Rozbuchane "ja" pani Karoliny

Obrazek użytkownika zetjot
Blog

Nasza Muza salonowa, pani Karolina, uważa czucie za szczególną część swojego życia i osobowości. Wolno jej tak myśleć, czemu nie, ale jest jeden problem, bo gdy dotkniemy dżdżowncy, to ona się cofnie - widocznie czuje obce dotknięcie. Lecz przecież gdy się porusza ciągle jest narażona na dotykanie czegoś, lecz wtedy na swój własny dotyk nie reaguje. Widocznie ma jakiś moduł samokontroli, który pozwala jej odróżnic różne rodzaje czucia. Tak więc trzeba być ostrożnym i z tym czuciem nie przesadzać.

Badania neurobiologów ujawniają, że osoby ślepe, które świadomie nie widzą rożmaitych elementów otaczającego je świata, mimo to, są w stanie wchodzić w rozmaite interakcje z tymi elementami i nawigować w otaczającej je rzeczywistości, tak jakby te elementy widziały. Mają więc dostęp do tych elementów inną ścieżką, pozaświadomościową. Mózg dysponuje różnymi ścieżkami dostępu do danych i rzeczywistości. 

Pani Karolina też jest ślepa na niektóre aspekty otaczającej ją rzeczywistości społecznej. 

Amerykański socjolog, Robert Putnam, cytuję za Richardem Sennettem, twierdzi, że  

"dzisiejsze społeczeństwo obywatelskie charakteryzuje się biernością uczestnictwa. Ludzie należą do wielu organizacji, ale mało kto naprawdę coś robi. Socjolog Jeffrey Goldfarb stawiał sprawę jeszcze ostrzej, pisząc, że obserwujemy narodziny "społeczeństwa cyników", którego członkowie są nieprzystosowani do kooperacji." 

Pani Karolinie umyka z pola widzenia ten prosty fakt, że w aparat czucia, którym tak się ekscytuje, wyposażone są wszystkie zwierzęta i jest to element oprzyrządowania hardware'u. Gorzej jeszcze, że umyka pani Karolinie fakt, iż tresci, które ta aparatura przetwarza, czyli software, pochodzą w całości z zewnątrz i z czuciem niewiele mają wspólnego. Co więcej, te treści w toku ewolucji przenikają do genomu i kształtują w procesie ewolucyjnego sprzężenia zwrotnego sam aparat czucia, dostosowując go do społecznej rzeczywistości. 

Jak pisze Richard Sennett: 

" Heinz Kohut wprowadził pojęcie "rozbuchanego ja". "Ja" wypełnia całą rzeczywistość. Wynika to między innymi z pragnienia całkowitej kontroli; pisał Kohut, ze chodzi o "kontrolę, którą [osoba] chce sprawować nad swym ciałem i uczuciami, {tłumiącą} dorosłe oczekiwania co do doświadczania otoczenia". Ludzie przejawiający owo rozbuchanie czują się "uciskani i zniewoleni" przez potrzeby innych./.../ Pytanie " co robię?" zostaje zastąpione pytaniem "co czuję?". 

Osoba trwająca w owym samozaabsorbowaniu odczuwa niepokój, kiedy wkracza rzeczywistość, mniema bowiem, że świat zewnętrzny nie wzbogaca jej jaźni, lecz stanowi zagrożenie dla jej istnienia. Niepokój ten rozładowywany jest właśnie przez dążenie do kontroli. Ów psychologiczny mechanizm ma swe społeczne konsekwencje, z których najważniejszą jest erozja współpracy." 

No i mamy panią Karolinę jak na widelcu. 

A przecież przypadek pani Karoliny to pryszcz w porównaniu z przypadkiem naszej noblistki, Olgi Tokarczuk, której głębokie, jak to u pisarza,  pokłady podswiadomości ujawniają się w postaci mowy wewnętrznej i wyrywają się na zewnątrz w postaci sekwencji werbalnych przelewanych następnie na papier. Nic dziwnego, że pani Olga utożsamiła ten wewnętrzny głos z głosem nadrzeczywistej niemal wyroczni i dopiero gdy przybiła do brzegów rzeczywstości i zaczęła się wypowiadac do mikrofonu, to głos opinii publicznej przywołał ją do porządku rzeczywistego. 

Pani Olga była przekonana że wszyscy myślą tak jak ona. Więc dała wyraz swemu zaskoczeniu:  

"A tu okazało się, że nie dosyć, że nie jest to prawda powszechna, to prawdy tej ludzie nie chcą przyjąć." 

Prawda ma to do siebie, że jest relacją społeczną i przychodzi do nas z zewnątrz, nie jest jak nić pajęcza wysnuwana z wewnętrznej zawartości.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)