Przeciwnicy ACTA mają rację (merytorycznie też!)

Obrazek użytkownika PLK
Świat

Być może nie wszyscy blogerzy zdają sobie z tego sprawę że przeciwnicy ACTA mają nie tylko rację w sprawach dotyczących wolności internetu ale tak samo mają rację w sprawach merytorycznych, czyli w kwestii ochrony praw autorskich!

Co dotyczy ograniczeń wolności w internecie jakie wprowadza ACTA to chyba nikt nie jest zdania że mogą być uzasadnione i na tym polu panuje chyba pełna zgoda, natomiast nie jest już sytuacja tak jednoznaczna na polu ochrony praw autorskich. Tym czasem na tym polu sytuacja jest dokładnie tak samo klarowna!

Zwolennicy ACTA dopuszczają się bowiem manipulacji sugerując że sprawa jest z punktu widzenia ekonomicznego bezsporna. Tak nie jest! W środowisku naukowym od dawna jest znany problem z prawami do własności intelektualnej i żaden naukowiec nie jest zdania że powinno się je traktować tak samo jak prawo do własności materialnej! Wręcz przeciwnie wszyscy zdają sobie z tego sprawę że w dobie internetu własność intelektualną można kopiować praktycznie za darmo w nieskończonej ilości.
Tak więc własność intelektualna nie podlega prawom rynku, ponieważ jej koszt produkcji wynosi dla pierwszej jednostki dużą kwotę natomiast dla drugiej i każdej kolejnej jednostki ZERO! (n.p. zrobienie filmu kosztuje 10 milionów, czyli pierwsza kopia kosztuje 10 milionów ale każda kolejna kopia wykonana poprzez internet już nic nie kosztuje.)

Problem w tym że zgodnie z teorią ekonomii cena równa się kosztom produkcji ostatniej jednostki a nie pierwszej, czyli w tym przypadku cena wolnorynkowa wynosiła by zero. Tylko że tutaj pojawia się problem, nikt by nie chciał wytwarzać dóbr niematerialnych skoro cena ich na rynku równa się zeru. Z tego powodu są potrzebne pewne mechanizmy które stwarzają możliwość aby autor czerpał zyski ze swojej pracy intelektualnej. Tylko że tak samo ważny jest interes społeczny który wymaga jednocześnie aby jak największa grupa ludzi miała dostęp do dóbr intelektualnych.

W starożytności często rozwiązywano ten problem po prostu tak że bogaty mecenas płacił za pierwszą sztukę, czyli ponosił pełne koszty produkcji, a reszta odbiorców płaciła tylko za koszty kopiowania (w tedy jeszcze nie zero). Potem wprowadzono prawa autorskie które dawały autorowi ograniczone czasowo (o ile pamiętam 70lat) prawo do czerpania zysków ze swego dzieła. Potem powstał internet tylko że prawo autorskie pozostało rodem z 19 wieku! I tu jest podstawowy problem i manipulacja.

Właściciele praw autorskich próbują ciągle wmówić mało poinformowanej części opinii publicznej że ich prawo do czerpania zysków ze swojej twórczości przez 70 lat i w nieograniczonej wysokości jest czymś w rodzaju 11 przykazania które zostało przekazane Mojżeszowi bezpośrednio przez Boga. Tym czasem nie! Celem prawa autorskiego nie jest, zapewnienie niektórym branżom możliwości nieograniczonych zysków. tylko zapewnienie produkcji dóbr intelektualnych w możliwie najniższej cenie. Tak więc prawa konsumentów są co-najmniej tak samo ważne jak producentów albo raczej ważniejsze.

Moim skromnym zdaniem podstawowym problemem dzisiejszego prawa autorskiego (jak i patentowego) jest wielokrotnie za długi okres ochrony! Wspomniane 70 lat było może dobre w 19 wieku ale w dzisiejszych czasach powinno być to wielokrotnie mniej! Po drugie okres ochrony powinien być uzależniony od rodzaju produktu. Ale przede wszystkim powinni te kwestie rozstrzygać niezależni naukowcy a nie politycy!

W chwili obecnej zarówno prawa autorskie jak i ochrona patentowa stają się potworami służącymi wielkim koncernom do tworzenia monopoli i do czerpania tym sposobem nieuzasadnionych kolosalnych zysków kosztem społeczeństw. Jednym słowem do wyzysku w świetle prawa.

PS. Guy Fawkes (ten z maski) http://pl.wikipedia.org/wiki/Guy_Fawkes

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

 "Tylko że tak samo ważny jest interes społeczny który wymaga jednocześnie aby jak największa grupa ludzi miała dostęp do dóbr intelektualnych."

Wszystko zaczęło się od wymiany towarowej a potem stworzono pieniądz - psychologiczna pułapkę uzależniającą jednych od drugich. Wszysko grało jako tako dopóki się okazało możliwe kopiowanie w sposób tak tani i powszechnie dostępny że praktycznie każdy może to zrobić w każdej chwili prawie bez ponoszenia kosztów. Metoda "wymiany" towarów i usług tym samym osiągnęła chyba swoje pełne możliwości praktycznego wykorzystania. Skompikowany ponad miarę system powiązań pieniądza z towarem odkształcił i zwichrował pierwotną ideę prostej wymiany: przedmiot za przedmiot lub przedmiot za usługę. Wartość dodana budzi wiele emocji natury finansowej. Duże pieniądze (liczbowo) są nieodmiennie wiązane z dużym zyskiem. I to natychmiastowym nieomal. Tak się dzieje w sferze na przykład filmu, ale nie tylko. Czy komuś przyszło choć raz do głowy domagać się zwrotu pieniędzy po wyjściu z kina? Nie? No to ja jestem takim nieudacznikiem, który za obejżenie sążniście reklamowanego filmu, który mi się niepodobał zażądałem od kina zwrotu pieniędzy. Na tej samej zasadzie jak żądam zwrotu pieniędzy za nieświeżą sznkę kuiponą dziś rano w sklepie na osiedlu. I co? Odpowiedź była jednoznaczna. Takich praktyk nie stosuje się! A jaka to różnica: beznadziejny gniot albo śmierdzące mięso? Towar w taki sam sposób reklamowany i sprzedawany. Metoda konsumpcji włściwie prawie taka sama - można jeść siedząc.

I to jest sedno całej sprawy! Oni mogą robić bezkarnie co chcą i sprzedawać nam to bez możliwości zwrotu pieniędzy. Czyli po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się. I tylko o to chodzi w całym tym zamieszaniu. Bo producenci "dobra" i dobra intelektualnego chcą być bezkarni w tym co robią. Przyzwyczaili się do tego luksusu że ich właściwie nikt już nie rozlicza. Bo krytycy filmowi mają takie odziaływanie na publiczność jak spuszczenie wody w klozecie w Pcimiu Dolnym na przepływ wody w wodospadzie Niagara.

Brak równowagi praw podmiotów wchodzących w układ transakcji powoduje że jedni czują się panami sytuacji i chcą doprowadzić do jeszcze większej nierównowagi. Otóż dziś jakość towaru wogóle nie odpowiada jego cenie! Internet jest dobrym sposobem na obejście się bez tych tłustych wieprzów z Hollywood i nie tylko. W końcu i oni zobaczyli że publika może odejść od kasy zanim kupi bilet w jedną stronę, ale zamiast podnieść jakość towaru i konkurować o klienta jakością oferty, wolą zabrać wszystkim prawo do niezgody na monopol.

Zauważmy że w tym całym ACTA wszystko wrzucono do jednego worka. Mówi się ogólnie o prawach autorskich i intelektualnych, ale jest tam wiele bardzo różniących się spraw i każda z nich powinna być rozwiązywana osobno i na podstwie odrębnych regulacji, specyficznych dla danej dziedziny. My zaś mamy się zgodzić na to wszystko łącznie!  I to szybko! Poza tym bardzo nie lubię rewolucyjnego sopsobu załatwania takich spraw zamiast żmudnego i długotrwałego procesu "ucierania" się stanowisk i praw. Zawsze potem wychodzą "nieprawidłowości" usprawiedliwiane niedoskonałościami wynikającymi z pośpiechu. Ileż to razy tak już było? I zawsze naszym kosztem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#222857

W przypadku oglądania filmu czy to w kinie, czy na ekranie tv, zawsze pojawiają się reklamy. Przecież zysk z tych reklam może być z powodzeniem dzielony między właściciela kina, stacji tv czy nawet portalu internetowego, a autora filmu. Niem wiem jak to wygląda obecnie w praktyce. Niemniej zyski tychże udziałowców zależałyby od wartości przekazywanego dzieła i ilości osób chcących je oglądać. Podobną zasadę można by zastosować w promocji twórczości literackiej ale o tym niechby dyskutowali specjaliści. Może się mylę gdyż nie jestem związana w żaden sposób z branżą medialną proszę mi więc wybaczyć moje dywagacje.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Szpilka

#222867

Jeszcze lepsze oni chcą sprzedawać bez możliwości że my się staniemy właścicielami!!! Kiedyś jak kupiłem książkę, DVD lub CD to miałem możliwość sprzedania jej jako używanej a w tej chwili płacić mam w internecie niewiele mniej ale nie będę miał możliwości sprzedaży przeczytanej książki, oglądniętej DVD czy przesłuchanej CD! W takim układzie cena powinna spaść nie o 10% tylko 10-krotnie,
Muszę powiedzieć że sam nie sćiągam z netu nielegalnie bo mi szkoda na to czasu ale nie kupuję też legalnie bo mi jest o wiele za drogo! I tak samo robi większość mam wrażenie.

pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jeden z Pokolenia JPII

#222885