczyzna i jemu podległej,
  • uznaniu, że tylko wspólnota wiernych jest władna sprawować władzę i określać obowiązujące prawa,
  • zasadzie, że rzadzący mają obowiązek konsultować swe decyzje polityczne z przedstawicielami wiernych,
  • zadaniu, że ostatecznym celem wiernych jest utworzenie globalnego państwa muzułmańskiego.[3]           

Katalog ten można skrócić do stwierdzenia, że celem dżihadystów jest „budowa kalifatu islamskiego opartego na ortodoksyjnym islamie, bez prawa egzystencji w nim wyznawców innych religii.”[4] Młodzi ludzie radykalizowani są drogą prania mózgów w ośrodkach „kształceniowych” przy meczetach aż do stanu skrajnie sfanatyzowanego dżihadysty gotowego złożyć ofiarę z własnego życia dla zabicia maksymalnej liczby niewiernych. Przy czym brutalność, barbarzyństwo i krwawy dramatyzm likwidacji niewiernych powinny mieć charakter „edukacyjny” skłaniający ich do przyjęcia jedynie prawdziwej wiary w Allaha. Tak więc zarówno proces radykalizacji przyszłych „herosów świętej wojny” jak i terrorystyczny charakter ich działań mają informacyjny wymiar. Niosą wyraźny przekaz, który ma oddziaływać na świadomość. Przekaz adresowany do niewiernych sprowadza się do groźby krwawego uderzenia w każdym miejscu i każdej chwili. Bójcie się – wasz los jest w naszych rękach - wykonawców woli Allaha.

Równie  dobitny jest przekaz adresowany do wiernych. Wróg jest jasno zdefiniowany, przyczyna działania zredukowana do wyrównania różnic społecznych spowodowanych dyskryminacją niewiernych, a terroryzm wskazany jako środek walki i osiągnięcia celu.  Ta prostota i dobitność przekazu sprawiają, że islam, zwłaszcza w wersji radykalnej, ma wiele wspólnego z komunizmem.

  • ma wyjątkową dynamikę „misyjną”, która pozwala na szybkie zyskiwanie zwolenników (konwertytów), co sprawia, że przekształca się w swoisty „ruch” polityczny,
  • adresuje swą naukę do wszystkich, bez dyskryminowania nacji lub klas społecznych, co stanowi siłę przyciągającą różnego rodzaju pokrzywdzonych, niezdecydowanych i oburzonych,
  • przejmuje rolę rzecznika zaniedbanych duchowo i materialnie biedaków, którym oferuje wsparcie i sympatię, tak potrzebną w obliczu bezlitosnego świata,
  • charakteryzuje się niskim poziomem kryteriów akceptacji kandydatów. Każdy nawró- cony od razu staje się bojownikiem, częścią walczącej wspólnoty, co niektórym daje poczucie odgrywania ważnej roli w życiu,
  • jako ruch religijny jest na tyle atrakcyjny, że oferuje klarowny „obraz świata”, oparty na ostrym podziale społeczeństwa na wiernych i niewiernych, oraz ma wyraźną misję globalnego zwycięstwa i ustanowienie światowego kalifatu, który miałby zagwarantować wyznawcom islamu globalną ojczyznę,
  • wskazuje postać wroga nie tyle klasowego, co religijnego. Klasyczna walka klasowa, znana z komunizmu, została zastąpiona świętą wojną, równie nieuchronną, długą i pełną ofiar, ale tak jak w komuniźmie zakończoną zwycięstwem.[5]

 

Analizują ostatnie kilkanaście miesięcy można przyjąć, że mamy do czynienia z inwazją Europy przez wyznawców islamu. Przybywający do Europy migranci zostali metodami informacyjnymi, skłonieni do ryzykownej i kosztownej podróży. Policje i służby specjalne wielu krajów potwierdzają, że wraz z migrantami „przesiąkają” do Europy dżihadyści przeszkoleni w Państwie Islamskim. Zamachy w Paryżu, Brukseli i teraz w Nicei wskazują, że dżihadyści poważnie traktują zadanie likwidacji maksymalnej liczby niewiernych. Nie atakują obiektów wojskowych, najważniejszych polityków lub przywódców religijnych, którzy są najczęściej silnie chronieni i gdzie stosunek strat może być mało korzystny dla dżihadystów. Atakują skupiska zwykłych ludzi, gdzie mogą się spodziewać, iż liczba ofiar będzie nieproporcjonalnie duża w stosunku do strat własnych. W Nicei 84 zabitych niewiernych w stosunku do jednego wiernego. Oddział 100 wiernych może zlikwidować dywizję niewiernych. Taki przekaz pobudza wyobraźnię.

Nie ulega wątpliwości, że bardzo wielu młodych, a pozbawionych jakiegokolwiek wykształcenia, mężczyzn, którzy dotarli w ostatnich miesiącach do Europy Zachodniej będzie niebawem głęboko sfrustrowanych, gdyż miraż dobrobytu i dobrostanu okaże się głęboko fałszywy. Ludzie ci staną się znakomitym materiałem dla radykalizacji. Wyrosły z lewicowych lub lewackich komun 1968 roku, rządzący obecnie establishment Europy Zachodniej nie będzie się temu zbytnio przeciwstawiał z uwagi na ideologiczną bliskość poglądów. Z jednej strony Islamu z drugiej postkomunizmu. Stroną atakowaną będą zapewne podwójnie niewierni, to znaczy ci co nie wierzą ani w Mahometa, ani w mędrców komunizmu we wszelkich jego odmianach -  czyli chrześcijanie. Ostatnie miesiące wskazują, że w Europie Zachodniej zaczęła się już wojna hybrydowa. W Polsce toczy się jeszcze wojna informacyjna, wojna o stan naszej świadomości. Walka o wierność lub zdradę wartości obowiązujących od pokoleń w polskim narodzie zamieszkującym w zwartej etnicznie grupie na polskich ziemiach.   

Premiera w Warszawska Gazeta

[1] Huovinen, Kari-Petri Oskari, Hybrid Warfare – Just a Twist of Compound Warfare?, Helsinki, National Defense University, 2011, str. 3

[2] Kofman Michael, Rojansky Matthew, A Closer Look at Russia’s „Hybrid War”,  Waszyngton, Wilson Center, Kennan Institute, Kennan Cable, Nr 7, kwiecień 2015

[3] Kubiak, Mariusz, Kulturowe uwarunkowania obronności państwa, Siedlce, 2012, str. 164-165

[4] Wyszczelski, Lech, Wizje wojen po rozpadzie dwubiegunowego systemu polityczno-militarnego świata, cz. II, Bellona, nr 1/2016 (684) str. 95

[5] Załęski, Krzysztof, Współczesne migracje ekonomiczne czy broń demograficzna celowo użyta przeciwko Europie?,  Bellona, nr 1/2016 (684) str. 85

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:9)