Migalski i Palikot ciągną w lewo. Przypadek?

Obrazek użytkownika tutejszy
Kraj

Nie powinno się oceniać wystąpienia M. Migalskiego, albo J. Palikota (o stworzeniu nowej partii) oddzielnie. Dopiero oba wydarzenia, zestawione razem, źle wróżą Polsce.

PiS jest jak dla mnie „miękką prawicą”. W ogóle chadecja jest dla mnie miękką prawicą, czas pokazał, że wszystkie partie chadeckie ewoluują mocno w lewo i dziś np. w Wielkiej Brytanii już nikogo nie dziwi, że konserwatyści (sic!) popierają związki homoseksualne.
Niestety ogólnoświatowe tendencje w polityce są nieubłagane, świat czerwienieje z każdym rokiem. Jak pisał wybitny katolicki historyk Plinio Correa de Oliveira, rewolucja dokonuje co jakiś czas wielkich skoków, odpieranych przez kontrrewolucję, ale potem rewolucja powoli pełza i w ten sposób dochodzi dalej, niż wcześniej doskoczyła. Potem historia się powtarza – skok, cofnięcie i pełzanie. Ostatnie kilkaset lat jest niezbitym dowodem na poparcie tej tezy. Przed wojną Kaczyński by siedział na lewicy, dziś jest synonimem „prawicowego oszołoma”.

W ostatnich dniach rewolucja w Polsce dokonała małego skoku, a sygnał dla niej dali jednocześnie Janusz Palikot i Marek Migalski. Czyżbyśmy przekroczyli kolejny próg w marszu ku czerwonej krainie wiecznej szczęśliwości, że obaj Panowie widzą już tylko w lewicowym lub bezpłciowym elektoracie szansę na zwiększenie poparcia?

Janusz Palikot grozi, że założy centrolewicową partię – bez względu na to czy jest to tylko zagrywka to i tak Palikot jako medialny autorytet kreuje lewicowych wyborców imponując, niestety, dużej części społeczeństwa. Przy tym wszystkim Palikot szantażuje Platformę, jego bluff (albo i nie) nie jest niczym innym jak kokietowaniem lewicowych wyborców, ale i ciągnięciem Platformy w lewo.
Jeśli Palikot ciągnie Platformę w lewo, to po prawej stronie (a raczej w centrum) robi się trochę luźniej. Gowin oczywiście będzie szumnie zapowiadał jak to trzyma się swoich wartości i zostaje w Platformie, by powstrzymywać ją od lewicowania, ale wiemy, że z tych zapowiedzi pozostanie tylko podziw półinteligentów.

Tymczasem zajęcie zwolnionej przestrzeni bezideowej partii środka, jest aspiracją Migalskiego. Europoseł zachęca do kompromisów, ale zachęca do kompromisów daleko idących:
Czy nie mogliśmy wybaczyć Marcinkiewiczowi jego infantylności, Sikorskiemu jego pozerstwa, Dornowi jego arogancji, Zalewskiemu jego gaskonady, Jurkowi radykalizmu, a Ujazdowskiemu miłości własnej? (…) Donald Tusk nigdy nie powiedział publicznie podobnych słów pod adresem senatorów Misiaka i Piesiewicza czy posłów Chlebowskiego i Drzewieckiego (a chyba zrobili gorsze rzeczy, niż krytyka swego szefa).

No tak – niech żyje pobłażliwość! Róbta co chceta! Hulaj dusza, piekła nie ma! Polityka i moralność nie muszą iść w parze! Trzeba było wybaczyć Kaczmarkowi, że latał jak „boy” hotelowy do Mariottu, by ostrzec Krauzego o planowanej akcji! A Tomasz Lipiec? Czemu Migalski o nim nie wspomniał w swojej filipice? W sporcie zawsze kradli, więc biedny minister sportu stał się właściwie ofiarą sPiSku!

Marek Migalski ma świetny przepis na zwycięstwo z Platformą – europoseł proponuje, by PiS zamieniło się w Platformę – wtedy wygra na pewno. Tylko co z Polską, panie europ…ośle?

Bulwersujących fragmentów w notce Pana Migalskiego jest wiele – generalnie propozycja zamyka się w obrębie zmiękczania prawicy. I tak już „miękkiej” prawicy. Migalski pisze, by o ważnych sprawach mówić do ludzi z uśmiechem. Nie wiem jak to zrobić. Jak z uśmiechem mówić o fakcie, że połowa biznesu w Polsce wyrosła na eSBeckich układach, że mordercy żołnierzy niepodległościowego podziemia żyją w luksusach, że podnosi się podatek VAT, a wielu Polaków żyje w nędzy. A może mówić z uśmiechem o pederastii wylegającej na ulice? Za dobrze się europosłowi powodzi, że mu się uśmiechów zachciało? Nam nie jest do śmiechu, potrzebujemy ludzi poważnych, a nie kolejnych cyrkowców z Wiejskiej.

Ale dość o tym europośle – pragnę tylko podkreślić, że to paralela wystąpienia Palikota i Migalskiego jest niepokojąca. Nawet jeśli obie inicjatywy spalą tym razem na panewce to jednak wskazują one tendencje polityczne, są wyrazem zapewne nie tylko pojedynczych posłów, ale emanacją woli jakiegoś środowiska wewnątrzpartyjnego.

Przesunięcie obu partii w lewo pogrzebie idee ważne dla (wciąż) milionów Polaków, bowiem w dyskusji publicznej zginą zupełnie interesujące nas spory cywilizacyjne i tradycyjne wartości. A na stworzenie nowej siły na prawicy, może zabraknąć środków, kadr i … czasu.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Od dawna jest w Polsce miejsce dla partii prawdziwej lewicy. Czegoś w rodzaju przedwojennego PPS. Ale zamiast tego pojawiają się różne efemerydy. Dokładnie to samo teraz - wiadomo że PO straci a SLD i PIS nie skonsumują więc można próbować. W najgorszym razie partia Palikota wprowadzi ok 20% posłów i co dalej? Ano nic. Partia powstała  bez programu i z nieobliczalnym liderem z reguły rozpada się. Jest możliwy taki scenariusz z czymś w rodzaju Samoobrony ale mniej stabilnym i zdyscyplinowanym. Nic strasznego.

Trudno się zgodzić z tezą pełzającej lewicy - jest globalizm więc raczej pełzająca prawica. (dlaczego zgnilizna moralna każdemu sie kojarzy z lewicą ?- to juz było -Francja schyłek wXVI -  pedalstwo, nierównowaga  i zamordyzm. ) 

 

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#81454