Migalski vs. Palikot. Zwalczać czy omijać?

Obrazek użytkownika gw1990
Kraj

Wczoraj odbyła się debata obu polityków i jednocześnie blogerów, którą reklamował na twitterze Eryk Mistewicz jako najważniejszy pojedynek od czasów tego z 2007 r.: Kaczyński-Tusk. Po jej zakończeniu okazało się, że spec od marketingu (nie bardzo przychylny PiSowi) ocenił pojedynek na korzyść Migalskiego. Powstaje pytanie, czy politolog nie zapędzi się w kozi róg i czy tak naprawdę ma szansę wygryźć Palikota ze świata mediów?

Z mojego punktu widzenia deklaracja polityka PiS, że będzie zwalczał chamstwo kontrowersyjnego posła, jest pozytywna o tyle, iż nikt tego wcześniej czynił. Kancelaria Prezydenta RP naraziła się tylko na zarzuty o pieniactwo, składając doniesienia do prokuratury na Palikota, nieustannie obrażającego głowę państwa. Reszta elity politycznej traktowała polityka PO z przymrużeniem oka, coś tam komentowali, krytykowali, przebąkiwali o chamstwie, ale nikt nie zajął się ośmieszaniem i obnażaniem politycznego trolla. Z drugiej jednak strony, walka z Palikotem nie jest najważniejszym zadaniem Migalskiego. Wczoraj udało mu się wygrać walkę na ciosy, a jak zauważył Eryk Mistewicz, jest to element promocji. Dawno nikt nie debatował z posłem PO, bo nie jest tego po prostu wart. Migalski podjął wyzwanie, aczkolwiek poza pyskówkami i obnażeniem kreowanego chamstwa, nic nie uzyskał. Bo mediów nie zmieni, a dzisiaj na Palikota jest zapotrzebowanie. Gdzie kontrowersja, młócka, tam oglądalność.

Zresztą w niedawnym wywiadzie dla "Rz", politolog doskonale zdaje sobie z tego sprawę:

"Jak się w kogoś walnie, kogoś podrapie, to człowiek staje się „poważnym politykiem“ cytowanym przez media."

Ktoś przy okazji mógłby zarzucić dążenie do lansu i popularności:

"Uderzając w Palikota, chcę się zachować rycersko, bronić tych, których on szkaluje. W tyle głowy jest jednak kalkulacja, że mnie się to po prostu politycznie opłaca. Bo gdy podejmę merytoryczny trud rozjechania żałosnego dorobku komisji „Przyjazne państwo“, to dosłownie żaden dziennikarz się tym nie zainteresuje. Jeśli walnę w Palikota, mówiąc o tym, że chętnie dałbym mu po ryju, gdybym był mężem Nelli Rokity, to mam darmowe 10 minut w mediach."

I na to musi właśnie uważać Migalski, bo nie da się cały czas walczyć z Palikotem, obnażać jego chamstwa podobnymi (nie takimi samymi) metodami. Przykładowo - rację miał eurodeputowany PiS, kiedy twierdził, że na miejscu Jana Rokity dałby kontrowersyjnemu posłowi "w ryj" za obrażanie jego żony. I sam zauważył, że takie postawienie sprawy dało mu 10 minut w serwisach informacyjnych. Tylko przyjmując strategię chamstwo za chamstwo, Migalski może się nadziać na zniechęcenie tej części wyborców, która ceni go za intelekt i świeżość. Bo takich ludzi w polityce, jak on, chyba potrzebujemy.

Cóż więc zrobić z Palikotem? Omijać szerokim łukiem i traktować jak internetowego trolla czy pójść na wymianę ciosów? Taki wybór musi podjąć Migalski. Żaden chyba nie jest dobry, póki polityk PO sam nie "wpadnie". Choćby przez sprawy finansowe, którymi zajmował się "Dziennik". Zajmował.

http://www.tvn24.pl/12690,1618157,0,1,8222wszyscy-jestesmy-wiezniami-palikota8221,wiadomosc.html

http://www.rp.pl/artykul/359482_Marek_Migalski__Uderzenie_w_Palikota__sie_oplaca_.html

zgłoś nadużycie dodaj do

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Uważam że takie gówno jakim jest POlikot należy omijać z daleka żeby przypadkiem w nie nie wdepnąć,bo można się ubrudzić i do tego jeszcze śmierdzieć.A więc apel do Pana Migalskiego, proszę o więcej szacunku dla siebie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#30423