O drobnych dziennikarskich złośliwościach

Obrazek użytkownika Budyń78
Kraj

Dziś i jutro zajęci będziemy sprawami wagi zasadniczej, jednak nie mogę sobie odmówić wspomnienia o pewnym irytującym drobiazgu. Wzajemne dogryzanie sobie dziennikarzy dwóch wiadomych tygodników objawiło się oto w wyjątkowo irytujący dla mnie sposób.

Zacząłem czytać książkę Cezarego Gmyza, a właściwie Gmyza i Piotra Goćka. Jeszcze zdążę ją pochwalić, bo zanosi się na bardzo ciekawą lekturę, niemniej… Z rozdziału o aferze trotylowej i jej konsekwencjach dla bohatera i jego kolegów z redakcji dowiemy się, że część z nich założyła tygodnik „Do Rzeczy”. I to tyle, o tym, że inna część wylądowała gdzie indziej, już się nie dowiemy, przynajmniej nie z tego fragmentu.

Koledzy nie pozostają dłużni. Czy w „Sieciach” pojawia się wzmianka o Gmyzie? Pojawia, niemniej jednak nie kontekście książki. Mazurek i Zalewski cieszą się, że ich niedawny kolega poprowadzi program kulinarny w TV Republika, puentując, że przynajmniej, gdy teraz coś pochrzani, to nic się nie stanie. Skoro jednak według Mazurka i Zalewskiego Gmyz coś pochrzanił (kiedy? Pisząc o trotylu?), to właściwie czemu wszyscy nie pracują nadal dla Hajdarowicza? A, zapomniałem, niektórzy zdaje się pracują nadal. To przepraszam.

Oba tygodniki idą łeb w łeb, jeśli chodzi o nakład, zapewne wciąż duża część czytelników jest wspólna. Zbadanie tego byłoby bardzo ciekawe, również – prześledzenie, czy zjawisko to ma swoją dynamikę, czy utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Osobiście mając stałą możliwość przejrzenia obu tytułów, pozostałem przy kupnie jednego. Coś czuję, że ostatecznie wygrać może ten, który pierwszy zacznie dodawać na przykład filmy, lub wymyśli coś innego, co pozwoli zdobyć znaczącą przewagę nad konkurencją. Jednak tego typu poszturchiwania niekoniecznie są dobrą drogą do tego celu.

Najzabawniejsze zaś, że historia polskich mediów uczy nas, że wszyscy i tak pewnie jeszcze nie raz znajdą się w innych tytułach, w innych konfiguracjach i w innych okolicznościach. Oby nie nienawidzili się wtedy tak, jak dziś nienawidzi ich Tomasz Wołek czy – mniej widowiskowo – inni ich koledzy, z którymi kiedyś razem spotykali się na uczelniach, w NZS, Życiu z kropką czy Wprost.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Bardzo trafna refleksja.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#349761

Carmina

Niestety nie do uniknięcia bo kierując złośliwości, prztyczki pod adresem konkretnej osoby musimy się liczyć ,ze zaatakowany odpowie. Trzeba by być świętym wręcz aby nie reagować, zignorować.

Dlatego ma Pan rację. Najlepiej nie zaczynać takich zabaw i skupić się na tym co ważne.

Niestety ludzie są ludźmi i tak już mają ,że deklarują wielkie cele, a później zajmują się błahostkami, złośliwostkami etc.

Jak zawsze widzą słomkę w czyimś oku a nie dostrzegają belki w swoim. Następnie wchodzi w grę duma, często pycha , nadwrażliwość na punkcie swojej osoby, brak odporności na jakąkolwiek krytykę. Zanika hierarchia ważności spraw.

Dlatego tak łatwo wszelkiej władzy rozgrywać ludzi. I to od wieków.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Carmina

#349788

Dwóch, a właściwie trzech na tydzień, żyjąc i od czasu do czasu pracując, przeczytać się nie da. Sakiewicza wspieram niejako ponadprogramowo, bo to chyba jedyny naczelny w Polsce, który nie tylko ma poglądy i mówi otwarcie, że je ma, ale także dość sensownie wyjaśnia, dlaczego... to mówi. A tu jeszcze (czasem) ciekawa "GPC" i Internet. No, trzeba było coś odpuścić. 

Z pozostałych dwóch - trzeba było wybrać albo rzucając monetą, albo posiłkując się składem ekipy. Wybrałem to drugie. Jak? Ano prosto: skoro RAZ nie uważał za stosowne wyjaśnić w zarodku, o co chodziło z tym jego "powrotem" do Hajdarowicza (dowiedziałem się "pokątnie", "przez osoby trzecie" - dużo za późno), to ja nie muszę się składać na jego wierszówkę. A skoro jego redakcyjnym kolegom też poziom samooceny pana Ziemkiewicza nie wydał się niestosowny, to i ich mogę czytać wówczas, gdy będą cytowani tam, gdzie ja zaglądam. A że udało mi się pogadać na ten temat kilkoma znajomymi, tudzież z kilkoma przygodnymi osobami, to w ten prosty sposób Karnowskim przybyło tyle, ile Lisickiemu... nie przybyło.

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

<p>ro</p>

#349798

Nie jestem więc zdziwiony. Prymitywizm ich wypocin zawsze mnie raził. Do tego Sztybor i Oleksicki - i satyryczna strona pisma Karnowskich ociera się o dno. Ja jako oszołom wolę GaPola.
oszołom z Ciemnogrodu

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

oszołom z Ciemnogrodu

#349808

Nie przesadzaj! Docinki (w jedną i drugą stronę) tego duetu bywają zabawne. Niektóre wchodzą do obiegu, jak na przykład "Krajowa Rada Tego i Owego", "Brunatny Robert", czy "wirus filipiński".

Szpilki wbijane w Kaczyńskiego (z widoczną sympatią), czy w Hofmana (z widoczną złośliwością) mają charakter leczniczy (jak pijawki, lub akupunktura). Choć faktycznie, czasem panom M. i Z. koncept rusza się, jak cielę pana Zagłoby.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

<p>ro</p>

#349818

Ciekawy objaw sympatii - ochrzczenie Kaczyńskiego mianem Kaczafi - ale de gustibus non disputandum. Natomiast przypominam sobie jak kpili, że Kaczyński jest ostatnią osobą, która powinnna się wypowiadać na temat ustawy o narkotykach - bo wicie rozumicie sam był na prochach. Dla mnie ktoś kto zniżył się do takiego poziomu "dowcipu" jest ostatnim bydlęciem. I tyle.
oszołom z Ciemnogrodu

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

oszołom z Ciemnogrodu

#349856

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

never06

#349814