Materiały źródłowe do nauki historii najnowszej, cz. 1: Jan Rem (Jerzy Urban) - Seanse nienawiści

Obrazek użytkownika Budyń78
Historia

Zawsze w kontekście męczęństwa ks. Jerzego przywoływany jest wcześniejszy tekst Jerzego Urbana, wg wielu - inspiracja dla sprawców i dowód zgodny na ich działanie. Warto przeczytać ten tekst, choć nie jest to przyjemna lektura. I warto po raz kolejny uświadomić sobie, że gdy tytułowy bohater zginął wkrótce po ukazaniu się tego tekstu, jego drugi negatywny bohater, symbolizujący wszystko, co najgorsze, dziś jest kompanem od kieliszka autora

Jan Rem - Seanse nienawiści

W inteligenckiej części warszawskiego Żoliborza stoi kościół Jerzego Popiełuszki - obok św. Brygidy w Gdańsku najbardziej renomowany klub polityczny w Polsce. Położenie geograficzne tej wiecowni warto podkreślić. Tutejszy genius loci kłóci się bowiem z duchem przedsięwzięcia. Jest to bowiem tenże Żoliborz o tradycjach spółdzielczych, socjalistycznych, racjonalistycznych, społecznikowskich, lewicowych, w najgorszym razie lewo-sanacyjnych, więc antyendeckich i Młodziakowych, że sięgnę do Gombrowicza.

Co tam więc robi natchniony polityczny fanatyk, Savonarola antykomunizmu? Daje on świadectwo ideowej i intelektualnej degeneracji części inteligentów formacji żoliborskiej, dowodzi uwiądu tegoż Żoliborza, który przed wojną z przesadą nazywany bywał czerwonym, ale różowym był w każdym razie.

Mam bardzo dokładne relacje o treści kazań księdza Jerzego Popiełuszki, które składa nadzwyczaj pilny bywalec tych imprez. Mowy tego polityka bardzo różnią się stylistyką od pokrewnych duchem pogadanek, jakie były głoszone na różnych latających uniwersytetach i pełzających kursach naukowych. Na tamte intelektualne imprezy młodzi biegali, aby usłyszeć coś przeciwnego, niż na szkolnych lekcjach o Polsce i świecie współczesnym, poznać odmienne fakty, odwrotne interpretacje. Ks. Popiełuszko nie zaspokaja niczyjej ciekawości, nie zapełnia białych plam historii, ani nie przeprowadza politycznych przewodów, od których mózg staje, by odwrócić się w przeciwnym niż dotychczas, antysocjalistycznym kierunku. Jednym słowem ten mówca ubrany w liturgiczne szaty nie mówi niczego, co byłoby nowe, lub ciekawe dla kogokolwiek. Urok wieców, jakie urządza jest całkiem odmiennej natury. Zaspokaja on czysto emocjonalne potrzeby swoich słuchaczy i wyznawców politycznych. W kościele księdza Popiełuszki urządzane są seanse nienawiści. Mówca rzuca tylko kilka zdań wyzbytych sensu perswazyjnego oraz wartości informacyjnej. On wyłącznie steruje zbiorowymi emocjami.

Uczucie nienawiści politycznej do komunistów, do władzy, do wszystkiego co jest powojenną Polską przynoszone jest na tę salę przez bywalców, a pod dyrygencją księdza Popiełuszki przestaje być wewnętrznym robakiem drążącym człowieka. Polityczne uczucia doznają publicznego wyładowania w tłumie podobnie czujących. Wyznawcy sfanatyzowanego ks. Popiełuszki nie potrzebują argumentów, dociekań, dyskusji, nie chcą poznawać, spierać się, zastanawiać i dochodzić do jakichś przekonań. Chodzi tylko o zbiorowe wylanie emocji. Ks. Jerzy Popiełuszko jest więc organizatorem sesji politycznej wścieklizny. Mylił się bowiem Orwell, gdy sądził, że seanse nienawiści można urządzać poprzez telewizyjne emisje pobudzające emocje każdego z widzów osobno, w jego czterech ścianach. Ludzie porozdzielani od siebie ścianami podatni są na perswazje, argumenty i wzruszenia, ale zbiorową nienawiść podniecać w sobie mogą tylko w tłumie. Charyzmatyczny strój, który wodza i przewodnika z tłumu wyróżnia i wywyższa ponad masę ludzką, zapewnia ks. Popiełuszce przewagę nad słuchaczami, której nie trzeba wypracować.

Po drugiej, niż ksiądz Popiełuszko, politycznej stronie obserwujemy zalew faktów, argumentów, danych; same racje i rozumowania. Tymi sposobami można, owszem ludzi przekonać. Nie sposób jednak wywołać żadnych emocji, zbudować wspólnoty uczuć i odruchów masowych, zespolić masy w oparciu o zbiorowe przeżycia polityczne. Jest to z mojej strony konstatacja, a nie propozycja urządzania np. anty-reaganowskich wieców, czy marszów ubarwionych paleniem kukły któregoś z naszych wrogów. Uważam za mądrą rezygnację z bogatszych środków politycznego oddziaływania, sądzę, że umiar i racjonalizm będą procentować na dalszą metę, bo upiory, które żoliborski magik polityczny wypuszcza spod ornatu, same pozdychają. Myślenie ma przyszłość, nie zaś podniecanie fanatyzmu. Lepsze są więc rzetelne tabele statystyczne otoczone powszechną obojętnością, niż uskrzydlone frazesy pobudzające płytkie emocje. Jakaś liczba ludzi nowoczesnych i rozumnych przecież już dziś dlatego właśnie sympatyzuje z polityką PZPR, że razi ich krzykliwe pustosłowie strony przeciwnej, mierzi zbiorowa histeria i irracjonalny fanatyzm. Podobnie razi ich wyraziście każda krzykliwość, czy objaw przesady, jaki zdarza się w naszej propagandzie. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę także ze strat, które na razie ponosimy przez to, że wśród lektorów KC brakuje natchnionych dyrygentów tłumami.

Przerażające i pouczające są dla mnie rozmowy, w których ludzie nawracają do specyficznego politycznego widowiska, którym było spotkanie Mieczysława Rakowskiego z częścią załogi Stoczni im. Lenina w sierpniu 1983. Samo ustawiczne nawiązywanie do tej telewizyjnej relacji dowodzi zapotrzebowania na elementy dramaturgiczne w polityce. Przeraża zaś to, że rozmówcy wspominający ten spektakl, nawet intelektualiści, z przyganą lub zachwytem mówią wciąż tylko i w kółko o rozchełstanej koszuli wicepremiera, o tym, że telewizyjny ekran pachniał potem, o palcu Rakowskiego, o tym czego, w jakim momencie nie powinien był krzyknąć, a co godziło mu się wykrzyczeć. Wszystko jest ważne z wyjątkiem tych wielotonowych worków faktów i argumentów jakie M. Rakowski przydźwigał na tę salę. Liczy się tylko to, co było widowiskową oprawą, najmniej liczą się racje. Może o to krew zalewać, ale takie są realia.

Cóż z tego, że ks. Popiełuszko mierzi, skoro w dzisiejszej wykształconej Polsce, polityczni magicy są wciąż skuteczni. Podobnie: cóż z tego, że nie istnieje nic takiego, jak ludzka dusza, skoro walka o rządy dusz trwa realnie. Gdyby Telewizja Polska mogła mieć na swoje usługi jakiegoś Rasputina byłaby to niestety oferta do rozważania. Bardzo to smutne, ale prawdziwe, póki ma swoją klientelę ks. Popiełuszko i wzięciem się cieszą jego czarne msze, a do których Michnik służy i ogonem dzwoni.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Kilka razy w życiu miałem okazje przeglądać "Nie". Styl pisania Urbana nic się nie zmienił, co najwyżej jest bardziej wulgarny.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6535

Jest jeszcze taki tygodnik jak "Fakty i Mity", ten też nie odbiega od "Nie".
Ciekawe, że w IIIRP dozwolone jest wydawanie takich szmatławców. Już to świadczy o ciągłości władzy.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6539

Sam fakt istnienia to jeszcze nie to, mamy w końcu wolność słowa, ale fakt, iż swego czasu miał tam pisać Piotrowski, jest po prostu skandalem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6540

Miał?! Przecież pisał.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6568

Nie zapominajmy o niezawodnej Trybunie, na której manipulacjach każdy niepewny swoich poglądów postkomunista zawsze może polegać;)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6545

31 października 1982 powiedział ks. Popiełuszko:

"Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie. Życie w prawdzie to dawanie świadectwa na zewnątrz, to przyznawanie się do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Nie tym polega w zasadzie nasza niewola, że poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go nie demaskujemy i nie protestujemy przeciw niemu na co dzień. Nie prostujemy go, milczymy lub udajemy, że w nie wierzymy. Żyjemy wtedy w zakłamaniu. Odważne świadczenie prawdy jest drogą prowadzącą bezpośrednio do wolności. Człowiek, który daje świadectwo prawdzie, jest człowiekiem wolnym nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, nawet w obozie czy więzieniu. Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, gdyby ta większość nie zapominała, co było dla niej prawdą jeszcze przed niespełna rokiem, stalibyśmy się narodem wolnym duchowo już teraz. A wolność zewnętrzna czy polityczna musiałaby przyjść prędzej czy później jako konsekwencja tej wolności ducha i wierności prawdzie. (...)

Więcej tutaj:
http://www.popieluszko.net.pl/xJerzy/ka821031.htm

Pozdr.
JMW

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdr.
JMW

#6558

... i to nie tylko świni (o co musiałby powalczyć z Maleszką), ale przede wszystkim stylu i argumentacji. Możemy to obserwować na żywo także dzisiaj (o czym pisałem).
III RP sie nie skończyła, bo bydlaki czują sie doskonale, a wolność słowa, którą zwalczały, służy im na co dzień do szerzenia zarazy.
To my jesteśmy "krzewicielami nienawiści", nieprawdaż?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#6564

Domyślam się jaki cel przyświecał autorowi,że zamieścił zdjęcie tuby propagandowej i chyba jednej z najbardziej znienawidzonych postaci czasów "Ślepowrona". Jednak,gdy patrzę na postać tego "osobnika" to po prostu, jak śpiewał J.Pietrzak ," rzygać chce się, tak jak w PRRL-u"!!!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6586

"Mam bardzo dokładne relacje o treści kazań księdza Jerzego Popiełuszki, które składa nadzwyczaj pilny bywalec tych imprez." - oj na pewno nie jednego.

To typowa wrzutka przygotowujaca opinie do planowanej zbrodni. Społeczeństwo miało usłyszeć, że nie zginął niewinny człowiek: szerzył nienawiść - to sie doigrał. I usłyszało. Chociażby z ust Pani Prokurator, oskarżycielki Piotrowskiego i reszty.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#6601