Pewnym letnim popołudniem,
Okraszonym złocistego słońca blaskiem,
Gdy niósł się z oddali ptaków śpiew,
A lekki wietrzyk powiał łagodnie
I tlące się w pamięci wspomnienia,
Z dawnych, odległych lat,
Powracały w szczerych rozmowach,
W cieknących niekiedy po policzku łzach,
Smutny strapiony starzec,
Powoli marszcząc swą brew,
Pomarszczoną dłonią drapiąc się po brodzie,
Opowiedział mi...